Szukaj
Konto

Przytłaczająca cisza przed kopalnią Pniówek. „Czekamy na cud…”

22.04.2022 15:19
Przytłaczająca cisza przed kopalnią Pniówek. „Czekamy na cud…”
Źródło: fot. PAP/Zbigniew Meissner
Komentarzy: 0
– Wszystkich tu znam. Górnicy, którzy zaginęli, przychodzili do mnie do sklepu. Mój mąż też jest górnikiem, pracuje przecież w tej samej kopalni – mówi Wirtualnej Polsce ekspedientka pracująca w sklepie nieopodal kopalni Pniówek. Przed wejściem do budynku kopalni pali się wiele zniczy…

Wirtualna Polska opublikowała na swoich łamach reportaż sprzed kopalni Pniówek, gdzie od środy gromadzą się rodziny i znajomi ofiar, pracownicy innych kopalni, a także zwykli mieszkańcy Śląska, którzy palą znicze i modlą się za uwięzionych pod ziemią 7 górników.

Przypomnijmy, że dziś tuż po godz. 12:00 władze Jastrzębskiej Spółki Węglowej poinformowały, że zdecydowano o odstąpieniu od prowadzenia akcji ratowniczej do czasu ustabilizowania się atmosfery w odizolowanym rejonie, co może potrwać nawet wiele tygodni.

CZYTAJ WIĘCEJ: "To są bardzo trudne decyzje". Akcja ratownicza w kopalni Pniówek wstrzymana

- Przed kilkunastoma minutami została przeprowadzona rozmowa w obecności panów prezesów i mojej z rodzinami i żonami poszkodowanych pracowników, którzy pozostają na dole na razie. Zostały te osoby poinformowane jako pierwsze o tej sytuacji, dla nich tragicznej, i objęliśmy te osoby szeroko pojętą opieką pod względem psychologicznym ze strony kopalni. Proszę wierzyć, że to są sytuacje bardzo trudne - mówił dyrektor ds. pracy kopalni Pniówek Aleksander Szymura.

"Czekamy na cud"

Jak pisze Wirtualna Polska, przed wejściem do budynku kopalni pali się wiele zniczy. "Przytłaczająca cisza" - czytamy. Ktoś zawiesił także baner: "Święta Barbaro, miej ich w swojej opiece".

- Wszystkich tu znam. Górnicy, którzy zaginęli, przychodzili do mnie do sklepu. Mój mąż też jest górnikiem, pracuje przecież w tej samej kopalni. W dniu tragedii był w pracy, na szczęście zdążył wyjechać przed wybuchem - mówi portalowi ekspedientka pracująca w sklepie znajdującym się tuż przy kopalni.

Reporter rozmawia także z 41-letnią Bernadetą z Żor, która przed kopalnię Pniówek przyjechała wraz z mężem, by zapalić znicz. Pod ziemią jest ich sąsiad, 41-letni ratownik.

- Ogromna tragedia. Taki wspaniały człowiek, wspaniałe małżeństwo. Czekamy, liczymy na cud - powiedziała. Kobieta przyznała, że jej syn pracuje w kopalni Zofiówka w Jastrzębiu Zdroju, gdzie kilka lat temu także doszło do wybuchu metanu. - Nie wyobrażam sobie przeżywać takiej tragedii - dodała.

Przed kopalnię przyjeżdżają także górnicy z innych śląskich kopalń. - To wyraz naszej solidarności. Górnicy zawsze łączą się w trudnych momentach. Tak było i będzie - mówi jeden z nich. Górnicy nie chcą komentować decyzji o wstrzymaniu akcji ratowniczej.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 22.04.2022 15:19
Źródło: WP.PL