Zwalone mosty, wypalone domy, rozrzucone zabawki...

Zwalone mosty, wypalone domy, rozrzucone zabawki...

Polecam swój "debiutancki" wywiad w miesięczniki „Samorządność”, wydawanym przez Mazowiecką Wspólnotę Samorządową. Przeprowadził go redaktor Łukasz Perzyna, a poświęcony był mojej misji na Ukrainie (Kijów, Bucza, Irpień) sprzed kilku tygodni.

 

 

Rozmowa z Ryszardem Czarneckim, eurodeputowanym PiS po powrocie z Ukrainy.

 

- Wraca Pan właśnie z Ukrainy. Co zastał Pan w kraju, który wedle putinowskiej propagandy miał stać się państwem upadłym?

 

- Pobyt tam stał się wyjątkowym doświadczeniem... nie tylko dla mnie. Wybrałem się tam z delegacją europarlamentarzystów. Pojechać mógł każdy. Zdecydowało się ostatecznie trzynastu eurodeputowanych z jedenastu krajów. Jechaliśmy razem z przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen i szefem dyplomacji unijnej Josephem Borellem. Optymalnym na ten czas szlakiem komunikacyjnym: najpierw samolotem z Warszawy do Rzeszowa, później stamtąd pociągiem do Przemyśla i wreszcie kolejnym nocnym składem do Kijowa. Tam spotkaliśmy się z Rusłanem Stefańczukiem, przewodniczącym jednoizbowego parlamentu ukraińskiego.

 

- Ale nie typowo dyplomatyczne spotkania stały się punktem kulminacyjnym podróży?

 

- Oczywiście, że nie one. Znaleźliśmy się w Buczy i Irpiniu. Miastami, które zaznały wcześniej najgorszego terroru ze strony agresora. Na kolegach z Niemiec, Hiszpanii, Włoch, Danii czy Szwecji wywarło największe wrażenie to, co tam zobaczyli. My, jeśli można tak powiedzieć - ludzie z nowej Unii - znamy Rosję, orientujemy się, że na powrót stała się imperium zła a może nawet ściślej rzecz ujmując nigdy do końca nie przestała nim być. Teraz koledzy z Zachodu przekonują się, że mieliśmy rację, gdy ich przed tym przestrzegaliśmy.

 

- Na miejscu jednak... pewnie był szok, nie przerzucanie się racjami?

 

- Bucza i Irpiń wyglądają jak plany filmów science-fiction, opowieści o przyszłych wojnach...

 

- ...jak u braci Strugackich?

 

- W Irpinie wita nas zburzony, zawalony po walkach most, spalone samochody na ulicach, wymarłe osiedla, zniszczone zwłaszcza na wyższych kondygnacjach budynki mieszkalne, gdzie nawet gdy Rosjanie już odeszli nie ma się komu wprowadzić, bo ludzie stąd przed nimi pouciekali. I psy, które obwąchują każdego człowieka wysiadającego z samochodu, w nadziei, że znajdą choćby ślad swojego pana, przejmujące wrażenie. Rozrzucone dziecinne zabawki walają się po podwórkach, nikt nie wie, gdzie są te dzieciaki, które nimi się jeszcze niedawno bawiły.

 

- Oby u nas, w Polsce...

 

- Przyjęliśmy wielu uchodźców, przeważnie kobiety z dziećmi. Dumny jestem jako Polak z tego, ze to u nas gościnę znalazło 2,7 mln Ukraińców. Chociaż Zachód nie dołożył nawet eurocenta do tych naszych wysiłków. Polacy nie ratują sąsiadów dla pieniędzy, to oczywiste, ale taka postawa Zachodu to haniebna sprawa.

 

- Może ta wyprawa to krok ku jej zmianie? Dla Pana kolegów to był kształcący wyjazd?

 

- Wcześniej szokowały mnie rozmowy, kiedy już po 24 lutego br. słyszałem od niemieckiego rozmówcy, że tam u nich, w Niemczech oni dojeżdżają do pracy po 15 km, więc konieczna dla nich jest benzyna z importowanej z Rosji ropy. Ręce opadają, gdy tego się słucha. Jednak mam wrażenie, że ci, którzy widzieli Buczę i Irpiń podobnych rzeczy już powtarzać nie będą. Czas, by politycy, co tam pojechali, wywarli nacisk na swoje rządy. Tworzyli presję. Inaczej znowu będzie tak, jak w sławetnym powiedzeniu W.I. Lenina, co powiadał, że kapitaliści z Zachodu sprzedadzą Rosji sznurek, na którym później zostaną powieszeni.

 

- Straszny obraz agresji widziany na miejscu przebija to, co można obejrzeć w telewizji?

 

- Wdzięczny jestem dziennikarzom, którzy tam jeżdżą i się narażają, ale żadna relacja tego nie odda, co się tam dzieje. Drogą trudno przejechać, bo jest zapchana wypalonymi - na szczęście - czołgami agresora i zniszczonymi - niestety - samochodami cywilów ukraińskich. Na terenie cerkwi św. Andrzeja w Buczy przeprowadza się pospieszną identyfikację ciał zabitych. Świat późno dowiedział się o obu wojnach czeczeńskich, gdy zginęło i w rozmaity sposób ucierpiało mnóstwo cywilów. Teraz mamy do czynienia ze zwielokrotnieniem tych wszystkich potworności. Byłem w wielu różnych misjach na pięciu kontynentach ale tę zapamiętam nade wszystko.

 

- Spytajmy o tych, co tam pozostali. Jak po prawie dwóch miesiącach niszczącej wojny prezentuje się morale Ukraińców?

 

- W Przemyślu spotkałem kobietę, młodą matkę z małym dzieckiem: spytała po angielsku, widziała hełmy: gdzie jest pociąg do Lwowa? Wtedy oczywiście ja ją z kolei zapytałem, czy się nie boi. Odpowiedziała: "boimy się. Ale wracamy". Gdybym był jej ojcem, pewnie bym to odradzał, bo to wielkie ryzyko. Wiele o naszych sąsiadach mówi ta rozmowa. O morale Pan pyta... Odpowiem w ten sposób, że Ukraińcy już wiedzą o tym, że obronili niepodległość. Przed 24 lutego ją kwestionowano. Teraz już się nie da. Obecnie Ukraina walczy o zachowanie swojego terytorium, w granicach z Krymem czy ziemiami doniecką i ługańską a nie z żadnymi samozwańczymi republikami, ustanowionymi tam przez rosyjskiego okupanta. Ukraińcy niepodległość już wygrali. Naszą zaś zasługą pozostaje, że nie byli sami.

 

- Czy szok, związany z obrazami zniszczeń, które Pan oglądał bezpośrednio na Ukrainie, zaś telewidzowie całego świata na ekranach, przełoży się na unijną pomoc dla uchodźców, która trafić powinna w pierwszym rzędzie do Polski, skoro to my ich najwięcej przyjęliśmy?

 

- Liderzy Unii Europejskiej składają wizyty w Kijowie, załamują ręce i wydają apele o solidarność europejską, ale one nie przekładają się na pomoc dla uchodźców, którzy w liczbie prawie 3 milionów znaleźli schronienie w Polsce. Szokujące, że Unia nie pomaga. Tym bardziej, że w trakcie kryzysu wywołanego inwazją imigrantów z Bliskiego Wschodu w 2016 roku - UE przeznaczyła 6 mld euro w dwóch transzach dla Turcji, która nie jest przecież członkiem Unii Europejskiej. Wtedy jednak precyzyjnie wyliczono nawet ile pieniędzy z Brukseli ma iść za każdym dzieckiem z Iraku czy Syrii uczęszczającym do szkoły tureckiej lub zorganizowanej w tureckim obozie dla uchodźców. Teraz trzeba pamiętać, że Polska jest jedynym krajem Unii Europejskiej, graniczącym zarówno z Ukrainą, jak z Rosją i Białorusią, która jest marionetką Kremla. Obojętność europejskich liderów to jeden wielki grzech zaniechania. Różnica między czynami a słowami jest porażająca. Nie chodzi tylko o Polskę. Mołdawii zaoferowano wprawdzie pomoc 150 mln euro, ale 110 mln z tego stanowi pożyczka, którą będzie musiała oddać. Przyjęła uchodźców, chociaż jest jednym z najuboższych państw Europy.   

 

- Co z pieniędzmi wchodzącymi w skład Krajowego Planu Odbudowy, która Polska mogła dostać już przed rokiem ale - nawet jeśli przyjąć optymistyczną wykładnię - mamy do czynienia z opóźnieniem?

 

- To prawda. Tutaj mam wrażenie, graniczące z pewnością, że opóźnienie teraz, kiedy parę tygodni temu sprawa środków wchodzących w skład KPO wydawała się już załatwiona, ma związek z pewną postępującą kontrakcją ze strony Niemiec. Po raz pierwszy od czasów kiedy w latach 50. i 60. funkcję tę pełnił Walter Hallstein, na czele Komisji Europejskiej stoi przedstawiciel Niemiec: Ursula von der Leyen. Od momentu agresji Rosji na Ukrainę, a więc od ponad dwóch miesięcy, Niemcy zajmują stanowisko faktycznie prorosyjskie stanowisko. Nie zaprzestali kupowania rosyjskiej ropy ani gazu. Blokują sankcje wobec Sbierbanku, Gazprombanku i innych banków obracających rosyjskimi środkami pochodzącymi z opłat za surowce. W ten sposób faktycznie wspierają Moskwę - finansują jej wojnę z naszym wschodnim sąsiadem  Niemcy utraciły tym samym moralne i polityczne przywództwo w Europie. Niezbędne okazuje się nowe rozdanie w polityce międzynarodowej, również jeśli chodzi o wspólnotę transatlantycką. W czasach prezydentury Donalda Trumpa w USA to Polska stała się partnerem nr 1 dla Waszyngtonu w UE -zwłaszcza po Brexicie. Teraz ze strony Bidena nastąpił powrót do tej polityki . Wychodzimy też z własnymi inicjatywami.  Ostatnia próba to majowa konferencja w sprawie pomocy dla Ukrainy i uchodźców, z inicjatywy Polski i Szwecji. 

 

- Pieniędzy jednak wciąż nie dostajemy, pomimo wysiłku społeczeństwa i samorządów, ich wspólnej pracy na rzecz uchodźców. Co można doradzić w takiej sytuacji?

 

- Trzeba jasno artykułować nasze żądania wobec Brukseli tym bardziej, że tych środków w ramach Recovery Fund nie byłoby, gdyby nie wcześniejsza jednogłośna - a taka była wymagana - decyzja                    w s z y s t k i c h państw UE-27,a więc i Polski. Zatem stanowisko także rządu RP umożliwiło uzyskanie przez Unie niskooprocentowanej pożyczki, która dziś przeznaczona jest na realizacje KPO. A więc nie jest to żadna łaska ze strony Brukseli.

        Dodam jeszcze jedna zasadniczą rzecz. Patrząc z perspektywy człowieka, który pracuje na rzecz polskich spraw w Brukseli i Strasburgu, mogę tylko prosić o to, żeby nie lekceważyć Rosji, jej imperialnych zakusów. Wiele razy w historii wydawało się że Rosja już cię cofa albo przegrywa - i okazywało się to złudnym wrażeniem. Stąd mój apel: w Polsce kłóćmy się, jeśli inaczej się nie da, o sprawy wewnętrzne - za to pozostańmy solidarni ,gdy chodzi o politykę międzynarodową i pomocy dla Ukrainy, która oddziela nas od Rosji. Jedność nas -Polskę i Polaków wzmocni na arenie międzynarodowej.

 

*tekst ukazał się w miesięczniku „Samorządność” (maj 2022)


Oceń artykuł
Wczytuję ocenę...
Powinniśmy przyjąć imigrantów Łukaszenki?
Udostępnij:

 

POLECANE
Powinniśmy przyjąć imigrantów Łukaszenki?
Udostępnij:
Koronawirus
Vademecum Pracownika
Emerytury
Stażowe