Ryszard Czarnecki: Niemieckiej „Ostpolitik” życie po życiu. Czy rzeczywiście 24 lutego nastąpił przełom w polityce Berlina?

Niemieckiej „Ostpolitik” życie po życiu. Czy rzeczywiście 24 lutego nastąpił przełom w polityce Berlina?
 Ryszard Czarnecki: Niemieckiej „Ostpolitik” życie po życiu. Czy rzeczywiście 24 lutego nastąpił przełom w polityce Berlina?
/ Ryszard Czarnecki / fot. Flickr / CC BY-SA 2.0

Zmieniają się czasy, ustroje, kanclerze, nawet kształt terytorialny państwowości naszego zachodniego sąsiada - tylko "Ostpolitik” Niemiec wydaje się być niezmienna i to niezależnie od tego, czy stolica jest w Bonn czy w Berlinie. Z drugiej strony zmienia się Rosja - ale czy jest carską „białą Rosją” czy sowiecką „czerwoną Rosją” (by użyć pojęć sformułowanych przez Jana Kucharzewskiego) czy postkomunistyczną Federacją Rosyjską Putina, to zajmuje ona specjalne miejsce w polityce Berlina. Zresztą z wzajemnością.

Niemcy w służbie Rosji

Skąd się to bierze? Przede wszystkim z dwóch powodów. Pierwszy to historia. Drugi to przekonanie, że wielkie państwa z definicji powinny dogadywać się ponad głowami państw mniejszych, powinny dyktować ład, a inni będą musieli się w nim odnaleźć. Jedna z najwybitniejszych, choć jednocześnie najbardziej kontrowersyjnych władców Rosji caryca Katarzyna II urodziła się jako Niemka, skądinąd w Szczecinie, jako Zofia Fryderyka Augusta von Anhalt-Zerbst. Caryca Katarzyna to przykład jeden z bardzo wieku gremialnej służby Niemców dla państwa rosyjskiego. Rdzenni Niemcy i ich dzieci zostawali w XVIII i XIX wieku generałami i gubernatorami. Służyli państwu rosyjskiemu, ale nie zapominali o korzeniach. Zresztą wrogiem Rosji był Napoleon i Polacy, a nie Prusacy. Czy połączenie rdzennej niemieckości z rosyjską państwowością przekuwało się w programowy antypolonizm? Tak miała mówić o Polakach swojemu ministrowi spraw zagranicznych Nikicie Paninowi caryca Katarzyna : „Trzeba rozłożyć ten naród od wewnątrz, zabić jego moralność. (…), Jeśli nie da się uczynić zeń trupa, należy przynajmniej sprawić, żeby był jako chory ropiejący i gnijący w łożu… Trzeba mu wszczepić zarazę, wywołać dziedziczny trąd, wieczną anarchię i niezgodę… Trzeba nauczyć brata donoszenia na brata, a syna skakania do gardła ojcu. Trzeba ich skłócić tak, aby się podzielili i szarpali, zawsze gdzieś szukając arbitra”. Autorstwo tych słów przypisywane jest Niemce, która rządziła Rosją i doprowadziła do trzech rozbiorów Polski, choć przecież miała nie tylko romans z polskim dyplomatą , późniejszym królem Stanisławem Augustem, ale również miała z nim nawet dziecko, córkę Annę Piotrownę, oficjalnie uznaną przez męża Katarzyny cara Piotra III (sprawa ta była tajemnica poliszynela, a sam car był tak wściekły, że chciał rozstrzygnięcia sprawy przez tzw. Tajną Kancelarię).

W znakomitym brytyjskim filmie fabularnym „Ostatni carowie” o końcu dynastii Romanowów pokazana jest prawdziwa scena, gdy żona ostatniego cara Rosji Mikołaja Romanowa – Aleksandra Romanowa czyli Wiktoria Alicja Helena Ludwika Beatrycze z Hesji-Darmstadt, też urodzona jako Niemka, błaga w 1914 roku męża, aby nie szedł na wojnę z Niemcami. Uważała, że będzie to nie tylko jej osobiste nieszczęście, ale też dramat dla obu państw. Skądinąd identycznie uważał słynny Rasputin, który chciał odwieść cara od tego zamiaru. To tylko gwoli przypomnienia, że rosyjscy władcy urodzeni w Niemczech pozostawali w jakiejś mierze lojalni wobec swojej pierwszej ojczyzny.

Nowe czasy - stary ład czyli Berlin wpisany w politykę Moskwy (i odwrotnie)

Za czasów Niemieckiej Republiki Federalnej  później przekształconej w Republikę Federalną Niemiec i współistnienia dwóch państw niemieckich należących do dwóch różnych bloków politycznych osią polityki Bonn było takie ułożenie stosunków ze Związkiem Sowieckim, aby zagwarantować Moskwie, że zachodnie Niemcy mimo posiadania amerykańskich baz wojskowych jako efektu amerykańskiej okupacji państwa niemieckiego po II wojnie światowej – nie będą jednak wprost kartą w talii geopolitycznej Waszyngtonu. Wbrew stereotypowi nie tylko socjaldemokraci, choć akurat oni obnosili się z tym szczególnie, jak Willi Brandt i Helmut Schmidt (poznałem go zresztą po latach w Hamburgu na konferencji, na której występowałem jako minister polskiego rządu), ale również chadecy z CDU i CSU realizowali politykę specjalnych relacji z Moskwą. Dalekie one były od „Cold War”, a bliskie „appeasementowi” w stylu polityki premiera Jej Królewskiej Mości Neville'a Chamberlaina wobec Niemiec pod koniec lat 1930. Była to polityka przemyślana, bo dzięki temu na przykład tzw. Niemcy Nadwołżańscy, niemiecka mniejszość w ZSRS, Niemcy w Kazachstanie mieli własne szkoły, a ich dzieci mogły uczyć się języka ojczystego – w przeciwieństwie do Polaków. Bonn uzyskiwał w ten sposób także liberalizację w relacjach z drugim, komunistycznym państwem niemieckim – NRD, które gwarantowało ,choćby częściowo tzw. akcje łączenia rodzin, czyli zgodę na bardzo ograniczoną czy selektywną, ale jednak emigrację do RFN, ale już nie gwarantowało uniknięcia szpiegowania przez „czerwony Berlin” - „kapitalistycznego Bonn”.

Dalekosiężnym celem politycznym elit NRF/RFN było oczywiście zjednoczenie obu państw niemieckich. Udało się to jednak nie dzięki miękkiej „Ostpolitik” tylko „zimnowojennemu” narzuceniu wyścigu zbrojeń Rosji Sowieckiej przez USA.

Po upadku komunizmu licząca 150 milionów ludzi, a więc dysponująca kolosalnym rynkiem zbytu , postsowiecka Federacja Rosyjska była wielką szansą dla niemieckiej gospodarki. Berlin tę szansę wykorzystał dzięki zapewnieniu sobie specjalnych stosunków z Kremlem. Najpierw był beneficjentem „bezhołowia”, słabości państwa rosyjskiego za czasów Borysa Jelcyna, a potem faktu, że z Putinem można było rozmawiać po niemiecku. Polityka Niemiec wpisywała się w dużej mierze w politykę Rosji. Moskwa w ostatnich trzydziestu latach niespecjalnie chciała negocjować  z Unią Europejską, która zastąpiła EWG: wolała rozmawiać dwustronnie z największymi państwami Europy Zachodniej, w pierwszej kolejności z Niemcami i Francją. „Wielcy” i „duzi” zakładali, przez lata skutecznie, że trzeba stworzyć taki europejski „balance of power”, aby zagwarantować interesy przede wszystkim Moskwy, Berlina i Paryża,.

Byli, są i będą razem?

Charakterystyczne, że politykę bliskich relacji Moskwy i Berlina kontynuowano nawet po lutym 2014 roku, gdy Rosja zabrała Ukrainie Krym, a faktycznie też Donieck i Ługańsk. Wprowadzono sankcje niekonsekwentne, niesięgające głęboko, nie podjęto w ogóle sprawy wyłączenia Rosji z systemu SWIFT. Co pół roku Rada Europejska, z Niemcami na czele jednogłośnie przedłużała sankcje wobec FR, ale był to swoisty teatr, bo za jego kulisami Belin budował z Moskwą Nord Stream oraz neutralizował Ukrainę wraz z Francją w nieszczęsnym Formacie Normandzkim, który tak naprawdę posłużył Rosji do przygotowania się do wojny.

Charakterystyczne, że w tym czasie Niemcy wraz z Francją, ale też z Włochami zablokowały w 2008 roku polsko-amerykańską inicjatywę, alby na szczycie w Bukareszcie przedstawić „road map” dla akcesji Gruzji do Paktu Północnoatlantyckiego. Niemcy umiejętnie grały kartą „praw człowieka”, aby postawić pod pręgierz państwa postsowieckie, które chciały wyrwać się spod kurateli Rosji lub przynajmniej zmniejszyć od niej zależność, jak Ukraina czy Azerbejdżan, a potem Kazachstan. W ten sposób Berlin de facto gwarantował Moskwie status quo i utrzymanie wpływów. Nawet teraz (sic !) polityka ta kontynuowana jest w kontekście Gruzji i niedopuszczenia do przyznania jej statusu kraju - kandydata do UE.

Ten ostatni przykład pokazuje, że wbrew niektórym analizom „Ostpolitik” Niemiec nie umarła 24 lutego Anno Domini 2022, lecz zmieniła nieco kształt. Cały czas chodzi o to samo. Można to podsumować słowami autora komedii (właśnie !) Mikołaja Gogola, pisarza rosyjskiego, choć urodzonego w polskiej rodzinie legitymującej się herbem Jastrzębiec, jako Mikołaj Janowski, który pisał: „Stare jeszcze nie umarło, nowe jeszcze się nie urodziło, ale jedno i drugie zagraża żyjącym”...

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” (29.06.2022)


Oceń artykuł
Wczytuję ocenę...
Powinniśmy przyjąć imigrantów Łukaszenki?
Udostępnij:

 

POLECANE
Powinniśmy przyjąć imigrantów Łukaszenki?
Udostępnij:
Koronawirus
Vademecum Pracownika
Emerytury
Stażowe