Najnowszy numer "Tygodnika Solidarność": Nowy świat - Nowa Polska

‒ Świat, który znamy z ostatnich 30 lat, właśnie się kończy. Globalizacja nie sprawdziła się i oglądamy właśnie jej spektakularny upadek. Z tym wiąże się wiele problemów okresu przejściowego, kiedy wyłaniać się będzie nowy porządek. Jeśli Zachód nie wróci do swoich fundamentów, to zostanie zepchnięty na margines przez większych barbarzyńców – mówi prof. Grzegorz Górski, prawnik i amerykanista z Kolegium Jagiellońskiego, w rozmowie z Jakubem Pacanem. To właśnie nowemu porządkowi w nowym świecie poświęcony jest aktualny numer „Tygodnika Solidarność”. 
 Najnowszy numer
/ foto. TS

A co jeszcze w rozmowie z Grzegorzem Górskim? 

Próby w tym zakresie (zmiany porządku świata – przyp. red.) podejmowane były przynajmniej od 2014 roku. Zarówno Putin, jak i Xi stopniowo wzmacniali naciski w różnych rejonach świata. Kiedy prezydentem był Trump, powstrzymał agresywność obu rywali, ale ta konfrontacja przeniosła się w cyberprzestrzeń, przestrzeń kosmiczną, obszary arktyczne. Rosjanie, a jeszcze bardziej Chińczycy wzmogli ataki i penetrację Ameryki – rynków finansowych, rynków nieruchomości. Co chwilę organizowali wrogie przejęcia amerykańskich firm, wreszcie w nieograniczony sposób finansowali wszelkie „zielone” programy i organizacje, aby rozkładać ekonomicznie Europę i USA. A kiedy nastała administracja Bidena i ogłosiła swoje naiwne koncepcje, obaj liderzy uznali, że przyszedł czas na raptowne przyspieszenie. Punktem zwrotnym był Kabul, który miał się stać symbolem upadku dotychczasowej roli USA. Rosyjski atak na Ukrainę miał być uwerturą do siłowej fazy konfrontacji, a oba mocarstwa gotowe były do generalnej konfrontacji. Ujawnienie obiektywnej słabości militarnej Rosji na Ukrainie oraz zainicjowany przez Polskę proces wyizolowywania Rosji, sankcjonowania jej przez państwa zachodnie, nie tylko dodatkowo osłabiły Rosję, ale również natychmiast stępiły ochotę Chin do ostrzejszej konfrontacji. Dzisiaj można powiedzieć, że plany osi Moskwa – Pekin zostały storpedowane. Sojusznicy są w impasie i szukają wyjścia z sytuacji, w której się znaleźli.

M.in. o sytuacji w Karabachu mówi Maciej Falkowski, autor książki „Armenia. Obieg zamknięty”, politolog, dziennikarz, dyplomata i podróżnik, w przeszłości związany z Ośrodkiem Studiów Wschodnich, były sekretarz ds. politycznych w Ambasadzie RP w Erywaniu, w rozmowie z Mateuszem Kosińskim. 

 Karabach to cały czas punkt zapalny tego rejonu świata i to pewnie się szybko nie zmieni. Ten konflikt nie jest ciągle rozstrzygnięty. Patrząc z punktu widzenia prawa międzynarodowego, to część Azerbejdżanu i władze tego kraju uznają, że problem jest rozwiązany. Nie jest to prawda, to część terytorium Azerbejdżanu niekontrolowana przez władzę w Baku, zamieszkana przez Ormian, którzy uznają się za odrębną republikę, która chciałaby niepodległości lub połączenia z Armenią. W tej chwili nie trwają żadne negocjacje, jedyne kontakty między Azerbejdżanem a Armenią ustalone po wojnie dotyczą delimitacji granicy między krajami. Kwestii Karabachu nikt nie podejmuje. Ormianie są w tym momencie na straconych pozycjach. Te tereny zajmowane przez nich w Karabachu są z każdej strony otoczone przez siły azerbejdżańskie. Jedyne negocjacje, które można sobie wyobrazić, to negocjacje o autonomii tych obszarów w ramach Azerbejdżanu. Natomiast strona azerbejdżańska nie idzie na te ustępstwa. Ormianie żyją w strachu – jeśli hipotetycznie Rosja przegra na Ukrainie, zacznie się tam kryzys, ich siła na Kaukazie zmaleje i wycofają swoje wojska, to Azerbejdżan rozpocznie znowu wojnę, by odwojować resztę Karabachu, której jeszcze nie kontroluje. Wtedy Ormianie nie będą mieli żadnych szans. To też odpowiedź na pytanie, dlaczego Ormianie przyjmują taką postawę. Oni boją się przegranej Rosji, to by oznaczało wznowienie walk i prawdopodobnie ostateczną utratę tego regionu. 

Czy globalny konflikt zacznie się na Tajwanie? - odpowiadaWojciech Kulecki

Kryzys w Cieśninie Tajwańskiej już dawno nie przypomina tego, co działo się w związku z Tajwanem od wielu dekad. Chiny całkiem na poważnie realizują strategię „odzyskania” wyspy zachęcone bezkarnością, z jaką ich sojusznik ‒ Rosja – poczyna sobie na Ukrainie. Pekin chce zająć swoją „zbuntowaną prowincję”, nawet gdyby skutkiem tego była wojna w skali globalnej. 

Flaga Chińskiej Republiki Ludowej nabiera dzisiaj podwójnego znaczenia. Krwistoczerwona flaga z pięcioma żółtymi gwiazdami – jedną dużą i czterema mniejszymi – zawsze była pewnym symbolem. Duża pięcioramienna gwiazda, wokół której zgromadzone były pozostałe, symbolizować miała Komunistyczną Partię Chin i jej wiodącą wobec wszystkich klas społecznych rolę. Dzisiaj gwiazdy symbolizują – choć to symbolika nieoficjalna – Chiny kontynentalne i cztery prowincje, z którymi Pekin miał zawsze problemy.

„Turcja, czyli problem” - Teresa Wójcik o najbardziej kłopotliwym dla świata Zachodu członku NATO 

Turcja, choć krytycznie oceniła rosyjski atak na Ukrainę, twierdzi, że zachowuje równy dystans wobec obu stron wojny. Ankara nie przyłączyła się do zachodnich sankcji wobec Moskwy, ma bardzo przyjazne stosunki z Kremlem w wielu dziedzinach. Z jednej strony można wątpić, czy jeszcze jest sojusznikiem Zachodu, z drugiej ani NATO, ani Unia nie chcą Turcji pozostawić zupełnie po stronie Rosji. Ten brak zdecydowania jest na rękę Moskwie; obecna polityka Ankary odpowiada celowi Kremla ‒ rozsadzaniu NATO. 

Jednym z najważniejszych momentów spotkania 5 sierpnia w Soczi było stwierdzenie tureckiego dyrektora ds. komunikacji Fahrettina Altuna, że „społeczność międzynarodowa nie może zakończyć wojny na Ukrainie, ignorując Rosję” i że „niektórzy nasi przyjaciele [USA] muszą wpłynąć na Ukraińców, aby powstrzymali wojnę”. Z kolei bezpośrednio przed rozpoczęciem rozmów Władimir Putin zauważył, że Europejczycy „powinni szczerze podziękować Turcji” za dostarczanie Europie rosyjskiego gazu rurociągiem Turkish Stream. Generalnie prezydenci Turcji i Rosji, pomimo wyzwań dzielących ich na arenie regionalnej i globalnej, w Soczi wyrazili gotowość pogłębienia współpracy. 


Na pytanie - Kto miesza w bałkańskim kotle? - usiłuje odpowiedzieć Barbara Michałowska 

Niedawne napięcia na północy Kosowa doskonale pokazują sytuację w całym regionie. Wciąż silne są tam antagonizmy między poszczególnymi narodami, a trudna sytuacja gospodarcza sprawia, że Rosja i USA, które mają tu swoje interesy, łatwo mogą podsycać lokalne konflikty. 

– Nastroje między Albańczykami a Serbami w Kosowie cały czas są napięte. Ale mamy tu też innych graczy. Amerykanie zawsze mocno popierali Kosowarów, choć akurat rząd, który sprawuje obecnie władzę w Prisztinie, to młoda ekipa, niezwiązana z ekipą tzw. partyzantów, będących u władzy od czasów wojny o niepodległość (w latach 1996-1999). Jej przedstawiciele deklarują, że chcą budować swój kraj, bez ingerencji obcych mocarstw, a to oznacza mniej kompromisowe stanowisko wobec Belgradu i kosowskich Serbów – mówi w rozmowie z „TS” Jan Muś, starszy analityk z Instytutu Europy Środkowej w Lublinie.

A co jeszcze w numerze?

- "Największe wyzwanie dla partii rządzącej" - prof. Rafał Chwedoruk w rozmowie z Jakubem Pacanem 
- "Azja Środkowa" prof. Marek Jan Chodakiewicz 
- "Ameryka mnie wybrała" - Michał Czarnecki w rozmowie z Bartoszem Boruciakiem 
- "Kaczki,małpy i marionetki" - Paweł Gabryć-Kurowski recenzuje film "Stracone złudzenia" 
- Piotr Łopuszański o książce "Na tropach Smętka" Melchiora Wańkowicza
- Sebastian Pytel o filmie "Zbrodnie przyszłości" 
- Barbara Michałowska - "Grzywna za uniemożliwienie kontroli PIP" 
- Wojciech Kulecki - "Już jest! Immunologiczna mapa człowieka" 
- "Wielki show na niebie" Wojciech Kulecki o Roju Perseidów i zorzy polarnej 
- SPORT: "Kamiński wchodzi do Bundesligi" Łukasz Bobruk i "Finał 26. Grand Prix Opolszczyzny w siatkówce plażowej" Barbara Michałowska 


 


Oceń artykuł
Wczytuję ocenę...
Powinniśmy przyjąć imigrantów Łukaszenki?
Udostępnij:

 

POLECANE
Koronawirus
Vademecum Pracownika
Emerytury
Stażowe