Paweł Jędrzejewski: Czy prezydent Biden jest ofiarą własnej sklerozy, czy spisku demokratów?

Jedno jest pewne: Joe Biden rozsiewa tajne dokumenty na lewo i prawo.
Joe Biden Paweł Jędrzejewski: Czy prezydent Biden jest ofiarą własnej sklerozy, czy spisku demokratów?
Joe Biden / EPA/Yuri Gripas/ABACA / POOL world rights Dostawca: PAP/EPA

Budząca w tej chwili największe emocje w USA afera z tajnymi, państwowymi dokumentami znalezionymi u prezydenta Bidena jest klasycznym przykładem sytuacji, w której wiemy i widzimy tylko powierzchnię zjawisk. I mamy dojmującą świadomość, że w tym wszystkim chodzi o coś zupełnie innego, niż widać.

Ale po kolei.

 

Chronologia mówi wiele

Latem 2022 roku znalezione zostały tajne dokumenty (około 300) w rezydencji Donalda Trumpa. W sprawę było zaangażowane FBI działające na polecenie Departamentu Sprawiedliwości, kierowanego przez człowieka wyznaczonego na to stanowisko przez Bidena. FBI zrobiło z tego wielkie widowisko, wkraczając z rewolwerami, gdy Trumpa nie było w domu, a media głównego nurtu nadały tej sprawie możliwie jak największy rozgłos. Cel tej akcji był oczywisty: chodziło o to, żeby wreszcie, po serii nieudanych prób, dopaść Trumpa i albo uniemożliwić mu kandydowanie w kolejnych wyborach prezydenckich, albo wręcz zamknąć go w więzieniu.

Wynoszenie i przechowywanie w prywatnych miejscach państwowych dokumentów, sklasyfikowanych jako tajne, jest traktowane bardzo serio. Ustawowo ich miejsce jest w specjalnym archiwum, pod strażą. Za naruszenie tej zasady idzie się do więzienia na długie lata. Po znalezieniu takich dokumentów u Trumpa, przez media przetoczyła się lawina informacji o tym, jakie to karygodne przestępstwo, na jakie wielkie zasługuje potępienie, jaka jest to skandaliczna sytuacja. Były prezydent usprawiedliwiał się, że miał prawo do ich odtajnienia.

Jednym z najbardziej oburzonych na Trumpa był prezydent Joe Biden, który w wywiadzie telewizyjnym wyrażał swoje zdziwienie, jak Trump mógł zrobić coś aż tak niewybaczalnego i nieodpowiedzialnego.

Później przyszła jesień i wybory 8 listopada, w których republikanie uzyskali większość w Izbie Reprezentantów, ale nie uzyskali jej w Senacie.

Bomba eksplodowała 9 stycznia 2023 roku.

Okazało się, że w pomieszczeniach biurowych "think tanku" Bidena (Penn Biden Center) na Uniwersytecie Pensylwanii znalezione zostały tajne dokumenty z okresu, gdy Biden był wiceprezydentem u boku Obamy. Po zakończeniu swojej wiceprezydentury, Biden został zatrudniony przez Uniwersytet. Nic konkretnie nie musiał robić, a jego pensja wynosiła - jak podają media - 800 tysięcy dolarów. W jego biurze stała szafa i w tej szafie znalazło się pudło z tajnymi dokumentami. Wśród nich znajdowały się bardzo tajne materiały wywiadowcze dotyczące Iranu, Ukrainy i Wielkiej Brytanii.

 

Zastanawiające są dwa fakty

Po pierwsze, znalezisko zostało odkryte ponad 2 miesiące wcześniej, bo już 2 listopada, czyli na 6 dni przed wyborami. Nikt o nim nie poinformował opinii publicznej. Najwyraźniej tym, którzy decydowali o ujawnieniu tej informacji, zależało, żeby nie dotarła ona do wyborców przed głosowaniem. Naruszenie prawa przez prezydenta z partii demokratycznej mogłoby pogorszyć wynik demokratów. Manipulacja widoczna jak na dłoni.

Po drugie, tajne dokumenty, które znajdowały się tam nielegalnie, znaleźli prawnicy Bidena. Niesamowite. Prawnicy Bidena doskonale wiedzieli, że dokumentów tych nie powinno tam być. Ponadto musieli mieć świadomość, iż fakt, że leżą w jego biurze od - przypuszczalnie - wielu lat, dramatycznie obciąża ich pracodawcę. Jednak, mimo tej wiedzy, nie przepuścili ich przez niszczarkę, co zajęłoby im pewnie pół godziny, ale natychmiast poinformowali i tym Narodowe Archiwa, które zawiadomiły Departament Sprawiedliwości. 

Albo są to niezwykle, wręcz krystalicznie uczciwi prawnicy, dbający bardziej o prawdę niż interes swojego szefa, albo... i tu można by rozpocząć wymyślanie konspiracyjnej teorii. Ale wróćmy do chronologii.

9 listopada FBI rozpoczęło dochodzenie, które miało sprawdzić, czy doszło do złamania przepisów federalnych. 20 grudnia osobisty doradca Bidena poinformował Departament Sprawiedliwości, że w prywatnej bibliotece prezydenta, dołączonej do jego garażu w jego domu w Wilmington, znaleziono kolejne dokumenty z klauzulami tajności. Znów - nie znalazło tych dokumentów FBI, policja, czy jakiś inny organ ścigania, ale pracownicy Bidena. 9 stycznia Biały Dom ujawnił publicznie informację o odkryciu tajnych dokumentów w biurze Bidena na Uniwersytecie Pensylwanii.

12 stycznia, adwokat Bidena poinformował Departament Sprawiedliwości, że w garażu prezydenta znaleziono kolejne dokumenty z klauzulą tajności. Znajdowały się koło jego ulubionego samochodu - starej, zielonej corvette. Przedwczoraj (sobota) prawnik Bidena znalazł następny dokument, tym razem w jego domu. Wygląda, że Biden ma je praktycznie wszędzie.

 

Dziennikarze minimalizujący aferę Bidena są w rozpaczy

Ta ostatnia wiadomość doprowadza teraz do łez rozpaczy dziennikarzy telewizyjnych wszystkich stacji głównego nurtu, którzy przez kilka dni przekonywali opinię publiczną, że Trump dopuścił się ogromnego przestępstwa, ponieważ przechowywał dokumenty w prywatnej rezydencji, a Biden popełnił jedynie drobne niedopatrzenie, bo trzymał je w oficjalnym biurze. Ich powtarzana do znudzenia argumentacja padła właśnie pod ciężarem rzeczywistości, bo kolejne dokumenty znaleziono w domu i garażu Bidena. W dodatku w kilku miejscach.

Prokurator Generalny, który wyznaczył już miesiące temu specjalnego prawnika do badania sprawy Trumpa, stanął przed trudnym wyborem: jeżeli nie mianuje teraz prokuratora do sprawy Bidena, zostanie oskarżony o stronniczość. Jeżeli z kolei wyznaczy kogoś do śledztwa w sprawie dokumentów przechowywanych w różnych miejscach przez Bidena, może spowodować, że ten śledczy dojdzie do wniosków grzebiących szanse Bidena w wyborach w 2024 roku.

Wybrał drugą możliwość i wyznaczył niezależnego prokuratora, który ma zbadać aferę Bidena. Sprawa nabiera dodatkowych rumieńców, gdy weźmiemy pod uwagę, że uniwersytet, w którym tajne dokumenty zostały znalezione i który płacił Bidenowi około 800 tysięcy za nic, otrzymuje wielomilionowe dotacje z Chin (ponad 90 milionów dol. w latach 2014-2022). To z kolei sugeruje, że nie należy lekceważyć powiązań Huntera Bidena (syna prezydenta) - znanego zarówno z prowadzenia ciemnych interesów, jak i uzależnienia od narkotyków - z chińskimi firmami, w których byli zainstalowani funkcjonariuszy chińskiego wywiadu wojskowego. Tajne dokumenty znajdowały się w domu, w którym on przez długi czas mieszkał i miał do nich dostęp.

Tak więc doszło do sytuacji niezwykłej: obaj potencjalni kandydaci, czyli Biden i Trump, którzy mogą zmierzyć się w wyborach o prezydenturę Stanów Zjednoczonych już za niecałe 2 lata (listopad 2024), są przedmiotem dwóch śledztw, prowadzonych przez dwóch prokuratorów w gruncie rzeczy w identycznych sprawach. 

Przypadek? Nie sądzę.

 

Wiele hałasu o nic, czy sprawa jest poważna? 

Na pewno sytuacja jest bardzo nie na rękę Bidenowi, bo kompromituje go tak czy inaczej. Prezydent twierdzi, że te dokumenty są dla niego zaskoczeniem. W najlepszym przypadku udowadnia to, że nie panuje on nad swoimi działaniami i rozsiewa tajne dokumenty na lewo i prawo. Gorzej, jeśli robił świadomie coś nielegalnego. Natomiast najważniejsze jest, że dwie równoległe afery - byłego i obecnego prezydenta - mogą spowodować, że do walki w wyborach w roku 2024 staną zupełnie inni kandydaci. Biden niedawno ogłosił, że planuje kandydowanie na drugą kadencję. Być może to był jego największym błędem. Weźmy bowiem pod uwagę czysto biologiczny aspekt pojedynku Trumpa z Bidenem. Biden będzie miał 82 lata. Wyobraźmy sobie, przez ilu ludzi w ścisłym kierownictwie partii demokratycznej kolejne cztery lata starca blokującego im szansę na kandydowanie - po 16 latach, czyli ośmiu latach prezydentury Obamy, czterech Trumpa i czterech Bidena - są postrzegane jako przekreślenie życiowych planów. Ponadto Biden, choć lewicowy, jest dla wielu młodych, skrajnie lewackich demokratów zbyt mało na lewo. Wizja prezydenta, który zakończyłby drugą kadencję w wieku 86 lat, jest dla nich przerażająca. Tym bardziej, że z zasady politycznego wahadła wynika, iż prezydentem, gdyby Biden wygrał, byłby po nim republikanin. Pobawmy się więc w konspiracyjną teorię: jest przecież prawdopodobne, że ta afera z dokumentami to próba skompromitowania Bidena przez jego własnych ludzi, a co najmniej przez kogoś bardzo wpływowego w jego partii, kto zaaranżował całą sytuację.

Bardzo wiele mówiące jest tu samo zatajenie faktu odnalezienia "trefnych" dokumentów przed wyborami. Przypuszczalnie, żeby nie zaszkodzić innym demokratom. Najważniejsze wydaje się to, że republikanie nie kiwnęli tu palcem - cała akcja kompromitowania prezydenta jest sprawnie przeprowadzana przez ludzi albo zatrudnionych przez Bidena (jego prawnicy), albo przez niego nominowanych na pełnione stanowiska (Prokurator Generalny). Mimo, że wystąpili przeciwko interesom Bidena, są obecnie nietykalni. Próba ich usunięcia byłaby odczytana jako odwet. Zresztą jest za późno - zupa już się wylała. Natomiast republikanie w Kongresie teraz dopiero ruszą do akcji. I wtedy ten makiaweliczny konspirator, czyli partyjny rywal Bidena - o ile istnieje - będzie mógł obserwować z torebką popcornu w ręku, jak szanse Bidena na drugą kadencję maleją z dnia na dzień. 


Oceń artykuł
Wczytuję ocenę...

 

POLECANE
Beskid Sądecki. Ewakuacja dzieci ze schroniska górskiego Wiadomości
Beskid Sądecki. Ewakuacja dzieci ze schroniska górskiego

W związku z pogarszającymi się warunkami pogodowymi w górach, ratownicy Grupy Krynickiej GOPR ewakuowali w czwartek 14 dzieci - uczestników obozu sportowego ze schroniska na Przehybie w Beskidzie Sądeckim. Dojazd do schroniska uniemożliwiły powalone drzewa.

Niemcy: Rekordowo niskie zaufanie do Bundeswehry. Sondaż nie pozostawia złudzeń Wiadomości
Niemcy: Rekordowo niskie zaufanie do Bundeswehry. Sondaż nie pozostawia złudzeń

52 proc. Niemców uważa, że decyzja rządu o wysłaniu czołgów Leopard na Ukrainę była słuszna, 39 proc. jest zdania, że był to błąd - wynika z opublikowanego w czwartek sondażu telewizji ARD. 59 proc. twierdzi, że ma małe lub żadne zaufanie do Bundeswehry. To najniższa wartość od 1998 roku.

Jest decyzja MKOl ws. Rosjan. Będzie bojkot? Wiadomości
Jest decyzja MKOl ws. Rosjan. Będzie bojkot?

Rosyjscy i białoruscy sportowcy będą mieli możliwość wzięcia udziału w przyszłorocznych igrzyskach olimpijskich. Okazuje się, że tę decyzję popiera w pełni... Organizacja Narodów Zjednoczonych.

Nowy prezydent Czech obawia się podsłuchów. Podjął decyzję Wiadomości
Nowy prezydent Czech obawia się podsłuchów. Podjął decyzję

Prezydent elekt Czech Petr Pavel zapowiedział, że po swojej inauguracji zleci dokładną inspekcję pomieszczeń na Zamku Praskim, siedzibie głowy państwa. Pavel powiedział w czwartek portalowi tygodnika „Respekt”, że panujące tam warunki uważa za niezadowalające. Ma obawiać się podsłuchów.

Naukowy wieczór z dr Kaweckim: Rozrusznik serca wszczepiany bez otwierania klatki piersiowej Wiadomości
Naukowy wieczór z dr Kaweckim: Rozrusznik serca wszczepiany bez otwierania klatki piersiowej

Kilka gramów daje życie! Rozrusznik wszczepiany bez otwierania klatki piersiowej!

Skandal w Pałacu Buckingham. Na królewskim balkonie zabraknie miejsca dla księcia Harry'ego i Meghan Markle? Wiadomości
Skandal w Pałacu Buckingham. Na królewskim balkonie zabraknie miejsca dla księcia Harry'ego i Meghan Markle?

Co z decyzją króla Karola III ws. księcia Harry'ego i Meghan Markle? Czy monarcha zgodzi się na to, by para wzięła udział w jego najważniejszej ceremonii?

Oficer uciekł z Rosji. Opowiedział o torturach na ukraińskich jeńcach Wiadomości
Oficer uciekł z Rosji. Opowiedział o torturach na ukraińskich jeńcach

Były rosyjski oficer Konstanin Jefremow, który uciekł z Rosji, opowiedział brytyjskiej telewizji, jak traktowano ukraińskich żołnierzy w niewoli.

Były szef NATO chce żeby Ukraina była europejskim Izraelem Wiadomości
Były szef NATO chce żeby Ukraina była europejskim Izraelem

Były szef NATO wraz z szefem Kancelarii Prezydenta Ukrainy Andrijem Jermakiem opracowali dokument, który ma pozwolić Ukrainie liczyć na takie samo wsparcie ze strony USA, na jakiem może liczyć Izrael.

“Leopardy zostaną spalone jak faszystowskie Tygrysy”. Przewodniczący rosyjskiej Dumy odgraża się Niemcom Wiadomości
“Leopardy zostaną spalone jak faszystowskie Tygrysy”. Przewodniczący rosyjskiej Dumy odgraża się Niemcom

Przewodniczący rosyjskiej Dumy Wiaczesław Wołodin w mocnych słowach zaatakował Niemcy ws. dostarczenia Ukrainie czołgów Leopard. Zapowiedział, że czeka je taki sam los jak Tygrysy, które wykorzystywała armia niemiecka podczas II wojny światowej.

Marcinkiewicz skazany na pół roku ograniczenia wolności. „Ziobro jest mściwym człowiekiem” Wiadomości
Marcinkiewicz skazany na pół roku ograniczenia wolności. „Ziobro jest mściwym człowiekiem”

Zapadł wyrok skazujący Kazimierza Marcinkiewicza na pół roku ograniczenia wolności i wykonywanie prac społecznych. Co na to były premier?

Marsz
Godności
Emerytury
Stażowe