loading
Proszę czekać...
avatar
Marek Budzisz

Marek Budzisz: Jak Rosjanie zbrojąc się o pokój zabiegają
09.11.2018
Pisałem już wcześniej, że w najbliższych tygodniach i miesiącach możemy spodziewać się rosyjskiej pokojowej ofensywy dyplomatycznej. Trochę będzie ona przypominać tę, którą ZSRR prowadziło w latach osiemdziesiątych dążąc do z jednej strony zastraszenia Europy, z drugiej zaś do osłabienia więzi atlantyckich. Chodziło wówczas o zablokowanie, albo przynajmniej opóźnienie instalacji amerykańskich rakiet średniego zasięgu. Teraz w gruncie rzeczy cel jest podobny.

screen yt
Pierwszy przejaw tej „troski o pokój” już mamy – jest nim artykuł sygnowany nazwiskami polityków zaniepokojonych możliwością wybuchu nowego konfliktu zbrojnego. Podpisali go były rosyjski minister spraw zagranicznych Iwanow, były brytyjski minister obrony Desmond Browne (Partia Pracy), były amerykański senator Sam Nunn i oczywiście, bo jego nazwiska nie mogło w tym gronie zabraknąć, Wolfgang Ischinger, przewodniczący Monachijskiej Konferencji Polityki Bezpieczeństwa. Artykuł został opublikowany teraz, bo jest adresowany do przywódców świata, którzy spotkają się 11 listopada we Francji na uroczystościach związanych z zakończeniem I wojny światowej. Wojny, która zdaniem autorów wybuchła, ale wcale, gdyby ówcześni liderzy polityczni powiązanych w sojusze państw byli nieco bardziej przewidujący, wybuchnąć wcale nie musiała. I teraz, ich zdaniem, mamy podobna sytuację. Świat znalazł się w obliczu konfliktu, który rozpocząć się może niemal w każdej chwili i na podobieństwo wydarzeń z lata 1914 od zupełnie przypadkowych wydarzeń. Kreślą oni w swym artykule – przestrodze następujący scenariusz. W 2019 roku Rosjanie rozpoczynają swoje kolejne wielkie manewry, na podobieństwo Zapadu 2018. Jak zawsze w takiej sytuacji do rosyjskiej przestrzeni powietrznej zbliżają się amerykańskie samoloty zwiadowcze. I jeden z nich, przypadkowo, zestrzelony zostaje rosyjską rakietą klasy ziemia – powietrze. Stawia to siły zbrojne z jednej strony NATO, z drugiej Rosji w stan najwyższej gotowości. Tym bardziej, że wszyscy mają w pamięci, iż właśnie przestał obowiązywać traktat o ograniczeniu rakiet średniego zasięgu i po obu stronach umownej granicy zapełnione zostały arsenały. To powoduje, że obie strony, spontanicznie, jak piszą autorzy artykułu, wysuwają pod swym adresem ultimatum, w którym padają sformułowania o możliwości użycia arsenałów jądrowych, którymi dysponują. Europa znajduje się na krawędzi katastrofy.
Mniejsza o to, czy tego rodzaju scenariusz jest realny. Konfliktów i ognisk zapalnych nie brakuje. Ważne jest w tym wszystkim, co innego. A mianowicie propozycja autorów tekstu, „co z tym wszystkim zrobić”? Proponują oni, aby przy okazji paryskiego spotkania, w którym wezmą udział liderzy państw dysponujących bronią jądrową, sformułowali oni deklarację o wspólnym dążeniu do po pierwsze uniknięcia konfliktu, w którym taka broń mogłaby zostać użyta, a po drugie, aby zadeklarowali, że wygasający układ o ograniczeniu liczby rakiet strategicznych został przedłużony przynajmniej do 2026 roku. Proponują też rozpoczęcie „strategicznego dialogu” między Rosją a NATO, bo ich zdaniem brak jest obecnie nie tylko zrozumienia intencji i polityki drugiej strony, ale wręcz wymiany informacji.
Medialna inicjatywa byłych ministrów zbiegła się z informacjami, choć oni nie piszą na ten temat w swym wystąpieniu, o rekordowo wysokich wydatkach Rosji na zbrojenia. Na początku tygodnia w wypowiedzi dla Agencji TASS, Anatolij Popow, dyrektor departamentu polityki obronnej rosyjskiego Ministerstwa Finansów, powiedział, że rosyjskie władze, prócz kwot zapisanych w projekcie budżetu na lata 2019 – 2021 (zarówno w części jawnej, jak i tajnej) zdecydowały jeszcze powiększyć wyasygnowane na zbrojenia kwoty o 1,6 bln rubli (ok. 24 mld dolarów). Ale oprócz tych informacji Popow powiedział jeszcze coś znacznie istotniejszego. Otóż, jego zdaniem, biorąc pod uwagę wszystkie wydatki państwa na bezpieczeństwo, zarówno jawne, jak i tajne, ale również te, które poupychane są w różnych szufladkach budżetu, co, do których nikt by się nie spodziewał, że mają takie przeznaczenie, czyli jednym słowem sumując te wszystkie pozycje, okaże się, że nie mniej niźli 30 % rosyjskiego budżetu państwo przeznacza na cele bezpieczeństwa. Resorty siłowe dostaną z budżetu 1,7 raza więcej niźli rząd przeznacza na podtrzymanie rosyjskiego systemu emerytalnego oraz 7 razy więcej niźli wyasygnowano na edukację. Planuje się m.in. o 10 tysięcy zwiększyć liczbę żołnierzy kontraktowych. Informacje te zbiegły się z innymi, równie ciekawymi, bo wymownie ukazującymi hierarchie celów rosyjskich elit – otóż przedstawiciele rosyjskiego Ministerstwa Finansów poinformowali, że w razie wprowadzenia przez Stany Zjednoczone nowych sankcji, które mogą negatywnie odbić się na możliwościach rosyjskiego budżetu, nie wyklucza się zmniejszenia przyszłorocznych wydatków na cele socjalne, pozycje wojskowe pozostaną niezmienione.
Ale to nie jedyne ciekawe informacje, jakie ostatnio pojawiły się w rosyjskich mediach. W tygodniku Zwiezda, znaleźć można wywiad generała – pułkownika Jesina, dziś na emeryturze, ale w latach 1994 – 1996 szefa sztabu strategicznych wojsk rakietowych. Mówi on, że jeśli Stany Zjednoczone zdecydują się na rozmieszczenie w Europie rakiet średniego zasięgu z głowicami nuklearnymi, to Rosja znajdzie się w sporych tarapatach i będzie zmuszona przemyśleć na nowo swą doktrynę użycia sił jądrowych. Dlaczego? Otóż jego zdaniem umieszczenie przez Amerykanów rakiet średniego zasięgu w Polsce i w Rumunii ograniczy czas, jaki Moskwa będzie miała na odpowiedź w razie ataku do 2 – 3 minut. Oczywiście dysponuje one powstałym jeszcze za czasów sowieckich, ale unowocześnionym systemem umożliwiającym automatyczne odpalenie salwy rakietowej (wg. rosyjskiej nomenklatury Parametr, na Zachodzie określany mianem Dead Hand). Tylko, że jego zdaniem, po takim ataku, Rosja nie będzie miała już wystarczającej liczby rakiet, którymi będzie w stanie odpowiedzieć. Musi rozwijać systemu obrony przeciwrakietowej oraz ponownie przeanalizować swoją strategię. I w związku z tym Moskwa stanie w obliczu wyzwania – albo wejść w wyścig zbrojeń nuklearnych, czego nie chce, bo ma poczucie swej słabości, albo przedefiniować swą strategię i powrócić do starej, jeszcze z czasów sowieckich, doktryny uderzenia wyprzedzającego. Opinia ta stoi w jaskrawej sprzeczności z niedawnymi deklaracjami prezydenta Putina, który mówił, że Rosja nigdy pierwsza nie zaatakuje, ale jeśli stanie się obiektem agresji to z cała bezwzględnością zniszczy przeciwnika. Genarał Jesin mówił przy okazji inne ciekawe rzeczy. Otóż jego zdaniem Waszyngton nie wycofa się z porozumienia o rakietach strategicznych, bo nie leży to w jego interesie. Układ zakłada m.in. wzajemny dostęp wojskowych ekspertów państw – stron do swoich instalacji, a chcą oni wiedzieć, co Rosjanie robią. Przy czym zapowiedziana modernizacja amerykańskiego potencjału nuklearnego, przed 2026 rokiem nie przyniesie żadnych rezultatów, więc, po co mieliby się do tego czasu pozbawiać wglądu w działania Moskwy? Rosja, w jego opinii, winna się w najbliższych latach skoncentrować na rozwoju rakiet hipersonicznych, bo ich produkcja nie stanowi naruszenia obowiązujących porozumień, a umożliwiają one udzielenie „adekwatnej odpowiedzi” na wypadek ataku nuklearnego.
Ale oczywiście, na wszystko potrzebne są pieniądze. Równoczesne wydawanie pieniędzy na modernizację i profesjonalizację armii, rozwój obrony przeciwrakietowej, nowych rodzajów broni i uzbrojenia i modernizację sił nuklearnych nie jest możliwe. Doskonale obrazuje to polityka Moskwy w zakresie zaopatrywania swych sojuszników z bloku wojskowego ODKB. Jego posiedzenie w kazachskiej Astanie właśnie się zakończyło i ku zaskoczeniu obserwatorów mimo, długiej, a nawet przedłużonej dyskusji szefów państw wchodzących w skład bloku (obok Rosji to Armenia, Białoruś, Kazachstan, Tadżykistan i Kirgistan) nie osiągnięto porozumienia w zasadniczej kwestii. To znaczy nie wygrano nowego sekretarza generalnego organizacji i zdecydowano, że decyzja w tej sprawie zostanie podjęta na następnym spotkaniu na początku grudnia w Petersburgu. Ale warto zwrócić uwagę na inne podjęte decyzje – na czele specjalnego komitetu ds. międzyrządowej współpracy w zakresie uzbrojenia, stanął rosyjski wicepremier, nadzorujący sektor zbrojeniowy Borisow. Nie ma w tym niczego nadzwyczajnego. Po prostu zastąpił on odwołanego po rosyjskich wyborach prezydenckich Dmitrija Rogozina, który teraz realizuje swe ambicje „na polu kosmicznym”. Co innego jest istotne. Przy okazji zmian ponownie dyskutowano zasady dostaw rosyjskiego uzbrojenia do państw członków. Jak wiadomo Moskwa dostarcza im broń na preferencyjnych warunkach, to znaczy stosuje ceny wewnętrzne, używane do rozliczeń między budżetem a armią. Są one znacznie niższe niźli na rynkach światowych, co samo w sobie stanowi przyczynek do informacji na temat poziomu rosyjskich wydatków na zbrojenia. Ale co innego jest w tym wszystkim ważne. Otóż państwa takie jak Kazachstan chciałyby „kupić” od Moskwy najnowocześniejsze systemy obrony przeciwlotniczej S – 400. Ale Rosja nie chce i dostarczyła przestarzałe już systemy typu S-300. Jedynym państwem, które zaopatrzone zostało w S – 400, jest Białoruś. Otrzymała ona dwa dywizjony. Pułk S-400 to trzy dywizjony, tj. 24 baterie, czyli jak łatwo obliczyć Białoruś ma 16 baterii. Dodatkowo 4 dywizjony rozlokowane zostały na terenach Rosji Płn – Zachodniej. Wygląda na to, że Moskwa już przygotowuje się do odparcia ewentualnego ataku NATO przy użyciu rakiet średniego zasięgu, wzmacniając swe siły obrony przeciwrakietowej. Nawet, jeśli ocenia go, jako mało prawdopodobny, to chce być przygotowana. A to oznacza, nowe zapotrzebowanie. Tylko, że system S – 400 kupują Chińczycy, Turcy, mówi się o sprzedaży do Indii i Arabii Saudyjskiej. Jeśli dodamy do tego zapotrzebowanie rosyjskiej armii i naciski ze strony państw – sojuszników z ODKB, to może się okazać, że ktoś ich nie dostanie, bo moce produkcyjne nie są z gumy. Czyli ktoś będzie musiał odejść z kwitkiem. Najlepiej by było z rosyjskiego punktu widzenia, aby armia nie domagała się rozlokowania nowych dywizjonów przymuszona do takich działań przedsięwzięciami NATO. Ale aby nie było takiej presji, potrzebne jest rozbrojenie, bo jeśli Amerykanie odstąpią od swych planów, albo Europa się im ostro przeciwstawi, to więcej broni Moskwa będzie w stanie sprzedać, a pozyskane pieniądze przeznaczyć na modernizację swej armii. Oczywiście znanej ze swego pokojowego nastawienia.
 
10
Nasi partnerzy
(69 artykułów)
Marek Budzisz: Jak Rosjanie zbrojąc się o pokój zabiegają
M. Budzisz: Rosyjski kurs na Chiny. Bardziej życzenia kremlowskiej biurokracji, niźli trwały sojusz
Marek Budzisz: Moskwa nie rezygnuje z planów „big dealu” z Waszyngtonem.
Marek Budzisz: "Waszyngton gra kartą atomową"
Marek Budzisz: Putin w Soczi – „My pójdziemy do raju a oni po prostu zdechną”
Wydarzenia
więcej
Opinie
więcej
Najnowszy numer
Związek
więcej
Wideo Agnieszka Romaszewska: Ukraina postawiła na Niemcy. I się na tym przejedzie
ciastkoWykorzystujemy pliki "cookies" aby nasz serwis lepiej spełniał Państwa oczekiwania. Możesz zablokować możliwość wykorzystywania tych plików poprzez zmianę ustawień w swojej przeglądarce internetowej.