loading
Proszę czekać...
reklama_pozioma
Wykluczeni ojcowie mówią "DOŚĆ!" - list do redakcji Tygodnika Solidarność
Opublikowano dnia 11.04.2017 17:24
Z uwagą przeczytaliśmy artykuł red. Macieja Chudkiewicza pt. „Milcz, płać, wynoś się”, opublikowany w Państwa tygodniku. Uważamy, że obrazuje on polską rzeczywistość okołorozwodową, dotyczącą małżonków, z których aż ok. 40% podejmuje decyzje o rozwodzie.

dzieciakom.org - dzieciakom.org
Nie rozumiemy dlaczego nie są podejmowane inicjatywy, które uchroniłyby polską rodzinę przed rozpadem. Przewlekłe postępowania sądowe podtrzymujące konflikt nie służą dobru rodziny a wybitnie destrukcyjnie wpływają na dzieci, które wciąż doświadczają alienacji rodzicielskiej. Co gorsze – w majestacie prawa, które już wkrótce będzie dotkliwie karać za nie alimentację, podczas gdy rodzice wyrządzający swoim dzieciom przemoc psychiczną - w postaci alienacji rodzicielskiej, w dalszym ciągu pozostają bezkarni.

Warto tu dodać, że wg danych, np. amerykańskiego towarzystwa psychologicznego – alienacja rodzicielska może w psychice młodego człowieka dokonać podobnego spustoszenia jak molestowanie seksualne. A wystarczyłoby skorzystać z pomocy psychologów, którzy opiniują aktualnie w sprawach rodzinnych, by zamiast ich biernego uczestnictwa w (de facto) podtrzymywaniu konfliktu pomiędzy rozwodzącymi się rodzicami, wesprzeć rzeczonych profesjonalną pomocą psychologiczną, dzięki której wiele rodzin zachowałoby trwałość i jedność.

Równocześnie, należałoby ostatecznie uregulować zawód psychologa, który w dalszym ciągu nie jest uregulowany, chroniąc przed działalnością fałszywych psychologów, którzy często przyczyniają się do rozbijania rodzin.                   

Nie chodzi bynajmniej o zmuszanie kogokolwiek do trwania w relacji, w której nie chce trwać, chodzi o pomoc Państwa, w chwili gdy taka pomoc jest rodzinie potrzebna.

Problem w naszej ocenie leży również i w tym, że umniejsza się ojcostwu oraz wciąż marginalizuje jego rolę. W sytuacji rozstania, jak pokazują statystyki, wielu ojców nie wie jak się zachować i odpuszcza starania o opiekę nad dziećmi, gdyż jak twierdzą: „W polskich sfeminizowanych sądach rodzinnych i tak nie mam szans…”, tudzież: „Mój tata też był odsuwany od dziecka, jestem i ja, przecież to normalne.”

Skutkuje to niewystarczającym zaangażowaniem w ojcostwo kolejnych pokoleń mężczyzn oraz doświadczaniem przez nich dyskryminacji, szczególnie w sytuacji - gdy chcą zachować nieskrępowane relacje i więzi z dzieckiem. Twierdzą tak m.in. Maria Liberska i Marta Wierzbicka, same będące matkami, z których wiele zgłasza się do nas po poradę. Na kuriozum zakrawa w ich opinii fakt, że zwalcza się głównie tych ojców, którzy chcą na równi z matkami, zajmować się dziećmi, dając świadectwo zaangażowanego ojcostwa oraz prezentując wzorce, z których mogliby czerpać zarówno inni ojcowie, jak i ich dzieci.

Zgadzamy się z opinią niektórych środowisk feministycznych i nas samych nie dziwią stanowiska przez nie prezentowane, w sytuacji gdy słusznie piętnowane są niewystarczające (lub niestety żadne) zaangażowanie niektórych ojców, np.  w alimentację, która w polskim społeczeństwie jest postrzegana (o zgrozo!), jako głównie świadczenia pieniężne. Tymczasem - zgodnie z przepisami - alimentacją są też tzw. osobiste starania, mówiąc wprost – udział w wychowaniu dzieci. Paradoksem jest to, co same podnoszą niektóre matki, iż powodem takiego stanu rzeczy jest być może to, że dzieci są wychowywane (głównie) przez matki a ojcowie wciąż są (często) odsuwani od procesów wychowawczych - w myśl retoryki – „mama zawsze wie lepiej” oraz utrwalonego patriarchalnego modelu rodziny . Coraz to nowe pokolenia mężczyzn zaszczepiają w swoich rodzinach modele wyniesione z własnych domów rodzinnych. Często są to modele pozbawione albo ograniczone w męskie wzorce, co skutkuje mylnym przekonaniem, że mężczyzna/ojciec nie powinien się angażować w życie rodzinne i to zarówno w domu, jak i w procesie wychowawczym dzieci. Taki partner, który przywykł do tego, że „u mamy” zawsze miał wszystko podstawione pod przysłowiowy nos, nie angażuje się wystarczająco w życie domowo-rodzinne, czego efektem jest np. to, że to właśnie kobiety więcej czasu poświęcają na prace domowe, nawet w sytuacji, gdy oboje małżonków pracują zawodowo. Należałoby więc zapytać retorycznie, czy to nie zasługa samych matek, które – posługując się retoryką piłkarską – same strzelają sobie samobója.

Czymś oczywistym  jest, że ludzie rozwodzący się są zazwyczaj skonfliktowani. Konflikt związany z rozwodem, niejako naturalny, jest często wystarczającym powodem, by relacje jednego z rodziców ograniczyć do reglamentowanych kontaktów, często w wymiarze kilkunastu godzin(!) w miesiącu. Czy nie jesteśmy świadkami absurdu, na który zakrawa fakt, że więźniowie mają większe prawa do kontaktów ze swoimi dziećmi!?                                                       

Czy nie należy zatem postawić pytania - jak zażegnać konflikt, gdy jeden z rodziców stawiając się na uprzywilejowanej pozycji, stawia często drugiego rodzica przed faktem dokonanym a w momencie wyjścia z małżeństwa/rodziny zostaje „nagradzany” (często za wysokimi) alimentami, wyłączną pieczą nad dzieckiem i często również świadczeniem „500 Plus”? Czy to jest sprawiedliwość społeczna?

Jaką argumentacją kierują się niektórzy przedstawiciele środowisk sędziowskich i/lub psychologicznych, którzy twierdzą, że wspólne sprawowanie pieczy (opieki) jest możliwe tylko w przypadku zgody rodziców, w sytuacji gdy takiej zgody nie da się osiągnąć. Rzeczona zgoda nie jest zazwyczaj osiągana z kuriozalnego powodu - jednemu z rodziców nie zależy na tym, gdyż dosłownie – ona sam ma interes by konflikt trwał. Dlaczego sądy funkcjonujące na zachodzie Europy, w krajach skandynawskich czy Kanadzie, Usa, Australii, Nowej Zelandii, etc, potrafią przymusić rodzica utrudniającego osiągnięcie porozumienia do zgody, choćby pod rygorem ograniczenia władzy rodzicielskiej lub przekazania dziecka pod pieczę rodzica bardziej ugodowego?   
                                                                  
Równocześnie Sądy w  Polsce - brak zgody „nagradzają” (najczęściej) przekazaniem dziecka pod pieczę jednego rodzica, oczywistym jest, że w przeważającej liczbie przypadków pod pieczę matki.  
                                                      
Czy nie jest tak, że sądy rodzinne same przyczyniają się do nieposzanowania prawa, gdyż (mając instrumenty prawne) nie potrafią egzekwować własnych orzeczeń lub wydają postanowienia tak kuriozalne, jak nakazanie zapłaty 15 zł – za każdy niezrealizowany kontakt, których w miesiącu jest zazwyczaj kilka (najpopularniejszy model „kontaktów”). Relacje i więzi z dzieckiem warte kilkadziesiąt złotych w miesiącu. To jest sprawiedliwość?

Czy rozwiązanie nie jest banalnie proste, zweryfikowane i sprawdzone w innych państwach, na podstawie kilkudziesięciu badań i wielu lat obserwacji; m.in. dr Bausermana, dr. Lindy Nielsen, dr Kruk, etc.  Mowa o opiece naprzemiennej, którą w naszym przekonaniu nie będzie (niestety) zainteresowana większość ojców, przyzwyczajonych póki co do patriarchalnego modelu rodziny i chęci realizowania się zawodowo. Dlaczego tym bardziej nie wprowadzić przepisów, które działając przede wszystkim dla dobra dzieci, umożliwią sprawowanie tego rodzaju modelu opieki nad dzieckiem, po rozstaniu jego rodziców. Dając temu dziecku faktyczne prawo do wychowania przez oboje rodziców a dzieciom, które w przyszłości doświadczą rozstania swoich rodziców, szansę by były wychowywane przez oboje rodziców. Szczególnie, że jest to najlepszy model opieki, co wprost wynika ze wspomnianych badań i oczywistym jest fakt, że możliwym do wdrożenia wyłącznie wtedy, gdy rodzice mieszkają w tym samym miejscu (ta sama miejscowość i/lub bliska odległość) i dziecko chodzi do jednego przedszkola/szkoły, zachowując to samo środowisko.                                                                                                                                   
Pamiętając równocześnie, by przeciwdziałać częstym naruszeniom domicylu (w tym przypadku - dotychczasowego miejsca zamieszkania) – przede wszystkim dziecka, które w przypadku rozstania się rodziców, często wyprowadza się „nieświadomie” z jednym z nich, nierzadko do miejscowości oddalonej o kilkaset kilometrów. W nowym miejscu zamieszkania (z naruszeniem katalogu istotnych spraw dziecka) inicjowane jest następnie postępowanie sądowe, zmuszające drugiego rodzica do podróży zarówno do dziecka, jak i na rozprawy sądowe a często również sama wyprowadzka - przypieczętowuje mniej lub bardziej zamierzoną alienację rodzicielską.

W przypadku zasądzania opieki naprzemiennej zniwelowany zostałby powszechny problem nie alimentacji. Nie popieramy i piętnujemy unikanie alimentacji, ale powinna być ona w naszym przekonaniu dostosowana do rzeczywistych możliwości zarobkowych. Nie hipotetyczno-uznaniowych, bazujących na przepisach z lat 50-tych ubiegłego wieku. Dlaczego u naszych sąsiadów działają skutecznie tzw. tabele alimentacyjne, oparte o dochody z ostatnich kilku lat, które rozwiązałyby problem i zażegnały wielu konfliktów. Dlaczego nie wprowadzić takiego rozwiązania i u nas, co znacząco odciążyłoby sądy i przeciwdziałałoby nadużyciom. Dlaczego w sytuacji rozwodów wciąż nie bierze się pod uwagę tego, że w chwili rozstania dochody (teoretycznie) pozostają na tym samym poziomie, podczas gdy koszty się de facto podwajają. Należy przecież (wówczas) wynająć dwa mieszkania, opłacić podwójne rachunki, etc. Co z tego, że sąd zasądzi alimenty, na które zobowiązanych nie będzie stać, w sytuacji gdy najpopularniejszą pensją (wg. danych GUS) jest kwota rzędu 2150zł netto a ok 65-70% Polaków zarabia poniżej ok. 2750zł netto. Nie są to w żadnym wypadku zestawienia z analiz szarej strefy a wprost wynikające z danych statystycznych, np. GUS’u.

Podobne stanowisko zaprezentowała w  naszym odczuciu Redaktor Karolina Nowakowska z Gazety Prawnej, która w artykule pt. „Alimenciarki. Kobiety też nie płacą alimentów. Dlaczego?”  odnosząc się do tzw. „alimenciarek” (w opozycji do mężczyzn, tzw. „alimenciarzy” - kobiet uchylających się od alimentacji) wprost wskazała, że jakkolwiek jest ich w skali znacznie mniej (5% vs 95% - co oczywiste – sądy powierzają pieczę głównie matkom), to jednak w podobnej liczbie (procentowo) jak ojcowie uchylają się one od alimentacji. Zapewne właśnie z tego powodu, że ich też na taką (zasądzaną) kwotę alimentów nie stać. Czym różnią się mężczyźni od kobiet w dobie rzekomego równouprawnienia, szczególnie w odniesieniu do danych Eurostatu, z których wynika, że Polska znalazła się na 3. miejscu zestawienia krajów UE pod względem różnicy zarobków kobiet i mężczyzn. Według cytowanego przez Światowe Forum Ekonomiczne Eurostatu różnica w pensjach godzinowych wynosi u nas jedynie 6,4 proc.                 

Czy rozwiązaniem nie mogłoby być zatem operowanie na ww. tabelach alimentacyjnych i zobowiązywanie do alimentacji obojga rodziców – nawiązując do potrzeb dziecka, ale też , jw. - rzeczywistych możliwości obojga rodziców i przede wszystkim - zgodnie z czasem, który każdy z nich poświęca dziecku a który nie może być ograniczany, aka – utrudniany czy uniemożliwiany przez jednego z rodziców, co jak wskazuje w swoim artykule Redaktor Karolina Nowakowska – służy temu, by uzyskać jak najwyższą kwotę alimentów. Jeśli utrudniany czy uniemożliwiany (z winy alienującego rodzica), wówczas bez wpływu na możliwość podniesienia alimentów.               W takim modelu sprawiedliwym byłoby również wzięcie pod uwagę i tego, czy dany rodzic poświęcił się wychowaniu dziecka, zaniedbując lub poświęcając, np. swoją karierę zawodową.

Powyższe rozwiązania przyczynią się w naszej ocenie do faktycznego wdrożenia reguł sprawiedliwości społecznej. Nikt nie będzie miał wątpliwości co do swoich zobowiązań, znikną problemy związane z orzekaniem alimentów na podstawie wspomnianych hipotetycznych możliwości zarobkowych a rzeczywiste i aktualne możliwości będą dotyczyły obojga rodziców. Co najważniejsze, każde z rodziców zastanowi się trzy raz czy warto rozbijać rodzinę, miast w pierwszej kolejności spróbować uzyskać profesjonalną pomoc psychologiczną.
Prawnicy zachowają pracę, bo będą równocześnie dowodzić słuszności zasadnych alimentów, jak również bronić swoich klientów przed potencjalną zachłannością wielu rodziców, z których część ze świadczeń alimentacyjnych zrobiła sobie źródło utrzymania. Nikt wówczas nie będzie mógł twierdzić, że został niesprawiedliwie potraktowany a ewentualna egzekucja będzie sprawiedliwa i moralnie uprawniona.
Uspokoi to wiele środowisk, które coraz bardziej się integrują, zwracając uwagę na ich zdaniem skrajną niesprawiedliwość i dyskryminację w sądach rodzinnych, doświadczaną szczególnie przez zaangażowanych ojców. Uchroni to być może przed narastającym konfliktem pomiędzy obojgiem rodziców, który może skutkować nawoływaniem do ograniczania prokreacji wśród mężczyzn, która w ocenie tych środowisk, dla wielu z nich skończy się więzieniem, popadnięciem w długi czy też trwałym wyalienowaniem z życia przyszłego potomka.

Wierzymy, że warto zagłębić się konkretnie w przytoczone przez twierdzenia i wskazane obszary wymagające natychmiastowej korekty, byśmy za lat kilkadziesiąt nie byli społeczeństwem skrajnie dysfunkcyjnym a co gorsza skrajnie skonfliktowanym.

Zapraszamy Państwa do polemiki i zachęcamy do wymiany rzeczowych argumentów, wyrażając jednocześnie gotowość do udziału w każdej merytorycznej dyskusji.
 
Wiceprezes Stowarzyszenia Dzieciakom.org
Mariusz Kolarczyk
stowarzyszenie@dzieciakom.org
 
Wydarzenia
więcej
Opinie
więcej
reklama_pionowaNajnowszy numer

Wroga grabież: Polska albo odzyska, co jej się należy od Niemiec, albo już zawsze będzie biedniejsza od Berlina.
W dziale historia o twarzach warszawskiej Syreny: „Maj, rok 1937. Na I Ogólnopolskim Salonie Rzeźby w Warszawie Ludwika Kraskowska-Nitschowa przedstawia projekt pomnika „Syrena – godło Warszawy”
W dziale związek o założeniu organizacji zakładowej w Mokate:
Od niedawna w spółce tej działa Solidarność. Mokate i Solidarność – co wyniknie z takiego związku? 
a także o górniczym krwiodawstwie:

„Krew, składniki krwi i produkty krwiopochodne należą do najczęściej stosowanych środków leczniczych. Choć od wielu lat trwają zaawansowane badania nad pozyskaniem sztucznej krwi, jej produkcja jest jeszcze w powijakach. Dlatego tak ważne jest honorowe dawstwo” - pisze Dariusz Piechowicz

Najnowsze wydanie Tygodnika Solidarność nr 32/2017 już dostępne

Pobierz darmową aplikację do cyfrowego wydania Tygodnika Solidarność
Związek
więcej
reklama_pionowa
Wideo Tysol.pl Wideoczat z por.Arturem Wosztylem
Blogi
avatar
Dariusz
Łaszyca

Dariusz Łaszyca: Grzybica ucha
Czy żyjąc we współczesnym świecie umiemy jeszcze egzystować bez telefonu, tabletu lub komputera? Sam jako namiętny twitterowicz łapię się na tym, że trudno jest mi przeżyć kilka dni bez otwarcia aplikacji z "ćwierkającym niebieskim ptaszkiem".
avatar
Dariusz
Łaszyca

Dariusz Łaszyca: Bazgranie na Fladze Narodowej
Radość z kibicowania naszym sportowcom jest powszechna. Cieszymy się, gdy Polka lub Polak wygrywa. Śpiewamy hymn narodowy i wysoko powiewamy narodowymi flagami. Ale czy zawsze zdajemy sobie sprawę z tego, że nasze symbole narodowe trzeba chronić i dbać o ich wygląd.
avatar
Jerzy
Bukowski

Jerzy Bukowski: Co powiedział generał Chocha pułkownikowi Kuklińskiemu?
- Skoro nie można się dogadać z „naszymi”, to może trzeba zacząć rozmawiać z „tamtymi”.
ciastkoWykorzystujemy pliki "cookies" aby nasz serwis lepiej spełniał Państwa oczekiwania. Możesz zablokować możliwość wykorzystywania tych plików poprzez zmianę ustawień w swojej przeglądarce internetowej.