Dlaczego Los Angeles stanęło w ogniu? Raport prosto z płonącego miasta

We wtorek, 7 stycznia, już przed świtem podjechałem do szlaku prowadzącego na najwyższą górę na terenie Los Angeles, czyli Mount Lukens (1547 m n.p.m.). Otworzenie drzwi samochodu było jeszcze możliwe, choć bardzo trudne, bo podmuchy wiatru były potężne. Komunikaty o nadchodzącym huraganie zapowiadały go na popołudnie, więc liczyłem, że moją wyprawę zakończę nim wiatr nadejdzie.
Pożary w Los Angeles
Pożary w Los Angeles / EPA/ALLISON DINNER Dostawca: PAP/EPA

Komunikaty o nadchodzącym huraganie zapowiadały go na popołudnie, więc liczyłem, że moją wyprawę zakończę nim wiatr nadejdzie. Niestety, zaczął się wcześniej. Jeżeli siła wiatru jest tak ogromna już u podnóża góry, to jaka musi być na szczycie! Zrezygnowałem z wycieczki. Wiedziałem, co oznacza ten wiatr. Wszyscy mieszkańcy Los Angeles znają go bardzo dobrze i wiedzą, co z niego wynika.

 

Wiatr Santa Ana oznacza pożary

To wicher Santa Ana, zwany także wiatrem diabelskim - podobny siłą do naszego halnego. Najczęściej pojawia się jesienią i trwa około trzech dni. Przychodzi znad pustyni - jest najczęściej ciepły, suchy i może osiągać prędkość do 160 km/godz. Największym zagrożeniem, które powoduje ten wiatr, są pożary. Wynika to z charakterystycznego cyklu rozwoju roślinności w Południowej Kalifornii. Pora deszczowa trwa tu od grudnia do marca. Jeżeli opady są obfite, to mokra gleba i wiosenne słońce powodują oszałamiający wzrost roślin. Kalifornijskie wzgórza stają się szmaragdowe. Od kwietnia jest już brak deszczu, coraz cieplej, po czym przychodzi upalne lato i piekielna jesień z temperaturami powyżej 40 stopni. Już od czerwca wzgórza są żółte i brązowe. Wegetacja zamiera. Jeżeli w listopadzie spadnie choć jeden deszcz, istnieje wielka szansa, że unikniemy pożarów do końca grudnia. A od drugiej połowy grudnia zaczną się zimowe deszcze i uchronią Kalifornię przed pożarami. Niestety, zdarza się co parę lat, że po mokrym roku przychodzi rok suchy. Tak było właśnie w 2024. Zimą i wiosną zeszłego roku opady były niezwykle obfite. Jednak od marca nie było już żadnego liczącego się deszczu. W grudniu przez pięć minut spadło dosłownie kilka kropel. Wzgórza Los Angeles są rekordowo suche i pokryte wyjątkowo dorodnymi krzakami o martwych lub częściowo uschłych gałęziach z milionami ton wysuszonych liści. I do tego ogromne przestrzenie martwych traw. To jest ten moment, w którym - przy mocnym i bardzo mocnym wietrze - wystarczy jedna iskra i ogień eksploduje z potworną siłą. Wśród milionów mieszkańców muszą znaleźć się jacyś piromani-szaleńcy. Zresztą przyczyn może być wiele.

 

Nie było zaskoczenia

I tak się stało 7 stycznia. Tu nie było żadnej niespodzianki, żadnego zaskoczenia. To jest zjawisko normalne. Ryzyko z tym związane nie jest tajemnicą. A jednak tegoroczne pożary, które zaczęły się właśnie 7 stycznia i trwały całkiem nieopanowane przez 3 dni, były rekordowe. Zginęło kilkanaście osób, ponad 12 tysięcy budynków zostało spalonych, ewakuowano blisko 200 tys. ludzi, a straty w piątek były szacowane na ponad kilkadziesiąt miliardów dolarów i nadal rosną. Pożary trwają, a wiatr ma wrócić za kilka dni.

 

Pytania zadawane przez łzy

Dlaczego tak się stało? Mieszkańcy Los Angeles zadają ważne pytania: jak to możliwe, że zbiorniki przeciwpożarowe okazały się puste lub napełnione tylko częściowo? Dlaczego największy z nich w rejonie pożaru w Pacific Palisades, Santa Ynez Reservoir był całkiem pusty? Dlaczego część hydrantów jest zepsuta i nienaprawiona od lat? Dlaczego nie usunięto martwych drzew i krzewów ze wzgórz Pacific Palisades i Malibu, co było z powodzeniem stosowane już przed 70 laty jako działanie zmniejszające ryzyko pożarów? Dlaczego zawieszono kontrole zadrzewienia wokół domów i nie przestrzegano obowiązujących zasad bezpieczeństwa przeciwpożarowego? I - wreszcie - dlaczego burmistrz Los Angeles Karen Bass wyjechała do Ghany, mimo ostrzeżeń, że groźny wiatr nadchodzi? I - co ważniejsze - dlaczego obcięła budżet straży pożarnej o blisko 20 milionów dolarów? Jednocześnie przeznaczając 1.3 miliarda (!) dolarów na pomoc bezdomnym i... nie wydając połowy tych pieniędzy. Czyli fundusze na walkę z pożarami były, tylko woli ich użycia zabrakło. Mimo, że szefowa straży pożarnej Los Angeles, Kristin Crowley pisała do Karen Bass, że okrojenie budżetu „poważnie ograniczyło możliwości departamentu w zakresie przygotowywania się, szkolenia i reagowania na sytuacje kryzysowe na dużą skalę, takie jak pożary lasów”. 

Za chwilę pojawią się jeszcze ważniejsze pytania. Na przykład takie: jeżeli pożary są w południowej Kalifornii zjawiskiem cyklicznym i przewidywalnym, to dlaczego nie zbudowano wystarczającej liczby zbiorników wodnych? Przecież ogromna aglomeracja Los Angeles dobija do 20 milionów mieszkańców, a liczba rezerwuarów z wodą pitną i właśnie niezbędną do gaszenia pożarów zwiększa się o wiele wolniej niż populacja? Gdy nadchodzą deszcze (jak np. przed rokiem), mieszkańcy Los Angeles patrzą ze zgrozą, jak miliony ton wody zalewają miasto i spływają do Pacyfiku. A przecież gdyby były zbiorniki, tę wodę można by zatrzymać i zniknąłby problem suszy, a strażacy mieliby wodę.

 

Ideologia przede wszystkim

I tu dochodzimy do sedna. Tym sednem jest stawianie przez polityków i urzędników państwowych wyżej ideologii niż realnych i podstawowych potrzeb wyborców. Tu można dopatrywać się realnych przyczyn klęski, jaką poniosły władze stanu i miasta w obliczu sytuacji kryzysowej zeszłego tygodnia. Kalifornia jest rządzona przez lewicowych demokratów. Ten najwspanialszy kraj na świecie, którego gubernatorem był niegdyś Ronald Reagan, pogrąża się w chaosie i nieudolności. Gubernator Kalifornii, lewicowy Gavin Newsom sprzeciwił się w roku 2020 proponowanemu przez prezydenta Trumpa zwiększeniu dostaw wody z północnej do południowej Kalifornii i Los Angeles. Newsom argumentował, że chce chronić „wysoce zagrożone gatunki ryb bliskie wyginięcia”. Ryby były dla niego po prostu ważniejsze od ludzi? Tak. Z przyczyn ideologii "ekologizmu".  Z podobnych, ekologicznych powodów zrezygnowano ze stosowanego z powodzeniem przerzedzania lasów i ich kontrolowanych wypaleń. Karen Bass zwracała z kolei większą uwagę na tzw. "różnorodność" i "inkluzywność". Dlatego nie wymieniła wyznaczonej już przez poprzedniego burmistrza na szefową straży pożarnej Kristin Crowley. Szczyciła się faktem, że jest ona nie tylko pierwszą w historii miasta kobietą na stanowisku dowódcy straży pożarnej, ale jest również lesbijką z żoną i dziećmi. I - co charakterystyczne - Bass nie była tyle dumna z powodu jej kwalifikacji na to stanowisko, co była dumna z przyczyny jej "orientacji" seksualnej. Chcę być dobrze zrozumiany: tak jak seksualne preferencje szefowej straży pożarnej nie powinny nikomu przeszkadzać, tak samo nie powinny być stawiane na pierwszym miejscu na liście jej zalet i kwalifikacji. Tu też ideologia (gender) okazała się najważniejsza. Nie jest to nowość w życiorysie rządzącej miastem Karen Bass. Już w latach studenckich miała wykrystalizowane ideowe poglądy. Były zdecydowanie komunistyczne. Bass działała jako organizatorka tzw. "Brygady Venceremos" - grupy aktywistów popierających rewolucję kubańską i Fidela Castro. Bass zajmowała się wyjazdami Amerykanów na Kubę i sama odwiedziła Kubę osiem razy w latach 70-tych. Nie zaskakuje więc jej polityka walki z patriarchatem i rzekomą dyskryminacją "mniejszości". Realizowana kosztem mieszkańców miasta.

 

Szefowa straży pożarnej walczy z nierównościami

Nowa szefowa straży pożarnej znakomicie jej w tym sekunduje. Ogłosiła po objęciu stanowiska, że jej "najwyższym priorytetem" jest "integracja, różnorodność i równość". A to oznacza - z prostej logiki - że tym "najwyższym priorytetem" nie jest dla niej napełnianie zbiorników przeciwpożarowych wodą przed nadejściem wichrów Santa Ana w czasie ogromnej suszy. Nie istnieje przecież wiele "najwyższych priorytetów". "Najwyższy" może być tylko jeden. Znów ideologia okazuje się ważniejsza od ludzi...

To będzie się pogłębiać, bo Crowley chce zwiększyć liczbę kobiet w straży pożarnej. Na pytanie reportera, jaka liczba kobiet w straży pożarnej by ją zadowoliła, odpowiedziała "nie mam żadnej upatrzonej liczby. Zawsze ich będzie za mało". Na razie Crawley ma - jako swoją "prawą rękę" - pierwszą w historii lesbijską asystentkę szefa Departamentu Straży Pożarnej oraz pierwszą w dziejach czarnoskórą, lesbijską szefową Biura Równości. W roku 2023 Departament powołał specjalne biuro, którego zadaniem jest zapewnienie, że wśród strażaków nie zabraknie przedstawicieli mniejszości - w tym także seksualnych. To oznacza, że kwalifikacje zawodowe muszą z konieczności zejść na dalszy plan. A to nie może się dobrze skończyć. I znów ideologia okazuje się ważniejsza od ludzkiego życia. Ideowcy chcą - jak zwykle - zmieniać świat, rozniecać pożary, a nie je gasić. I to jest sedno sytuacji.

 

Każdy marzy o jednym

Nikt logiczny nie ma wątpliwości, że kobiety, niezależnie od seksualnych preferencji, mogą doskonale sprawdzać się na różnych stanowiskach w straży pożarnej, ale przecież gdy człowiek znajduje się w płonącym domu, np. przyciśnięty ciężką belką i pojawia się wreszcie strażak, który ma go ratować, każdy marzy wtedy o jednym. Żeby to był dwumetrowy, stukilogramowy mężczyzna (nieważne jakiej "orientacji" seksualnej), a nie kobieta. Nawet reprezentująca sobą którąś literę z szeregu LGBTQIA. Dla ratowanego człowieka, zagrożonego śmiercią w płomieniach, z tych liter na pewno nie wynika żadna, nawet najmniejsza korzyść. A przecież to jego bezpieczeństwo i życie powinny być najważniejsze.

 

A i tak najgroźniejszy jest dla nich Trump

Wypada dodać na koniec, że w czwartek, gdy w Los Angeles szalały najpotworniejsze pożary, ustawodawcy kalifornijscy, w większości lewicowi demokraci - zgromadzeni w stolicy stanu, Sacramento - rozpoczęli specjalne obrady, których celem jest przygotowanie się do walki. Nie z suszą, nie z pożarami, nie z nieudolnością gubernatora i władz Los Angeles, ale z nowym prezydentem USA Donaldem Trumpem.


 

POLECANE
Wielka awaria X z ostatniej chwili
Wielka awaria X

Internauci alarmują, że tuż przed godziną 15-tą nastąpiła wielka awaria platformy społecznościowej X.com.

Komisarz UE będzie uczestniczyła na posiedzeniu Rady Pokoju, mimo że nie została zaproszona z ostatniej chwili
Komisarz UE będzie uczestniczyła na posiedzeniu Rady Pokoju, mimo że nie została zaproszona

Komisarz UE ds. Regionu Śródziemnomorskiego Dubravka Szuica weźmie w czwartek udział w Waszyngtonie w pierwszym posiedzeniu Rady Pokoju, powołanej przez prezydenta USA Donalda Trumpa; Szuica będzie uczestniczyła w tym wydarzeniu w charakterze obserwatorki – poinformowała w poniedziałek Komisja Europejska.

Burza w Polsce 2050. Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz zabiera głos z ostatniej chwili
Burza w Polsce 2050. Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz zabiera głos

Przewodnicząca Polski 2050 Katarzyna Pełczyńskia-Nałęcz uważa, że do deklaracji o odejściach z klubu należy podchodzić niezwykle ostrożnie. To groźby werbalnie deklarowane przez nieliczne osoby - oceniła w TOK FM.

Dr Jacek Saryusz-Wolski: SAFE to gwarancja rządów Tuska i potencjalne narzędzie zniewolenia gorące
Dr Jacek Saryusz-Wolski: SAFE to gwarancja rządów Tuska i potencjalne narzędzie zniewolenia

„SAFE to program wyborczy, polisa ubezpieczeniowa i gwarancja dalszych rządów Tuska i koalicji 13 grudnia” – napisał na platformie X dr Jacek Saryusz-Wolski, doradca prezydenta ds. europejskich.

„Perspektywa gender” w szkoleniach dla Wojska Polskiego? Szokujące doniesienia z ostatniej chwili
„Perspektywa gender” w szkoleniach dla Wojska Polskiego? Szokujące doniesienia

Serwisk BlaskOnline.pl informuje, że w programie szkoleń dla polskich żołnierzy na 2026 rok znalazł się temat dotyczący „perspektywy gender w operacjach wojskowych”. Informacja wywołała konsternację w środowisku wojskowym. Część żołnierzy mówi o zaskoczeniu, a resort obrony zapytany o komentarz zapowiada weryfikację sprawy.

Niemcy chcą przyznać swoim służbom supermoce tylko u nas
Niemcy chcą przyznać swoim służbom "supermoce"

W Niemczech trwa ostra debata nad jedną z największych reform w historii Federalnej Służby Wywiadowczej (Bundesnachrichtendienst – BND). Projekt nowej ustawy, przygotowany przez Kancelarię Kanclerza, ma uczynić niemiecki wywiad zagraniczny bardziej samodzielnym, operacyjnym i wojskowym.

Niemcy krytykują Francję. Nie wydają wystarczająco dużo na obronność z ostatniej chwili
Niemcy krytykują Francję. "Nie wydają wystarczająco dużo na obronność"

Francuskie wydatki na obronność są niewystarczające – ocenił w poniedziałek szef niemieckiej dyplomacji Johann Wadephul, apelując do prezydenta Francji Emmanuela Macrona o zwiększenie środków na ten cel.

Skuteczny policjant zostanie wydalony ze służby? Rzecznik MSWiA: „Sąd podzielił stanowisko prokuratury” z ostatniej chwili
Skuteczny policjant zostanie wydalony ze służby? Rzecznik MSWiA: „Sąd podzielił stanowisko prokuratury”

„Niezależnie od wyniku postępowania dyscyplinarnego prokuratura – po analizie materiału dowodowego – skierowała akt oskarżenia do sądu. Sąd zapoznał się z materiałem dowodowym i podzielił stanowisko prokuratury” – poinformowała na platformie X Karolina Gałecka, rzecznik prasowa Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji.

Prokuratura ściga policjanta, który zatrzymał Ukraińca podejrzanego o porwanie dziecka z ostatniej chwili
Prokuratura ściga policjanta, który zatrzymał Ukraińca podejrzanego o porwanie dziecka

„Policjant zatrzymywał agresywnego obywatela Ukrainy podejrzanego o uprowadzenie dziecka, teraz został oskarżony przez Prokuraturę… choć w postępowaniu dyscyplinarnym został całkowicie uniewinniony, bo nie naruszył jakichkolwiek przepisów” – poinformował na platformie X Bartosz Lewandowski, adwokat oskarżonego policjanta.

Adam Bielan zdradził kulisy rozmowy z Jarosławem Kaczyńskim. „Prezes nie był zadowolony” z ostatniej chwili
Adam Bielan zdradził kulisy rozmowy z Jarosławem Kaczyńskim. „Prezes nie był zadowolony”

W rozmowie z Radiem ZET europoseł PiS Adam Bielan ujawnił kulisy swojej rozmowy z Jarosławem Kaczyńskim nt. konfliktów w partii i przyznał, że szef ugrupowania nie był zadowolony z ostatnich wydarzeń. 

REKLAMA

Dlaczego Los Angeles stanęło w ogniu? Raport prosto z płonącego miasta

We wtorek, 7 stycznia, już przed świtem podjechałem do szlaku prowadzącego na najwyższą górę na terenie Los Angeles, czyli Mount Lukens (1547 m n.p.m.). Otworzenie drzwi samochodu było jeszcze możliwe, choć bardzo trudne, bo podmuchy wiatru były potężne. Komunikaty o nadchodzącym huraganie zapowiadały go na popołudnie, więc liczyłem, że moją wyprawę zakończę nim wiatr nadejdzie.
Pożary w Los Angeles
Pożary w Los Angeles / EPA/ALLISON DINNER Dostawca: PAP/EPA

Komunikaty o nadchodzącym huraganie zapowiadały go na popołudnie, więc liczyłem, że moją wyprawę zakończę nim wiatr nadejdzie. Niestety, zaczął się wcześniej. Jeżeli siła wiatru jest tak ogromna już u podnóża góry, to jaka musi być na szczycie! Zrezygnowałem z wycieczki. Wiedziałem, co oznacza ten wiatr. Wszyscy mieszkańcy Los Angeles znają go bardzo dobrze i wiedzą, co z niego wynika.

 

Wiatr Santa Ana oznacza pożary

To wicher Santa Ana, zwany także wiatrem diabelskim - podobny siłą do naszego halnego. Najczęściej pojawia się jesienią i trwa około trzech dni. Przychodzi znad pustyni - jest najczęściej ciepły, suchy i może osiągać prędkość do 160 km/godz. Największym zagrożeniem, które powoduje ten wiatr, są pożary. Wynika to z charakterystycznego cyklu rozwoju roślinności w Południowej Kalifornii. Pora deszczowa trwa tu od grudnia do marca. Jeżeli opady są obfite, to mokra gleba i wiosenne słońce powodują oszałamiający wzrost roślin. Kalifornijskie wzgórza stają się szmaragdowe. Od kwietnia jest już brak deszczu, coraz cieplej, po czym przychodzi upalne lato i piekielna jesień z temperaturami powyżej 40 stopni. Już od czerwca wzgórza są żółte i brązowe. Wegetacja zamiera. Jeżeli w listopadzie spadnie choć jeden deszcz, istnieje wielka szansa, że unikniemy pożarów do końca grudnia. A od drugiej połowy grudnia zaczną się zimowe deszcze i uchronią Kalifornię przed pożarami. Niestety, zdarza się co parę lat, że po mokrym roku przychodzi rok suchy. Tak było właśnie w 2024. Zimą i wiosną zeszłego roku opady były niezwykle obfite. Jednak od marca nie było już żadnego liczącego się deszczu. W grudniu przez pięć minut spadło dosłownie kilka kropel. Wzgórza Los Angeles są rekordowo suche i pokryte wyjątkowo dorodnymi krzakami o martwych lub częściowo uschłych gałęziach z milionami ton wysuszonych liści. I do tego ogromne przestrzenie martwych traw. To jest ten moment, w którym - przy mocnym i bardzo mocnym wietrze - wystarczy jedna iskra i ogień eksploduje z potworną siłą. Wśród milionów mieszkańców muszą znaleźć się jacyś piromani-szaleńcy. Zresztą przyczyn może być wiele.

 

Nie było zaskoczenia

I tak się stało 7 stycznia. Tu nie było żadnej niespodzianki, żadnego zaskoczenia. To jest zjawisko normalne. Ryzyko z tym związane nie jest tajemnicą. A jednak tegoroczne pożary, które zaczęły się właśnie 7 stycznia i trwały całkiem nieopanowane przez 3 dni, były rekordowe. Zginęło kilkanaście osób, ponad 12 tysięcy budynków zostało spalonych, ewakuowano blisko 200 tys. ludzi, a straty w piątek były szacowane na ponad kilkadziesiąt miliardów dolarów i nadal rosną. Pożary trwają, a wiatr ma wrócić za kilka dni.

 

Pytania zadawane przez łzy

Dlaczego tak się stało? Mieszkańcy Los Angeles zadają ważne pytania: jak to możliwe, że zbiorniki przeciwpożarowe okazały się puste lub napełnione tylko częściowo? Dlaczego największy z nich w rejonie pożaru w Pacific Palisades, Santa Ynez Reservoir był całkiem pusty? Dlaczego część hydrantów jest zepsuta i nienaprawiona od lat? Dlaczego nie usunięto martwych drzew i krzewów ze wzgórz Pacific Palisades i Malibu, co było z powodzeniem stosowane już przed 70 laty jako działanie zmniejszające ryzyko pożarów? Dlaczego zawieszono kontrole zadrzewienia wokół domów i nie przestrzegano obowiązujących zasad bezpieczeństwa przeciwpożarowego? I - wreszcie - dlaczego burmistrz Los Angeles Karen Bass wyjechała do Ghany, mimo ostrzeżeń, że groźny wiatr nadchodzi? I - co ważniejsze - dlaczego obcięła budżet straży pożarnej o blisko 20 milionów dolarów? Jednocześnie przeznaczając 1.3 miliarda (!) dolarów na pomoc bezdomnym i... nie wydając połowy tych pieniędzy. Czyli fundusze na walkę z pożarami były, tylko woli ich użycia zabrakło. Mimo, że szefowa straży pożarnej Los Angeles, Kristin Crowley pisała do Karen Bass, że okrojenie budżetu „poważnie ograniczyło możliwości departamentu w zakresie przygotowywania się, szkolenia i reagowania na sytuacje kryzysowe na dużą skalę, takie jak pożary lasów”. 

Za chwilę pojawią się jeszcze ważniejsze pytania. Na przykład takie: jeżeli pożary są w południowej Kalifornii zjawiskiem cyklicznym i przewidywalnym, to dlaczego nie zbudowano wystarczającej liczby zbiorników wodnych? Przecież ogromna aglomeracja Los Angeles dobija do 20 milionów mieszkańców, a liczba rezerwuarów z wodą pitną i właśnie niezbędną do gaszenia pożarów zwiększa się o wiele wolniej niż populacja? Gdy nadchodzą deszcze (jak np. przed rokiem), mieszkańcy Los Angeles patrzą ze zgrozą, jak miliony ton wody zalewają miasto i spływają do Pacyfiku. A przecież gdyby były zbiorniki, tę wodę można by zatrzymać i zniknąłby problem suszy, a strażacy mieliby wodę.

 

Ideologia przede wszystkim

I tu dochodzimy do sedna. Tym sednem jest stawianie przez polityków i urzędników państwowych wyżej ideologii niż realnych i podstawowych potrzeb wyborców. Tu można dopatrywać się realnych przyczyn klęski, jaką poniosły władze stanu i miasta w obliczu sytuacji kryzysowej zeszłego tygodnia. Kalifornia jest rządzona przez lewicowych demokratów. Ten najwspanialszy kraj na świecie, którego gubernatorem był niegdyś Ronald Reagan, pogrąża się w chaosie i nieudolności. Gubernator Kalifornii, lewicowy Gavin Newsom sprzeciwił się w roku 2020 proponowanemu przez prezydenta Trumpa zwiększeniu dostaw wody z północnej do południowej Kalifornii i Los Angeles. Newsom argumentował, że chce chronić „wysoce zagrożone gatunki ryb bliskie wyginięcia”. Ryby były dla niego po prostu ważniejsze od ludzi? Tak. Z przyczyn ideologii "ekologizmu".  Z podobnych, ekologicznych powodów zrezygnowano ze stosowanego z powodzeniem przerzedzania lasów i ich kontrolowanych wypaleń. Karen Bass zwracała z kolei większą uwagę na tzw. "różnorodność" i "inkluzywność". Dlatego nie wymieniła wyznaczonej już przez poprzedniego burmistrza na szefową straży pożarnej Kristin Crowley. Szczyciła się faktem, że jest ona nie tylko pierwszą w historii miasta kobietą na stanowisku dowódcy straży pożarnej, ale jest również lesbijką z żoną i dziećmi. I - co charakterystyczne - Bass nie była tyle dumna z powodu jej kwalifikacji na to stanowisko, co była dumna z przyczyny jej "orientacji" seksualnej. Chcę być dobrze zrozumiany: tak jak seksualne preferencje szefowej straży pożarnej nie powinny nikomu przeszkadzać, tak samo nie powinny być stawiane na pierwszym miejscu na liście jej zalet i kwalifikacji. Tu też ideologia (gender) okazała się najważniejsza. Nie jest to nowość w życiorysie rządzącej miastem Karen Bass. Już w latach studenckich miała wykrystalizowane ideowe poglądy. Były zdecydowanie komunistyczne. Bass działała jako organizatorka tzw. "Brygady Venceremos" - grupy aktywistów popierających rewolucję kubańską i Fidela Castro. Bass zajmowała się wyjazdami Amerykanów na Kubę i sama odwiedziła Kubę osiem razy w latach 70-tych. Nie zaskakuje więc jej polityka walki z patriarchatem i rzekomą dyskryminacją "mniejszości". Realizowana kosztem mieszkańców miasta.

 

Szefowa straży pożarnej walczy z nierównościami

Nowa szefowa straży pożarnej znakomicie jej w tym sekunduje. Ogłosiła po objęciu stanowiska, że jej "najwyższym priorytetem" jest "integracja, różnorodność i równość". A to oznacza - z prostej logiki - że tym "najwyższym priorytetem" nie jest dla niej napełnianie zbiorników przeciwpożarowych wodą przed nadejściem wichrów Santa Ana w czasie ogromnej suszy. Nie istnieje przecież wiele "najwyższych priorytetów". "Najwyższy" może być tylko jeden. Znów ideologia okazuje się ważniejsza od ludzi...

To będzie się pogłębiać, bo Crowley chce zwiększyć liczbę kobiet w straży pożarnej. Na pytanie reportera, jaka liczba kobiet w straży pożarnej by ją zadowoliła, odpowiedziała "nie mam żadnej upatrzonej liczby. Zawsze ich będzie za mało". Na razie Crawley ma - jako swoją "prawą rękę" - pierwszą w historii lesbijską asystentkę szefa Departamentu Straży Pożarnej oraz pierwszą w dziejach czarnoskórą, lesbijską szefową Biura Równości. W roku 2023 Departament powołał specjalne biuro, którego zadaniem jest zapewnienie, że wśród strażaków nie zabraknie przedstawicieli mniejszości - w tym także seksualnych. To oznacza, że kwalifikacje zawodowe muszą z konieczności zejść na dalszy plan. A to nie może się dobrze skończyć. I znów ideologia okazuje się ważniejsza od ludzkiego życia. Ideowcy chcą - jak zwykle - zmieniać świat, rozniecać pożary, a nie je gasić. I to jest sedno sytuacji.

 

Każdy marzy o jednym

Nikt logiczny nie ma wątpliwości, że kobiety, niezależnie od seksualnych preferencji, mogą doskonale sprawdzać się na różnych stanowiskach w straży pożarnej, ale przecież gdy człowiek znajduje się w płonącym domu, np. przyciśnięty ciężką belką i pojawia się wreszcie strażak, który ma go ratować, każdy marzy wtedy o jednym. Żeby to był dwumetrowy, stukilogramowy mężczyzna (nieważne jakiej "orientacji" seksualnej), a nie kobieta. Nawet reprezentująca sobą którąś literę z szeregu LGBTQIA. Dla ratowanego człowieka, zagrożonego śmiercią w płomieniach, z tych liter na pewno nie wynika żadna, nawet najmniejsza korzyść. A przecież to jego bezpieczeństwo i życie powinny być najważniejsze.

 

A i tak najgroźniejszy jest dla nich Trump

Wypada dodać na koniec, że w czwartek, gdy w Los Angeles szalały najpotworniejsze pożary, ustawodawcy kalifornijscy, w większości lewicowi demokraci - zgromadzeni w stolicy stanu, Sacramento - rozpoczęli specjalne obrady, których celem jest przygotowanie się do walki. Nie z suszą, nie z pożarami, nie z nieudolnością gubernatora i władz Los Angeles, ale z nowym prezydentem USA Donaldem Trumpem.



 

Polecane