Zielony Ład. Śmierć prawdziwa czy pozorowana?

„Już nie ma Europejskiego Zielonego Ładu, dlatego że w tej chwili zmienił się świat, jeżeli chodzi o kwestie dotyczące załamania łańcucha dostaw i tego, że musimy inwestować w nasz przemysł i w naszą konkurencyjność” – mówił w telewizyjnej debacie 12 maja Rafał Trzaskowski.
Niemiecka elektrownia węglowa Frimmersdorf, zdjęcie podglądowe
Niemiecka elektrownia węglowa Frimmersdorf, zdjęcie podglądowe / Wikipedia CC BY-SA 3.0 / Stodtmeister

Co musisz wiedzieć?

  • Przez Europę przetoczyła się niedawno potężna fala rolniczych protestów.
  • Dzięki ETS2 potężne opłaty, które już dziś ponosimy w kosztach energii elektrycznej, za chwilę dopadną nas w innych dziedzinach życia.
  • Najwyższe koszty będą ponosili mieszkańcy najstarszych, nieocieplonych budynków jednorodzinnych.

 

Lecz choć prezydent Warszawy bardzo się starał, nawet na ogół łaskawy dla władzy portal Demagog uznał jego wypowiedź za fałsz. Zielony Ład był często poruszanym w kampanii wyborczej tematem. Oficjalnie nikt nie chciał go w surowej europejskiej wersji. Lecz czy znaczy to, że przestał nam zagrażać? Wręcz przeciwnie.

Przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, które odbywały się w zeszłym roku, można było mieć złudzenia. Przez Europę przetoczyła się niedawno potężna fala rolniczych protestów. Choć w Polsce koalicja PO – PSL miała dla protestujących rolników jedynie gaz i pałki, w sąsiednich Niemczech przedstawiciele CDU, partii z tej samej rodziny politycznej, wręcz lansowali się na chłopskich pikietach. Był to specyficzny dla europejskiej polityki moment. Nie dość, że politycy bezobjawowej eurochadecji walczyli o głosy, to dodatkowo nie byli wcale pewni, z kim zawrą koalicję w przyszłej kadencji. Sondaże wskazywały bowiem, że europejski mainstream będzie musiał wejść w jakiś rodzaj układu z co najmniej jedną z konserwatywno-tożsamościowych frakcji. A te Zielonemu Ładowi były zdecydowanie przeciwne. 

 

Zabójczy ETS2

Gdy jednak przyznano już mandaty, okazało się, że jak zwykle „chadekom” łatwiej dogadać się z zielonymi. A ci, choć bardzo słabi, postanowili popchnąć UE jeszcze mocniej w stronę zielonego szaleństwa. Strona Komisji Europejskiej wciąż wyznacza te same cele: „Pierwszy kontynent neutralny dla klimatu do 2050 r.” i „Co najmniej 55 proc. mniej emisji gazów cieplarnianych netto w 2030 r. w porównaniu z poziomem z 1990 r.”. To ostatnie to już słynne „Fit for 55”, największe chyba zagrożenie dla polskiej gospodarki i zwykłych obywateli. Jak pisze portal Energetyka24.com: „W ramach pakietu Fit for 55 z 14 lipca 2021 r. Komisja Europejska wyznaczyła ambitne cele, w tym redukcję emisji gazów cieplarnianych o 55% do 2030 r. Kluczowym krokiem jest wprowadzenie systemu handlu emisjami EU ETS2, obejmującego budynki, transport drogowy oraz inne sektory”. W wielkim skrócie znaczy to tyle, że potężne opłaty, które już dziś ponosimy w kosztach energii elektrycznej, za chwilę dopadną nas w wielu innych dziedzinach życia, w rachunkach za ogrzewanie domów, w cenach paliwa czy kosztach podróży. Według wyliczeń przedstawionych przez portal Forsal.pl, dla rodziny używającej do gotowania i ogrzewania węgla koszty wzrosną o 17 347 zł do 2055 r., a dla ogrzewającej się gazem – o 28 330 zł do 2055 r. W międzyczasie wszystkie budynki ogrzewane gazem spadną do najniższej klasy energetycznej, co oznacza, że nie będzie można ich sprzedać ani wynająć. Choć informacje na ten temat nie są wcale całkowicie przemilczane przez media, nie budzą na razie żywiołowej reakcji społecznej. Być może dlatego, że są tak absurdalne i tak trudne do wyobrażenia, że większość przyszłych ofiar tego szaleństwa zwyczajnie nie przyjmuje tego do wiadomości. 

 

Rząd ignoruje problem

Ratunkiem mógł być rządowy program „Czyste Powietrze”, ale jego obecne działanie to typowy przykład chaosu, który opanował państwo pod rządami Koalicji 13 grudnia. Zresztą problemem jest tu też brak zaufania obywateli do unijnych dyrektyw. Przecież jeszcze kilka lat temu gaz uznawany był za ekologiczny, a z państwowych czy unijnych funduszy można było uzyskać dofinansowanie również na wymianę starszych typów ogrzewania na kotły gazowe. Sytuację zmienił dopiero wybuch wojny na Ukrainie. Gdy spadły na nią pierwsze bomby, a Niemcy musieli rezygnować ze swoich wspaniałych biznesów z kremlowskim katem, gaz stał się nagle dużo mniej ekologiczny niż kilka lat wcześniej. Ratunkiem mógłby też być polski atom, jednak i w tej dziedzinie ekipa Donalda Tuska jedynie markuje działania, dodając kolejne lata opóźnienia, które tak naprawdę liczy się od wstrzymania budowy Żarnowca pod koniec lat 80. Choć rząd wciąż podkreśla konieczność budowy polskiej elektrowni, realna strona zagadnienia sprowadza się do słów. I do zamknięcia jedynego polskiego reaktora „Maria”, w wyniku tak absurdalnych błędów urzędniczych, że trzeba bardzo wiele dobrej woli, by nie widzieć w tym sabotażu. Wygląda więc na to, że ratunku nie ma – a raczej nie ma woli rządzących, by nas ratować. W dostępnej od roku analizie Wandy Buk i Marcina Zwolińskiego „Analiza wpływu ETS2 na koszty życia Polaków”, z której pochodzą przytoczone powyżej szacunki, czytamy: „Ze względów klimatycznych należymy do grona państw z zapotrzebowaniem na ciepło przekraczającym średnią unijną. Mamy też najwyższe w Europie wykorzystanie węgla, będącego najbardziej emisyjnym paliwem, do ogrzewania budynków mieszkalnych”. 

 

„Nieład” w kampanii

Najwyższe koszty będą ponosili mieszkańcy najstarszych, nieocieplonych budynków jednorodzinnych. Może więc jednak nie powinniśmy tak spieszyć się z tym węglem? Jego przeciwnicy podkreślają, że wydobycie czarnego złota lub jego brunatnego odpowiednika jest kosztowne i nieopłacalne. Może jednak warto zapytać, czy przypadkiem komuś nie zależy na tym, by właśnie tak było? Przecież, dziwnym trafem, naszym sąsiadom to wciąż się opłaca. Nawet u nas. W kampanii węgiel przewijał się w przekazie większości polityków, jednak przekaz był oczywiście niejednolity. Karol Nawrocki przekładał na nasze Trumpowskie: „Drill, baby, drill”, mówiąc: „Polski węgiel trzeba fedrować, wydobywać i rozwijać Rzeczpospolitą Polską”, i postulował szerokie użycie węgla do czasu wybudowania mocnej infrastruktury jądrowej. Wydaje się to najbardziej rozsądnym podejściem do tematu, wymaga jednak współdziałania rządu i woli budowy elektrowni. Możemy spodziewać się, że z jednym i drugim będzie krucho. Przypomnijmy przy okazji, że Nawrocki zapowiadał również obniżenie rachunków za energię poprzez zmiany w ETS, a także współpracę państw przeciwnych Zielonemu Ładowi. Przeciwko Zielonemu Ładowi z podobnych pozycji wypowiadali się Grzegorz Braun, Marek Jakubiak, Sławomir Mentzen, choć z ich wypowiedzi można wychwycić też inne akcenty. Braun w typowy dla siebie sposób skupiał się na aspekcie ideologicznym, Jakubiak dostrzegał w nim narzędzie dominacji Niemiec, a Mentzen zwracał uwagę na bezsens przedsięwzięcia, w którym nie biorą udziału inne kontynenty, co obniża konkurencyjność gospodarki europejskiej. Ale i druga strona na czas wyborów przyjęła bardziej zachowawcze niż na co dzień stanowisko. Rafał Trzaskowski zapomniał na moment, że był określany „ambasadorem Zielonego Ładu” i poza wspominaną już negacją mówił o zmniejszaniu kosztów czy wydłużeniu okresu odchodzenia od węgla. Szymon Hołownia i Magdalena Biejat nie krytykowali unijnych propozycji, stawiali natomiast postulat zdjęcia kosztów tej operacji z obywateli. Biejat twierdziła, ze odejście od węgla jest nieuchronne, zarzucając kłamstwo zwolennikom tezy przeciwnej. Adrian Zandberg (a z drugiej strony Artur Bartoszewicz) skupiał się na energii atomowej.

 

Czasy się (nie) zmieniły

Zapewne jeszcze pamiętają Państwo, jak przed pierwszą turą wyborów Rafał Trzaskowski pozycjonował się trochę niespodziewanie jako kandydat wyważony, odwołujący się do tradycji i patriotyzmu, zwłaszcza w gospodarce. W miejscach, które odwiedzał, w tajemniczy sposób znikały nawet tęczowe flagi, jeśli akurat były obecne wcześniej w przestrzeni miejskiej. Ale już dwa tygodnie od swej przegranej Trzaskowski poszedł znów w Warszawie z Paradą Równości, tym razem szokującą konserwatystów już nie tylko ekscentrycznymi i wyzywającymi strojami przedstawicieli społeczności LGBT, a udziałem (zresztą chyba nie pierwszy raz…) satanistów idących w tym samym pochodzie ze swoimi transparentami. Dlaczego o tym piszę? Ponieważ tak samo szybko może zmienić się stanowisko w każdej sprawie, zwłaszcza gdy zmiana jest tylko powrotem na stare tory. „Czasy się zmieniły” – słyszeliśmy w kampanii wiele razy. Europa miała stawiać na konkurencyjność i rezygnować z ekoszaleństwa (lub, dla rządzących, w ich nowej narracji, ekonadgorliwości) niszczącego jej gospodarkę. Jednak rzeczywistość temu przeczy. Oto jeszcze w trakcie kampanii wyborczej Polska podpisała z Francją traktat oficjalnie dotyczący gwarancji bezpieczeństwa. Kto się w niego wczytał, ze zdziwieniem mógł odkryć, że dokument ten zawiera zobowiązania do „przyczynienia się do osiągnięcia europejskich celów klimatycznych, w tym celu na 2030 rok i neutralności klimatycznej UE do 2050 roku, w sposób zapewniający i zwiększający konkurencyjność europejskiego przemysłu przy jednoczesnym osiągnięciu transformacji społecznej i przemysłowej”. „Strony dążą do przeprowadzenia transformacji ekologicznej” i kontynuują „współpracę w zakresie wspierania transformacji ekologicznej miast, regionów i samorządów terytorialnych”. Czyli – nie zmienia się nic. 

 

Jazda na ścianę

W styczniu 2024 roku wiceminister Urszula Zielińska podczas wystąpienia w Brukseli składała ważne, choć niekonsultowane z Polakami deklaracje. – Przyjechałam tu z wiadomością, że Polska zwiększy wysiłki w walce ze zmianami klimatu. [...] Neutralność klimatyczna do 2050 roku to oczywisty cel, który jako Polska musimy osiągnąć. Musimy wykonać naszą część zadania. Będę przekonywać do tego resztę członków rządu. Myślę, że podążamy w tym kierunku – mówiła wówczas. Co więcej, zaszokowała deklaracją, że „należy przyjąć cel redukcji emisji gazów cieplarnianych o 90 proc. do 2040 r.” I gdy kampania już się skończyła, powtórzyła niemal wszystko, co padło z jej ust niecałe półtora roku wcześniej, dodając jednak, że nie robimy wystarczająco szybkich postępów, więc – musimy przyspieszyć. I przyspieszamy. Oto Ministerstwo Klimatu i Środowiska rezygnuje z planów eksploatacji jednego z największych złóż węgla brunatnego w Europie rozciągającego się między Legnicą a Głogowem. Potężne pokłady węgla, kilkanaście lat temu wpisane na listę ochrony kopalin, mają z niej zostać wykreślone. – Brak zabezpieczenia strategicznych złóż jest dużym błędem. Żaden kraj lekką ręką nie pozbywa się takiego bogactwa. Zwłaszcza że w najbliższych latach technologia może się zmienić na tyle, że można by było z tego złoża skorzystać – mówił portalowi Tysol.pl Wojciech Ilnicki, przewodniczący Rady Krajowej Sekcji Górnictwa Węgla Brunatnego NSZZ „Solidarność”. Wygląda jednak na to, że taki kraj – a raczej taki rząd – się znalazł. Wykreślenie złoża oznacza możliwość wkroczenia na zastrzeżony dotąd teren samorządów, a w ślad za nimi zapewne deweloperów, co uniemożliwi korzystanie z naturalnych bogactw nawet przy ewentualnej zmianie w ministerstwie. Tymczasem legnickie pokłady węgla dla elektrowni w Bełchatowie wystarczyłyby na… 500 lat. Obecnie jednak surowce dostępne bez inwestycji zaczynają się kończyć, inwestycje są skreślane z planów lub jedynie pozorowane, w efekcie za chwilę może zabraknąć nam prądu i trzeba będzie ratować się jego importem. 

 

Jedyna szansa

Z jednej strony wygląda na to, że nawet politycy mainstreamu zdają sobie sprawę z problemów, które generuje Zielony Ład i jego poszczególne odnogi. Dla całej Europy jest to dramatyczne uderzenie w konkurencyjność przemysłu, dla wyjątkowej, jeśli chodzi o strukturę energetyczną, i relatywnie chłodnej Polski również potężny cios w finansowe i bytowe podstawy egzystencji obywateli. O ile jednak poszczególne branże (jak niemiecki przemysł motoryzacyjny) czy kraje (jak Węgry czy Włochy) potrafią kwestionować samobójcze pomysły, nasz rząd nie chce i nie potrafi wykazać się asertywnością, stawiając naszą gospodarkę, a za chwilę całe społeczeństwo na ołtarzu swego bycia europejskim prymusem. Nadzieją może być referendum, którego domaga się Solidarność, a które wspiera prezydent elekt Karol Nawrocki. Szansą jest też zmiana układu sił po kolejnych wyborach. Pozostaje jednak pytanie, czy zdążymy uciec spod zielonego topora. 


 

POLECANE
Gratka dla miłośników astronomii. Nie przegap tego zjawiska Wiadomości
Gratka dla miłośników astronomii. Nie przegap tego zjawiska

W nocy z 24 na 25 lutego na niebie osiągnie szczyt aktywności rój meteorów Delta Leonidy. Choć nie należy on do najbardziej widowiskowych zjawisk astronomicznych, obserwatorzy mogą w sprzyjających warunkach wypatrzyć kilka „spadających gwiazd” w ciągu godziny.

Komunikat dla mieszkańców Torunia Wiadomości
Komunikat dla mieszkańców Torunia

W najbliższych latach w Toruniu powstaną setki nowych mieszkań komunalnych i społecznych. Toruńskie Towarzystwo Budownictwa Społecznego zapowiada realizację dużego programu inwestycyjnego na lata 2026–2028. Łączny koszt planowanych projektów to 256 892 066 zł, z czego prawie 199,5 mln zł ma pochodzić z rządowych i unijnych dofinansowań.

Wiadomość dla mieszkańców Warszawy Wiadomości
Wiadomość dla mieszkańców Warszawy

W poniedziałek, 16 lutego, od godziny 8:00 kierowcy i pasażerowie komunikacji miejskiej w Wawrze muszą przygotować się na zmiany w organizacji ruchu. W związku z modernizacją linii kolejowej nr 7 Warszawa Wschodnia Osobowa – Dorohusk kolejarze zamkną skrzyżowanie ulic Patriotów i Młodej.

Omal nie umarłem. Kazik Staszewski przerwał milczenie Wiadomości
"Omal nie umarłem". Kazik Staszewski przerwał milczenie

Lider zespołu Kult, Kazik Staszewski, po kilku tygodniach milczenia zabrał głos w sprawie swojego stanu zdrowia. Muzyk ujawnił, że w grudniu przeżył dramatyczne chwile i do dziś nie wrócił do pełni sił.

IMGW wydał komunikat. Oto co nas czeka w najbliższym czasie Wiadomości
IMGW wydał komunikat. Oto co nas czeka w najbliższym czasie

Jak informuje Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej, przeważający obszar Europy będzie pod wpływem niżów z ośrodkami: nad Morzem Północnym, Rosją, Bałkanami. Tylko znad północno-zachodniej Rosji po Białoruś rozciągać się będzie rozległy wyż. Większość obszaru Polski będzie pod wpływem klina słabego wyżu z centrum rozciągającym się południkowo od wschodniej Polski po północno-zachodnie krańce Rosji, jedynie zachód kraju znajdzie się w ciągu dnia pod wpływem zatoki niżu z ośrodkiem nad Morzem Północnym. Napływać będzie powietrze arktyczne, pod koniec dnia na południowym zachodzie zaznaczy się wpływ powietrza polarnego morskiego.

Pałac Buckingham. Księżna Meghan opublikowała wzruszający wpis Wiadomości
Pałac Buckingham. Księżna Meghan opublikowała wzruszający wpis

Meghan Markle podzieliła się ze światem wzruszającym zdjęciem rodzinnym na Instagramie. Tym razem okazją były walentynki. Na fotografii książę Harry trzyma na rękach córkę Lilibet, która pokazuje czerwone balony.

Dziura otworzyła się na Słońcu. Rośnie szansa na zorzę polarną z ostatniej chwili
"Dziura" otworzyła się na Słońcu. Rośnie szansa na zorzę polarną

Pogoda w kosmosie może spowodować atrakcje. Na Słońcu otworzyła się dziura koronalna.

Igrzyska 2026: Wąsek i Tomasiak w konkursie duetów z ostatniej chwili
Igrzyska 2026: Wąsek i Tomasiak w konkursie duetów

Paweł Wąsek i Kacper Tomasiak wystartują w poniedziałek na dużym obiekcie w Predazzo w olimpijskim konkursie duetów (super team) w skokach narciarskich - poinformował na Facebooku Polski Związek Narciarski.

Rubio: Nie chcemy, aby Europa była wasalem USA z ostatniej chwili
Rubio: Nie chcemy, aby Europa była wasalem USA

Amerykański sekretarz stanu Marco Rubio powiedział w niedzielę w Bratysławie, że Stany Zjednoczone nie chcą, aby Europa była ich wasalem. Rubio zapewnił, że USA są zainteresowane współpracą z krajami Grupy Wyszehradzkiej. Format V4+USA zaproponował słowacki premier Robert Fico.

Karol Nawrocki: Polska powinna rozważyć stworzenie własnej broni jądrowej Wiadomości
Karol Nawrocki: Polska powinna rozważyć stworzenie własnej broni jądrowej

Polska powinna rozważyć rozwój własnego potencjału nuklearnego w obliczu rosnącego zagrożenia ze strony Rosji - powiedział prezydent Karol Nawrocki. W wywiadzie dla Polsat News zaznaczył, że kraj musi działać tak, aby w przyszłości móc prowadzić prace nad własnym projektem nuklearnym, zachowując przy tym zgodność z międzynarodowymi przepisami.

REKLAMA

Zielony Ład. Śmierć prawdziwa czy pozorowana?

„Już nie ma Europejskiego Zielonego Ładu, dlatego że w tej chwili zmienił się świat, jeżeli chodzi o kwestie dotyczące załamania łańcucha dostaw i tego, że musimy inwestować w nasz przemysł i w naszą konkurencyjność” – mówił w telewizyjnej debacie 12 maja Rafał Trzaskowski.
Niemiecka elektrownia węglowa Frimmersdorf, zdjęcie podglądowe
Niemiecka elektrownia węglowa Frimmersdorf, zdjęcie podglądowe / Wikipedia CC BY-SA 3.0 / Stodtmeister

Co musisz wiedzieć?

  • Przez Europę przetoczyła się niedawno potężna fala rolniczych protestów.
  • Dzięki ETS2 potężne opłaty, które już dziś ponosimy w kosztach energii elektrycznej, za chwilę dopadną nas w innych dziedzinach życia.
  • Najwyższe koszty będą ponosili mieszkańcy najstarszych, nieocieplonych budynków jednorodzinnych.

 

Lecz choć prezydent Warszawy bardzo się starał, nawet na ogół łaskawy dla władzy portal Demagog uznał jego wypowiedź za fałsz. Zielony Ład był często poruszanym w kampanii wyborczej tematem. Oficjalnie nikt nie chciał go w surowej europejskiej wersji. Lecz czy znaczy to, że przestał nam zagrażać? Wręcz przeciwnie.

Przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, które odbywały się w zeszłym roku, można było mieć złudzenia. Przez Europę przetoczyła się niedawno potężna fala rolniczych protestów. Choć w Polsce koalicja PO – PSL miała dla protestujących rolników jedynie gaz i pałki, w sąsiednich Niemczech przedstawiciele CDU, partii z tej samej rodziny politycznej, wręcz lansowali się na chłopskich pikietach. Był to specyficzny dla europejskiej polityki moment. Nie dość, że politycy bezobjawowej eurochadecji walczyli o głosy, to dodatkowo nie byli wcale pewni, z kim zawrą koalicję w przyszłej kadencji. Sondaże wskazywały bowiem, że europejski mainstream będzie musiał wejść w jakiś rodzaj układu z co najmniej jedną z konserwatywno-tożsamościowych frakcji. A te Zielonemu Ładowi były zdecydowanie przeciwne. 

 

Zabójczy ETS2

Gdy jednak przyznano już mandaty, okazało się, że jak zwykle „chadekom” łatwiej dogadać się z zielonymi. A ci, choć bardzo słabi, postanowili popchnąć UE jeszcze mocniej w stronę zielonego szaleństwa. Strona Komisji Europejskiej wciąż wyznacza te same cele: „Pierwszy kontynent neutralny dla klimatu do 2050 r.” i „Co najmniej 55 proc. mniej emisji gazów cieplarnianych netto w 2030 r. w porównaniu z poziomem z 1990 r.”. To ostatnie to już słynne „Fit for 55”, największe chyba zagrożenie dla polskiej gospodarki i zwykłych obywateli. Jak pisze portal Energetyka24.com: „W ramach pakietu Fit for 55 z 14 lipca 2021 r. Komisja Europejska wyznaczyła ambitne cele, w tym redukcję emisji gazów cieplarnianych o 55% do 2030 r. Kluczowym krokiem jest wprowadzenie systemu handlu emisjami EU ETS2, obejmującego budynki, transport drogowy oraz inne sektory”. W wielkim skrócie znaczy to tyle, że potężne opłaty, które już dziś ponosimy w kosztach energii elektrycznej, za chwilę dopadną nas w wielu innych dziedzinach życia, w rachunkach za ogrzewanie domów, w cenach paliwa czy kosztach podróży. Według wyliczeń przedstawionych przez portal Forsal.pl, dla rodziny używającej do gotowania i ogrzewania węgla koszty wzrosną o 17 347 zł do 2055 r., a dla ogrzewającej się gazem – o 28 330 zł do 2055 r. W międzyczasie wszystkie budynki ogrzewane gazem spadną do najniższej klasy energetycznej, co oznacza, że nie będzie można ich sprzedać ani wynająć. Choć informacje na ten temat nie są wcale całkowicie przemilczane przez media, nie budzą na razie żywiołowej reakcji społecznej. Być może dlatego, że są tak absurdalne i tak trudne do wyobrażenia, że większość przyszłych ofiar tego szaleństwa zwyczajnie nie przyjmuje tego do wiadomości. 

 

Rząd ignoruje problem

Ratunkiem mógł być rządowy program „Czyste Powietrze”, ale jego obecne działanie to typowy przykład chaosu, który opanował państwo pod rządami Koalicji 13 grudnia. Zresztą problemem jest tu też brak zaufania obywateli do unijnych dyrektyw. Przecież jeszcze kilka lat temu gaz uznawany był za ekologiczny, a z państwowych czy unijnych funduszy można było uzyskać dofinansowanie również na wymianę starszych typów ogrzewania na kotły gazowe. Sytuację zmienił dopiero wybuch wojny na Ukrainie. Gdy spadły na nią pierwsze bomby, a Niemcy musieli rezygnować ze swoich wspaniałych biznesów z kremlowskim katem, gaz stał się nagle dużo mniej ekologiczny niż kilka lat wcześniej. Ratunkiem mógłby też być polski atom, jednak i w tej dziedzinie ekipa Donalda Tuska jedynie markuje działania, dodając kolejne lata opóźnienia, które tak naprawdę liczy się od wstrzymania budowy Żarnowca pod koniec lat 80. Choć rząd wciąż podkreśla konieczność budowy polskiej elektrowni, realna strona zagadnienia sprowadza się do słów. I do zamknięcia jedynego polskiego reaktora „Maria”, w wyniku tak absurdalnych błędów urzędniczych, że trzeba bardzo wiele dobrej woli, by nie widzieć w tym sabotażu. Wygląda więc na to, że ratunku nie ma – a raczej nie ma woli rządzących, by nas ratować. W dostępnej od roku analizie Wandy Buk i Marcina Zwolińskiego „Analiza wpływu ETS2 na koszty życia Polaków”, z której pochodzą przytoczone powyżej szacunki, czytamy: „Ze względów klimatycznych należymy do grona państw z zapotrzebowaniem na ciepło przekraczającym średnią unijną. Mamy też najwyższe w Europie wykorzystanie węgla, będącego najbardziej emisyjnym paliwem, do ogrzewania budynków mieszkalnych”. 

 

„Nieład” w kampanii

Najwyższe koszty będą ponosili mieszkańcy najstarszych, nieocieplonych budynków jednorodzinnych. Może więc jednak nie powinniśmy tak spieszyć się z tym węglem? Jego przeciwnicy podkreślają, że wydobycie czarnego złota lub jego brunatnego odpowiednika jest kosztowne i nieopłacalne. Może jednak warto zapytać, czy przypadkiem komuś nie zależy na tym, by właśnie tak było? Przecież, dziwnym trafem, naszym sąsiadom to wciąż się opłaca. Nawet u nas. W kampanii węgiel przewijał się w przekazie większości polityków, jednak przekaz był oczywiście niejednolity. Karol Nawrocki przekładał na nasze Trumpowskie: „Drill, baby, drill”, mówiąc: „Polski węgiel trzeba fedrować, wydobywać i rozwijać Rzeczpospolitą Polską”, i postulował szerokie użycie węgla do czasu wybudowania mocnej infrastruktury jądrowej. Wydaje się to najbardziej rozsądnym podejściem do tematu, wymaga jednak współdziałania rządu i woli budowy elektrowni. Możemy spodziewać się, że z jednym i drugim będzie krucho. Przypomnijmy przy okazji, że Nawrocki zapowiadał również obniżenie rachunków za energię poprzez zmiany w ETS, a także współpracę państw przeciwnych Zielonemu Ładowi. Przeciwko Zielonemu Ładowi z podobnych pozycji wypowiadali się Grzegorz Braun, Marek Jakubiak, Sławomir Mentzen, choć z ich wypowiedzi można wychwycić też inne akcenty. Braun w typowy dla siebie sposób skupiał się na aspekcie ideologicznym, Jakubiak dostrzegał w nim narzędzie dominacji Niemiec, a Mentzen zwracał uwagę na bezsens przedsięwzięcia, w którym nie biorą udziału inne kontynenty, co obniża konkurencyjność gospodarki europejskiej. Ale i druga strona na czas wyborów przyjęła bardziej zachowawcze niż na co dzień stanowisko. Rafał Trzaskowski zapomniał na moment, że był określany „ambasadorem Zielonego Ładu” i poza wspominaną już negacją mówił o zmniejszaniu kosztów czy wydłużeniu okresu odchodzenia od węgla. Szymon Hołownia i Magdalena Biejat nie krytykowali unijnych propozycji, stawiali natomiast postulat zdjęcia kosztów tej operacji z obywateli. Biejat twierdziła, ze odejście od węgla jest nieuchronne, zarzucając kłamstwo zwolennikom tezy przeciwnej. Adrian Zandberg (a z drugiej strony Artur Bartoszewicz) skupiał się na energii atomowej.

 

Czasy się (nie) zmieniły

Zapewne jeszcze pamiętają Państwo, jak przed pierwszą turą wyborów Rafał Trzaskowski pozycjonował się trochę niespodziewanie jako kandydat wyważony, odwołujący się do tradycji i patriotyzmu, zwłaszcza w gospodarce. W miejscach, które odwiedzał, w tajemniczy sposób znikały nawet tęczowe flagi, jeśli akurat były obecne wcześniej w przestrzeni miejskiej. Ale już dwa tygodnie od swej przegranej Trzaskowski poszedł znów w Warszawie z Paradą Równości, tym razem szokującą konserwatystów już nie tylko ekscentrycznymi i wyzywającymi strojami przedstawicieli społeczności LGBT, a udziałem (zresztą chyba nie pierwszy raz…) satanistów idących w tym samym pochodzie ze swoimi transparentami. Dlaczego o tym piszę? Ponieważ tak samo szybko może zmienić się stanowisko w każdej sprawie, zwłaszcza gdy zmiana jest tylko powrotem na stare tory. „Czasy się zmieniły” – słyszeliśmy w kampanii wiele razy. Europa miała stawiać na konkurencyjność i rezygnować z ekoszaleństwa (lub, dla rządzących, w ich nowej narracji, ekonadgorliwości) niszczącego jej gospodarkę. Jednak rzeczywistość temu przeczy. Oto jeszcze w trakcie kampanii wyborczej Polska podpisała z Francją traktat oficjalnie dotyczący gwarancji bezpieczeństwa. Kto się w niego wczytał, ze zdziwieniem mógł odkryć, że dokument ten zawiera zobowiązania do „przyczynienia się do osiągnięcia europejskich celów klimatycznych, w tym celu na 2030 rok i neutralności klimatycznej UE do 2050 roku, w sposób zapewniający i zwiększający konkurencyjność europejskiego przemysłu przy jednoczesnym osiągnięciu transformacji społecznej i przemysłowej”. „Strony dążą do przeprowadzenia transformacji ekologicznej” i kontynuują „współpracę w zakresie wspierania transformacji ekologicznej miast, regionów i samorządów terytorialnych”. Czyli – nie zmienia się nic. 

 

Jazda na ścianę

W styczniu 2024 roku wiceminister Urszula Zielińska podczas wystąpienia w Brukseli składała ważne, choć niekonsultowane z Polakami deklaracje. – Przyjechałam tu z wiadomością, że Polska zwiększy wysiłki w walce ze zmianami klimatu. [...] Neutralność klimatyczna do 2050 roku to oczywisty cel, który jako Polska musimy osiągnąć. Musimy wykonać naszą część zadania. Będę przekonywać do tego resztę członków rządu. Myślę, że podążamy w tym kierunku – mówiła wówczas. Co więcej, zaszokowała deklaracją, że „należy przyjąć cel redukcji emisji gazów cieplarnianych o 90 proc. do 2040 r.” I gdy kampania już się skończyła, powtórzyła niemal wszystko, co padło z jej ust niecałe półtora roku wcześniej, dodając jednak, że nie robimy wystarczająco szybkich postępów, więc – musimy przyspieszyć. I przyspieszamy. Oto Ministerstwo Klimatu i Środowiska rezygnuje z planów eksploatacji jednego z największych złóż węgla brunatnego w Europie rozciągającego się między Legnicą a Głogowem. Potężne pokłady węgla, kilkanaście lat temu wpisane na listę ochrony kopalin, mają z niej zostać wykreślone. – Brak zabezpieczenia strategicznych złóż jest dużym błędem. Żaden kraj lekką ręką nie pozbywa się takiego bogactwa. Zwłaszcza że w najbliższych latach technologia może się zmienić na tyle, że można by było z tego złoża skorzystać – mówił portalowi Tysol.pl Wojciech Ilnicki, przewodniczący Rady Krajowej Sekcji Górnictwa Węgla Brunatnego NSZZ „Solidarność”. Wygląda jednak na to, że taki kraj – a raczej taki rząd – się znalazł. Wykreślenie złoża oznacza możliwość wkroczenia na zastrzeżony dotąd teren samorządów, a w ślad za nimi zapewne deweloperów, co uniemożliwi korzystanie z naturalnych bogactw nawet przy ewentualnej zmianie w ministerstwie. Tymczasem legnickie pokłady węgla dla elektrowni w Bełchatowie wystarczyłyby na… 500 lat. Obecnie jednak surowce dostępne bez inwestycji zaczynają się kończyć, inwestycje są skreślane z planów lub jedynie pozorowane, w efekcie za chwilę może zabraknąć nam prądu i trzeba będzie ratować się jego importem. 

 

Jedyna szansa

Z jednej strony wygląda na to, że nawet politycy mainstreamu zdają sobie sprawę z problemów, które generuje Zielony Ład i jego poszczególne odnogi. Dla całej Europy jest to dramatyczne uderzenie w konkurencyjność przemysłu, dla wyjątkowej, jeśli chodzi o strukturę energetyczną, i relatywnie chłodnej Polski również potężny cios w finansowe i bytowe podstawy egzystencji obywateli. O ile jednak poszczególne branże (jak niemiecki przemysł motoryzacyjny) czy kraje (jak Węgry czy Włochy) potrafią kwestionować samobójcze pomysły, nasz rząd nie chce i nie potrafi wykazać się asertywnością, stawiając naszą gospodarkę, a za chwilę całe społeczeństwo na ołtarzu swego bycia europejskim prymusem. Nadzieją może być referendum, którego domaga się Solidarność, a które wspiera prezydent elekt Karol Nawrocki. Szansą jest też zmiana układu sił po kolejnych wyborach. Pozostaje jednak pytanie, czy zdążymy uciec spod zielonego topora. 



 

Polecane