Szwadron cymbałów Donalda Tuska

Największe kariery w partii Donalda Tuska robią gamonie, którzy dużo hałasują, ale kompletnie nie nadają się do pełnienia ważnych funkcji państwowych. Brak ogłady i inteligencji pozwala im na przekraczanie wszelkich granic dobrego smaku oraz logiki, ale też trafiać w gusta wyborców.
Cymbałki
Cymbałki / Proj. Ludwik Pęzioł

Co musisz wiedzieć:

  • Autor oskarża Donalda Tuska o budowanie partii opartej na lojalnych, ale niekompetentnych politykach, którzy awansują dzięki agresji i prymitywnej propagandzie.
  • Utrzymywanie władzy ma według tekstu polegać na marginalizowaniu bardziej samodzielnych postaci, co prowadzi do jałowienia Koalicji Obywatelskiej i braku realnego programu rządzenia.
  • Tekst wskazuje, że popularność takich polityków wynika z upadku standardów w samej inteligencji, który (zdaniem autora) reaguje na prostackie przekazy i legitymizuje „szwadrony cymbałów”.

 

Szwadron cymbałów

Właściwie trudno zrozumieć, skąd Donald Tusk ich wszystkich bierze. Gdy wydaje się, że Witold Zembaczyński („Osiem gwiazdek to hasło przewodnie mojej myśli politycznej”) zapewnił sobie zdecydowane zwycięstwo w konkursie na najgłupszego posła obecnego Sejmu, jak spod ziemi wyrasta poseł Konrad Frysztak („Przestępcą jest ten, któremu postawiono zarzuty”) i z zapamiętaniem walczy o laur. Nie odpuszczają im Dariusz Joński (miał przyjmować okulary i iPhona od oszusta) i Michał Szczerba („1 września świętujemy napad Niemiec na Polskę”), a za nimi podąża Arkadiusz Myrcha (tylko z artykułu prasowego zna historię swojego teścia, który ukrywał zabójstwo kierowcy ciężarówki).

Nie odpuszczają także panie – Kinga Gajewska, żona Arkadiusza Myrchy (zapomniała wpisać do rejestru majątkowego domu podarowanego od ojca o gangsterskiej przeszłości), Izabela Leszczyna („Polska jest jedynym krajem na świecie, w którym występuje rak szyjki macicy”), Barbara Nowacka („polscy naziści”; „Polska emerytów sfrustrowanych przegranymi wyborami”) i oczywiście wymykająca się wszelkim rankingom Urszula Zielińska („W Polsce wieje wiatr narodowy”; „Transport rzeczny jest nieopłacalny, kraje europejskie się z niego wycofują”; „Jak nie świeci słońce, to wieje wiatr”).

Można by powiedzieć, że w dużym klubie parlamentarnym zawsze trafiają się osoby o niższym ilorazie inteligencji, bo poziom posłów jest odbiciem społeczeństwa. To oczywiście prawda, jednak w obecnej kadencji nagromadzenie tłumoków zasiadających w ławach rządzącej koalicji jest wyjątkowe. Możemy przecież dorzucić jeszcze ministra spraw wewnętrznych Marcina Kierwińskiego z jego pogłosem czy szefa Kancelarii Premiera Jana Grabca, który ma poważne problemy z ortografią. Nie chodzi więc tylko o statystykę, ale metodę działania partii, która podobno ma reprezentować polską inteligencję.

 

Ciągła czystka

Stale obniżający się poziom posłów Koalicji Obywatelskiej jest wynikiem sposobu kierowania tą formacją przez Donalda Tuska. Obecny premier od ponad dwóch dekad wycina ze swoich szeregów lub marginalizuje postaci wybitne lub przynajmniej wyrastające ponad przeciętność. W ten sposób z Platformą Obywatelską pożegnali się między innymi śp. Zyta Gilowska, Jan Maria Rokita, śp. Paweł Śpiewak, Marek Biernacki czy Jacek Saryusz-Wolski. Na kompletny margines zostali wysłani Grzegorz Schetyna, Borys Budka, Cezary Grabarczyk czy Rafał Grupiński. W polityczny niebyt spychany jest właśnie Rafał Trzaskowski.

Mechanizm jest bardzo prosty – Tusk musi ciągle utrwalać i ugruntowywać swoją władzę. Rządzi nim obsesja stałego udowadniania, kto jest samcem alfa i kto pociąga za wszystkie sznurki. W takim zarządzaniu formacją nie ma miejsca nawet na najmniejsze słowa krytyki czy dyskusje o słuszności obranej przez niego polityki. Każdy głos krytyczny jest odbierany jako kwestionowanie przywództwa obecnego premiera, a w zasadzie jako zalążek spisku. Dlatego konieczne jest ciągłe żonglowanie lokalnymi liderami oraz utrzymywanie w kierownictwie stanu permanentnej niepewności. Nikt więc nie może być ani przez chwilę pewny swego stanowiska.

 

Kazus Kierwińskiego

Doskonałym przykładem jest wspomniany Marcin Kierwiński. Najpierw został ministrem spraw wewnętrznych i administracji, by nagle stracić stanowisko i zostać wystawionym – wbrew własnej woli – w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Następnie Tusk w trybie nagłym z Brukseli go odwołał – Kierwiński miał się o tym dowiedzieć z mediów – by powierzyć mu funkcję ministra odpowiedzialnego za likwidację skutków powodzi. Przy kolejnej rekonstrukcji rządu nieoczekiwanie wrócił do MSWiA, w którym zastąpił w pełni lojalnego wobec premiera Tomasza Siemoniaka.

Cała ta karuzela miała wyłącznie jeden cel – udowodnić, że los każdego, nawet tak silnego, zdawałoby się, polityka jak Kierwiński zależy od kaprysu jednego człowieka. Tusk pokazał, że jest panem politycznego życia i śmierci każdego polityka KO. Może awansować lub zesłać w niebyt.

 

Jałowe pole

Ten model zarządzania musi wywoływać jednak fatalne skutki. Po pierwsze, partia jałowieje, co widać dziś bardzo jaskrawo. Koalicja Obywatelska nie jest w stanie ani przyciągać do siebie działających na rynku zdolnych ekspertów, którzy chcieliby poświęcić swój czas i umiejętności dla zreformowania kraju. Jest wręcz przeciwnie – kolejne doświadczenia z instytutami badawczymi odstręczają specjalistów od zaangażowania się w modernizację państwa. Wolą oni trzymać się z boku i nie narażać na ataki ze strony prymitywnych, partyjnych kacyków, których celem jest jak najszybsze uzyskanie prywatnych korzyści, bo w każdej chwili mogą stracić stanowisko.

Konsekwencją tego, czyli po drugie, jest brak zdolności do skonstruowania realnego programu rządzenia. Celem sprawowania władzy stała się sama władza. Nawet jeśli oznacza to destrukcję państwa, jego organów, zaufania społecznego czy obniżanie pozycji międzynarodowej. Po trzecie, klub KO został niemal całkowicie wypłukany z postaci zdolnych do samodzielnego podejmowania decyzji. W sytuacji, w której najistotniejszą cechą jest ślepe oddanie wodzowi, przejawy własnej inicjatywy są tępione. Po czwarte wreszcie, premiowany jest brak zbytnich ambicji pięcia się w górę. Jeśli parlamentarzysta jest w stanie swoją energię wypalić w sposób korzystny dla partii, ale jednocześnie nie zgłaszać nawet najmniejszych pretensji przywódczych, może zyskiwać na znaczeniu. Przykładem takiego zachowania jest wspomniany poseł Frysztak, autor idiotycznych, ale jednocześnie pełnych nienawiści krótkich filmików publikowanych w mediach społecznościowych.
Pełniąc rolę internetowego hejtera i trolla, dochrapał się funkcji wiceprzewodniczącego Klubu Parlamentarnego KO. Doskonale zrozumiał, którędy wiedzie droga do politycznego sukcesu pod skrzydłami Tuska.

 

Fabryka głupoty

Przykłady Konrada Frysztaka i Witolda Zembaczyńskiego, który szerzej zaistniał w świadomości społecznej dzięki obecności w Komisji śledczej ds. Pegasusa, pokazują, jak bardzo zmieniła się polityka. Całkowicie przestała się liczyć fachowość, wiedza i umiejętność realizowania ważnych dla państwa celów. Największym atutem stało się realizowanie zadań propagandowych: podgrzewanie emocji, dezinformacja czy dehumanizowanie politycznych przeciwników.

Apogeum tego zjawiska nastąpiło przy okazji uchylenia immunitetu Zbigniewowi Ziobrze. Ani przez chwilę sprawa ta nie miała – i nie miała mieć – na celu merytorycznej oceny działalności byłego ministra sprawiedliwości. Nie dążyła do tego ani komisja śledcza (unikała przesłuchania Ziobry, by mieć możliwość doprowadzenia go do aresztu), ani prokuratura, która postawiła absurdalny zarzut uczestnictwa w zorganizowanej grupie przestępczej, jaką mieliby tworzyć ministrowie rządu PiS.

Chodziło więc wyłącznie o polityczną zemstę i zmuszenie PiS do obrony niepopularnego nawet wśród prawicowych wyborców ministra. O ile można zrozumieć tę strategię polityczną, o tyle jej praktyczne wykonanie przypominało seanse nienawiści z okresu stalinizmu. Zastępy posłów KO prześcigały się w zapowiedziach wsadzenia chorego na raka Zbigniewa Ziobry za kratki. Tu wszystkie, nawet najbardziej ohydne chwyty były dozwolone. Ponieważ jednak jedną z oznak głupoty jest brak umiaru, dobrego smaku i umiejętności samoograniczenia, poprzez media społecznościowe drugo- i trzecioplanowi posłowie PO wylali tak wiele nienawiści, że wzbudza to odruch wymiotny. Powoli odbija się to w nastrojach społecznych. KO jeszcze prowadzi w sondażach, ale według żadnego z nich nie utrzymuje władzy.

 

Odstraszanie umiarkowanych

Prymitywna agresja wywołuje niechęć zwłaszcza umiarkowanych wyborców, a dla nich Frysztak, Zembaczyński czy Joński są już nie do przyjęcia. Podobnie zresztą jak minister sprawiedliwości Waldemar Żurek, którego działania popiera niewiele ponad trzydzieści procent Polaków, czyli dokładnie tyle, ile wynosi poparcie dla partii Tuska. Oznacza to, że pełne nienawiści przekazy mobilizują już niemal wyłącznie twardy elektorat Koalicji Obywatelskiej.

Prostaccy i prymitywni hejterzy już się jednak nie zmienią. Nie potrafią inaczej komunikować się z wyborcami, gdyż awansowali właśnie dzięki tym cechom osobowości i charakteru, które pozwalają im przekraczać granice przyzwoitości. Będą więc brnąć dalej ścieżką nienawiści, choć niechybnie prowadzi ona ku przepaści.

 

Lumpen inteligencja

Ci intelektualni gamonie nie wzięli się jednak znikąd. Jeśli ciągle trafiają do jednej trzeciej polskiego społeczeństwa, to znaczy, że ta grupa naszych rodaków właśnie tego oczekuje. Co więcej, KO przyciąga najliczniejszą część polskiej inteligencji. Frysztak, Zembaczyński czy Kierwiński reprezentują więc interesy najlepiej wykształconej warstwy naszej wspólnoty.

I tu dochodzimy do wyjątkowo smutnej refleksji. Inteligencja zamieniła się we wspólnotę miernot, która reaguje na najbardziej prymitywne przekazy ze strony wyjątkowo prostackich polityków. Nadawców i odbiorców łączą wspólne emocje, estetyka, bariera dobrego smaku i przyzwoitości. Szwadrony cymbałów mogą działać tylko dlatego, że czują poparcie milionów.

[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]


 

POLECANE
Nie nałożę ceł. Trump zmienia zdanie z ostatniej chwili
"Nie nałożę ceł". Trump zmienia zdanie

Prezydent USA Donald Trump zapowiedział, że nie nałoży ceł, które miały wejść w życie 1 lutego.

Samuel Pereira: Krzyk „ciamciaramci” z ostatniej chwili
Samuel Pereira: Krzyk „ciamciaramci”

To, co zobaczyliśmy w siedzibie Krajowej Rady Sądownictwa, nie jest pokazem siły rządu Donalda Tuska – to demonstracja jego słabości.

Żałoba w rodzinie królewskiej. Pilny komunikat z ostatniej chwili
Żałoba w rodzinie królewskiej. Pilny komunikat

Smutna wiadomość ze szwedzkiego dworu królewskiego. Nie żyje Dezyderia Bernadotte. Król Karol XVI Gustaw opublikował pilne oświadczenie.

Burza w Niemczech po decyzji ws. Mercosur: Katastrofa z ostatniej chwili
Burza w Niemczech po decyzji ws. Mercosur: "Katastrofa"

Europarlament w środę poparł wniosek o skierowanie do TSUE umowy handlowej z państwami Mercosuru. Decyzja PE wywołała falę komentarzy niemieckich polityków.

Doda ostro do Owsiaka: To mi się w głowie nie mieści z ostatniej chwili
Doda ostro do Owsiaka: "To mi się w głowie nie mieści"

Doda opublikowała nagranie, w którym zaapelowała do Jerzego Owsiaka. – Jurek, pomagałam ci przez 20 lat, od 13. roku życia, aż nam się drogi rozeszły i się poróżniliśmy wiadomo w jakiej kwestii… – powiedziała.

Norwegia alarmuje: Rosja koncentruje kluczowe siły wojskowe na strategicznym Półwyspie Kolskim z ostatniej chwili
Norwegia alarmuje: Rosja koncentruje kluczowe siły wojskowe na strategicznym Półwyspie Kolskim

Rosja kontynuuje wzmacnianie swojej siły militarnej na arktycznym Półwyspie Kolskim, mimo znacznych strat na froncie oraz problemów gospodarczych – ostrzegł w środę norweski minister obrony Tore Sandvik podczas rozmowy z mediami.

Karol Nawrocki spotkał się z Donaldem Trumpem z ostatniej chwili
Karol Nawrocki spotkał się z Donaldem Trumpem

Prezydent USA Donald Trump spotkał się z prezydentem Karolem Nawrockim w szwajcarskim Davos. Informację przekazała w środę po godz. 17 rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt.

IMGW wydał komunikat. Oto co nas czeka w najbliższych dniach z ostatniej chwili
IMGW wydał komunikat. Oto co nas czeka w najbliższych dniach

W czwartek oraz piątek mróz, miejscami mgły i szadź, lokalnie słaby śnieg. W części kraju możliwa marznąca mżawka i gołoledź – informuje Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej.

Jarosław Kaczyński: To tłumaczy, dlaczego rząd Tuska odpuścił zablokowanie umowy z Mercosur z ostatniej chwili
Jarosław Kaczyński: To tłumaczy, dlaczego rząd Tuska odpuścił zablokowanie umowy z Mercosur

W środę Parlament Europejski podjął decyzję o skierowaniu do TSUE umowy handlowej pomiędzy UE a krajami Mercosur. Swoje niezadowolenie z tego faktu dosadnie wyraził kanclerz Niemiec Olaf Scholz, co nie uszło uwadze prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego.

Komunikat dla mieszkańców woj. kujawsko-pomorskiego z ostatniej chwili
Komunikat dla mieszkańców woj. kujawsko-pomorskiego

Samorząd województwa kupuje czujniki dymu i czadu na sezon grzewczy. Urządzenia będą rozdawane bezpłatnie przez miasta i gminy. "Pierwsze zakupione urządzenia trafią do osób 65 plus o niskim statusie materialnym" – podkreślono.

REKLAMA

Szwadron cymbałów Donalda Tuska

Największe kariery w partii Donalda Tuska robią gamonie, którzy dużo hałasują, ale kompletnie nie nadają się do pełnienia ważnych funkcji państwowych. Brak ogłady i inteligencji pozwala im na przekraczanie wszelkich granic dobrego smaku oraz logiki, ale też trafiać w gusta wyborców.
Cymbałki
Cymbałki / Proj. Ludwik Pęzioł

Co musisz wiedzieć:

  • Autor oskarża Donalda Tuska o budowanie partii opartej na lojalnych, ale niekompetentnych politykach, którzy awansują dzięki agresji i prymitywnej propagandzie.
  • Utrzymywanie władzy ma według tekstu polegać na marginalizowaniu bardziej samodzielnych postaci, co prowadzi do jałowienia Koalicji Obywatelskiej i braku realnego programu rządzenia.
  • Tekst wskazuje, że popularność takich polityków wynika z upadku standardów w samej inteligencji, który (zdaniem autora) reaguje na prostackie przekazy i legitymizuje „szwadrony cymbałów”.

 

Szwadron cymbałów

Właściwie trudno zrozumieć, skąd Donald Tusk ich wszystkich bierze. Gdy wydaje się, że Witold Zembaczyński („Osiem gwiazdek to hasło przewodnie mojej myśli politycznej”) zapewnił sobie zdecydowane zwycięstwo w konkursie na najgłupszego posła obecnego Sejmu, jak spod ziemi wyrasta poseł Konrad Frysztak („Przestępcą jest ten, któremu postawiono zarzuty”) i z zapamiętaniem walczy o laur. Nie odpuszczają im Dariusz Joński (miał przyjmować okulary i iPhona od oszusta) i Michał Szczerba („1 września świętujemy napad Niemiec na Polskę”), a za nimi podąża Arkadiusz Myrcha (tylko z artykułu prasowego zna historię swojego teścia, który ukrywał zabójstwo kierowcy ciężarówki).

Nie odpuszczają także panie – Kinga Gajewska, żona Arkadiusza Myrchy (zapomniała wpisać do rejestru majątkowego domu podarowanego od ojca o gangsterskiej przeszłości), Izabela Leszczyna („Polska jest jedynym krajem na świecie, w którym występuje rak szyjki macicy”), Barbara Nowacka („polscy naziści”; „Polska emerytów sfrustrowanych przegranymi wyborami”) i oczywiście wymykająca się wszelkim rankingom Urszula Zielińska („W Polsce wieje wiatr narodowy”; „Transport rzeczny jest nieopłacalny, kraje europejskie się z niego wycofują”; „Jak nie świeci słońce, to wieje wiatr”).

Można by powiedzieć, że w dużym klubie parlamentarnym zawsze trafiają się osoby o niższym ilorazie inteligencji, bo poziom posłów jest odbiciem społeczeństwa. To oczywiście prawda, jednak w obecnej kadencji nagromadzenie tłumoków zasiadających w ławach rządzącej koalicji jest wyjątkowe. Możemy przecież dorzucić jeszcze ministra spraw wewnętrznych Marcina Kierwińskiego z jego pogłosem czy szefa Kancelarii Premiera Jana Grabca, który ma poważne problemy z ortografią. Nie chodzi więc tylko o statystykę, ale metodę działania partii, która podobno ma reprezentować polską inteligencję.

 

Ciągła czystka

Stale obniżający się poziom posłów Koalicji Obywatelskiej jest wynikiem sposobu kierowania tą formacją przez Donalda Tuska. Obecny premier od ponad dwóch dekad wycina ze swoich szeregów lub marginalizuje postaci wybitne lub przynajmniej wyrastające ponad przeciętność. W ten sposób z Platformą Obywatelską pożegnali się między innymi śp. Zyta Gilowska, Jan Maria Rokita, śp. Paweł Śpiewak, Marek Biernacki czy Jacek Saryusz-Wolski. Na kompletny margines zostali wysłani Grzegorz Schetyna, Borys Budka, Cezary Grabarczyk czy Rafał Grupiński. W polityczny niebyt spychany jest właśnie Rafał Trzaskowski.

Mechanizm jest bardzo prosty – Tusk musi ciągle utrwalać i ugruntowywać swoją władzę. Rządzi nim obsesja stałego udowadniania, kto jest samcem alfa i kto pociąga za wszystkie sznurki. W takim zarządzaniu formacją nie ma miejsca nawet na najmniejsze słowa krytyki czy dyskusje o słuszności obranej przez niego polityki. Każdy głos krytyczny jest odbierany jako kwestionowanie przywództwa obecnego premiera, a w zasadzie jako zalążek spisku. Dlatego konieczne jest ciągłe żonglowanie lokalnymi liderami oraz utrzymywanie w kierownictwie stanu permanentnej niepewności. Nikt więc nie może być ani przez chwilę pewny swego stanowiska.

 

Kazus Kierwińskiego

Doskonałym przykładem jest wspomniany Marcin Kierwiński. Najpierw został ministrem spraw wewnętrznych i administracji, by nagle stracić stanowisko i zostać wystawionym – wbrew własnej woli – w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Następnie Tusk w trybie nagłym z Brukseli go odwołał – Kierwiński miał się o tym dowiedzieć z mediów – by powierzyć mu funkcję ministra odpowiedzialnego za likwidację skutków powodzi. Przy kolejnej rekonstrukcji rządu nieoczekiwanie wrócił do MSWiA, w którym zastąpił w pełni lojalnego wobec premiera Tomasza Siemoniaka.

Cała ta karuzela miała wyłącznie jeden cel – udowodnić, że los każdego, nawet tak silnego, zdawałoby się, polityka jak Kierwiński zależy od kaprysu jednego człowieka. Tusk pokazał, że jest panem politycznego życia i śmierci każdego polityka KO. Może awansować lub zesłać w niebyt.

 

Jałowe pole

Ten model zarządzania musi wywoływać jednak fatalne skutki. Po pierwsze, partia jałowieje, co widać dziś bardzo jaskrawo. Koalicja Obywatelska nie jest w stanie ani przyciągać do siebie działających na rynku zdolnych ekspertów, którzy chcieliby poświęcić swój czas i umiejętności dla zreformowania kraju. Jest wręcz przeciwnie – kolejne doświadczenia z instytutami badawczymi odstręczają specjalistów od zaangażowania się w modernizację państwa. Wolą oni trzymać się z boku i nie narażać na ataki ze strony prymitywnych, partyjnych kacyków, których celem jest jak najszybsze uzyskanie prywatnych korzyści, bo w każdej chwili mogą stracić stanowisko.

Konsekwencją tego, czyli po drugie, jest brak zdolności do skonstruowania realnego programu rządzenia. Celem sprawowania władzy stała się sama władza. Nawet jeśli oznacza to destrukcję państwa, jego organów, zaufania społecznego czy obniżanie pozycji międzynarodowej. Po trzecie, klub KO został niemal całkowicie wypłukany z postaci zdolnych do samodzielnego podejmowania decyzji. W sytuacji, w której najistotniejszą cechą jest ślepe oddanie wodzowi, przejawy własnej inicjatywy są tępione. Po czwarte wreszcie, premiowany jest brak zbytnich ambicji pięcia się w górę. Jeśli parlamentarzysta jest w stanie swoją energię wypalić w sposób korzystny dla partii, ale jednocześnie nie zgłaszać nawet najmniejszych pretensji przywódczych, może zyskiwać na znaczeniu. Przykładem takiego zachowania jest wspomniany poseł Frysztak, autor idiotycznych, ale jednocześnie pełnych nienawiści krótkich filmików publikowanych w mediach społecznościowych.
Pełniąc rolę internetowego hejtera i trolla, dochrapał się funkcji wiceprzewodniczącego Klubu Parlamentarnego KO. Doskonale zrozumiał, którędy wiedzie droga do politycznego sukcesu pod skrzydłami Tuska.

 

Fabryka głupoty

Przykłady Konrada Frysztaka i Witolda Zembaczyńskiego, który szerzej zaistniał w świadomości społecznej dzięki obecności w Komisji śledczej ds. Pegasusa, pokazują, jak bardzo zmieniła się polityka. Całkowicie przestała się liczyć fachowość, wiedza i umiejętność realizowania ważnych dla państwa celów. Największym atutem stało się realizowanie zadań propagandowych: podgrzewanie emocji, dezinformacja czy dehumanizowanie politycznych przeciwników.

Apogeum tego zjawiska nastąpiło przy okazji uchylenia immunitetu Zbigniewowi Ziobrze. Ani przez chwilę sprawa ta nie miała – i nie miała mieć – na celu merytorycznej oceny działalności byłego ministra sprawiedliwości. Nie dążyła do tego ani komisja śledcza (unikała przesłuchania Ziobry, by mieć możliwość doprowadzenia go do aresztu), ani prokuratura, która postawiła absurdalny zarzut uczestnictwa w zorganizowanej grupie przestępczej, jaką mieliby tworzyć ministrowie rządu PiS.

Chodziło więc wyłącznie o polityczną zemstę i zmuszenie PiS do obrony niepopularnego nawet wśród prawicowych wyborców ministra. O ile można zrozumieć tę strategię polityczną, o tyle jej praktyczne wykonanie przypominało seanse nienawiści z okresu stalinizmu. Zastępy posłów KO prześcigały się w zapowiedziach wsadzenia chorego na raka Zbigniewa Ziobry za kratki. Tu wszystkie, nawet najbardziej ohydne chwyty były dozwolone. Ponieważ jednak jedną z oznak głupoty jest brak umiaru, dobrego smaku i umiejętności samoograniczenia, poprzez media społecznościowe drugo- i trzecioplanowi posłowie PO wylali tak wiele nienawiści, że wzbudza to odruch wymiotny. Powoli odbija się to w nastrojach społecznych. KO jeszcze prowadzi w sondażach, ale według żadnego z nich nie utrzymuje władzy.

 

Odstraszanie umiarkowanych

Prymitywna agresja wywołuje niechęć zwłaszcza umiarkowanych wyborców, a dla nich Frysztak, Zembaczyński czy Joński są już nie do przyjęcia. Podobnie zresztą jak minister sprawiedliwości Waldemar Żurek, którego działania popiera niewiele ponad trzydzieści procent Polaków, czyli dokładnie tyle, ile wynosi poparcie dla partii Tuska. Oznacza to, że pełne nienawiści przekazy mobilizują już niemal wyłącznie twardy elektorat Koalicji Obywatelskiej.

Prostaccy i prymitywni hejterzy już się jednak nie zmienią. Nie potrafią inaczej komunikować się z wyborcami, gdyż awansowali właśnie dzięki tym cechom osobowości i charakteru, które pozwalają im przekraczać granice przyzwoitości. Będą więc brnąć dalej ścieżką nienawiści, choć niechybnie prowadzi ona ku przepaści.

 

Lumpen inteligencja

Ci intelektualni gamonie nie wzięli się jednak znikąd. Jeśli ciągle trafiają do jednej trzeciej polskiego społeczeństwa, to znaczy, że ta grupa naszych rodaków właśnie tego oczekuje. Co więcej, KO przyciąga najliczniejszą część polskiej inteligencji. Frysztak, Zembaczyński czy Kierwiński reprezentują więc interesy najlepiej wykształconej warstwy naszej wspólnoty.

I tu dochodzimy do wyjątkowo smutnej refleksji. Inteligencja zamieniła się we wspólnotę miernot, która reaguje na najbardziej prymitywne przekazy ze strony wyjątkowo prostackich polityków. Nadawców i odbiorców łączą wspólne emocje, estetyka, bariera dobrego smaku i przyzwoitości. Szwadrony cymbałów mogą działać tylko dlatego, że czują poparcie milionów.

[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]



 

Polecane