Liberalni poganiacze szczurów wychowują nowe pokolenie

Libkowe filmiki wychwalające „kulturę zapdolu” to dziś jedna z najbardziej toksycznych form propagandy skierowanej do młodzieży. A mimo to tzw. konserwatywni liberałowie z uporem ją szerzą, potwierdzając, że kiedy w grę wchodzi zysk, wartości tradycyjne mogą wyrzucić do kosza.
Człowiek z twarzą szczura wygłasza mowę motywacyjną
Człowiek z twarzą szczura wygłasza mowę motywacyjną / Proj. Ludwik Pęzioł

Co musisz wiedzieć:

  • Tekst krytykuje liberalną promocję „kultury zapdolu” jako propagandę urabiającą młodych do akceptacji wyzysku kosztem zdrowia, rodziny i życia społecznego.
  • Autor zwraca uwagę, że odrzucanie harmonii życiowej i redukowania życia wyłącznie do pracy nie służy rodzinie, całościowemu rozwojowi człowieka i jest sprzeczne  konserwatywnymi oraz katolickimi wartościami.
  • Wskazuje też, że narracje Sławomira Mentzena, Roberta Gwiazdowskiego i podobnych służą ideologicznemu szantażowi, który ma zniechęcać do walki o godne warunki pracy i prawo do odpoczynku.

 

Kultura "zapdolu"

„Zapdol” to oczywiście skrót od niecenzuralnego określenia na zbyt ciężką pracę, która stała się dla milionów Polaków codzienną zmorą. To zmora o konsekwencjach znacznie poważniejszych niż zwykłe zmęczenie. Jej wpływ na zdrowie, życie rodzinne i zdolność do budowania relacji jest oczywisty dla wszystkich poza turbokapitalistycznymi „poganiaczami szczurów” i młodymi odbiorcami ich przekazu. TikTok i YouTube zalane są filmikami (często tworzonymi przez politycznie zaangażowanych influencerów), którzy z zapałem sławią „uroki” pracy ponad normę, „startupowej kultury” spania pod biurkiem i pseudofilozoficznego zacierania granicy między pracą a życiem prywatnym.

 

Ten przeklęty work-life balance

Owszem, „work-life balance” to paskudny anglicyzm, od którego język więdnie. Ale sama idea jest jak najbardziej słuszna, zwłaszcza z konserwatywnego punktu widzenia, który podnosi walory harmonii życiowej (takoż życia społecznego, jak i indywidualnego). Bez równowagi między życiem a pracą trudno mówić o stabilnej rodzinie, odpowiedzialnym rodzicielstwie, rozwoju duchowym czy pielęgnowaniu relacji. Brak tego balansu kończy się często samotnością, wypaleniem, problemami zdrowotnymi i ucieczką młodych ludzi z kraju, co również odnotowują oficjalne statystyki.

Dlatego wgniótł mnie w fotel wywiad ze Sławomirem Mentzenem, który powtarzał propagandowe slogany w rodzaju: „Work-life balance nie wysłał ludzi na Księżyc”. A jeszcze bardziej wygłoszona przez niego „mądrość”, że praca ma być całym życiem człowieka, miejscem realizowania wizji i poczucia misji. Poziom odrealnienia tych wypowiedzi może porazić każdego, kto pracuje w jednym z setek nudnych, wyczerpujących zawodów, gdzie owa „misja” ogranicza się do „nie zwariować do końca zmiany”. Czasem więc człowiek aż wstydzi się polemizować z tezami jawnie fałszywymi. A jednak trzeba to robić, by ostrzec tych, którzy z racji braku doświadczenia mogą jeszcze uwierzyć w zgrabne słówka cwanych polityków. Z uczuciem lekkiego „krindżu” ruszam więc do działania.

 

"Żabka" jako sens życia?

Opowieści o „poczuciu misji” i „realizowaniu wizji” na stanowisku ekspediencko-barowo-pocztowym w pewnej znanej sieci na literkę „Ż” brzmią jak pomysł na montypythonowski skecz. Wyobraźmy sobie kierownika sklepu, który tłumaczy egzystencjalny sens nabijania towarów, jednoczesnego ich wykładania, podgrzewania pizzy i układania paczek, które już się nie mieszczą na zapleczu. Dorzućmy do tego zniecierpliwionych klientów, presję czasu i podpitych „małpkowiczów”, którym zebrało się na końskie zaloty wobec sprzedawczyni. Prawdziwy raj samorealizacji. Albo weźmy pracownika biurowego, który opanował system komputerowy po miesiącu lub dwóch i od tego czasu powtarza te same czynności niczym zaprogramowany golem. Pracownika infolinii robiącego za żywą spluwaczkę dla sfrustrowanych dzwoniących. Ochroniarza, którego jedynym bodźcem stymulującym mózg jest myśl o godzinie wyjścia do domu. To są zawody, które ma większość ludzi, a nie posiadanie własnego browaru, kancelarii i partii politycznej.

Dziwnym trafem wolnorynkowi politycy to niemal zawsze ludzie, którym się powiodło albo którzy nie robili nic poza polityką i sianiem libkowej propagandy. Zamknięci w wieży z kości słoniowej nie dostrzegają, że ich motywacyjne „mówki” odnoszą się do jakiegoś alternatywnego wymiaru, a nie do realiów polskiego rynku pracy. Interpretacja łaskawsza zakłada odrealnienie. Ta mniej łaskawa mówi wprost: to zwykłe urabianie przyszłych „proli” – wmawianie młodym, że „kultura zapdolu” jest najwyższą formą godności i celem życia, bo wtedy nie będą marudzić, domagać się wyższych płac, skrócenia czasu pracy czy prawa do odpoczynku. A jeśli ktoś ośmieli się chcieć czegoś więcej, to najwyraźniej „błądzi”.

 

Gwiazdowszczyzna w natarciu

Obok mentzenowskiego ogłupienia pojawia się również dobrze znane boomerskie kaznodziejstwo starych wyjadaczy liberalizmu: Roberta Gwiazdowskiego, Marcina Matczaka i kilku innych, którzy od lat opowiadają młodzieży, jak to „kiedyś było”. Aż dziw bierze, że ktokolwiek młody tego słucha, a co gorsza – popiera. Zwłaszcza że „spominki” Gwiazdowskiego z czasów młodości brzmią niemal jak parafraza słynnego skeczu ekipy Monty Pythona z programu „Prosimy nie regulować odbiorników”. Przypomnijmy: kilku panów w białych garniakach popija drogie wino i licytuje się, kto miał gorzej: od czternastogodzinnej pracy w młynie za szesnaście pensów tygodniowo, po harówkę przez dwadzieścia dziewięć godzin dziennie za osiem pensów „na całe życie”. Sparodiowany sens wypowiedzi dzisiejszych turboliberałów jest dokładnie taki sam: „Dzisiejszej młodzieży nie chce się pracować, a myśmy na pierwszy samochód tyrali po kilkanaście godzin dziennie”. Obowiązkowo pada też zaklęcie – każdy odmienny punkt widzenia to „roszczeniowe lewactwo”, które należy z góry unieważnić, zanim ktokolwiek odważy się zadać pytanie.

Tymczasem jest dokładnie odwrotnie. Po pierwsze – zaniedbywanie rodziny emocjonalnie i wychowawczo, wynikające z ciągłej pracy, wcale nie jest konserwatywne. Jeśli ktoś sądzi, że ważniejsze od obecności w domu jest prześcignięcie sąsiada w liczbie posiadanych samochodów czy cenie wakacji za granicą, to trudno o bardziej antyrodzinną postawę. Jak niby agresywny materializm, zmęczenie doprowadzające do otumanienia i późniejsze próby odkupienia win przez wzmożoną konsumpcję w galerii handlowej mają się do konserwatywnego wzorca opartego na chrześcijańskiej i narodowej kulturze Polski? Jakie są realne konsekwencje takiego stylu życia? Rozwody, brak więzi z dziećmi, dorosłe już dziecko pamiętające ojca tylko jako zmordowanego gościa z pilotem w ręku albo na rauszu, bo „musiał jakoś odreagować” stresy w pracy. No i zgorzkniałą matkę, na którą spadł cały ciężar wychowania. Właśnie taki model (często nieświadomie) promują osoby pokroju Roberta Gwiazdowskiego.

"Zapdol" niekonserwatywny

Po drugie – ten ich „ideał życia” stoi w jawnej sprzeczności ze społecznym nauczaniem Kościoła katolickiego. I tu pojawia się największa hipokryzja konserwatywnych liberałów, którzy od lat wykonują ideologiczne szpagaty: z jednej strony boją się wprost odrzucić papieskie encykliki, z drugiej – nie zamierzają zrezygnować z głoszenia „kultu zapdolu”, charakterystycznego raczej dla protestantyzmu. Tymczasem troska o wspólnotę domową, o obecność ojca i matki w życiu rodziny, o czas poświęcony wychowaniu i relacjom to w dokumentach Kościoła katolickiego elementarne, podstawowe zasady. Nie jakieś dodatki, tylko rdzeń. Pozostaje więc pytanie: jakiż to konserwatyzm wyznają konserwatywni liberałowie? Bo na pewno nie katolicki, i nie Polski.

 

Liberalni szantażyści

Oprócz zarzutów o „lewactwo” i domniemany brak efektywności pojawia się jeszcze ostatni, najcięższy kaliber: oskarżenie o nieróbstwo i pasożytnictwo. Fałszywa alternatywa w rodzaju: „Albo tyrasz od rana do nocy, albo jesteś leniem” nie wytrzymuje najprostszego testu logicznego. A przecież to właśnie „konserwatywni liberałowie” tak chętnie chlubią się swoją niezwykłą biegłością w „żelaznej logice”. Według ich narracji praca zawodowa to heroiczna, niemal mitologiczna harówka, podczas gdy opieka nad dziećmi, troska o dom czy pomoc małżonkowi w trudnym momencie to zaledwie lekka igraszka. Na taki obraz nabierają się właściwie tylko ci, którzy jeszcze nie założyli rodziny i nie mają pojęcia, czym jest odpowiedzialność rozłożona na wiele życiowych ról.

Co więcej, nikt poważny nie postuluje zniesienia pracy ani zamiany społeczeństwa w „kolonię leniwców”. Chodzi jedynie o to, by praca miała swoje miejsce – ważne, ale nie wszechogarniające. By nie spłaszczała człowieka do jednej funkcji, gdy jego obowiązków i relacji jest znacznie więcej. Operowanie propagandowymi schematami i emocjonalnymi szantażami pozostaje jednak stałym elementem przekazu liberalnych poganiaczy szczurów. I niestety – czasem działa. Zwłaszcza na młodych, którzy jeszcze nie zdążyli skonfrontować tych haseł z realnym życiem, realną rodziną i realną odpowiedzialnością.

[Niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]


 

POLECANE
Skandal w ukraińskiej energetyce. Polityk zatrzymany przez NABU za korupcję z ostatniej chwili
Skandal w ukraińskiej energetyce. Polityk zatrzymany przez NABU za korupcję

Były minister energetyki Ukrainy został zatrzymany podczas próby opuszczenia kraju. Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy potwierdziło, że chodzi o Hermana Hałuszczenkę, który figuruje w śledztwie dotyczącym wielomilionowej afery korupcyjnej w sektorze energetycznym.

Szokujące słowa europoseł Lewicy. Nagranie wywołało burzę w sieci z ostatniej chwili
Szokujące słowa europoseł Lewicy. Nagranie wywołało burzę w sieci

W studiu Radia ZET padły słowa, które oburzenie w sieci. Joanna Scheuring-Wielgus w szokujący sposób odpowiedziała na uwagę o możliwym zastępstwie prezydenta przez marszałka Włodzimierza Czarzastego.

USA wycofują się z polityki klimatycznej. Berlin mówi o „ideologicznej” motywacji pilne
USA wycofują się z polityki klimatycznej. Berlin mówi o „ideologicznej” motywacji

Administracja USA usunęła prawną podstawę niemal wszystkich federalnych regulacji klimatycznych. Decyzja prezydenta Donalda Trumpa i szefa EPA oznacza, że gazy cieplarniane nie są już uznawane za zagrożenie dla zdrowia publicznego i dobrobytu.

Najpierw śnieg, potem siarczysty mróz. W tych regionach będzie najtrudniej z ostatniej chwili
Najpierw śnieg, potem siarczysty mróz. W tych regionach będzie najtrudniej

Arktyczne powietrze wchodzi do Polski. W niedzielę śnieg na południu, w centrum i na wschodzie, a w nocy spadki temperatury nawet do minus 22 st. C – informuje w niedzielnym komunikacie IMGW.

Wysokie ceny prądu. Prezydent: Ludzie powinni pytać marszałka Czarzastego z ostatniej chwili
Wysokie ceny prądu. Prezydent: Ludzie powinni pytać marszałka Czarzastego

– Ludzie powinni być zawiedzeni tym, jak kwestia cen prądu jest upolityczniona przez polski parlament i pytać marszałka Sejmu, dlaczego mrozi najlepszą gotową ustawę do obniżenia cen energii elektrycznej o 33 proc. – powiedział w niedzielę prezydent Karol Nawrocki.

Masowa bójka na pokładzie. Samolot do Manchesteru musiał awaryjnie lądować w Brukseli Wiadomości
Masowa bójka na pokładzie. Samolot do Manchesteru musiał awaryjnie lądować w Brukseli

Lot z tureckiej Antalyi do Manchesteru zakończył się niespodziewanym międzylądowaniem w Brukseli. Powodem była brutalna bójka pasażerów, która wybuchła w trakcie rejsu i doprowadziła do interwencji policji.

Paraliż na lotniskach w Paryżu. Setki lotów do odwołania gorące
Paraliż na lotniskach w Paryżu. Setki lotów do odwołania

Niedziela przyniesie poważne utrudnienia dla pasażerów w Paryżu. Z powodu śniegu i gołoledzi linie lotnicze muszą ograniczyć siatkę połączeń na dwóch największych lotniskach stolicy Francji.

Zaskakujące słowa Obamy: Kosmici są prawdziwi z ostatniej chwili
Zaskakujące słowa Obamy: "Kosmici są prawdziwi"

Barack Obama ponownie odniósł się do tematu UFO i istot pozaziemskich. W podcaście Briana Tylera Cowena stwierdził, że „kosmici są prawdziwi”, ale zaprzeczył teoriom o ich przetrzymywaniu w Strefie 51.

Trump stawia Iranowi warunki. USA gotowe na długą operację wojskową pilne
Trump stawia Iranowi warunki. USA gotowe na długą operację wojskową

Waszyngton analizuje możliwość przedłużonej operacji wojskowej wobec Iranu. W tle trwają rozmowy dyplomatyczne w Genewie, a Pentagon wzmacnia obecność militarną na Bliskim Wschodzie. Biały Dom potwierdza, że na stole leżą różne scenariusze.

Sikorski atakuje w Niemczech Donalda Trumpa: Ja nie mam portretu Putina w domu z ostatniej chwili
Sikorski atakuje w Niemczech Donalda Trumpa: "Ja nie mam portretu Putina w domu"

Radosław Sikorski podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa uderzył w Stany Zjednoczone i Donalda Trumpa. Mówił o „ingerencji” w polskie wybory i przekonywał, że działania Waszyngtonu są „całkowicie oburzające”. W ostrych słowach zarzucił też Amerykanom próbę narzucania Europie własnych wartości.

REKLAMA

Liberalni poganiacze szczurów wychowują nowe pokolenie

Libkowe filmiki wychwalające „kulturę zapdolu” to dziś jedna z najbardziej toksycznych form propagandy skierowanej do młodzieży. A mimo to tzw. konserwatywni liberałowie z uporem ją szerzą, potwierdzając, że kiedy w grę wchodzi zysk, wartości tradycyjne mogą wyrzucić do kosza.
Człowiek z twarzą szczura wygłasza mowę motywacyjną
Człowiek z twarzą szczura wygłasza mowę motywacyjną / Proj. Ludwik Pęzioł

Co musisz wiedzieć:

  • Tekst krytykuje liberalną promocję „kultury zapdolu” jako propagandę urabiającą młodych do akceptacji wyzysku kosztem zdrowia, rodziny i życia społecznego.
  • Autor zwraca uwagę, że odrzucanie harmonii życiowej i redukowania życia wyłącznie do pracy nie służy rodzinie, całościowemu rozwojowi człowieka i jest sprzeczne  konserwatywnymi oraz katolickimi wartościami.
  • Wskazuje też, że narracje Sławomira Mentzena, Roberta Gwiazdowskiego i podobnych służą ideologicznemu szantażowi, który ma zniechęcać do walki o godne warunki pracy i prawo do odpoczynku.

 

Kultura "zapdolu"

„Zapdol” to oczywiście skrót od niecenzuralnego określenia na zbyt ciężką pracę, która stała się dla milionów Polaków codzienną zmorą. To zmora o konsekwencjach znacznie poważniejszych niż zwykłe zmęczenie. Jej wpływ na zdrowie, życie rodzinne i zdolność do budowania relacji jest oczywisty dla wszystkich poza turbokapitalistycznymi „poganiaczami szczurów” i młodymi odbiorcami ich przekazu. TikTok i YouTube zalane są filmikami (często tworzonymi przez politycznie zaangażowanych influencerów), którzy z zapałem sławią „uroki” pracy ponad normę, „startupowej kultury” spania pod biurkiem i pseudofilozoficznego zacierania granicy między pracą a życiem prywatnym.

 

Ten przeklęty work-life balance

Owszem, „work-life balance” to paskudny anglicyzm, od którego język więdnie. Ale sama idea jest jak najbardziej słuszna, zwłaszcza z konserwatywnego punktu widzenia, który podnosi walory harmonii życiowej (takoż życia społecznego, jak i indywidualnego). Bez równowagi między życiem a pracą trudno mówić o stabilnej rodzinie, odpowiedzialnym rodzicielstwie, rozwoju duchowym czy pielęgnowaniu relacji. Brak tego balansu kończy się często samotnością, wypaleniem, problemami zdrowotnymi i ucieczką młodych ludzi z kraju, co również odnotowują oficjalne statystyki.

Dlatego wgniótł mnie w fotel wywiad ze Sławomirem Mentzenem, który powtarzał propagandowe slogany w rodzaju: „Work-life balance nie wysłał ludzi na Księżyc”. A jeszcze bardziej wygłoszona przez niego „mądrość”, że praca ma być całym życiem człowieka, miejscem realizowania wizji i poczucia misji. Poziom odrealnienia tych wypowiedzi może porazić każdego, kto pracuje w jednym z setek nudnych, wyczerpujących zawodów, gdzie owa „misja” ogranicza się do „nie zwariować do końca zmiany”. Czasem więc człowiek aż wstydzi się polemizować z tezami jawnie fałszywymi. A jednak trzeba to robić, by ostrzec tych, którzy z racji braku doświadczenia mogą jeszcze uwierzyć w zgrabne słówka cwanych polityków. Z uczuciem lekkiego „krindżu” ruszam więc do działania.

 

"Żabka" jako sens życia?

Opowieści o „poczuciu misji” i „realizowaniu wizji” na stanowisku ekspediencko-barowo-pocztowym w pewnej znanej sieci na literkę „Ż” brzmią jak pomysł na montypythonowski skecz. Wyobraźmy sobie kierownika sklepu, który tłumaczy egzystencjalny sens nabijania towarów, jednoczesnego ich wykładania, podgrzewania pizzy i układania paczek, które już się nie mieszczą na zapleczu. Dorzućmy do tego zniecierpliwionych klientów, presję czasu i podpitych „małpkowiczów”, którym zebrało się na końskie zaloty wobec sprzedawczyni. Prawdziwy raj samorealizacji. Albo weźmy pracownika biurowego, który opanował system komputerowy po miesiącu lub dwóch i od tego czasu powtarza te same czynności niczym zaprogramowany golem. Pracownika infolinii robiącego za żywą spluwaczkę dla sfrustrowanych dzwoniących. Ochroniarza, którego jedynym bodźcem stymulującym mózg jest myśl o godzinie wyjścia do domu. To są zawody, które ma większość ludzi, a nie posiadanie własnego browaru, kancelarii i partii politycznej.

Dziwnym trafem wolnorynkowi politycy to niemal zawsze ludzie, którym się powiodło albo którzy nie robili nic poza polityką i sianiem libkowej propagandy. Zamknięci w wieży z kości słoniowej nie dostrzegają, że ich motywacyjne „mówki” odnoszą się do jakiegoś alternatywnego wymiaru, a nie do realiów polskiego rynku pracy. Interpretacja łaskawsza zakłada odrealnienie. Ta mniej łaskawa mówi wprost: to zwykłe urabianie przyszłych „proli” – wmawianie młodym, że „kultura zapdolu” jest najwyższą formą godności i celem życia, bo wtedy nie będą marudzić, domagać się wyższych płac, skrócenia czasu pracy czy prawa do odpoczynku. A jeśli ktoś ośmieli się chcieć czegoś więcej, to najwyraźniej „błądzi”.

 

Gwiazdowszczyzna w natarciu

Obok mentzenowskiego ogłupienia pojawia się również dobrze znane boomerskie kaznodziejstwo starych wyjadaczy liberalizmu: Roberta Gwiazdowskiego, Marcina Matczaka i kilku innych, którzy od lat opowiadają młodzieży, jak to „kiedyś było”. Aż dziw bierze, że ktokolwiek młody tego słucha, a co gorsza – popiera. Zwłaszcza że „spominki” Gwiazdowskiego z czasów młodości brzmią niemal jak parafraza słynnego skeczu ekipy Monty Pythona z programu „Prosimy nie regulować odbiorników”. Przypomnijmy: kilku panów w białych garniakach popija drogie wino i licytuje się, kto miał gorzej: od czternastogodzinnej pracy w młynie za szesnaście pensów tygodniowo, po harówkę przez dwadzieścia dziewięć godzin dziennie za osiem pensów „na całe życie”. Sparodiowany sens wypowiedzi dzisiejszych turboliberałów jest dokładnie taki sam: „Dzisiejszej młodzieży nie chce się pracować, a myśmy na pierwszy samochód tyrali po kilkanaście godzin dziennie”. Obowiązkowo pada też zaklęcie – każdy odmienny punkt widzenia to „roszczeniowe lewactwo”, które należy z góry unieważnić, zanim ktokolwiek odważy się zadać pytanie.

Tymczasem jest dokładnie odwrotnie. Po pierwsze – zaniedbywanie rodziny emocjonalnie i wychowawczo, wynikające z ciągłej pracy, wcale nie jest konserwatywne. Jeśli ktoś sądzi, że ważniejsze od obecności w domu jest prześcignięcie sąsiada w liczbie posiadanych samochodów czy cenie wakacji za granicą, to trudno o bardziej antyrodzinną postawę. Jak niby agresywny materializm, zmęczenie doprowadzające do otumanienia i późniejsze próby odkupienia win przez wzmożoną konsumpcję w galerii handlowej mają się do konserwatywnego wzorca opartego na chrześcijańskiej i narodowej kulturze Polski? Jakie są realne konsekwencje takiego stylu życia? Rozwody, brak więzi z dziećmi, dorosłe już dziecko pamiętające ojca tylko jako zmordowanego gościa z pilotem w ręku albo na rauszu, bo „musiał jakoś odreagować” stresy w pracy. No i zgorzkniałą matkę, na którą spadł cały ciężar wychowania. Właśnie taki model (często nieświadomie) promują osoby pokroju Roberta Gwiazdowskiego.

"Zapdol" niekonserwatywny

Po drugie – ten ich „ideał życia” stoi w jawnej sprzeczności ze społecznym nauczaniem Kościoła katolickiego. I tu pojawia się największa hipokryzja konserwatywnych liberałów, którzy od lat wykonują ideologiczne szpagaty: z jednej strony boją się wprost odrzucić papieskie encykliki, z drugiej – nie zamierzają zrezygnować z głoszenia „kultu zapdolu”, charakterystycznego raczej dla protestantyzmu. Tymczasem troska o wspólnotę domową, o obecność ojca i matki w życiu rodziny, o czas poświęcony wychowaniu i relacjom to w dokumentach Kościoła katolickiego elementarne, podstawowe zasady. Nie jakieś dodatki, tylko rdzeń. Pozostaje więc pytanie: jakiż to konserwatyzm wyznają konserwatywni liberałowie? Bo na pewno nie katolicki, i nie Polski.

 

Liberalni szantażyści

Oprócz zarzutów o „lewactwo” i domniemany brak efektywności pojawia się jeszcze ostatni, najcięższy kaliber: oskarżenie o nieróbstwo i pasożytnictwo. Fałszywa alternatywa w rodzaju: „Albo tyrasz od rana do nocy, albo jesteś leniem” nie wytrzymuje najprostszego testu logicznego. A przecież to właśnie „konserwatywni liberałowie” tak chętnie chlubią się swoją niezwykłą biegłością w „żelaznej logice”. Według ich narracji praca zawodowa to heroiczna, niemal mitologiczna harówka, podczas gdy opieka nad dziećmi, troska o dom czy pomoc małżonkowi w trudnym momencie to zaledwie lekka igraszka. Na taki obraz nabierają się właściwie tylko ci, którzy jeszcze nie założyli rodziny i nie mają pojęcia, czym jest odpowiedzialność rozłożona na wiele życiowych ról.

Co więcej, nikt poważny nie postuluje zniesienia pracy ani zamiany społeczeństwa w „kolonię leniwców”. Chodzi jedynie o to, by praca miała swoje miejsce – ważne, ale nie wszechogarniające. By nie spłaszczała człowieka do jednej funkcji, gdy jego obowiązków i relacji jest znacznie więcej. Operowanie propagandowymi schematami i emocjonalnymi szantażami pozostaje jednak stałym elementem przekazu liberalnych poganiaczy szczurów. I niestety – czasem działa. Zwłaszcza na młodych, którzy jeszcze nie zdążyli skonfrontować tych haseł z realnym życiem, realną rodziną i realną odpowiedzialnością.

[Niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]



 

Polecane