Metoda "na franczyzę" - na czym polega nowy sposób oszukiwania ludzi

– Była już metoda oszustwa „na wnuczka”, „na policjanta”, teraz pojawiła się nowa metoda nabierania ludzi: „na franczyzę” – mówi w rozmowie z nami Maciej Maciejewski, jeden z setek przedsiębiorców zmagających się ze skutkami drapieżnej franczyzy.
Zamknięta budka z jedzeniem
Zamknięta budka z jedzeniem / Tygodnik Solidarność

Co musisz wiedzieć:

  • Według rozmówcy, drapieżna franczyza Sweet Gallery ma wprowadzać w błąd co do kosztów, zysków i realiów prowadzenia biznesu, przerzucając całe ryzyko finansowe na przedsiębiorców.
  • Jego zdaniem umowy, ceny półproduktów, losowe lokalizacje i drakońskie kary prowadzą wielu franczyzobiorców do zadłużenia, bankructwa, a w skrajnych przypadkach do tragedii osobistych.
  • Sprawa trafiła do UOKiK, a poszkodowani domagają się ujawnienia prawdziwych kosztów, skali zamykanych punktów i przełamania zmowy milczenia.

 

Jak to się robi

– Pracowałem przez lata jako zawodowy kierowca. Byłem ciągle w trasie, ciągle poza domem, w końcu żona powiedziała: dość. Przebranżowienie się miało w założeniu przynieść więcej czasu dla rodziny, spokój i stabilność finansową. Skończyło się jednak nerwami, długami i nadszarpniętym zdrowiem

– opowiada przedsiębiorca.

Maciej Maciejewski „przygodę” z franczyzą Sweet Gallery, do której należą m.in.: Bafra Kebab, Lodolandia & Kołacz na Okrągło, Good Chicken, Sigelato i Beef Bus Burger, rozpoczął w 2017 roku. Z początku biznes wyglądał obiecująco. Wszystko wygląda wspaniale do czasu podpisania umowy

– Byłem pełen entuzjazmu, ponieważ wydawało się, że trafiamy w punkt z zapotrzebowaniem na usługi gastronomiczne, a że nie boję się ciężkiej pracy, sądziłem, iż szybko będę mógł cieszyć się jej owocami

– opowiada Maciejewski. Przedsiębiorca zdecydował się otworzyć w rodzinnej Częstochowie budkę z kołaczami węgierskimi. Początkowo planował po prostu kupić przyczepę wraz z wyposażeniem, jednak podczas poszukiwań został skontaktowany z franczyzodawcą, który zaoferował mu – wydawało się – bardzo atrakcyjne warunki prowadzenia działalności.

– Wszystko wygląda wspaniale do czasu podpisania umowy i rozpoczęcia pracy przez franczyzobiorcę. Nagle okazało się, że wybrane wcześniej miejsce postawienia budki gastronomicznej jednak nie jest dostępne, potrzebne w gastronomii produkty dostarczane przez franczyzodawcę są złej jakości i na dodatek dwa razy droższe od tych, które można kupić w zwykłym hipermarkecie, a za byle co przedsiębiorcom wlepiane są drakońskie kary

– wymienia Maciejewski. Wycofać się jednak nie jest już tak łatwo. Umowy zostały skonstruowane w taki sposób, żeby wszelkie ryzyko finansowe ponosił przedsiębiorca, który jednocześnie – zdaniem franczyzobiorców – nie jest przy ich podpisywaniu rzetelnie informowany o istocie biznesu, w który wchodzi.

Maciej Maciejewski zwraca w rozmowie z nami uwagę na stosowany przez franczyzodawców chwyt mający na celu wprowadzenie ludzi w błąd, jakim jest pokazywanie kilku „modelowych” franczyz – zazwyczaj prowadzonych przez „krewnych i znajomych królika” – które rzeczywiście świetnie funkcjonują i przynoszą dochody. Połowa sukcesu to zazwyczaj miejsce. A na jego wybór franczyzobiorca nie ma już wpływu. Franczyzodawca zapewnia go jedynie o tym, że miejsce będzie świetne, ponieważ jemu również na tym zależy. Podobnie rzecz ma się z półproduktami potrzebnymi do przygotowywania jedzenia. Franczyzobiorca może je kupić jedynie u franczyzodawcy, ten jednak przy podpisywaniu umowy zapewnia o konkurencyjności cen i świetnej jakości towaru.

 

„Fabryka złamanych marzeń”

– Początkowo wydaje się to logiczne, przecież teoretycznie nikt nie chce działać na swoją niekorzyść. W praktyce jednak okazuje się, że towary dostarczane przez franczyzobiorcę nie tylko były dwa razy droższe od tych, które mógłbym kupić po prostu w sklepie (czego jednak nie mogłem uczynić wobec grożącej mi za to kary), a na dodatek złej jakości. Na przykład ciasto do pieczenia kołaczy przypalało się, było niesmaczne, zwyczajnie wstydziłem się oferować coś takiego moim klientom

– opowiada mi Maciej Maciejewski.

– Jeśli jednak cokolwiek szło w tym biznesie nie tak, winą za to obarczany był franczyzobiorca. Z czasem zorientowałem się, że franczyzodawcy wcale nie zależy na jakości oferowanych produktów i usług, ale na liczbie umów podpisywanych z franczyzobiorcami. To na nich zarabia i są to ogromne pieniądze

– wyjaśnia Maciejewski.

– Franczyzodawca de facto zarabia na leasingu budek gastronomicznych. One są rzeczywiście bardzo ładne, robią wrażenie, dają poczucie, że wchodzi się w profesjonalny biznes. Ale to tylko pozory, de facto szybko popada się w spiralę zadłużenia, ponieważ nie sposób osiągnąć założonych przez franczyzobiorcę norm sprzedażowych, a raty za dzierżawę przyczepy i za kolejne dostawy produktów płacić trzeba. Mimo pracy po kilkanaście godzin dziennie, łącznie z weekendami, nie tylko nie zarabiałem, ale lawinowo rosły moje długi. Informowałem franczyzodawcę o niewykonalności zakładanych przez niego norm, chciałem negocjować, jednak napotykałem na mur. W podobnej sytuacji jak moja znalazły się setki, a właściwie już tysiące innych osób. Niestety, jeden z franczyzobiorców nie wytrzymał tego stresu, odebrał sobie życie…

– mówi przedsiębiorca.

"Tester lokalizacji"

Szymon Ostrowski, autor podcastu „Biznes na ostro”, określa franczyzę Sweet Gallery mianem „Fabryki złamanych marzeń” i tłumaczy, że jej założyciele nie wywodzą się z branży gastronomicznej, ale finansowej.

– Ich marzeniem nie było stworzenie najlepszego loda czy kebaba w Polsce, ale najlepszego narzędzia do zarabiania pieniędzy

– mówi.

– Sweet Gallery to holding zbudowany jak pajęczyna. To sprytna konstrukcja, która wygląda jak niezależne firmy, ale w rzeczywistości to jeden organizm

– wskazuje. Odnosząc się do kwestii losowego przydzielania miejsca ustawienia budki gastronomicznej, mówi:

– Ty jako franczyzobiorca jesteś testerem lokalizacji. Jesteś pierwszym, który sprawdza, czy dany punkt ma potencjał. Sweet Gallery ma stały wgląd w twoje obroty. Jeśli okaże się, że lokalizacja jest rewelacyjna, mogą oni dążyć do rozwiązania umowy z tobą, aby otworzyć tam własny, jeszcze bardziej rentowny punkt.

 

Mamy prawo wiedzieć

Sprawa praktyk stosowanych przez Sweet Gallery trafiła do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

„Jako jedna z setek poszkodowanych osób zwracam się z gorącą prośbą o wszczęcie postępowania przeciwko Sweet Gallery, która swoimi praktykami rynkowymi świadomie wprowadza w błąd swoich przyszłych franczyzobiorców. W sposób bezprecedensowy naruszają obowiązek udzielenia konsumentom rzetelnej, prawdziwej i pełnej informacji, zatajając fakty tylko i wyłącznie dla swoich własnych profitów finansowych”

– zaznacza w piśmie do UOKiK-u Proton Zgrzeba, jeden z byłych franczyzobiorców.

„Spółka braci Olesiak i Pana Śliwki sprzedaje swój produkt pod sloganem «zarabiaj nawet 15 tys. zł miesięcznie przy niskich kosztach startu: tylko 15 tys. zł środków własnych» (załącznik nr 1 z broszury reklamowej otrzymanej na pierwszym spotkaniu w siedzibie spółki). Podobne reklamy możemy znaleźć głównie w internecie, ale również w niektórych czasopismach. Już na tym etapie mamy tak naprawdę do czynienia z chwytem marketingowym i zatajaniem prawdziwych kosztów otwarcia punktu gastronomicznego, którego realny koszt w moim przypadku wyniósł ponad 60 000 zł brutto. Tak naprawdę nie ma absolutnie żadnej możliwości, aby otworzyć punkt gastronomiczny pod jednym z ich konceptów za mniejsze pieniądze przy zakupie przyczepy od franczyzodawcy”

– tłumaczy Zgrzeba.

„Decydując się na nawiązanie współpracy ze Sweet Gallery, przechodzimy przez proces, który zaczyna się od podpisania umowy franczyzowej oraz umowy sprzedaży punktu gastronomicznego. Warunkiem do podpisania i przejścia dalej jest wpłata zadatku w wysokości 10 000 zł. Niestety wg umowy jest on nie zwrotny w przypadku odmowy udzielenia finansowania przez podmioty leasingowe. Spółka jednak swoimi manipulacjami na takim pierwszym spotkaniu nie informuje, że są bardzo liczne przypadki odmów udzielenia leasingu, a wręcz przeciwnie, podkreśla, że od wielu lat współpracuje z wieloma leasingodawcami i nie będzie to stanowić większego problemu. Już na tym etapie tak naprawdę świadomie ryzykuje naszymi pieniędzmi, bo w przypadku odmowy i tak zarobi 10 000 zł, a my stracimy. Ryzyko jednostronne”

– wyjaśnia franczyzobiorca.

„Na pierwszym spotkaniu był mi przedstawiony biznesplan, na którym jest przykładowa miesięczna rata przy finansowaniu leasingiem na 5 lat, 5% wpłaty i 1% wykupu. Osobiście uważałem ten plan za odzwierciedlenie rzeczywistości, ale to jest absolutne kłamstwo. Ponieważ przyczepa gastronomiczna jest produktem specyficznym, żadna instytucja finansowa nie udzieli leasingu przy mniejszym wkładzie własnym niż 10%. Rozmawiałem naprawdę z wieloma bankami i nie było żadnej takiej możliwości. Mało tego, aby uzyskać leasing na dobrych warunkach, minimum wkładu własnego zaczyna się od 20% wartości przyczepy. Reasumując: zadatek oraz minimalny wkład własny (w moim przypadku 10%) daje łączną kwotę 20 241,96 zł netto”

– wylicza.

„Sweet Gallery wprowadza w błąd także odnośnie do miejsca ustawienia budki gastronomicznej. Jednym z chwytów reklamowych, które wzbudzają zaufanie i przeświadczenie, że firma wie, co robi, jest punkt: «Pozyskanie lokalizacji». Jest tam napisane, że firma oceni, czy miejsca te będą mogły zapewnić satysfakcjonujące wyniki sprzedaży. Okazuje się to totalnym chwytem reklamowym. Lokalizacje są znajdowane w oparciu o przypadek. Na zasadzie uda się, to się uda, nie to nie”

– pisze Proton Zgrzeba.

„Nie ma absolutnie żadnej mowy o zarobkach na poziomie 15 000 zł netto. Znaczna część osób nie jest w stanie prowadzić działalności już po 3–4 miesiącach, a zdecydowana większość musi zamknąć punkty przed upływem 12 miesięcy. Te kłamstwa i wprowadzanie w błąd powoduje, że osoby, które nawiązały współpracę ze Sweet Gallery, już po paru miesiącach straciły cały początkowy wkład. Zostaje leasing przyczepy, której wartość rynkowa jest trzykrotnie większa i znalezienie potencjalnego kupca jest praktycznie niewykonalne. Zostają także, jak np. w moim przypadku, zaległe faktury do zapłaty. Rozumiem i zdaję sobie sprawę, że UOKiK nie ma możliwości, aby wprowadzić zmiany w całym systemie franczyzowym w Polsce. Jednak mogą Państwo z całą pewnością zmusić takie firmy jak Sweet Gallery do mówienia prawdy. Do informowania klientów o prawdziwych kosztach rozpoczęcia działalności. To samo dotyczy otwartych punktów. Skoro firma szczyci się i chwali, ile to punktów otwiera, to niech informuje także na pierwszych spotkaniach, ile punktów zamyka np. przez ostatnie 12 lub 24 miesiące. My mamy prawo wiedzieć!”

– zaznacza Proton Zgrzeba w liście do UOKiK-u.

 

Przerwać zmowę milczenia

Franczyzobiorcy zaznaczają, że choć na razie są odsyłani od Annasza do Kajfasza, mimo informowania o sprawie prokuratury oraz UOKiK-u, to jednak liczą na to, że w końcu zmowa milczenia nad patologiami franczyzowymi w Polsce zostanie przełamana i że osoby pokrzywdzone otrzymają konieczne wsparcie, podobnie jak w przypadku frankowiczów.

– Bardzo pomaga nam Alfred Bujara, szef handlowej Solidarności, który poruszył temat drapieżnych franczyz także na forum unijnym

– zaznacza mój rozmówca. Jak dodaje, choć głos pokrzywdzonych franczyzobiorców zdaje się na razie być słyszany jedynie przez niewielką część opinii publicznej, nie wspominając o decydentach, to jednak samo ich gromadzenie się na rozmaitych forach, wzajemne wspieranie, wymiana informacji czy zwykłe zrozumienie i podniesienie na duchu są bezcenne.

– Chcemy wierzyć, że mimo wszystko „ludzi dobrej woli jest więcej” i że dzięki naszej mrówczej pracy w końcu położymy kres nieuczciwym praktykom handlowym. A jeśli dzięki naszemu zaangażowaniu uda się ostrzec choć jedną osobę przed tym, żeby nie podzieliła naszego losu, będzie to oznaczało, że nasza walka ma sens

– puentuje Maciej Maciejewski.


 

POLECANE
Rosyjskie media: Wiceszef GRU wraca do zdrowia po zamachu z ostatniej chwili
Rosyjskie media: Wiceszef GRU wraca do zdrowia po zamachu

Są nowe informacje po piątkowym zamachu na wysokiego rangą rosyjskiego wojskowego. Wiceszef GRU generał Władimir Aleksiejew odzyskał przytomność po operacji, a lekarze ostrożnie informują, że jego życiu nie zagraża już bezpośrednie niebezpieczeństwo. 

Uwaga na gołoledź. IMGW ostrzega dziewięć województw z ostatniej chwili
Uwaga na gołoledź. IMGW ostrzega dziewięć województw

Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej wydał w sobotę ostrzeżenia I stopnia przed marznącymi opadami deszczu powodującymi gołoledź dla dziewięciu województw. W niedzielę w znacznej części kraju zaczną obowiązywać alerty przed oblodzeniem.

Nietrzeźwi kierowcy zablokowali przejazd kolejowy. Dramatyczna akcja policji Wiadomości
Nietrzeźwi kierowcy zablokowali przejazd kolejowy. Dramatyczna akcja policji

W nocy na przejeździe kolejowym przy ulicy Poniatowskiego w Błoniu (pow. warszawski-zachodni) doszło do niebezpiecznej sytuacji, gdy auto zjechało na torowisko i zablokowało ruch pociągów.

Waldemar Żurek przyjął mandat. Wiadomo, jaką kwotą ukarała go policja z ostatniej chwili
Waldemar Żurek przyjął mandat. Wiadomo, jaką kwotą ukarała go policja

Jak podaje TVN24, minister sprawiedliwości Waldemar Żurek został ukarany przez policję mandatem w wysokości 1500 zł i 15 punktami karnymi. 

UOKiK alarmuje: W produktach dla dzieci wykryto wady Wiadomości
UOKiK alarmuje: W produktach dla dzieci wykryto wady

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wraz z Wojewódzkimi Inspektoratami Inspekcji Handlowej przeprowadził szczegółową kontrolę wózków dziecięcych i leżaczków niemowlęcych. Wyniki badań okazały się niepokojące: w 13 na 19 skontrolowanych modeli wykryto wady konstrukcyjne lub błędy w oznakowaniu.

Ukraińskie wojsko atakuje cele w Rosji. Baza paliw i drony na celowniku z ostatniej chwili
Ukraińskie wojsko atakuje cele w Rosji. Baza paliw i drony na celowniku

Siły Obrony Ukrainy w piątek i sobotę przeprowadziły ataki na obiekty wojskowe w Rosji oraz na okupowanych przez nią terenach, w tym na bazę paliw Bałaszow w obwodzie saratowskim – poinformował Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy.

Komunikat dla mieszkańców woj. warmińsko-mazurskiego z ostatniej chwili
Komunikat dla mieszkańców woj. warmińsko-mazurskiego

Miejscami obserwowane i nadal prognozowane są słabe opady marznącego deszczu lub mżawki powodujące gołoledź – ostrzega w sobotę Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej.

Gratka dla miłośników serialowych hitów. Nowy odcinek wcześniej niż planowano Wiadomości
Gratka dla miłośników serialowych hitów. Nowy odcinek wcześniej niż planowano

Serial „Branża”, uznawany za jeden z najmocniejszych dramatów ostatnich lat, powrócił z nowym odcinkiem czwartego sezonu. Tym razem widzów zaskoczył termin premiery - piąty epizod trafił do HBO Max już w piątek, 6 lutego, czyli trzy dni wcześniej niż zwykle.

Burza w sieci po ceremonii otwarcia igrzysk. Jest reakcja dyrektora TVP Sport z ostatniej chwili
Burza w sieci po ceremonii otwarcia igrzysk. Jest reakcja dyrektora TVP Sport

Komentatorzy TVP podczas ceremonii otwarcia zimowych igrzysk olimpijskich wspomnieli o obecności ministra sportu jednocześnie pomijając polskiego prezydenta. Co na to dyrektor TVP Sport Jakub Kwiatkowski?

Najgroźniejszy nowotwór pod lupą naukowców. Pojawiła się obiecująca terapia Wiadomości
Najgroźniejszy nowotwór pod lupą naukowców. Pojawiła się obiecująca terapia

Udało się opracować potencjalną terapię glejaka wielopostaciowego (GBM), najgroźniejszego nowotworu mózgu – informuje pismo „Science Translational Medicine”. Zidentyfikowana przez naukowców cząsteczka okazała się skuteczna u myszy laboratoryjnych.

REKLAMA

Metoda "na franczyzę" - na czym polega nowy sposób oszukiwania ludzi

– Była już metoda oszustwa „na wnuczka”, „na policjanta”, teraz pojawiła się nowa metoda nabierania ludzi: „na franczyzę” – mówi w rozmowie z nami Maciej Maciejewski, jeden z setek przedsiębiorców zmagających się ze skutkami drapieżnej franczyzy.
Zamknięta budka z jedzeniem
Zamknięta budka z jedzeniem / Tygodnik Solidarność

Co musisz wiedzieć:

  • Według rozmówcy, drapieżna franczyza Sweet Gallery ma wprowadzać w błąd co do kosztów, zysków i realiów prowadzenia biznesu, przerzucając całe ryzyko finansowe na przedsiębiorców.
  • Jego zdaniem umowy, ceny półproduktów, losowe lokalizacje i drakońskie kary prowadzą wielu franczyzobiorców do zadłużenia, bankructwa, a w skrajnych przypadkach do tragedii osobistych.
  • Sprawa trafiła do UOKiK, a poszkodowani domagają się ujawnienia prawdziwych kosztów, skali zamykanych punktów i przełamania zmowy milczenia.

 

Jak to się robi

– Pracowałem przez lata jako zawodowy kierowca. Byłem ciągle w trasie, ciągle poza domem, w końcu żona powiedziała: dość. Przebranżowienie się miało w założeniu przynieść więcej czasu dla rodziny, spokój i stabilność finansową. Skończyło się jednak nerwami, długami i nadszarpniętym zdrowiem

– opowiada przedsiębiorca.

Maciej Maciejewski „przygodę” z franczyzą Sweet Gallery, do której należą m.in.: Bafra Kebab, Lodolandia & Kołacz na Okrągło, Good Chicken, Sigelato i Beef Bus Burger, rozpoczął w 2017 roku. Z początku biznes wyglądał obiecująco. Wszystko wygląda wspaniale do czasu podpisania umowy

– Byłem pełen entuzjazmu, ponieważ wydawało się, że trafiamy w punkt z zapotrzebowaniem na usługi gastronomiczne, a że nie boję się ciężkiej pracy, sądziłem, iż szybko będę mógł cieszyć się jej owocami

– opowiada Maciejewski. Przedsiębiorca zdecydował się otworzyć w rodzinnej Częstochowie budkę z kołaczami węgierskimi. Początkowo planował po prostu kupić przyczepę wraz z wyposażeniem, jednak podczas poszukiwań został skontaktowany z franczyzodawcą, który zaoferował mu – wydawało się – bardzo atrakcyjne warunki prowadzenia działalności.

– Wszystko wygląda wspaniale do czasu podpisania umowy i rozpoczęcia pracy przez franczyzobiorcę. Nagle okazało się, że wybrane wcześniej miejsce postawienia budki gastronomicznej jednak nie jest dostępne, potrzebne w gastronomii produkty dostarczane przez franczyzodawcę są złej jakości i na dodatek dwa razy droższe od tych, które można kupić w zwykłym hipermarkecie, a za byle co przedsiębiorcom wlepiane są drakońskie kary

– wymienia Maciejewski. Wycofać się jednak nie jest już tak łatwo. Umowy zostały skonstruowane w taki sposób, żeby wszelkie ryzyko finansowe ponosił przedsiębiorca, który jednocześnie – zdaniem franczyzobiorców – nie jest przy ich podpisywaniu rzetelnie informowany o istocie biznesu, w który wchodzi.

Maciej Maciejewski zwraca w rozmowie z nami uwagę na stosowany przez franczyzodawców chwyt mający na celu wprowadzenie ludzi w błąd, jakim jest pokazywanie kilku „modelowych” franczyz – zazwyczaj prowadzonych przez „krewnych i znajomych królika” – które rzeczywiście świetnie funkcjonują i przynoszą dochody. Połowa sukcesu to zazwyczaj miejsce. A na jego wybór franczyzobiorca nie ma już wpływu. Franczyzodawca zapewnia go jedynie o tym, że miejsce będzie świetne, ponieważ jemu również na tym zależy. Podobnie rzecz ma się z półproduktami potrzebnymi do przygotowywania jedzenia. Franczyzobiorca może je kupić jedynie u franczyzodawcy, ten jednak przy podpisywaniu umowy zapewnia o konkurencyjności cen i świetnej jakości towaru.

 

„Fabryka złamanych marzeń”

– Początkowo wydaje się to logiczne, przecież teoretycznie nikt nie chce działać na swoją niekorzyść. W praktyce jednak okazuje się, że towary dostarczane przez franczyzobiorcę nie tylko były dwa razy droższe od tych, które mógłbym kupić po prostu w sklepie (czego jednak nie mogłem uczynić wobec grożącej mi za to kary), a na dodatek złej jakości. Na przykład ciasto do pieczenia kołaczy przypalało się, było niesmaczne, zwyczajnie wstydziłem się oferować coś takiego moim klientom

– opowiada mi Maciej Maciejewski.

– Jeśli jednak cokolwiek szło w tym biznesie nie tak, winą za to obarczany był franczyzobiorca. Z czasem zorientowałem się, że franczyzodawcy wcale nie zależy na jakości oferowanych produktów i usług, ale na liczbie umów podpisywanych z franczyzobiorcami. To na nich zarabia i są to ogromne pieniądze

– wyjaśnia Maciejewski.

– Franczyzodawca de facto zarabia na leasingu budek gastronomicznych. One są rzeczywiście bardzo ładne, robią wrażenie, dają poczucie, że wchodzi się w profesjonalny biznes. Ale to tylko pozory, de facto szybko popada się w spiralę zadłużenia, ponieważ nie sposób osiągnąć założonych przez franczyzobiorcę norm sprzedażowych, a raty za dzierżawę przyczepy i za kolejne dostawy produktów płacić trzeba. Mimo pracy po kilkanaście godzin dziennie, łącznie z weekendami, nie tylko nie zarabiałem, ale lawinowo rosły moje długi. Informowałem franczyzodawcę o niewykonalności zakładanych przez niego norm, chciałem negocjować, jednak napotykałem na mur. W podobnej sytuacji jak moja znalazły się setki, a właściwie już tysiące innych osób. Niestety, jeden z franczyzobiorców nie wytrzymał tego stresu, odebrał sobie życie…

– mówi przedsiębiorca.

"Tester lokalizacji"

Szymon Ostrowski, autor podcastu „Biznes na ostro”, określa franczyzę Sweet Gallery mianem „Fabryki złamanych marzeń” i tłumaczy, że jej założyciele nie wywodzą się z branży gastronomicznej, ale finansowej.

– Ich marzeniem nie było stworzenie najlepszego loda czy kebaba w Polsce, ale najlepszego narzędzia do zarabiania pieniędzy

– mówi.

– Sweet Gallery to holding zbudowany jak pajęczyna. To sprytna konstrukcja, która wygląda jak niezależne firmy, ale w rzeczywistości to jeden organizm

– wskazuje. Odnosząc się do kwestii losowego przydzielania miejsca ustawienia budki gastronomicznej, mówi:

– Ty jako franczyzobiorca jesteś testerem lokalizacji. Jesteś pierwszym, który sprawdza, czy dany punkt ma potencjał. Sweet Gallery ma stały wgląd w twoje obroty. Jeśli okaże się, że lokalizacja jest rewelacyjna, mogą oni dążyć do rozwiązania umowy z tobą, aby otworzyć tam własny, jeszcze bardziej rentowny punkt.

 

Mamy prawo wiedzieć

Sprawa praktyk stosowanych przez Sweet Gallery trafiła do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

„Jako jedna z setek poszkodowanych osób zwracam się z gorącą prośbą o wszczęcie postępowania przeciwko Sweet Gallery, która swoimi praktykami rynkowymi świadomie wprowadza w błąd swoich przyszłych franczyzobiorców. W sposób bezprecedensowy naruszają obowiązek udzielenia konsumentom rzetelnej, prawdziwej i pełnej informacji, zatajając fakty tylko i wyłącznie dla swoich własnych profitów finansowych”

– zaznacza w piśmie do UOKiK-u Proton Zgrzeba, jeden z byłych franczyzobiorców.

„Spółka braci Olesiak i Pana Śliwki sprzedaje swój produkt pod sloganem «zarabiaj nawet 15 tys. zł miesięcznie przy niskich kosztach startu: tylko 15 tys. zł środków własnych» (załącznik nr 1 z broszury reklamowej otrzymanej na pierwszym spotkaniu w siedzibie spółki). Podobne reklamy możemy znaleźć głównie w internecie, ale również w niektórych czasopismach. Już na tym etapie mamy tak naprawdę do czynienia z chwytem marketingowym i zatajaniem prawdziwych kosztów otwarcia punktu gastronomicznego, którego realny koszt w moim przypadku wyniósł ponad 60 000 zł brutto. Tak naprawdę nie ma absolutnie żadnej możliwości, aby otworzyć punkt gastronomiczny pod jednym z ich konceptów za mniejsze pieniądze przy zakupie przyczepy od franczyzodawcy”

– tłumaczy Zgrzeba.

„Decydując się na nawiązanie współpracy ze Sweet Gallery, przechodzimy przez proces, który zaczyna się od podpisania umowy franczyzowej oraz umowy sprzedaży punktu gastronomicznego. Warunkiem do podpisania i przejścia dalej jest wpłata zadatku w wysokości 10 000 zł. Niestety wg umowy jest on nie zwrotny w przypadku odmowy udzielenia finansowania przez podmioty leasingowe. Spółka jednak swoimi manipulacjami na takim pierwszym spotkaniu nie informuje, że są bardzo liczne przypadki odmów udzielenia leasingu, a wręcz przeciwnie, podkreśla, że od wielu lat współpracuje z wieloma leasingodawcami i nie będzie to stanowić większego problemu. Już na tym etapie tak naprawdę świadomie ryzykuje naszymi pieniędzmi, bo w przypadku odmowy i tak zarobi 10 000 zł, a my stracimy. Ryzyko jednostronne”

– wyjaśnia franczyzobiorca.

„Na pierwszym spotkaniu był mi przedstawiony biznesplan, na którym jest przykładowa miesięczna rata przy finansowaniu leasingiem na 5 lat, 5% wpłaty i 1% wykupu. Osobiście uważałem ten plan za odzwierciedlenie rzeczywistości, ale to jest absolutne kłamstwo. Ponieważ przyczepa gastronomiczna jest produktem specyficznym, żadna instytucja finansowa nie udzieli leasingu przy mniejszym wkładzie własnym niż 10%. Rozmawiałem naprawdę z wieloma bankami i nie było żadnej takiej możliwości. Mało tego, aby uzyskać leasing na dobrych warunkach, minimum wkładu własnego zaczyna się od 20% wartości przyczepy. Reasumując: zadatek oraz minimalny wkład własny (w moim przypadku 10%) daje łączną kwotę 20 241,96 zł netto”

– wylicza.

„Sweet Gallery wprowadza w błąd także odnośnie do miejsca ustawienia budki gastronomicznej. Jednym z chwytów reklamowych, które wzbudzają zaufanie i przeświadczenie, że firma wie, co robi, jest punkt: «Pozyskanie lokalizacji». Jest tam napisane, że firma oceni, czy miejsca te będą mogły zapewnić satysfakcjonujące wyniki sprzedaży. Okazuje się to totalnym chwytem reklamowym. Lokalizacje są znajdowane w oparciu o przypadek. Na zasadzie uda się, to się uda, nie to nie”

– pisze Proton Zgrzeba.

„Nie ma absolutnie żadnej mowy o zarobkach na poziomie 15 000 zł netto. Znaczna część osób nie jest w stanie prowadzić działalności już po 3–4 miesiącach, a zdecydowana większość musi zamknąć punkty przed upływem 12 miesięcy. Te kłamstwa i wprowadzanie w błąd powoduje, że osoby, które nawiązały współpracę ze Sweet Gallery, już po paru miesiącach straciły cały początkowy wkład. Zostaje leasing przyczepy, której wartość rynkowa jest trzykrotnie większa i znalezienie potencjalnego kupca jest praktycznie niewykonalne. Zostają także, jak np. w moim przypadku, zaległe faktury do zapłaty. Rozumiem i zdaję sobie sprawę, że UOKiK nie ma możliwości, aby wprowadzić zmiany w całym systemie franczyzowym w Polsce. Jednak mogą Państwo z całą pewnością zmusić takie firmy jak Sweet Gallery do mówienia prawdy. Do informowania klientów o prawdziwych kosztach rozpoczęcia działalności. To samo dotyczy otwartych punktów. Skoro firma szczyci się i chwali, ile to punktów otwiera, to niech informuje także na pierwszych spotkaniach, ile punktów zamyka np. przez ostatnie 12 lub 24 miesiące. My mamy prawo wiedzieć!”

– zaznacza Proton Zgrzeba w liście do UOKiK-u.

 

Przerwać zmowę milczenia

Franczyzobiorcy zaznaczają, że choć na razie są odsyłani od Annasza do Kajfasza, mimo informowania o sprawie prokuratury oraz UOKiK-u, to jednak liczą na to, że w końcu zmowa milczenia nad patologiami franczyzowymi w Polsce zostanie przełamana i że osoby pokrzywdzone otrzymają konieczne wsparcie, podobnie jak w przypadku frankowiczów.

– Bardzo pomaga nam Alfred Bujara, szef handlowej Solidarności, który poruszył temat drapieżnych franczyz także na forum unijnym

– zaznacza mój rozmówca. Jak dodaje, choć głos pokrzywdzonych franczyzobiorców zdaje się na razie być słyszany jedynie przez niewielką część opinii publicznej, nie wspominając o decydentach, to jednak samo ich gromadzenie się na rozmaitych forach, wzajemne wspieranie, wymiana informacji czy zwykłe zrozumienie i podniesienie na duchu są bezcenne.

– Chcemy wierzyć, że mimo wszystko „ludzi dobrej woli jest więcej” i że dzięki naszej mrówczej pracy w końcu położymy kres nieuczciwym praktykom handlowym. A jeśli dzięki naszemu zaangażowaniu uda się ostrzec choć jedną osobę przed tym, żeby nie podzieliła naszego losu, będzie to oznaczało, że nasza walka ma sens

– puentuje Maciej Maciejewski.



 

Polecane