Europa bije w Trumpa, Polska może za to zapłacić

Część europejskiego establishmentu bardzo chętnie widziałaby Polskę na szczycie europejskiej anty-Trumpowej fali. W żadnym wypadku nie powinniśmy brać na siebie tej roli.
Donald Trump
Donald Trump / Pixabay

Co musisz wiedzieć:

  • Zdaniem autora spór wokół wypowiedzi Włodzimierza Czarzastego i reakcji ambasadora USA powinien być analizowany przede wszystkim przez pryzmat polskiego bezpieczeństwa.
  • Zaznacza on, że wchodzenie przez kraje Europy Środkowo-Wschodniej w anty-Trumpową narrację może być sprzeczne z ich strategicznymi interesami.
  • Tekst stawia też tezę, że Polska powinna wzmacniać własne zdolności obronne, budować regionalne sojusze i prowadzić pragmatyczną grę zarówno z UE, jak i z USA

 

Polska polityka i otaczająca ją przestrzeń medialna od dawna staje się produktem coraz gorszej jakości spektaklu. Swoista aprioryczność redukująca często złożone i skomplikowane kwestie do poziomu nieskomplikowanego obrazka, którego treść podporządkowana jest interesom, bądź rozmaitym ideologicznym obsesjom obozów politycznych, często utrudnia lub nawet uniemożliwia dostrzeżenie samej istoty prowadzonych w dyskursie publicznym sporów.

 

Polityczna szarża marszałka Czarzastego

Modelowym wręcz przykładem tego zjawiska była plakatowość przeważającej większości medialnych analiz niedawnej awantury między marszałkiem Sejmu Włodzimierzem Czarzastym a ambasadorem USA Thomasem Rose’em. Przypomnę, że amerykański ambasador ogłosił zerwanie kontaktów dyplomatycznych z Czarzastym z powodu jego krytyki Donalda Trumpa. Komentatorzy opisujący to zdarzenie skupiali się przeważnie na analizie tego, jak to reakcja Rose’a „zbudowała politycznie” Czarzastego i jak to marszałek Sejmu zyska na swoim sporze z… – jak to napisano w „Gazecie Wyborczej” – „ambasadorem Trumpa” (to jest taki kraj jak Trump?). Naprawdę to jest w tej sprawie najważniejsze? Czy zyska na tym KO, a może jednak więcej Nowa Lewica oraz czy straci na tym PiS, a wzmocni się któraś z Konfederacji? Tylko tyle rozumieją dziś z polityki komentujący ją dziennikarze i analitycy?

Osobiście uważam reakcję amerykańskiego ambasadora za przesadnie histeryczną i przychylam się do opinii, że – przynajmniej na krajowym podwórku – wzmocni ona politycznie lidera Nowej Lewicy. Jednak nie to powinno tu być ani istotą sporu, ani sednem politycznej analizy. Marszałek Sejmu nie poparł wniosku o Nagrodę Nobla dla prezydenta USA. Ogłaszając to, mógł się ograniczyć do krótkiego komunikatu lub też podążyć drogą wyznaczoną przez ministra Radosława Sikorskiego i powiedzieć, że warunkiem poparcia wniosku jest doprowadzenie przez amerykańskiego prezydenta do sprawiedliwego pokoju na Ukrainie. Czarzasty nie wykorzystał żadnej z tych możliwości i ogłaszając swoją decyzję, wygłosił publicystyczną tyradę potępiającą w całości amerykańską politykę prowadzoną przez obecną administrację.

Zachwycony tym faktem portal OKO.press napisał:

„Czarzasty w awangardzie – krytykując Trumpa, idzie za emocjami Polaków, ale też Europy”.

Tu pojawia się najważniejsze pytanie. Czy w imię kalkulacji polityki wewnętrznej i poklasku europejskich elit Polska powinna stawać w pierwszym szeregu eskalacji konfliktu z naszym amerykańskim sojusznikiem? Czy bycie w takiej „awangardzie” naprawdę nam się opłaca? Warto zwrócić uwagę, że choć podobne albo nawet gorsze zdanie o prezydencie Trumpie niż Włodzimierz Czarzasty mają liberalni politycy z Europy Zachodniej, to jednak żaden liczący się polityk z tamtego regionu nie zdecydował się na podobny atak. Z punktu widzenia europejskiego establishmentu Polska na szczycie europejskiej anty-Trumpowej fali byłaby bardzo wygodna. Nie powinno więc dziwić, że z różnych stron nasz kraj jest do wejścia na nią zachęcany. Jednak z punktu widzenia naszych żywotnych interesów pod żadnym pozorem nie powinniśmy się dać na taką falę wrzucić.

 

UE dla Zachodu i Wschodu

Podstawowa różnica między sytuacją krajów z naszego regionu a sytuacją Europy Zachodniej wynika z naszego położenia geograficznego. Położenie to w naturalny sposób wymusza inną geopolityczną optykę – inaczej postrzegamy zagrożenie ze strony Rosji, inaczej widzimy rolę USA w Europie, inaczej postrzegamy też rolę Unii Europejskiej. EWG powstało także z zachęty amerykańskiej, jako gospodarczo-polityczne uzupełnienie NATO i Planu Marshalla. Unia Europejska, jako integrujący Europę projekt polityczny, była przez kraje ze Wschodu i Zachodu Europy traktowana jako projekcja ich różnych marzeń. Dla Zachodu, im bardziej pamięć o II wojnie światowej zacierała się w zbiorowej świadomości, Unia Europejska stawała się przede wszystkim projektem modernizacyjno-aspiracyjnym. Swoistym narzędziem, dzięki któremu silna „zjednoczona Europa” stanie się jednym ze światowych hegemonów. W tym sensie pewna niechęć lub rezerwa do USA i postrzeganie ich jako swoistego geopolitycznego rywala jest do pewnego stopnia wpisane w tak naszkicowany obraz.

Jednak dla Wschodu integracja europejska zawsze była w pierwszej kolejności projekcją marzeń o bezpieczeństwie. Było tak nawet w maniakalnie optymistycznych latach 90. Stąd poparcie dla integracji zwane, nieco na wyrost, „euroentuzjazmem” zawsze na Wschodzie było silniejsze niż na Zachodzie. To też było często powodem, nawet jeśli nie wypowiedzianym i nie w pełni uświadomionym, dla którego kraje z naszego regionu dużo łatwiej się godziły na różne unijne restrykcje. Dla Wschodu integracja europejska to jest sprawa egzystencjalna, a dopiero potem aspiracyjna. Do tego faktu próbują się odwołać wszystkie te ośrodki, które nawołują Polskę do pogłębienia integracji czy też do przystąpienia do europejskiej anty-Trumpowej krucjaty.

„To Europa, a nie Ameryka może zagwarantować bezpieczeństwo”

– da się usłyszeć lub przeczytać w części sprzyjających tej narracji mediach. Pytanie – na ile jest to dziś wiarygodne? W moim odczuciu coraz mniej.

 

Trzy kryzysy UE

Obecna UE zmaga się z trzema potężnymi kryzysami. Pierwszy to kryzys zaufania do europejskiej części Zachodu w sytuacji wojny na Ukrainie. Ogromna słabość polityczna oraz instytucjonalna, którą wtedy europejska wspólnota pokazała w sposób znaczący, zakwestionowała opowieść o integracji europejskiej jako sile przynoszącej i gwarantującej pokój na kontynencie. Wiara w tę opowieść stanowiła substancję, dla której nawet nieliberalne rządy mogły się czasem chcieć z Unią dogadywać. Wraz z jej dalszym zanikiem będzie znikać jeden z kluczowych aspektów stanowiący legitymizację Unii jako projektu politycznego. Drugim problemem jest zanik roli UE jako projektu modernizacyjnego. Temu, co doprowadziło do tej sytuacji, należałoby poświęcić osobny tekst – tu nie ma na to przestrzeni, więc jedynie odnotuję sam fakt kryzysu jako wycinek rzeczywistości.

Trzecim poważnym kryzysem jest to, co unijne instytucje nazywają sporem o „rządy prawa” czy też „mechanizm rządów prawa”. W rzeczywistości nie jest to nic innego niż próba popchnięcia dalej procesu unijnej federalizacji bez konieczności zmiany traktatów, co w sposób naturalny prowadzi do sytuacji erozji wzajemnego zaufania między rządami państw, a to zaufanie jest niezbędne zarówno do działania w ramach traktatów, jak i do ich ewentualnej zmiany. W tym sensie coraz brutalniejsze „dyscyplinowanie” niepokornych krajów przez uzurpującą sobie coraz większe prawa Komisję Europejską, która ma bardzo niską demokratyczną legitymizację, z pewnością nie buduje wzajemnego zaufania, a co za tym idzie, nie wpływa na UE integrująco, lecz dezintegrująco. Co pozostanie z wielkiego europejskiego projektu, gdy zupełnie znikną zarówno wiara w jego działanie gwarantujące pokój, energia modernizacyjna, jak i wzajemne zaufanie tworzących go podmiotów? Pozostanie krucha normatywność prawa europejskiego, które będzie coraz częściej podważane i na Wschodzie, i na Zachodzie – zarówno prawo Strasburga, jak i prawo Luksemburga.

Innymi słowy – dalszy dryf w tę stronę to dryf w kierunku rosnącej nieistotności struktur unijnych i pogłębiającej się atrofii całej instytucji. Świat robi się naprawdę groźny, funkcjonalna Europa bardzo by się przydała, ale z dysfunkcjonalnej nie będzie pożytku dla nikogo, nawet dla niej samej. Oczywiście pozostaje pytanie, czy UE jest w stanie się zreformować? Przyznam, że sam bardzo kibicuję takiej reformie, lecz nie mam pewności, czy jest ona jeszcze możliwa. Wiem natomiast, że dzisiejsza Europa nie jest w stanie zapewnić nikomu bezpieczeństwa.

 

Droga dla Polski

Co w takiej sytuacji powinna robić Polska? Pisałem już o tym na łamach naszego tygodnika, ale myślę, że w tym przypadku warto jest to powtórzyć: Przede wszystkim rozwijać i modernizować swoją armię – także poprzez dalszą pogłębioną realizację kontraktów zbrojeniowych z Koreą Południową. Po drugie – budować silne sojusze regionalne o wyrównanej stawce ryzyka (pisząc o „regionie”, mam oczywiście na myśli Bałtyk, bo tu wspólnota interesów i strategii wydaje się dość czytelna), które w razie możliwości można rozszerzać o te kraje, które są zainteresowane osłabieniem Rosji. Po trzecie – w relacjach z USA i UE postawić na zręczną grę z obydwoma ośrodkami dla dobra Polski. To, czego zrobić naszym elitom absolutnie nie wolno, to dawać się rozgrywać. Dlatego, niezależnie od tego, czy naszym rządzącym podoba się aktualny lokator Białego Domu, czy też nie, wikłanie Polski w jakiekolwiek antyamerykańskie krucjaty jest skrajnie nieodpowiedzialnym graniem polskim bezpieczeństwem.

Nie dajmy się zapędzić do antyamerykańskiej krucjaty

O ile przyszłość bezpieczeństwa Polski może zależeć od Europy, o tyle teraźniejszość naszego bezpieczeństwa zależy przede wszystkim od USA. Tak wygląda rzeczywistość i żadne publicystyczne zaklęcia tego nie zmienią. Poza tym warto pamiętać, że spór Trumpa z liberalnymi elitami Europy Zachodniej w żaden sposób nie dotyczy Polski. Co więcej, wiele zarzutów wysuwanych przez obecną amerykańską administrację jest zwyczajnie słusznych.

Gdy rok temu na Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium wiceprezydent J.D. Vance upominał unijnych przywódców, że powinni wziąć więcej odpowiedzialności za własne bezpieczeństwo, jego słowa wywołały histerię. Powinny jednak wywołać refleksję. Podobną refleksję zalecam przedstawicielom elit obecnej władzy, z marszałkiem Czarzastym na czele. Nawet jeśli dzięki swojej politycznej szarży pan marszałek zyskał nieco poklasku w kraju i za granicą, to czy naprawdę wierzy w to, że w ten sposób zwiększył polskie bezpieczeństwo?

Tytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzi od redakcji]


 

POLECANE
Paweł Jędrzejewski: Lista osiągnięć Donalda Trumpa z ostatniej chwili
Paweł Jędrzejewski: Lista osiągnięć Donalda Trumpa

Lista decyzji i działań przypisywanych prezydenturze Donald Trump – od polityki wobec Iran po zmiany w bezpieczeństwie granic i energetyce Stany Zjednoczone – stała się punktem wyjścia do dyskusji o bilansie jego rządów. W artykule przedstawiono 20 wydarzeń i decyzji, które zdaniem autora należą do najważniejszych osiągnięć tej administracji.

Ukrainiec znieważył Prezydenta RP. Nie odpowie karnie, gdyż prokuratura... umorzyła śledztwo pilne
Ukrainiec znieważył Prezydenta RP. Nie odpowie karnie, gdyż prokuratura... umorzyła śledztwo

Jak poinformował poseł Dariusz Matecki (PiS), Vitalij K., który w programie „Debata Gozdyry” nazwał Karola Nawrockiego „pachanem”, nie odpowie za znieważenie głowy państwa, ponieważ prokuratura w Łodzi umorzyła śledztwo.

Domański: Umowa dot. SAFE ma być zawarta bezpośrednio z KE tak szybko jak to możliwe z ostatniej chwili
Domański: Umowa dot. SAFE ma być zawarta bezpośrednio z KE tak szybko jak to możliwe

Umowa dot. SAFE zostanie zawarta bezpośrednio z Komisją Europejską i podpisana tak szybko jak to możliwe - wynika ze słów ministra finansów i gospodarki Andrzeja Domańskiego. W jego ocenie nie ma prawdziwego planu przekazania setek miliardów złotych zysku NBP na modernizację polskiej armii.

Dwie trzecie imigrantów wjeżdżających do Niemiec nie ma dokumentów z ostatniej chwili
Dwie trzecie imigrantów wjeżdżających do Niemiec nie ma dokumentów

Jak poinformował portal European Conservative, dwie trzecie osób ubiegających się o azyl, które w zeszłym roku wjechały do Niemiec, nie miało dowodu tożsamości. Według danych dotyczących azylu opublikowanych przez Federalne Ministerstwo Spraw Wewnętrznych prawie wszyscy migranci z krajów afrykańskich nie byli w stanie przedstawić żadnych dokumentów tożsamości.

Rekordowy deficyt budżetu państwa z ostatniej chwili
Rekordowy deficyt budżetu państwa

Deficyt budżetu państwa w okresie styczeń – luty 2026 r. wyniósł 48,5 mld zł, dochody 78,3 mld zł, a wydatki 126,8 mld zł - poinformowało w poniedziałek Ministerstwo Finansów.

Jest propozycja noty dyplomatycznej do KE ws. SAFE z ostatniej chwili
Jest propozycja noty dyplomatycznej do KE ws. SAFE

Doradca prezydenta ds. europejskich dr Jacek Saryusz-Wolski zaproponował na platformie X treść noty dyplomatycznej, jaką prezydent Karol Nawrocki mógłby wysłać do KE w celu poinformowania o braku umocowania prawnego rządu w sprawie unijnej pożyczki SAFE.

Rzońca: Gdyby Ursula von der Leyen chciała, mogłaby przekazać Polsce 43 mld euro bez kredytu i warunków tylko u nas
Rzońca: Gdyby Ursula von der Leyen chciała, mogłaby przekazać Polsce 43 mld euro bez kredytu i warunków

„Gdyby Ursula von der Leyen chciała, mogłaby umorzyć Polsce kredyt SAFE” - mówi portalowi Tysol.pl eurodeputowany Bogdan Rzońca (PiS). W jego ocenie ze względu na strategiczne położenie Polski, KE powinna rozważyć przekazanie tych pieniędzy na obronność za darmo, bez żadnych dodatkowych warunków.

Ekspert: Musimy przygotować krajowy plan bezpieczeństwa nawozowego gorące
Ekspert: Musimy przygotować krajowy plan bezpieczeństwa nawozowego

„Musimy przygotować krajowy plan bezpieczeństwa nawozowego” - stwierdził na Facebooku Jacek Zarzecki, Wiceprzewodniczący Zarządu Polskiej Platformy Zrównoważonej Wołowiny, w kontekście blokady Cieśniny Ormuz i wojny z Iranem.

Komunikat dla mieszkańców woj. podkarpackiego z ostatniej chwili
Komunikat dla mieszkańców woj. podkarpackiego

Zarząd Województwa Podkarpackiego ogłosił wsparcie dla zdrowia psychicznego, modernizacji szpitala i promocji sportu – wynika z najnowszego komunikatu. Decyzje zapadły podczas 198. posiedzenia 16 marca 2026 r.

Szijjarto: Gdy Tusk prowadzi kampanię na rzecz węgierskiej opozycji, wygrywamy wybory wideo
Szijjarto: Gdy Tusk prowadzi kampanię na rzecz węgierskiej opozycji, wygrywamy wybory

„Za każdym razem, gdy Donald Tusk prowadzi kampanię na rzecz węgierskiej opozycji, wygrywamy wybory” - powiedział w rozmowie z dziennikarzami szef węgierskiej dyplomacji Peter Szijjarto pytany o poparcie, jakiego Donald Tusk udzielił węgierskiej opozycji.

REKLAMA

Europa bije w Trumpa, Polska może za to zapłacić

Część europejskiego establishmentu bardzo chętnie widziałaby Polskę na szczycie europejskiej anty-Trumpowej fali. W żadnym wypadku nie powinniśmy brać na siebie tej roli.
Donald Trump
Donald Trump / Pixabay

Co musisz wiedzieć:

  • Zdaniem autora spór wokół wypowiedzi Włodzimierza Czarzastego i reakcji ambasadora USA powinien być analizowany przede wszystkim przez pryzmat polskiego bezpieczeństwa.
  • Zaznacza on, że wchodzenie przez kraje Europy Środkowo-Wschodniej w anty-Trumpową narrację może być sprzeczne z ich strategicznymi interesami.
  • Tekst stawia też tezę, że Polska powinna wzmacniać własne zdolności obronne, budować regionalne sojusze i prowadzić pragmatyczną grę zarówno z UE, jak i z USA

 

Polska polityka i otaczająca ją przestrzeń medialna od dawna staje się produktem coraz gorszej jakości spektaklu. Swoista aprioryczność redukująca często złożone i skomplikowane kwestie do poziomu nieskomplikowanego obrazka, którego treść podporządkowana jest interesom, bądź rozmaitym ideologicznym obsesjom obozów politycznych, często utrudnia lub nawet uniemożliwia dostrzeżenie samej istoty prowadzonych w dyskursie publicznym sporów.

 

Polityczna szarża marszałka Czarzastego

Modelowym wręcz przykładem tego zjawiska była plakatowość przeważającej większości medialnych analiz niedawnej awantury między marszałkiem Sejmu Włodzimierzem Czarzastym a ambasadorem USA Thomasem Rose’em. Przypomnę, że amerykański ambasador ogłosił zerwanie kontaktów dyplomatycznych z Czarzastym z powodu jego krytyki Donalda Trumpa. Komentatorzy opisujący to zdarzenie skupiali się przeważnie na analizie tego, jak to reakcja Rose’a „zbudowała politycznie” Czarzastego i jak to marszałek Sejmu zyska na swoim sporze z… – jak to napisano w „Gazecie Wyborczej” – „ambasadorem Trumpa” (to jest taki kraj jak Trump?). Naprawdę to jest w tej sprawie najważniejsze? Czy zyska na tym KO, a może jednak więcej Nowa Lewica oraz czy straci na tym PiS, a wzmocni się któraś z Konfederacji? Tylko tyle rozumieją dziś z polityki komentujący ją dziennikarze i analitycy?

Osobiście uważam reakcję amerykańskiego ambasadora za przesadnie histeryczną i przychylam się do opinii, że – przynajmniej na krajowym podwórku – wzmocni ona politycznie lidera Nowej Lewicy. Jednak nie to powinno tu być ani istotą sporu, ani sednem politycznej analizy. Marszałek Sejmu nie poparł wniosku o Nagrodę Nobla dla prezydenta USA. Ogłaszając to, mógł się ograniczyć do krótkiego komunikatu lub też podążyć drogą wyznaczoną przez ministra Radosława Sikorskiego i powiedzieć, że warunkiem poparcia wniosku jest doprowadzenie przez amerykańskiego prezydenta do sprawiedliwego pokoju na Ukrainie. Czarzasty nie wykorzystał żadnej z tych możliwości i ogłaszając swoją decyzję, wygłosił publicystyczną tyradę potępiającą w całości amerykańską politykę prowadzoną przez obecną administrację.

Zachwycony tym faktem portal OKO.press napisał:

„Czarzasty w awangardzie – krytykując Trumpa, idzie za emocjami Polaków, ale też Europy”.

Tu pojawia się najważniejsze pytanie. Czy w imię kalkulacji polityki wewnętrznej i poklasku europejskich elit Polska powinna stawać w pierwszym szeregu eskalacji konfliktu z naszym amerykańskim sojusznikiem? Czy bycie w takiej „awangardzie” naprawdę nam się opłaca? Warto zwrócić uwagę, że choć podobne albo nawet gorsze zdanie o prezydencie Trumpie niż Włodzimierz Czarzasty mają liberalni politycy z Europy Zachodniej, to jednak żaden liczący się polityk z tamtego regionu nie zdecydował się na podobny atak. Z punktu widzenia europejskiego establishmentu Polska na szczycie europejskiej anty-Trumpowej fali byłaby bardzo wygodna. Nie powinno więc dziwić, że z różnych stron nasz kraj jest do wejścia na nią zachęcany. Jednak z punktu widzenia naszych żywotnych interesów pod żadnym pozorem nie powinniśmy się dać na taką falę wrzucić.

 

UE dla Zachodu i Wschodu

Podstawowa różnica między sytuacją krajów z naszego regionu a sytuacją Europy Zachodniej wynika z naszego położenia geograficznego. Położenie to w naturalny sposób wymusza inną geopolityczną optykę – inaczej postrzegamy zagrożenie ze strony Rosji, inaczej widzimy rolę USA w Europie, inaczej postrzegamy też rolę Unii Europejskiej. EWG powstało także z zachęty amerykańskiej, jako gospodarczo-polityczne uzupełnienie NATO i Planu Marshalla. Unia Europejska, jako integrujący Europę projekt polityczny, była przez kraje ze Wschodu i Zachodu Europy traktowana jako projekcja ich różnych marzeń. Dla Zachodu, im bardziej pamięć o II wojnie światowej zacierała się w zbiorowej świadomości, Unia Europejska stawała się przede wszystkim projektem modernizacyjno-aspiracyjnym. Swoistym narzędziem, dzięki któremu silna „zjednoczona Europa” stanie się jednym ze światowych hegemonów. W tym sensie pewna niechęć lub rezerwa do USA i postrzeganie ich jako swoistego geopolitycznego rywala jest do pewnego stopnia wpisane w tak naszkicowany obraz.

Jednak dla Wschodu integracja europejska zawsze była w pierwszej kolejności projekcją marzeń o bezpieczeństwie. Było tak nawet w maniakalnie optymistycznych latach 90. Stąd poparcie dla integracji zwane, nieco na wyrost, „euroentuzjazmem” zawsze na Wschodzie było silniejsze niż na Zachodzie. To też było często powodem, nawet jeśli nie wypowiedzianym i nie w pełni uświadomionym, dla którego kraje z naszego regionu dużo łatwiej się godziły na różne unijne restrykcje. Dla Wschodu integracja europejska to jest sprawa egzystencjalna, a dopiero potem aspiracyjna. Do tego faktu próbują się odwołać wszystkie te ośrodki, które nawołują Polskę do pogłębienia integracji czy też do przystąpienia do europejskiej anty-Trumpowej krucjaty.

„To Europa, a nie Ameryka może zagwarantować bezpieczeństwo”

– da się usłyszeć lub przeczytać w części sprzyjających tej narracji mediach. Pytanie – na ile jest to dziś wiarygodne? W moim odczuciu coraz mniej.

 

Trzy kryzysy UE

Obecna UE zmaga się z trzema potężnymi kryzysami. Pierwszy to kryzys zaufania do europejskiej części Zachodu w sytuacji wojny na Ukrainie. Ogromna słabość polityczna oraz instytucjonalna, którą wtedy europejska wspólnota pokazała w sposób znaczący, zakwestionowała opowieść o integracji europejskiej jako sile przynoszącej i gwarantującej pokój na kontynencie. Wiara w tę opowieść stanowiła substancję, dla której nawet nieliberalne rządy mogły się czasem chcieć z Unią dogadywać. Wraz z jej dalszym zanikiem będzie znikać jeden z kluczowych aspektów stanowiący legitymizację Unii jako projektu politycznego. Drugim problemem jest zanik roli UE jako projektu modernizacyjnego. Temu, co doprowadziło do tej sytuacji, należałoby poświęcić osobny tekst – tu nie ma na to przestrzeni, więc jedynie odnotuję sam fakt kryzysu jako wycinek rzeczywistości.

Trzecim poważnym kryzysem jest to, co unijne instytucje nazywają sporem o „rządy prawa” czy też „mechanizm rządów prawa”. W rzeczywistości nie jest to nic innego niż próba popchnięcia dalej procesu unijnej federalizacji bez konieczności zmiany traktatów, co w sposób naturalny prowadzi do sytuacji erozji wzajemnego zaufania między rządami państw, a to zaufanie jest niezbędne zarówno do działania w ramach traktatów, jak i do ich ewentualnej zmiany. W tym sensie coraz brutalniejsze „dyscyplinowanie” niepokornych krajów przez uzurpującą sobie coraz większe prawa Komisję Europejską, która ma bardzo niską demokratyczną legitymizację, z pewnością nie buduje wzajemnego zaufania, a co za tym idzie, nie wpływa na UE integrująco, lecz dezintegrująco. Co pozostanie z wielkiego europejskiego projektu, gdy zupełnie znikną zarówno wiara w jego działanie gwarantujące pokój, energia modernizacyjna, jak i wzajemne zaufanie tworzących go podmiotów? Pozostanie krucha normatywność prawa europejskiego, które będzie coraz częściej podważane i na Wschodzie, i na Zachodzie – zarówno prawo Strasburga, jak i prawo Luksemburga.

Innymi słowy – dalszy dryf w tę stronę to dryf w kierunku rosnącej nieistotności struktur unijnych i pogłębiającej się atrofii całej instytucji. Świat robi się naprawdę groźny, funkcjonalna Europa bardzo by się przydała, ale z dysfunkcjonalnej nie będzie pożytku dla nikogo, nawet dla niej samej. Oczywiście pozostaje pytanie, czy UE jest w stanie się zreformować? Przyznam, że sam bardzo kibicuję takiej reformie, lecz nie mam pewności, czy jest ona jeszcze możliwa. Wiem natomiast, że dzisiejsza Europa nie jest w stanie zapewnić nikomu bezpieczeństwa.

 

Droga dla Polski

Co w takiej sytuacji powinna robić Polska? Pisałem już o tym na łamach naszego tygodnika, ale myślę, że w tym przypadku warto jest to powtórzyć: Przede wszystkim rozwijać i modernizować swoją armię – także poprzez dalszą pogłębioną realizację kontraktów zbrojeniowych z Koreą Południową. Po drugie – budować silne sojusze regionalne o wyrównanej stawce ryzyka (pisząc o „regionie”, mam oczywiście na myśli Bałtyk, bo tu wspólnota interesów i strategii wydaje się dość czytelna), które w razie możliwości można rozszerzać o te kraje, które są zainteresowane osłabieniem Rosji. Po trzecie – w relacjach z USA i UE postawić na zręczną grę z obydwoma ośrodkami dla dobra Polski. To, czego zrobić naszym elitom absolutnie nie wolno, to dawać się rozgrywać. Dlatego, niezależnie od tego, czy naszym rządzącym podoba się aktualny lokator Białego Domu, czy też nie, wikłanie Polski w jakiekolwiek antyamerykańskie krucjaty jest skrajnie nieodpowiedzialnym graniem polskim bezpieczeństwem.

Nie dajmy się zapędzić do antyamerykańskiej krucjaty

O ile przyszłość bezpieczeństwa Polski może zależeć od Europy, o tyle teraźniejszość naszego bezpieczeństwa zależy przede wszystkim od USA. Tak wygląda rzeczywistość i żadne publicystyczne zaklęcia tego nie zmienią. Poza tym warto pamiętać, że spór Trumpa z liberalnymi elitami Europy Zachodniej w żaden sposób nie dotyczy Polski. Co więcej, wiele zarzutów wysuwanych przez obecną amerykańską administrację jest zwyczajnie słusznych.

Gdy rok temu na Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium wiceprezydent J.D. Vance upominał unijnych przywódców, że powinni wziąć więcej odpowiedzialności za własne bezpieczeństwo, jego słowa wywołały histerię. Powinny jednak wywołać refleksję. Podobną refleksję zalecam przedstawicielom elit obecnej władzy, z marszałkiem Czarzastym na czele. Nawet jeśli dzięki swojej politycznej szarży pan marszałek zyskał nieco poklasku w kraju i za granicą, to czy naprawdę wierzy w to, że w ten sposób zwiększył polskie bezpieczeństwo?

Tytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzi od redakcji]



 

Polecane