Druga młodość, ostatnia podróż. Jak wypada Dalej jazda 2?
Co musisz wiedzieć:
- Dalej jazda okazał się frekwencyjnym sukcesem mimo umiarkowanego zainteresowania krytyków.
- W kontynuacji filmu twórcy rozwijają wątki rodzinne, koncentrując akcję wokół planowanego ślubu kościelnego seniorów i potrzeby pojednania przed śmiercią.
- W opinii autora druga część jest bardziej dynamiczna i momentami poważniejsza, ale nadal proponuje pogodną, klasycznie komediową historię o wartości małżeństwa, pojednania i bliskości rodzinnej.
„Dalej jazda” w reżyserii Mariusza Kuczewskiego wpisywała się w prawie u nas nieobecny w mainstreamie nurt kina seniorskiego. Głównymi bohaterami byli więc burkliwy i zapiekły Józiek (Marian Opania) i jego jeszcze bardziej zapiekła żona Elżbieta (Małgorzata Rożniatowska), łącząca pamiętliwość z Alzheimerem. Na tym właśnie połączeniu zbudowana była mniej więcej połowa żartów w filmie, co nie każdego musiało bawić, ale dało zamierzony przez twórcę efekt.
Podróż życia
Józiek, obserwując postępujące oderwanie Elżuni od rzeczywistości i mając świadomość, że nie zostało mu samemu wiele czasu, postanawia zorganizować ich być może ostatnią wspólną podróż. Same przygotowania nie są łatwe, a proces zdobycia auta staje się bardziej brawurowy niż właściwa podróż. Obok jest zatroskany syn i jego rodzina, w tym spodziewająca się dziecka wnuczka głównych bohaterów, grana przez Julię Wieniawę. Bo film jest zaskakująco (co – jak pamiętam – ujęło recenzentów z konserwatywnych tygodników) rodzinny nie tylko w znaczeniu docelowej grupy widzów, ale i tego, co widzimy na ekranie. Starsze, pomimo swoich przerysowanych cech, bardzo kochające się małżeństwo, w którym co prawda raz, przed czterdziestu laty, Józek zdradził Elżbietę, ale chyba tylko po to, by ta miała o czym kolejne cztery dekady gadać. Syn również jest w udanym i długo już trwającym małżeństwie, wnuczka Justyna zdaje się te tradycje kontynuować, rodząc nazwanego po dziadku synka.
Twórcy są przy tym życzliwi dla swoich bohaterów, nie wyśmiewają ich i nie poniżają, choć pokazują ich przecież i w trudniejszych aspektach tego przejrzałego już życia, pełnego chorób i obsesji, a przy tym szukającego resztek wczoraj tam, gdzie za bardzo nie ma już widoków na jutro. Film, tytuł biorący od ulubionego powiedzenia głównej bohaterki, część widzów mógł zwyczajnie znudzić, ale jak się okazuje, wielu też rozbawił, a w niektórych momentach na pewno wzruszył. A przy tym zobaczyliśmy na ekranie życzliwie ukazane relacje międzypokoleniowe i harmonijną, mimo krótkich, doraźnych sporów, wielopokoleniową rodzinę opartą na miłości, trosce i wyrozumiałości. Kino częściej schyla się jednak po zupełnie inny obraz podstawowej komórki społecznej. Co do tego obrazu wnosi część druga?
- ZUS wydał pilny komunikat
- Wyłączenia prądu. Ważny komunikat dla mieszkańców Dolnego Śląska
- Wyłączenia prądu w woj. pomorskim. Ważny komunikat dla mieszkańców
- PKO BP wydał pilny komunikat
- Komunikat dla mieszkańców woj. podkarpackiego
- Komunikat dla mieszkańców woj. śląskiego
- KO z potężnym spadkiem, Konfederacja mocno w górę. Zobacz najnowszy sondaż
- Wilki zaatakowały dziecko na dworcu kolejowym. Nastolatka ledwo uszła z życiem
- Szokujące okoliczności procedowania SAFE w Sejmie. Przemysław Wipler ujawnia
Drugi raz to samo?
Do Mariusza Kuczewskiego w roli współscenarzysty dołączył Marcin Baczyński (scenarzysta, który z Kuczewskim pracuje bardzo często, wspólnie pisali między innymi filmy z serii „Listy do M.” i współczesnego, netfliksowego „Znachora”), a do historii pary głównych bohaterów więcej wątków dotyczących pozostałych postaci, które przewinęły się już na ogół przez pierwszy film. Obserwujemy więc małżeństwo ich syna Andrzeja (Mariusz Drężek) i źle znoszącej brak uwagi Basi (Anita Sokołowska); obserwujemy, jak rozwija się relacja wnuczki Justyny (Julia Wieniawa) i Sebusia (Bartłomiej Firlet), a i sąsiad przeżywa swoją drugą młodość (co ciekawe, grający go Wiktor Zborowski pierwszy raz występuje tu w parze ze swoją prawdziwą żoną). Galerię postaci uzupełniają gościnne występy Cezarego Pazury jako proboszcza i Bogdana Łazuki w roli dziwnego faceta od radiowych dżingli, którego postać wydaje mi się jednak niestety najmniej w całej tej opowieści sensowna i doklejona do niej zupełnie na siłę. Reszta postaci i perypetii wygląda już dość wiarygodnie, nawet jeśli to wiarygodność z półki „intryga komediowa”.
Po rozgrzeszenie
Rodzina Gugulaków szykuje się już pomału na pogrzeb seniora rodu, jednak w wyniku nieporozumienia przyszły pierścionek zaręczynowy Justyny staje się pierścionkiem zaręczynowym Elżbiety, okazuje się bowiem, że choć z Józiem ślub wzięli wiele lat temu, to w wyniku kilku życiowych okoliczności – jedynie cywilny. Początkowo absurdalny w oczach większości rodziny pomysł, by w ostatnim możliwym momencie nadgonić to skandaliczne niedopatrzenie, stopniowo przechodzi z fazę realizacji – i to wokół tego kręci się tym razem prawie cała (poza autonomicznym wątkiem zakochanego w starszej pani z radia sąsiada) akcja.
Na drodze do szczęścia starej-młodej pary staje tymczasem proboszcz, który dość poważnie traktuje swoje obowiązki, a także – co okazuje się kluczowe – sakrament spowiedzi. Aby uzyskać rozgrzeszenie, Józek musi pogodzić się z bratem, z którym od lat nie utrzymuje żadnych relacji. Co zresztą ciekawe, bliźniaczy wątek siostry Elżuni został zapomniany i w ogóle się tu nie pojawił. Wyrusza więc wraz z rodziną w drogę, której finał będzie dobry, choć inny od oczekiwanego. Cały film skończy się tak, jak skończyć się musi, przy czym o ile druga część nie była podobno planowana, o tyle tym razem mamy już szeroko otworzoną dla kontynuacji furtkę.
Trochę poza czasem
Jeszcze przed obejrzeniem filmu spotkałem się z opiniami, że główny twórca pierwszej części wziął sobie do serca rady krytyków i tym razem poprowadził opowieść trochę inaczej. Jest w tym sporo racji, dzieje się tu więcej, czasem nawet dość dramatycznie, choć wciąż wiemy, że wszystko skończy się dobrze. Pierwsza opowieść oswajała nas ze starością i z chorobą, ta przywraca naszej świadomości również umieranie, choć nie okazuje się ono ostateczne. Historia ta bliższa jest klasycznej polskiej komedii i dziać mogłaby się właściwe poza czasem, a przy tym kreuje wciąż dość tradycyjny model rodziny, pokazując wartość więzi rodzinnych i bliskości międzyludzkiej – nawet jeśli niektórzy trochę poczekali ze ślubem kościelnym, a nawet – jak Justyna i Sebuś – cywilnym. Dlatego spokojnie można pójść do kina i nawet ewentualna nieznajomość części pierwszej, która zresztą dostępna jest w streamingach, nie powinna być tu przeszkodą.
***
„Dalej jazda 2”, reż. Mariusz Kuczewski, scen. Mariusz Kuczewski, Marcin Baczyński, wyst. Małgorzata Rożniatowska, Marian Opania, Polska 2026.
[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]




