loading
Proszę czekać...
reklama_pozioma
Gdy futbol znaczy więcej niż piłka. Zdarzało się, że stawał się katalizatorem rozpoczęcia wojny
Opublikowano dnia 13.06.2018 13:21
Piłka nożna rozgrzewa emocje kibiców na całym świecie. W trakcie meczów działy się czasem bardzo ważne wydarzenia polityczne. Zdarzało się również, że futbol stawał się katalizatorem rozpoczęcia wojny. Zapraszamy na subiektywny przegląd wpływu piłki na losy świata.

Fotolia
Mateusz Kosiński   

Przełom lat 80. i 90. zapowiadał przyspieszenie historii, przemiany działy się z miesiąca na miesiąc. Najważniejszym wydarzeniem Europy był upadek ZSRR i całego bloku wschodniego, jednak od niemal dekady chwiała się również w posadach Jugosławia. Po śmierci Josipa Broz Tito narastały niezaleczone jeszcze od II wojny światowej konflikty. Poszczególne części Jugosławii wiele dzieliło, łączyło jedno – fanatyczna miłość do piłki nożnej. To właśnie okołoboiskowa rywalizacja miała stać się jednym z preludiów krwawej wojny domowej.  

Kop, który rozpoczął wojnę 
W lidze jugosłowiańskiej najbardziej zagorzała rywalizacja toczyła się między klubami serbskimi i chorwackimi. Ze względu na rzesze kibiców do najgorętszych spotkań należały pojedynki między Dinamem Zagrzeb a Crveną Zvezdą Belgrad, na których regularnie dochodziło do zamieszek. Mecz między tymi drużynami zaplanowany na 13 maja 1990 r. miał dodatkowy kontekst, tydzień wcześniej odbyły się pierwsze wolne wybory do parlamentu, które pokazały wolnościowe dążenia Chorwatów. Świetny wynik w wyborach uzyskała Chorwacka Wspólnota Narodowa, która nigdy nie odcięła się od kolaboracji z Hitlerem i zbrodni popełnianych na Serbach.  Na mecz do Zagrzebia przybyło ponad trzy tysiące kibiców z Belgradu, którzy chcieli pokazać „zbuntowanym” Chorwatom miejsce w szeregu. Jednym z przywódców „Delije”, czyli zorganizowanej bojówki Crveny Zvezdy, był Željko Ražnatović, czyli Arkan, późniejszy dowódca wyjątkowo brutalnej paramilitarnej grupy „Tygrysy Arkana” i ważna postać serbskiego półświatka. 

Kibice chwycili karabiny
Na trybunach szybko doszło do burd, które sprowokowały m.in. transparenty „Zagrzeb jest serbski”. W ruch poszły noże i kastety, a obu zwaśnionych stron do bitki nie trzeba było zachęcać. Starcia na murawie trwały przez ponad siedemdziesiąt minut. Mecz ten jednak przejdzie do historii ze względu na postawę jednego z zawodników – Zvonimira Bobana, 21-letniego rozgrywającego Dinama, który widząc, że leżący kibic jego drużyny jest brutalnie pałowany przez policjanta (którymi w państwach związkowych najczęściej byli Serbowie), postanowił wkroczyć do akcji i potężnym kopniakiem z wyskoku powalił mundurowego i pozwolił kibicowi uciec. Boban stał się symbolem dla dążącej do niepodległości Chorwacji. Piłkarza spotkały srogie konsekwencje – został zawieszony, nie pojechał na mundial do Włoch, groził mu również areszt. W przyszłości zrobił jednak wielką karierę – występował w AC Milan, z którym wygrywał Serię A i Ligę Mistrzów, a z reprezentacją Chorwacji w 1998 r. wywalczył brązowy medal mistrzostw świata. Sam zawodnik nigdy nie żałował swojego czynu. – Gdyby cofnął się czas, postąpiłbym tak samo. To wina policjantów, że doszło do tych burd. Gdy zobaczyłem, że jeden z nich okłada leżącego kibica, sam wymierzyłem sprawiedliwość. Dzięki temu, że to zrobiłem, tamten chłopak zdołał uciec. Prawdę mówiąc, jestem z tego dumny – zdradził chorwacki piłkarz. Już po meczu okazało się, że kopnięty policjant wcale nie był Serbem, a… bośniackim muzułmaninem. Wkrótce wybuchła wojna między bałkańskimi narodami, a kibice odłożyli szaliki, noże, kastety, przywdziali mundury i chwycili za karabiny. Bałkany spłynęły we krwi.

Polskie tropy 
Wielka polityka była obecna również na polskich stadionach. Szczególnie odczuwalne było to oczywiście w PRL-u. Zaledwie 2,5 miesiąca po wprowadzeniu stanu wojennego Legia Warszawa podejmowała Dynamo Tbilisi w 1/4 finału Pucharu Zdobywców Pucharów. Dynamo było drużyną z Gruzji, ale ta należała wtedy do Związku Radzieckiego, a w jej składzie grało wielu reprezentantów ZSRR. Władza obawiała się antysowieckich zamieszek, na stadionie zasiadło więc kilkanaście (!) tysięcy żołnierzy i milicjantów, którzy utworzyli na trybunach specyficzne krzyże, a pomiędzy nimi znaleźli się kibice. Mundurowi mieli kontrolować krewką, warszawską publiczność. Mimo drakońskich kontroli kibice i tak wznosili okrzyki „MO – gestapo!” i „Precz z komuną!”. Okrzykami wspierano również „Solidarność”...



Wydarzenia
więcej
Opinie
więcej
reklama_pionowaNajnowszy numer
Związek
więcej
Wideo Prof. Romuald Szeremietiew: Polska może wrócić do pozycji mocarstwowej
Blogi
avatar
Jerzy
Bukowski

Omijajcie Tatry do końca sierpnia!
Proszę wszystkich, którzy naprawdę kochają Tatry: nie przyjeżdżajcie do Zakopanego i okolic do końca szkolnych wakacji!
avatar
Jerzy
Bukowski

Jerzy Bukowski: Wielu chętnych do WOT
Malkontenci, którzy wieszczyli, że Wojska Obrony Terytorialnej będą miały ogromny kłopot z kandydatami do nich, powinni ugryźć się w języki.
avatar
Marek
Budzisz

Marek Budzisz: Marchewka Putina
Dziś odbędzie się wizyta Władimira Putina w Niemczech, do której Moskwa przywiązuje sporą wagę, nie tylko, dlatego, że jest to pierwsza wizyta rosyjskiego prezydenta w tym kraju po 2014 roku, czyli po aneksji Krymu. Angela Merkel podejmie swego rozmówcę na zamku Meseberg w Brandenburgii a po spotkaniu nie jest przewidziane spotkanie z prasą, można, zatem jedynie spekulować, o czym będą rozmawiali, zwłaszcza, że nieco informacji zdradził Steffen Seibert, szef służby prasowej niemieckiego rządu.
ciastkoWykorzystujemy pliki "cookies" aby nasz serwis lepiej spełniał Państwa oczekiwania. Możesz zablokować możliwość wykorzystywania tych plików poprzez zmianę ustawień w swojej przeglądarce internetowej.