Szukaj
Konto

Policja zakończyła obławę. Tadeusz Duda nie żyje

01.07.2025 21:26
Policja zakończyła obławę. Tadeusz Duda nie żyje
Komentarzy: 0
Policja potwierdziła odnalezienie ciała 57-letniego Tadeusza Dudy, który od piątku był poszukiwany w związku ze strzelaniną w Starej Wsi koło Limanowej. Mężczyzna zastrzelił swoją córkę i zięcia, po czym uciekł.
Co musisz wiedzieć
  • W piątek 28 czerwca w Starej Wsi (Małopolska) doszło do podwójnego zabójstwa.
  • 57-letni Tadeusz Duda zastrzelił swoją córkę i zięcia w ich domu. Ranił również teściową.
  • Po zbrodni sprawca zbiegł, był uzbrojony i niebezpieczny.
  • Policja prowadziła szeroko zakrojone poszukiwania z udziałem dronów, psów tropiących i wojska.

 

Zakończenie obławy. Tadeusz Duda nie żyje

We wtorek po godz. 21 małopolska policja poinformowała o zakończeniu obławy. Ciało poszukiwanego zostało odnalezione na terenie powiatu limanowskiego. Śledczy nie podali jeszcze, w jakich okolicznościach doszło do śmierci mężczyzny. Zapowiedziano briefing prasowy.

- Znaleźliśmy ciało. Tylko tyle mogę powiedzieć - przekazała reporterowi Wirtualnej Polski Jolanta Batko, rzecznik Komendy Powiatowej Policji w Limanowej.

Zbrodnia w Starej Wsi

Do zbrodni doszło w piątek 28 czerwca w Starej Wsi. Tadeusz Duda wszedł do domu swojej córki i zięcia i zastrzelił ich z broni palnej. W momencie ataku w budynku znajdowały się też dzieci ofiar - przeżyły, ale były świadkami tragedii. Po dokonaniu zbrodni 57-latek zbiegł. Ruszyła intensywna akcja poszukiwawcza z udziałem policji, żandarmerii wojskowej, dronów i psów tropiących. Mężczyzna był uzbrojony i bardzo niebezpieczny - funkcjonariusze apelowali do mieszkańców o szczególną ostrożność.

"Furiat i przemocowiec, ale potrafił też pomóc"

Kim był Tadeusz Duda? W rozmowach z sąsiadami ze Starej Wsi przewija się wiele sprzecznych emocji.

Furiat, raptus i przemocowiec, ale też świetny fachowiec i człowiek, który nie odmawiał pomocy innym

- mówi jeden z mieszkańców.

Jeśli kogoś lubił, to potrafił być naprawdę "równym gościem". Pracował na budowie, zajmował się wykończeniówką. Można się z nim było pośmiać. Wiedzieliśmy, że to furiat i lepiej przy nim z niektórymi tematami schodzić z drogi. Ale żeby zabił rodzinę? Nigdy bym nie podejrzewał

- opowiada inny.

Dom rodzinny pełen przemocy

Sąsiedzi nie mają wątpliwości, że w domu Dudów przemoc była codziennością.

Dudowie to rodzina, gdzie awantury były na porządku dziennym. Ojciec i mąż [Tadeusz Duda - red.] był znienawidzony przez nich wszystkich. Znęcał się nad żoną psychicznie, fizycznie i finansowo. Córka i teściowa namówiły żonę, by w końcu się postawiła. To go rozjuszyło. Kobieta, która uratowała życie, była w dniu tragedii w pracy, gdzie pomagała przy zakończeniu roku szkolnego

- opowiada jeden z sąsiadów. Wśród sąsiadów pojawiają się też głosy zdziwienia, że rodzina nie poinformowała policji o tym, że Duda nielegalnie posiada broń.

To była tajemnica poliszynela. Kłusował, miał broń. Ale w aktach nic o tym nie ma. Gdyby to zgłosili, może udałoby się go wcześniej zatrzymać

- przekazał Wiesław, jeden z sąsiadów.

Nienawiść do kobiet z rodziny

Szczególnie silna nienawiść Tadeusza Dudy miała dotyczyć kobiet z rodziny.

Duda od lat nie rozmawiał z córką. Po tym, co przeżyła w dzieciństwie, miała go serdecznie dość. Namówiła mamę na rozwód i założenie sprawy. Razem z babcią chciały ją wyrwać z tego piekła

- opowiada mieszkaniec Starej Wsi. Inni twierdzą, że Duda nie działał w afekcie, ale zbrodnię zaplanował z premedytacją.

To nie był szał, to było zimne wyrachowanie. Kiedy spotkał teścia przed domem, tylko się z nim pokłócił. Nie strzelił. Ale do teściowej już tak - musiał ją nienawidzić z całego serca

- opowiada jeden z sąsiadów. Z tą opinią nie zgodziła się jednak jego żona.

Gadasz głupoty. Skoro nienawidził tylko kobiet, to czemu zabił zięcia?

- powiedziała dziennikarzom kobieta.

"Duda ostatnio się zmienił"

Sąsiedzi opowiadają, że w ciągu ostatnich tygodni zachowanie Dudy znacząco się zmieniło.

Zaczął dużo pić. Sam już nie jeździł do pracy, odbierali go koledzy z brygady. Opowiadał, że pędzi samogon

- opowiada mieszkaniec Zalesia i dodaje, że "kluczowy miał być strach przed utratą majątku".

Pogodził się z tym, że straci żonę, ale bał się, że po rozwodzie straci też dom, który stoi na ziemi żony

- podsumował mężczyzna.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 01.07.2025 21:26
Źródło: tysol.pl / wp.pl / gazetakrakowska.pl / limanowa.in