Czy pokój naprawdę się Polsce opłaca? Brutalna logika geopolityki

Im mocniej Niemcy prą do projektowania porządku międzynarodowego po zakończeniu wojny na Ukrainie, tym późniejsze zawarcie pokoju leży w interesie Polski. Dopóki żołnierze walczą, dopóty nasz kraj ma kluczowe znaczenie geopolityczne. Wojna daje nam czas, by przygotować się do nowego układu sił.
Flaga Ukrainy
Flaga Ukrainy / Pixabay

Co musisz wiedzieć:

  • Tekst stawia tezę, że przedłużanie wojny na Ukrainie leży w interesie Polski, bo wzmacnia jej znaczenie geopolityczne, daje czas na przygotowanie się do nowego układu sił.
  • Autor argumentuje, że hasła o „sprawiedliwym pokoju” są w istocie przykrywką dla interesów państw i elit, a zarówno Rosja, jak i Ukraina mają wewnętrzne powody, by konfliktu nie kończyć.
  • Wskazuje też, że kluczowym zagrożeniem dla Polski jest szybkie zakończenie wojny i odbudowa sojuszu niemiecko-rosyjskiego oraz niemiecko-ukraińskiego.

 

Czy naprawdę zależy nam na pokoju?

W polityce zagranicznej słowa znaczą zwykle co innego, niż się pozornie wydaje. „Pokój między Ukrainą i Rosją musi być zawarty na sprawiedliwych warunkach”, albo „Nie można się zgodzić na to, by Rosja anektowała zajęte ziemie Ukrainy, gdyż to zachęci Putina do eskalacji agresji” – takie zdania poza wzmożeniem moralnym znaczą mniej więcej tyle: „Niech Ukraińcy walczą dalej”.

Udzielenie gwarancji bezpieczeństwa – o czym była mowa na szczycie w Helsinkach – znaczy mniej więcej tyle, że w razie kolejnej rosyjskiej agresji państwa podejmujące takie zobowiązanie będą wspierać Ukrainę podobnie jak obecnie. Wysłanie przez koalicję chętnych sił pokojowych w żadnym wypadku nie jest równoznaczne z tym, że żołnierze z Francji, Niemiec czy Wielkiej Brytanii znajdą się na linii frontu i będą walczyć z Rosjanami. Skupią się raczej na obserwacji i raportowaniu o przestrzeganiu rozejmu lub pokoju. W razie naruszeń rządy tych państw będą protestować i słać noty dyplomatyczne.

 

Czysta obłuda

Za wprowadzeniem etycznych haseł do wojny zawsze kryją się interesy. Chodzi więc o biznes na dostawach broni oraz innego sprzętu, importowaniu żywności z Ukrainy, drenowaniu zasobów czy osłabianiu stron konfliktu. Ani Rosja, ani Ukraina na tej wojnie realnie już nie zyskują.

Kreml nie kończy konfliktu, gdyż boi się powrotu setek tysięcy sfrustrowanych żołnierzy do domów, kryzysu, który pojawi się po tym, gdy okaże się, że kasa państwa jest pusta, rosyjskie aktywa za granicą zostały zajęte lub zamrożone, a na dodatek politycznie Władimir Putin nie osiągnął swoich celów. Nie może więc mówić o sukcesie. Dla Wołodymyra Zełenskiego zaś pokój oznaczałby konieczność oddania znacznej części terytorium kraju, rozliczenia się z wielkiej korupcji, ogłoszenia wyborów i niemal pewną przegraną. Wojna więc jest stanem, w którym zwykła polityka zostaje zawieszona.

 

Kluczowe znaczenie

Wolfgang Ischinger, szef Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa (MSC), niemiecki prawnik i były dyplomata, przyznaje, że Polska powinna mieć miejsce przy stole podczas rozmów o przyszłości Ukrainy. To oczywiste choćby z uwagi na rolę, którą nasz kraj odgrywa podczas konfliktu. Jesteśmy głównym hubem dostarczającym zaopatrzenie dla walczącego z rosyjską agresją kraju, ale też kluczowym państwem dla zapewnienia bezpieczeństwa całej Unii Europejskiej.

Mimo swojego strategicznego położenia, zaangażowania we wspieranie Kijowa od pierwszych dni wojny, zorganizowania wsparcia dla niej ze strony Zachodu, przyjęcia milionów imigrantów i zapewnienia im bezpiecznego schronienia Polska jest jednak najczęściej pomijana w rozmowach pokojowych. Przedstawiciel naszego kraju nie bierze udziału w ustaleniach planu odbudowy zniszczonego wojną kraju, a nasze firmy nie mają możliwości uczestniczyć w wykupie ukraińskich ziem czy inwestować w wydobycie tamtejszych zasobów naturalnych.

Jednak na razie – do czasu trwania działań wojennych – sytuacja pozostaje otwarta. Ciągle prowadzone są negocjacje, do których Polska mogłaby dołączyć. Zawarcie pokoju będzie w dużej mierze zamknięciem okna szans dla polskich podmiotów. Abyśmy jednak mogli zarabiać na odbudowie Ukrainy, przywódcy naszego kraju muszą zaangażować się w proces pokojowy. Do tego potrzebni są politycy ambitni i gotowi stawiać czoła zarówno niechętnym nam Ukraińcom, jak i Niemcom oraz Francuzom mającym największą chrapkę na lukratywne kontrakty. Wojna daje szansę na wejście do gry.

 

Mniejsze pole manewru

Prezydent Zełenski całkowicie przekierował swoją politykę na RFN. To zaskakujące, gdyż historia pokazuje, że Niemcy zawsze traktowali Kijów instrumentalnie. Tak było po I wojnie światowej oraz w czasie II wojny. Gdy politycy ukraińscy przestawali być potrzebni, sojusznicy z Berlina zostawiali ich bez pomocy albo nawet bezwzględnie się ich pozbywali.

Bez względu na powody i sens ukraińskiej polityki relacje między Warszawą a Kijowem są dziś chłodne, warto tu przypomnieć słynną już podróż przywódców Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii i Polski do stolicy Ukrainy. Donald Tusk jechał wówczas w innym wagonie niż przywódcy trzech mocarstw. Szybko okazało się, że miejsca w pociągu ustalały służby podległe Zełenskiemu. Poniżenie polskiego premiera było więc podwójne – zrobili to i Ukraińcy, i przywódcy Francji, Niemiec i Wielkiej Brytanii.

Wojna daje nam narzędzia wpływu na politykę Ukrainy, gdyż jest ona zależna od pomocy płynącej przez nasz kraj. Tyle tylko że udowodnienie znaczenia Polski wymagałoby odwagi i asertywności, która pokazałaby Wołodymyrowi Zełenskiemu, jak bardzo jego państwo jest uzależnione od dobrej woli Warszawy. Na ten moment znacznie lepiej rozumie to prezydent Karol Nawrocki niż premier Donald Tusk. Spór o przekazanie siłom powietrznym Ukrainy polskich myśliwców MiG-29 dotyczy właśnie tego. Jądrem konfliktu nie jest sam tryb poinformowania głowy państwa o takich decyzjach – choć oczywiście jest to bardzo ważne – ale cena, za jaką samoloty te zostaną przekazane. I nie chodzi tu wcale o zapłaconą gotówkę, ale koncesje dla polskich podmiotów.

Tryb transakcyjny

Na razie tej ceny nie znamy, czyli prawdopodobnie szef polskiego rządu nie domagał się niczego w zamian. Sam zresztą wpisał w swoją doktrynę bezwzględną pomoc Ukrainie. Jeśli Polska będzie w stanie zmienić politykę wobec wschodniego sąsiada i przejść na tryb bardziej transakcyjny, zmusi Kijów do ustępstw oraz uznania Warszawy za kluczowego gracza w regionie, bez przychylności którego istnienie Ukrainy stoi pod znakiem zapytania. Możliwość uświadomienia znaczenia Polski w regionie jest silniejsza podczas trwania wojny. Gdy ustaną walki, nasze szanse oddziaływania na tamtejszych polityków będą znacznie mniejsze.

 

Bezwzględna konkurencja

Rosyjska agresja wywróciła do góry nogami całą niemiecką politykę: od ścisłej współpracy gospodarczej z Moskwą, dzięki której oba kraje mogły trzymać w uścisku kraje Europy Środkowo-Wschodniej, przez zalewanie tamtejszego rynku samochodami czy towarami luksusowymi, po sojusz polityczny, który wzmacniał Berlin podczas rozgrywek wewnątrz Unii Europejskiej. Wojna spowodowała, że kolejni kanclerze zmagają się z narastającym kryzysem, koniecznością szukania innych źródeł energii, rynków zbytu, ale przede wszystkim z utrzymaniem konkurencyjności niemieckich firm. Bez taniej energii jest to niezwykle trudne.

W związku z tym Berlinowi zależy na jak najszybszym zakończeniu wojny, by móc wrócić do wymiany handlowej z Rosją. Naciska na to m.in. Wschodnioeuropejskie Stowarzyszenie Gospodarki Niemieckiej, które do momentu wybuchu wojny było najsilniejszą organizacja gospodarczą w RFN. Być może nawet najsilniejszą w ogóle. Żaden rząd nie odważył się przeciwstawić jej interesom. WSGN dbało, by niemieckie firmy mogły bez ograniczeń kupować rosyjską energię i minerały oraz dostarczać na tamtejszy rynek jak największą ilość towarów, także uzbrojenia. Dochody firm reprezentowanych przez Stowarzyszenie były ważniejsze niż geopolityczne zagrożenie ze strony Kremla, zbrojenie armii Władimira Putina czy uzależnianie największej gospodarki UE od polityki krwawego, wrogiego wobec Zachodu dyktatora. Dziś przedstawiciele Wschodnioeuropejskiego Stowarzyszenia Gospodarki Niemieckiej mają prowadzić tajne negocjacje z Rosjanami. Chcą być gotowi, by wymiana handlowa wróciła do normy, gdy tylko ustanie huk wybuchów.

Oczywiste jest, że im dłużej sojusz rosyjsko-niemiecki nie działa, tym lepiej dla Polski. Nasz kraj ma czas, by stworzyć na przykład silny hub gazowy, który zapewniałby dostawy energii do krajów całego regionu. Może też przejąć znaczną część firm, które uciekają z Niemiec z powodu zbyt wysokich kosztów produkcji. Te szanse znikną, gdy Rosja znów stanie się pożądanym partnerem gospodarczym dla państw europejskich.

 

Ukraiński chaos

Podobną analogię można zastosować w relacjach Berlina z Kijowem. Silny sojusz tych dwóch państw, a do tego dążą obie stolice, prędzej czy później uderzyłby w polską gospodarkę. Początkowo ucierpiałoby rolnictwo, ale później także przemysł. Niemieckie firmy, które muszą obniżać koszty produkcji, na silnie powiązanej z Zachodem Ukrainie znalazłyby nie tylko tanią siłę roboczą, ale również energię nieobciążoną absurdalnymi unijnymi opłatami.

Proces ten nie nastąpi od razu po zakończeniu działań wojennych, gdyż najpierw trzeba będzie odbudować lub zbudować na Ukrainie infrastrukturę i przestawić tamtejsza ekonomię na tory pokojowe. Jednak firmy w zrujnowanym wojną kraju szybko staną się łatwym łupem bogatych niemieckich koncernów. Proces kolonizacji Ukrainy będzie jeszcze bardziej widoczny niż w przypadku Polski po 1989 roku czy Grecji po kryzysie finansowym.

Dziś to Polska jest miejscem, w którym pracują ukraińscy robotnicy i specjaliści. To u nas płacą podatki i składki ubezpieczeniowe. To oni są w dużej mierze zapleczem dla nowych inwestycji lokowanych w Polsce. Im dłużej będzie trwała wojna tym trudniej będzie im wrócić do zrujnowanego kraju. Wszystko to brzmi oczywiście wyjątkowo cynicznie. Takie wyrachowanie jest właśnie jedyną drogą do pilnowania polskiej racji stanu.

[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]


 

POLECANE
Incydent na kolei w Puławach. Zatrzymano mężczyznę z rosyjskimi dokumentami z ostatniej chwili
Incydent na kolei w Puławach. Zatrzymano mężczyznę z rosyjskimi dokumentami

Lubelskie służby zatrzymały 25-letniego obywatela Mołdawii, który uruchomił hamulec ręczny w pociągu towarowym relacji Szczecin–Dorohusk. Mężczyzna miał przy sobie rosyjskie dokumenty.

Epidemia świerzbu w ośrodków dla cudzoziemców w Kętrzynie z ostatniej chwili
Epidemia świerzbu w ośrodków dla cudzoziemców w Kętrzynie

34 cudzoziemców w ośrodku strzeżonym w Kętrzynie w woj. warmińsko-mazurskim choruje na świerzb. Zostali odizolowani i wdrożono leczenie – poinformowała w poniedziałek rzeczniczka Warmińsko-Mazurskiego Oddziału Straży Granicznej ppłk Mirosława Aleksandrowicz. "Kto za to zapłaci?" – pyta poseł PiS Dariusz Matecki.

Atak nożownika w Zakopanem. Trwa policyjna obława z ostatniej chwili
Atak nożownika w Zakopanem. Trwa policyjna obława

W poniedziałek około godz. 18 na zakopiańskiej Olczy nieznany mężczyzna zaatakował nożem kobietę. Trwa obława za napastnikiem.

W USA Demokraci walczą o prawo do wyborczych oszustw tylko u nas
W USA Demokraci walczą o prawo do wyborczych oszustw

W prawie wyborczym w USA panuje bałagan. Wybory podlegają stanom, a każdy stan ma inne przepisy dotyczące wyborów.

Mamy kolejny medal! Paweł Wąsek i Kacper Tomasiak wicemistrzami olimpijskimi z ostatniej chwili
Mamy kolejny medal! Paweł Wąsek i Kacper Tomasiak wicemistrzami olimpijskimi

Kacper Tomasiak i Paweł Wąsek zdobyli srebrny medal w olimpijskim konkursie duetów na dużej skoczni w Predazzo. Wygrali Jan Hoerl i Stephan Embacher z Austrii. Brąz wywalczyli Johann Andre Forfang i Kristoffer Eriksen Sundal z Norwegii.

Francja uderza w OZE i stawia na energię jądrową z ostatniej chwili
Francja uderza w OZE i stawia na energię jądrową

Francja obniża cele dla energii wiatrowej i słonecznej, a jednocześnie wzmacnia energetykę jądrową. Plan francuskiego rządu ocenia krytycznie Greenpeace.

Nie żyje Robert Duvall. Legenda kina miała 95 lat z ostatniej chwili
Nie żyje Robert Duvall. Legenda kina miała 95 lat

W wieku 95 lat zmarł amerykański aktor i reżyser Robert Duvall - poinformowała w poniedziałek żona artysty, Luciana Duvall. Aktor był znany z ról w filmach takich jak „Ojciec chrzestny”, „Czas apokalipsy” i „Pod czułą kontrolą”, za którą w 1983 r. otrzymał Oscara.

Awaria platformy X. Tysiące zgłoszeń z ostatniej chwili
Awaria platformy X. Tysiące zgłoszeń

Coraz więcej użytkowników platformy X (dawniej Twitter) zgłasza problemy z działaniem aplikacji. Na stronie Downdetector od godz. 19 pojawiło się już ponad 1,9 tys. zgłoszeń.

Kolejny polityk odchodzi z Polski 2050 z ostatniej chwili
Kolejny polityk odchodzi z Polski 2050

Była wiceminister spraw zagranicznych Anna Radwan-Röhrenschef poinformowała w poniedziałek, że rezygnuje z członkostwa w Polsce 2050. Wcześniej taką samą decyzję podjął Michał Kobosko.

Tusk i Morawiecki starli się na X. Szczyt bezczelności z ostatniej chwili
Tusk i Morawiecki starli się na X. "Szczyt bezczelności"

Starcie Donalda Tuska i Mateusza Morawieckiego na platformie X. Poszło o konwencję PiS w Stalowej Woli i pieniądze z programu SAFE dla Huty.

REKLAMA

Czy pokój naprawdę się Polsce opłaca? Brutalna logika geopolityki

Im mocniej Niemcy prą do projektowania porządku międzynarodowego po zakończeniu wojny na Ukrainie, tym późniejsze zawarcie pokoju leży w interesie Polski. Dopóki żołnierze walczą, dopóty nasz kraj ma kluczowe znaczenie geopolityczne. Wojna daje nam czas, by przygotować się do nowego układu sił.
Flaga Ukrainy
Flaga Ukrainy / Pixabay

Co musisz wiedzieć:

  • Tekst stawia tezę, że przedłużanie wojny na Ukrainie leży w interesie Polski, bo wzmacnia jej znaczenie geopolityczne, daje czas na przygotowanie się do nowego układu sił.
  • Autor argumentuje, że hasła o „sprawiedliwym pokoju” są w istocie przykrywką dla interesów państw i elit, a zarówno Rosja, jak i Ukraina mają wewnętrzne powody, by konfliktu nie kończyć.
  • Wskazuje też, że kluczowym zagrożeniem dla Polski jest szybkie zakończenie wojny i odbudowa sojuszu niemiecko-rosyjskiego oraz niemiecko-ukraińskiego.

 

Czy naprawdę zależy nam na pokoju?

W polityce zagranicznej słowa znaczą zwykle co innego, niż się pozornie wydaje. „Pokój między Ukrainą i Rosją musi być zawarty na sprawiedliwych warunkach”, albo „Nie można się zgodzić na to, by Rosja anektowała zajęte ziemie Ukrainy, gdyż to zachęci Putina do eskalacji agresji” – takie zdania poza wzmożeniem moralnym znaczą mniej więcej tyle: „Niech Ukraińcy walczą dalej”.

Udzielenie gwarancji bezpieczeństwa – o czym była mowa na szczycie w Helsinkach – znaczy mniej więcej tyle, że w razie kolejnej rosyjskiej agresji państwa podejmujące takie zobowiązanie będą wspierać Ukrainę podobnie jak obecnie. Wysłanie przez koalicję chętnych sił pokojowych w żadnym wypadku nie jest równoznaczne z tym, że żołnierze z Francji, Niemiec czy Wielkiej Brytanii znajdą się na linii frontu i będą walczyć z Rosjanami. Skupią się raczej na obserwacji i raportowaniu o przestrzeganiu rozejmu lub pokoju. W razie naruszeń rządy tych państw będą protestować i słać noty dyplomatyczne.

 

Czysta obłuda

Za wprowadzeniem etycznych haseł do wojny zawsze kryją się interesy. Chodzi więc o biznes na dostawach broni oraz innego sprzętu, importowaniu żywności z Ukrainy, drenowaniu zasobów czy osłabianiu stron konfliktu. Ani Rosja, ani Ukraina na tej wojnie realnie już nie zyskują.

Kreml nie kończy konfliktu, gdyż boi się powrotu setek tysięcy sfrustrowanych żołnierzy do domów, kryzysu, który pojawi się po tym, gdy okaże się, że kasa państwa jest pusta, rosyjskie aktywa za granicą zostały zajęte lub zamrożone, a na dodatek politycznie Władimir Putin nie osiągnął swoich celów. Nie może więc mówić o sukcesie. Dla Wołodymyra Zełenskiego zaś pokój oznaczałby konieczność oddania znacznej części terytorium kraju, rozliczenia się z wielkiej korupcji, ogłoszenia wyborów i niemal pewną przegraną. Wojna więc jest stanem, w którym zwykła polityka zostaje zawieszona.

 

Kluczowe znaczenie

Wolfgang Ischinger, szef Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa (MSC), niemiecki prawnik i były dyplomata, przyznaje, że Polska powinna mieć miejsce przy stole podczas rozmów o przyszłości Ukrainy. To oczywiste choćby z uwagi na rolę, którą nasz kraj odgrywa podczas konfliktu. Jesteśmy głównym hubem dostarczającym zaopatrzenie dla walczącego z rosyjską agresją kraju, ale też kluczowym państwem dla zapewnienia bezpieczeństwa całej Unii Europejskiej.

Mimo swojego strategicznego położenia, zaangażowania we wspieranie Kijowa od pierwszych dni wojny, zorganizowania wsparcia dla niej ze strony Zachodu, przyjęcia milionów imigrantów i zapewnienia im bezpiecznego schronienia Polska jest jednak najczęściej pomijana w rozmowach pokojowych. Przedstawiciel naszego kraju nie bierze udziału w ustaleniach planu odbudowy zniszczonego wojną kraju, a nasze firmy nie mają możliwości uczestniczyć w wykupie ukraińskich ziem czy inwestować w wydobycie tamtejszych zasobów naturalnych.

Jednak na razie – do czasu trwania działań wojennych – sytuacja pozostaje otwarta. Ciągle prowadzone są negocjacje, do których Polska mogłaby dołączyć. Zawarcie pokoju będzie w dużej mierze zamknięciem okna szans dla polskich podmiotów. Abyśmy jednak mogli zarabiać na odbudowie Ukrainy, przywódcy naszego kraju muszą zaangażować się w proces pokojowy. Do tego potrzebni są politycy ambitni i gotowi stawiać czoła zarówno niechętnym nam Ukraińcom, jak i Niemcom oraz Francuzom mającym największą chrapkę na lukratywne kontrakty. Wojna daje szansę na wejście do gry.

 

Mniejsze pole manewru

Prezydent Zełenski całkowicie przekierował swoją politykę na RFN. To zaskakujące, gdyż historia pokazuje, że Niemcy zawsze traktowali Kijów instrumentalnie. Tak było po I wojnie światowej oraz w czasie II wojny. Gdy politycy ukraińscy przestawali być potrzebni, sojusznicy z Berlina zostawiali ich bez pomocy albo nawet bezwzględnie się ich pozbywali.

Bez względu na powody i sens ukraińskiej polityki relacje między Warszawą a Kijowem są dziś chłodne, warto tu przypomnieć słynną już podróż przywódców Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii i Polski do stolicy Ukrainy. Donald Tusk jechał wówczas w innym wagonie niż przywódcy trzech mocarstw. Szybko okazało się, że miejsca w pociągu ustalały służby podległe Zełenskiemu. Poniżenie polskiego premiera było więc podwójne – zrobili to i Ukraińcy, i przywódcy Francji, Niemiec i Wielkiej Brytanii.

Wojna daje nam narzędzia wpływu na politykę Ukrainy, gdyż jest ona zależna od pomocy płynącej przez nasz kraj. Tyle tylko że udowodnienie znaczenia Polski wymagałoby odwagi i asertywności, która pokazałaby Wołodymyrowi Zełenskiemu, jak bardzo jego państwo jest uzależnione od dobrej woli Warszawy. Na ten moment znacznie lepiej rozumie to prezydent Karol Nawrocki niż premier Donald Tusk. Spór o przekazanie siłom powietrznym Ukrainy polskich myśliwców MiG-29 dotyczy właśnie tego. Jądrem konfliktu nie jest sam tryb poinformowania głowy państwa o takich decyzjach – choć oczywiście jest to bardzo ważne – ale cena, za jaką samoloty te zostaną przekazane. I nie chodzi tu wcale o zapłaconą gotówkę, ale koncesje dla polskich podmiotów.

Tryb transakcyjny

Na razie tej ceny nie znamy, czyli prawdopodobnie szef polskiego rządu nie domagał się niczego w zamian. Sam zresztą wpisał w swoją doktrynę bezwzględną pomoc Ukrainie. Jeśli Polska będzie w stanie zmienić politykę wobec wschodniego sąsiada i przejść na tryb bardziej transakcyjny, zmusi Kijów do ustępstw oraz uznania Warszawy za kluczowego gracza w regionie, bez przychylności którego istnienie Ukrainy stoi pod znakiem zapytania. Możliwość uświadomienia znaczenia Polski w regionie jest silniejsza podczas trwania wojny. Gdy ustaną walki, nasze szanse oddziaływania na tamtejszych polityków będą znacznie mniejsze.

 

Bezwzględna konkurencja

Rosyjska agresja wywróciła do góry nogami całą niemiecką politykę: od ścisłej współpracy gospodarczej z Moskwą, dzięki której oba kraje mogły trzymać w uścisku kraje Europy Środkowo-Wschodniej, przez zalewanie tamtejszego rynku samochodami czy towarami luksusowymi, po sojusz polityczny, który wzmacniał Berlin podczas rozgrywek wewnątrz Unii Europejskiej. Wojna spowodowała, że kolejni kanclerze zmagają się z narastającym kryzysem, koniecznością szukania innych źródeł energii, rynków zbytu, ale przede wszystkim z utrzymaniem konkurencyjności niemieckich firm. Bez taniej energii jest to niezwykle trudne.

W związku z tym Berlinowi zależy na jak najszybszym zakończeniu wojny, by móc wrócić do wymiany handlowej z Rosją. Naciska na to m.in. Wschodnioeuropejskie Stowarzyszenie Gospodarki Niemieckiej, które do momentu wybuchu wojny było najsilniejszą organizacja gospodarczą w RFN. Być może nawet najsilniejszą w ogóle. Żaden rząd nie odważył się przeciwstawić jej interesom. WSGN dbało, by niemieckie firmy mogły bez ograniczeń kupować rosyjską energię i minerały oraz dostarczać na tamtejszy rynek jak największą ilość towarów, także uzbrojenia. Dochody firm reprezentowanych przez Stowarzyszenie były ważniejsze niż geopolityczne zagrożenie ze strony Kremla, zbrojenie armii Władimira Putina czy uzależnianie największej gospodarki UE od polityki krwawego, wrogiego wobec Zachodu dyktatora. Dziś przedstawiciele Wschodnioeuropejskiego Stowarzyszenia Gospodarki Niemieckiej mają prowadzić tajne negocjacje z Rosjanami. Chcą być gotowi, by wymiana handlowa wróciła do normy, gdy tylko ustanie huk wybuchów.

Oczywiste jest, że im dłużej sojusz rosyjsko-niemiecki nie działa, tym lepiej dla Polski. Nasz kraj ma czas, by stworzyć na przykład silny hub gazowy, który zapewniałby dostawy energii do krajów całego regionu. Może też przejąć znaczną część firm, które uciekają z Niemiec z powodu zbyt wysokich kosztów produkcji. Te szanse znikną, gdy Rosja znów stanie się pożądanym partnerem gospodarczym dla państw europejskich.

 

Ukraiński chaos

Podobną analogię można zastosować w relacjach Berlina z Kijowem. Silny sojusz tych dwóch państw, a do tego dążą obie stolice, prędzej czy później uderzyłby w polską gospodarkę. Początkowo ucierpiałoby rolnictwo, ale później także przemysł. Niemieckie firmy, które muszą obniżać koszty produkcji, na silnie powiązanej z Zachodem Ukrainie znalazłyby nie tylko tanią siłę roboczą, ale również energię nieobciążoną absurdalnymi unijnymi opłatami.

Proces ten nie nastąpi od razu po zakończeniu działań wojennych, gdyż najpierw trzeba będzie odbudować lub zbudować na Ukrainie infrastrukturę i przestawić tamtejsza ekonomię na tory pokojowe. Jednak firmy w zrujnowanym wojną kraju szybko staną się łatwym łupem bogatych niemieckich koncernów. Proces kolonizacji Ukrainy będzie jeszcze bardziej widoczny niż w przypadku Polski po 1989 roku czy Grecji po kryzysie finansowym.

Dziś to Polska jest miejscem, w którym pracują ukraińscy robotnicy i specjaliści. To u nas płacą podatki i składki ubezpieczeniowe. To oni są w dużej mierze zapleczem dla nowych inwestycji lokowanych w Polsce. Im dłużej będzie trwała wojna tym trudniej będzie im wrócić do zrujnowanego kraju. Wszystko to brzmi oczywiście wyjątkowo cynicznie. Takie wyrachowanie jest właśnie jedyną drogą do pilnowania polskiej racji stanu.

[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]



 

Polecane