Babcie i dziadkowie, czyli ciepło i chłód
Co musisz wiedzieć:
- 21 stycznia w Polsce obchodzony jest Dzień Babci, 22 stycznia Dzień Dziadka
- Niedostateczna obecność dziadków i babć lub zupełny jej brak w opiece nad dziećmi wynika z odległego miejsca zamieszkania, złego stanu zdrowia oraz ich aktywności zawodowej.
- Zaledwie 22 procent dziadków nie chce zajmować się wnukami.
Bardzo wielu rodziców – szczególnie kobiet – trójki lub większej liczby dzieci łączy wspólne doświadczenie. Gdy informowali swoje matki i babcie o kolejnej ciąży, nie spotykali się z radością, że na świecie pojawi się nowy członek rodziny. Reakcją była raczej rezerwa i zmartwienie: „Jak ty sobie teraz poradzisz?”.
Takie zachowanie ma głębokie podstawy i wynika z pamięci społecznej, która w Polsce wiąże się z powtarzającymi się kryzysami. Na dodatek z zaskakującą regularnością: II wojna światowa, lata pięćdziesiąte, sześćdziesiąte, siedemdziesiąte, osiemdziesiąte, dziewięćdziesiąte i pierwsza dekada XXI wieku. Systematycznie więc w pamięci odkładała się niepewność ekonomiczna, zagrożenie oraz fala emigracji. W ten sposób przez dekady w zbiorowej pamięci wryło się poczucie tymczasowości, a co za tym idzie – ostrożność przy podejmowaniu dalekosiężnych zobowiązań.
Obecne poczucie dobrobytu jest zjawiskiem stosunkowo nowym i na tyle krótkotrwałym, że nie zadomowiło się jeszcze na dobre w pamięci pokoleniowej.
Dopóki normy społeczne zakładały posiadanie rodziny, a tym samym dzieci, kryzysowe doświadczenia wielu pokoleń były jak bomba z opóźnionym zapłonem. PRL nie oferowała przecież wielkiego wyboru dróg życia – alternatywnego wobec tradycyjnego modelu społecznego.
- Internet zniósł podział na miasto i prowincję
- Pod płaszczykiem troski o cyberbezpieczeństwo KE chce domknąć system unijnej cenzury
- Apel o wsparcie dla Organizacji Zakładowej NSZZ „Solidarność” w Gates Polska w Legnicy
- Szef SOP zawieszony. MSWiA wszczyna postępowanie dyscyplinarne
- Sułtan Erdogan i tureckie mocarstwo
Ładunek eksplodował, gdy po upadku komunizmu w wolnej Polsce pojawiły się zupełnie nowe możliwości. Szybko zaczęły zmieniać się normy społeczne. Alternatywą dla rodziny stało się robienie kariery, zdobywanie pieniędzy czy używanie życia. Odzyskanie wolności w naturalny sposób wiązało się z rozluźnieniem norm społecznych.
Baw się
Wtedy właśnie dały o sobie znać skumulowane doświadczenia babć, dziadków i rodziców. Pragnęli, by ich wnuki i dzieci nie musiały się zmagać z tymi samymi co oni problemami – biedą, niepewnością i brakiem bezpieczeństwa. Szczególnie że okres ustrojowej i gospodarczej transformacji spowodował co prawda pojawienie się wysokiego bezrobocia, wielkich sfer ubóstwa i wielu ludziom odbierał perspektywy, ale też otworzył drogę do bogactwa. Zamiast hasła: „Załóż rodzinę i się ustatkuj”, pojawiało się: „Najpierw znajdź dobrą pracę, zobacz trochę świata, kup mieszkanie, a z dziećmi zawsze zdążysz”.
Trudno takiemu myśleniu odmówić pewnej racjonalności. Łatwiej przecież wychowuje się dzieci, gdy ma się zapewnioną dobrą pensję i mieszka się w nowoczesnym apartamencie. Tyle tylko że trudno określić, kiedy praca jest wystarczająco dobra, mieszkanie dostatecznie luksusowe i zwiedziliśmy już wystarczająco dużo krajów, by zdecydować się na dzieci. Rodzina zaczęła więc przegrywać z innymi, łatwiej mierzalnymi dobrami.
I nie ma się co oszukiwać, doświadczenia babć i dziadków miały tu ogromne znaczenie. Co prawda badania pokazują, że młodzi Polacy nadal bardzo wysoko cenią sobie rodzinę, ale decyzję o jej założeniu odkładają na później. Nawet jeśli podoba im się model życia ojców, matek, babć i dziadków i sami tak by chcieliby ułożyć swój, to jednocześnie zachowują do niego dystans. Ten paradoks wywołuje dalekosiężne skutki. Odkładanie w czasie zawarcia małżeństwa – w ciągu dekady okres ten wydłużył się w Polsce o trzy lata i dziś średni wiek, w którym młodzi mówią sobie „tak”, wynosi około 30 lat – spowodował drastyczny spadek zawieranych ślubów. To bezpośrednio przekłada się na dzietność, gdyż około trzech czwartych dzieci w naszym kraju rodzi się właśnie w małżeństwach.
Inna droga
Mamy więc sytuację, w której rodzina stanowi dla młodych jedną z najważniejszych wartości, ale realizują oni inny model życia. Znacznie bardziej zindywidualizowany, nastawiony na spełnienie ambicji i własnej kariery. W pewnym sensie jest to urzeczywistnienie niespełnionych marzeń dziadków i rodziców, którzy więcej oczekiwali od losu. Za wszelką cenę pragnęli więc, by ich dzieci miały więcej z życia.
Dziadkowie jakby przerzucili na wnuki swoje traumy, a pokolenia wychowane w III RP mają rekompensować ich niedosyt z okresu PRL. Stworzyło to nową normę szczęścia nieopierającą się już na odpowiedzialności i rodzinie, lecz raczej na hedonizmie oraz późniejszym wchodzeniu w dorosłość. Powstał świat mniej empatyczny, w którym do szczęścia nie jest potrzebny drugi człowiek. W zindywidualizowanym społeczeństwie jednostka ma od początku do końca świadomie decydować o każdym aspekcie swojego losu i dokładnie planować przyszłość. Małżonek i dziecko są tu elementem planu, a nie spontanicznego uczucia i potrzeby bliskości.
„Przemożne oddziaływanie struktury społecznej na zachowanie nie zastępuje indywidualnego wyboru, ale raczej przenosi go na poziom kluczowych decyzji dotyczących sąsiedztwa, szkoły, znajomych, małżeństwa, zawodu i religii. Zamożni na ogół decydują się mieszkać blisko innych zamożnych ludzi, akademicy z reguły zaprzyjaźniają się z innymi pracownikami naukowymi, katolicy pobierają się z katolikami, kryminaliści wiążą się z innymi przestępcami, nastolatki mają ulubione miejsca, gdzie mogą spotkać innych nastolatków itd.” – piszą w książce „Ekonomia społeczna. Co wpływa na zachowanie jednostki” Gary S. Becker i Kevin M. Murphy.
Pokolenia permanentnych kryzysów i jednoczesne pragnienie dobra dla swoich potomków przekonały ludzi – przynajmniej częściowo – że prawdziwe szczęście wygląda inaczej. Wypchnęły młodych z tradycyjnego systemu wartości, dając w zamian jedynie ułudę szczęścia. Dwa pokolenia młodych znalazły się więc w częściowej pustce, w której trudno znaleźć sens życia. W efekcie punktem odniesienia dla nich stali się inni do nich podobni – starsi przecież własny model szczęścia uznali za błędny.
„Istnieje wiele przykładów efektów ubocznych oddziaływań między sąsiadami. Zdolniejsi studenci zazwyczaj podnoszą poziom innych studentów w tej samej szkole lub okolicy, natomiast narkomani mogą kraść i czynić otoczenie nieprzyjemnym do zamieszkania, a widok matek z sąsiedztwa objętych pomocą socjalną może świadczyć, że pobieranie tej pomocy jest zasadne, i w ten sposób zachęcać inne kobiety z tego sąsiedztwa do posiadania nieślubnych dzieci. Lepsze sąsiedztwa zwiększają również prawdopodobieństwo, że małżeństwa dzieci będą lepsze, gdyż znacznie częściej związki małżeńskie zawierają ludzie, którzy mieszkają w pobliżu siebie, niż ci, którzy mieszkają daleko od siebie” – podkreślają w innym miejscu Gary S. Becker i Kevin M. Murphy.
Dziadkowie, babcie, ojcowie i matki w pewnym sensie wypchnęli więc swoje dzieci z dobrego sąsiedztwa, skazując je na nowe wzorce. Jeśli więc w dużych miastach normą staje się późne zakładanie rodziny oraz posiadanie co najwyżej jednego dziecka, to przybysze ze wsi czy mniejszych miejscowości prędzej czy później uznają ten model za własny. Nawet aspiracyjny. Idąc dalej, można stwierdzić, że jeżeli powstają coraz szersze społeczności singli, to one również tworzą swoje własne normy, które oddziałują na zewnątrz. W pewnej mierze zmiana oczekiwań wobec życia Polaków urodzonych w latach 90. zeszłego wieku oraz na początku tego tysiąclecia – poza oczywistymi zjawiskami kulturowymi – wynika z frustracji starszych pokoleń. Młodzi mają je odreagować.
Świetni opiekunowie
Jednocześnie rodzice wskazują babcie i dziadków jako najlepszych opiekunów dla swoich dzieci. Z badania Instytutu Pokolenia z 2023 roku „Rodzice wobec wyzwań opieki nad małymi dziećmi” wynika, że po urlopie macierzyńskim Polacy to właśnie dziadkom najchętniej powierzyliby swoje potomstwo – ponad czterdzieści procent wskazań.
Co więcej, jeśli już seniorzy decydują się na tego rodzaju pomoc, to rodzice są zadowoleni z ich zaangażowania – od sześćdziesięciu czterech do siedemdziesięciu jeden procent wskazań (w zależności od miejsca zamieszkania).
Niedostateczna obecność dziadków i babć lub zupełny jej brak w opiece nad dziećmi wynika z odległego miejsca zamieszkania (41 proc.), złego stanu zdrowia (40 proc.) oraz ich aktywności zawodowej (33 proc.) – możliwe było podanie kilku przyczyn jednocześnie. Zaledwie 22 procent odpowiedzi wskazywało, że dziadkowie po prostu nie chcą zajmować się wnukami. Mamy więc do czynienia ze współistnieniem dwóch osobnych światów. W jednym skumulowane traumy kolejnych kryzysów, przez które przechodziły pokolenia wychowane w PRL – szczególnie w pierwszych jej dziesięcioleciach – spowodowały odejście od tradycyjnego modelu szczęścia. Pchnęły młodych ku indywidualizmowi i samotności.
Niedostateczna obecność dziadków i babć lub zupełny jej brak w opiece nad dziećmi wynika z odległego miejsca zamieszkania (41 proc.), złego stanu zdrowia (40 proc.) oraz ich aktywności zawodowej (33 proc.)
W drugim udało się przechować silne więzi, co stanowi korzyść dla całej rodziny. „Od dziadków wnuki uczą się pewnych reguł postępowania, określonego wzoru, który mogą przenieść w dorosłe życie, na grunt własnej rodziny. Dzięki starszym życie jest pełniejsze i bogatsze. Dostarczają oni cennych doświadczeń, wprowadzają elementy tradycji, co pozwala na lepsze zrozumienie procesu przemian społecznych” – pisze pedagog Magdalena Pieńkos w artykule „Dziadkowie w wychowaniu wnuków”. Z drugiej strony opieka nad wnukami nadaje życiu seniorów sens. Sprawia, że czują się potrzebni. Dłużej są zdrowi i aktywni oraz pełniej przeżywają swoją starość.
Zachowana zostaje ciągłość pokoleniowa, która jest jednym z filarów zdrowego społeczeństwa.




