[wywiad] Dr Milena Kindziuk: Oficjalna wersja zbrodni na ks. Popiełuszce traci spójność i wymaga rewizji

Pojawiły się nowe tropy: dokumenty, analizy, relacje świadków, materialne przedmioty i miejsca, a także kolejne ekspertyzy dotyczące męczeńskiej śmierci kapelana Solidarności. Dr Milena Kindziuk, biografka bł. ks. Jerzego Popiełuszki i wykładowca Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, podkreśla, że w świetle nowych ustaleń tzw. oficjalna wersja zbrodni na duchownym traci spójność i wymaga dziś zasadniczej rewizji.
Milena Kindziuk
Milena Kindziuk / KAI

Co musisz wiedzieć: 

  • Po 41 latach od śmierci bł. ks. Jerzego Popiełuszki szereg informacji domaga się ponownej weryfikacji i rewizji;
  • Milena Kindziuk, powołując się m.in. do ustaleń prokuratora Andrzej Witkowskiego mówi m.in. o innym miejscu i dacie śmierci zamordowanego przez władze PRL kapłana;
  • Biografka ks. Popiełuszki odnosi się m.in. do manipulacji w dokumentacji z sekcji zwłok, potrzebie poszerzenia biografii błogosławionego oraz ewentualnym wpływie nowych informacji na proces kanonizacyjny.

 

Rewizja okoliczności śmierci

Anna Rasińska (KAI): W swoich najnowszych publikacjach poddaje Pani krytycznej analizie oficjalną, „peerelowską” wersję okoliczności śmierci ks. Jerzego Popiełuszki, przyjętą w procesie toruńskim. Co skłoniło Panią do zakwestionowania tej narracji?

Dr Milena Kindziuk (biografka bł. ks. Popiełuszki, wykładowca na UKSW w Warszawie): Po 41 latach od zbrodni – co wydaje się naturalne - pojawiły się nowe tropy: dokumenty, analizy, relacje świadków, materialne przedmioty i miejsca, a także kolejne ekspertyzy. To wszystko sprawia, że tak zwana „wersja oficjalna” zbrodni na ks. Popiełuszce, przekazana nam przez władze PRL na starannie wyreżyserowanym procesie toruńskim na przełomie roku 1984/1985, traci spójność i wymaga dziś zasadniczej rewizji.

Punktem zwrotnym w jej zakwestionowaniu stała się też dla mnie dla mnie najnowsza książka prokuratora Andrzeja Witkowskiego „Bolesne tajemnice ks. Popiełuszki. Śladami prawdy” (wchodząca właśnie na rynek), zawierająca rzetelne analizy i uzasadnienia. Prokurator Witkowski prowadził w tej sprawie dwa postępowania: w latach 1990–1991 - z ramienia Prokuratury w Ministerstwie Sprawiedliwości oraz w latach 2002–2004 - w strukturach Instytutu Pamięci Narodowej, i dziś ma chyba największą wiedzę na ten temat, o czym przekonałam się także po przeprowadzeniu z nim serii wywiadów. Dlatego po zapoznaniu się z nowymi materiałami, po trzydziestu latach kwerend, konfrontowania źródeł i badań, które prowadzę nad życiem, działalnością oraz męczeńską śmiercią ks. Jerzego, czuję się w obowiązku już nie powtarzać przyjętej dotąd narracji, choć wiem, że narusza to utrwalony symboliczny porządek pamięci. I nie chodzi tu o „inną interpretację” wydarzeń, lecz o zgodność albo niezgodność faktów. Chodzi o nowy stan badań, który stanowczo podważa opowieści utrwalone w procesie toruńskim.

 

Data i miejsce śmierci

- W nowych ustaleniach pojawia się kwestia innego czasu i miejsca dokonania zbrodni niż te przyjęte w oficjalnej wersji. 

-Tak, ks. Jerzy mógł zginąć nie 19 października, lecz dopiero w południe 25 października 1984 roku, po kilku dniach przesłuchań, nacisków, a w końcu tortur.

- Gdzie? 

- Najprawdopodobniej w bunkrach wojskowych w Kazuniu Polskim. Bunkry już 10 października 1984 r. zostały przygotowane dla Popiełuszki przez porywaczy: Leszka Pękalę i Waldemara Chmielewskiego. Oni sami o tym otwarcie mówili w czasie śledztwa. Jak ustalił prok. Witkowski, po uprowadzeniu ksiądz miał zostać tam poddany szantażowi na podstawie spreparowanych fałszywek przygotowanych wcześniej przez Grzegorza Piotrowskiego. Jeżeli to by nie pomogło i wciąż by odmawiał podpisania zobowiązania do współpracy, oprawcy mieli zastosować wobec niego tortury fizyczne. To wskazuje też na to, że celem porwania nie było zabicie księdza, ale pozyskanie go do współpracy ze służbami. Gdyby chciano go od razu zabić, uczyniono by to tak, że najprawdopodobniej nikt nigdy nie znalazłby ciała.

- Bunkier w Kazuniu był usytuowany na terenie wojskowym, tak?

- Tak, był dobrze strzeżony, niedostępny dla osób postronnych, dogodny dla dojazdu środkami transportu. Wydawał się idealnym miejscem na tego rodzaju tajne operacje, które prowadziły służby wojskowe.

Byłam w tym bunkrze, wygląda przerażająco. Gdy niedawno, kilkakrotnie rozmawiałam z mieszkańcami okolicznych miejscowości, potwierdzali, że w październiku 1984 r. widywali w tej okolicy samochody wojskowe, często nyski, i wojskowych którzy czynili jakieś przygotowania, mieli dowozić żywność, panował tam wzmożony ruch. Nie mogłam uwierzyć, że niektórzy do dziś boją się mówić więcej na ten temat, bo „ciężarówki jeżdżą po ulicach i powodują wypadki drogowe”. Ludzie pamiętają też, że bunkier w Kazuniu odwiedził kiedyś prymas Polski kard. Józef Glemp, co potwierdzają obecnie osoby towarzyszące wtedy prymasowi.

Przeprowadzone przeze mnie wywiady z prok. Andrzejem Witkowskim, a także jego książki dowodzą, że wątek kazuński sam się uzasadnia na podstawie dokumentów oraz z łańcucha przesłanek: rekonstrukcji operacji porwania księdza, analizy jego obrażeń oraz plam pośmiertnych na ciele Popiełuszki, a także z zeznań świadków i wielu innych danych. Innymi słowy, wynika to z materiału, który wymusza ponowne pytania o czas, miejsce i sprawstwo zbrodni na ks. Jerzym. To wszystko, w mojej ocenie, powinno zostać procesowo zweryfikowane, a same bunkry powinny zostać poddane stosownym czynnościom procesowym. Obecnie przecież istnieją bardzo wysublimowane metody identyfikacji śladów kryminalistycznych, nawet sprzed wielu lat. Dopiero ewentualne wyniki szczegółowych badań dostarczyłyby podstaw do formułowania dalszych, jeszcze bardziej kategorycznych wniosków.  

 

Inne źródła powyższej hipotezy

- Czy napotkała Pani Doktor na te wątki też gdzie indziej?

- Istotne w tym zakresie hipotezy sformułował również w swoich publikacjach red. Piotr Litka np. o wrzuceniu ciała księdza do Wisły 25 października (m.in. na podstawie przytoczonych relacji świadków obecnych tego dnia w rejonie tamy we Włocławku), o dwukrotnym wydobywaniu zwłok ks. Jerzego z rzeki - „nieoficjalnym” 26 października i dopiero później „oficjalnym” 30 października, a także o możliwym ukryciu ciała w prosektorium szpitala we Włocławku. W filmie dokumentalnym Piotra Litki i Przemysława Wojciechowskiego  pojawia się nawet wypowiedź prosektora, który 26 października dokonywał pierwszej sekcji zwłok księdza(!). Lektura książek i artykułów red. Litki oraz obejrzane ostatnio materiały dokumentalne jego autorstwa, także pozwoliły mi zobaczyć wyraźniej, jak wiele elementów tej układanki nie pasuje do obrazu sprawy rzekomo „zamkniętej” w 1985 roku. Litka całymi latami bronił zresztą ustaleń prok. Witkowskiego (jeden z tekstów nawet wprost zatytułował: Dlaczego bronię prok. Witkowskiego?).

Są też inne źródła, np. w książce pt. „Księżobójcy” wydanej w 2016 roku przez dziennikarza śledczego Leszka Szymowskiego jest zamieszczona jego rozmowa z jednym z porywaczy księdza - Leszkiem Pękalą przeprowadzona w 2008 roku. Pękala mówił: „Księdza zabrali ci wojskowi nyską. Pojechali do Kazunia. Tam go zatłukli po sześciu dniach tortur…”.

Ponadto, w jednym z wywiadów udzielonym Magdalenie T. Kot, Pękala mówił: „Nie jestem zabójcą. Nigdy nikogo nie zabiłem. (…). Nie byłem przy jego śmierci i wiem też, że nie dokonał tego Piotrowski... Myśmy zostawili księdza żywego, nawet nie pobitego. Miał owszem, związane ręce, ale nie był przez nas bity (…). Założenia były takie, by go nastraszyć, może nakłonić do współpracy”.

W tej chwili materiałów na ten temat jest już bardzo dużo, nie tak, jak było w latach 80. czy nawet 90., kiedy nie istniał jeszcze IPN w obecnym kształcie. Dlatego jesteśmy w innym miejscu, jeśli chodzi o możliwość ujawniania prawdy, znamy fakty, które do tej pory były niedostępne. Z pewnością, pojawią się kolejne.

Dodam jeszcze, że sama też pamiętam, jak lekarka księdza, dr Barbara Jarmużyńska – Janiszewska opowiadała mi, że do jej mieszkania w Warszawie 21 października 1984 r. r przyszli w mundurach funkcjonariusze Milicji Obywatelskiej i żądali sporządzenia listy leków, które przyjmował Popiełuszko. Chciała jechać z nimi, żeby je podać księdzu, ale jej nie pozwolono, podała więc nazwy. Była przekonana, że ks. Jerzy wtedy jeszcze żył, wydawało jej się logiczne, że nie miał przy sobie leków, które na stałe musiał przyjmować, a że nie mógł bez nich funkcjonować, zażądano od niej nazwy, by je księdzu podać. Oprawcy mieli jeszcze wtedy najwyraźniej nadzieję, że ks. Popiełuszko przeżyje, że zgodzi się na współpracę ze służbami.

 

Przejęcie przez służby wojskowe?

- W nowych materiałach pojawia się także hipoteza udziału trzeciego samochodu. Czy oznacza to przejęcie księdza Jerzego przez służby wojskowe (WSW) w okolicy Górska?

- Prokurator Witkowski jednoznacznie stwierdza na podstawie prowadzonych przez siebie dwóch śledztw, a także nowych materiałów i relacji świadków, że ksiądz został przejęty przez innych funkcjonariuszy, zapewne ze służb wojskowych. I że to oni przewieźli księdza do Kazunia i uwięzili na dłużej w przygotowanym zawczasu bunkrze, a po upływie sześciu dni zamordowali.

Hipoteza trzeciego samochodu opiera się m.in. na eksperymencie z milicyjnym psem tropiącym oraz zeznaniach jego przewodnika, sierżanta Romana Nowaka. Pies, po nawęszeniu fotela Golfa, gdzie siedział ks. Popiełuszko, dwa lub trzy razy podjął ten sam trop i za każdym razem zgubił ślad w tym samym punkcie, około 200 metrów dalej, przy bocznej drodze w Górsku, co jednoznacznie wskazuje, że ks. Jerzy musiał zostać tam wepchnięty do innego auta – a więc nie trafił do bagażnika Fiata 125p, jak głosi peerelowska wersja oficjalna.

Istotne są też zeznania funkcjonariuszy wojskowych (WSW), których ustalił w śledztwie i przesłuchał prok. Andrzej Witkowski (sic!), a także relacja złożona przed nim przez niejakiego K. - funkcjonariusza Biura „B” MSW (w resortowym żargonie tzw. „betki”) – więcej na ten temat jest w moich wywiadach z prokuratorem.

Jak twierdzi prok. Andrzej Witkowski, pojawienie się trzeciego samochodu z funkcjonariuszami służb wojskowych oznacza, że cywilni porywacze pełnili rolę „słupów”, a po uprowadzeniu przekazali księdza innym sprawcom, co wymusza korektę dotychczasowej kwalifikacji ich udziału – z wykonawców zabójstwa na współuczestników operacji, w której zasadniczą rolę odgrywał aparat wojskowy.

- Przejęcie księdza przez wojskowych oznacza więc zakwestionowanie tzw. „wersji bagażnikowej”? Księdza Jerzego nie było w bagażniku Fiata porywaczy?

- Wszystko na to wskazuje. Potwierdzają to specjalistyczne oględziny Fiata porywaczy, które wykazały, że w bagażniku nie było nawet śladowej ilości krwi, podczas gdy sekcja zwłok ks. Jerzego jednoznacznie dowodzi, że był on długo i brutalnie bity, „z obfitym krwawieniem” (co widać też na zdjęciach po wyłowieniu ciała z Wisły). Także lekarz pogotowia ratunkowego, który 19 października 1984 roku przybył do kierowcy księdza Waldemara Chrostowskiego, zeznał już 20 października 1984 r., że usłyszał od kierowcy wersję o umieszczeniu ks. Jerzego „na tyle innego auta”, nie zaś w bagażniku samochodu SB.

Przyjęcie hipotezy trzeciego auta, jak podkreśla prok. Witkowski, podważa wiarygodność całego toruńskiego wyroku jako opartego na zafałszowanej rekonstrukcji zdarzeń, a tym samym otwiera drogę do postulatu wznowienia procesu toruńskiego i ponownej oceny dowodów w świetle nowych ustaleń.

 

Manipulacje dotyczące sekcji zwłok

- Istnieją również przesłanki sugerujące manipulacje w dokumentacji z sekcji zwłok ks. Jerzego Popiełuszki. Czy wiadomo, na czym te nieprawidłowości mogły polegać?

- Wyniki sekcji zwłok ks. Popiełuszki przeprowadzonej w Zakładzie Medycyny Sądowej w Białymstoku pod kierunkiem prof. Marii Byrdy i dr. Tadeusza Jóźwika są publicznie znane. Biegli ci 31 października 1984 r. sporządzili ,,Protokół oględzin zewnętrznych i wewnętrznych zwłok Jerzego Popiełuszki” wydając zarazem „Opinię tymczasową” ale potem, już w trakcie śledztwa i procesu toruńskiego pojawiły się kolejne opinie, a nawet sprostowania (sic!) do tych wcześniej wydanych.

Ich lektura każe stawiać przede wszystkim pytania, dlaczego w tych opiniach zupełnie pominięto próbę określenia czasu śmierci księdza – mimo że określenie daty zgonu to elementarne zadanie medycyny sądowej. Nie wykonali też, jak ustalił prokurator Witkowski, rutynowych badań płynu mózgowo‑rdzeniowego ani ciała szklistego oka, które pozwoliłyby z dużą precyzją określić, ile dni upłynęło od zgonu. Ustalenie tych danych nie pasowałoby do wersji wydarzeń, jaką w tym czasie wymyślili już funkcjonariusze MSW i którą przyjęto w procesie toruńskim.

Prokurator Witkowski przesłuchiwał w śledztwie w śledztwie IPN doktora Jóźwika, który wspominał o „smutnych panach”, którzy pilnowali prosektorium i „prawidłowości opiniowania”. Dr Jóźwik przyznał, że sekcyjny „raport był taki jak kazano”.

 

- Dlatego w toku prowadzonego przez IPN śledztwa w 2002 roku został powołany dodatkowy zespół biegłych medyków do oceny wyników sekcji zwłok?

- Tak, w 2002 r. na potrzeby oceny białostockiej sekcji, prok. Andrzej Witkowski powołał zespół trzech biegłych profesorów medycyny: prof. dr. hab. n. med. Aleksandra Dubrzyńskiego z Zakładu Medycyny Sądowej Akademii Medycznej w Warszawie, prof. dr. hab. n. med. Władysława Nasiłowskiego z Zakładu Medycyny Sądowej Śląskiej Akademii Medycznej w Katowicach i dr. Jana Dzidę z Zakładu Medycyny Sądowej Wojskowej Akademii Medycznej w Łodzi. Reprezentowali oni różne, niezależne naukowe ośrodki badawcze. Każdemu z biegłych przekazano odrębnie pełną dokumentację. Była to cała procedura, którą kierował ówczesny prezes IPN prof. Leon Kieres.

Jak stwierdza prokurator Witkowski, z opinii każdego z biegłych medyków wynika, iż funkcje życiowe ks. Popiełuszki ustały kilka dni przed badaniem sekcyjnym, 25 a najpóźniej 26 października 1984 roku (argument ten okazał się spójny z zeznaniami świadków, którzy mieli widzieć, jak ciało księdza wrzucono do Wisły z tamy przed północą 25 października).

- Jakie znaczenie mają te ustalenia dla całości sprawy?

- Ustalenie innego czasu i miejsca zbrodni niż te przyjęte w wersji toruńskiej przesuwa ciężar całej sprawy: od „prostego” porwania zakończonego po dwóch godzinach zabójstwem na tamie, do wielodniowej operacji specjalnej z udziałem struktur wojskowych. Oznacza to inne sprawstwo wykonawcze - nie tylko trzej porywacze z Departamentu IV, ale także funkcjonariusze służb wojskowych, inny cel uprowadzenia, czyli złamanie księdza, werbunek, wymuszenie na nim zgody na wyjazd do Rzymu, wykorzystanie go jako agenta w otoczeniu Jana Pawła II. To cała odsłona mechanizmów PRL‑owskiego państwa: nie mamy do czynienia z „incydentem”, ale z modelowym przykładem połączenia aparatu bezpieczeństwa, prokuratury, sądu, medycyny sądowej i propagandy w celu wytworzenia wygodnej narracji, która miała uspokoić opinię publiczną i osłonić realnych decydentów.

 

Wpływ na proces kanonizacyjny?

- A czy nowe ustalenia i dowody mogą mieć wpływ na proces kanonizacyjny bł. ks. Jerzego Popiełuszki?

- W przypadku ks. Popiełuszki sprawa jest jasna. W procesie beatyfikacyjnym stwierdzono jego męczeństwo za wiarę. I ono jest niepodważalne. Ksiądz Jerzy jest błogosławionym męczennikiem, który poniósł śmierć za Chrystusa. Może nawet cierpiał o wiele dłużej, niż przyjęto to w tym procesie zakończonym beatyfikacją ks. Jerzego w 2010 roku.

Natomiast w procesie kanonizacyjnym bada się cud za wstawiennictwem błogosławionego. Taki cud jest obecnie badany, postępowanie toczy się na etapie watykańskim. Natomiast nowe dowody i ustalenia pojawiające się wraz z odkrywaniem nowych materiałów i dokumentów mogą prowadzić jedynie do skorygowania dat i opisów w życiorysie ks. Popiełuszki, co wydaje się oczywiste, natomiast nie znoszą ani tytułu męczennika, ani ważności beatyfikacji, ani samej możliwości kanonizacji. Co więcej, przyszła kanonizacja może być okazją do korekty w opisie okoliczności męczeństwa ks. Jerzego, jeżeli do tej pory zostałyby one ostatecznie wyjaśnione.

- Ale gdy fakty pokażą, że data śmierci jest inna, to czy wspomnienie liturgiczne ks. Popiełuszki będzie innego dnia, niż 19 października?

- To już sprawa decyzji Kościoła, jeśli ustalono by ostatecznie inną datę śmierci. Jednak, 19 października to był dzień, w którym zaczęła się droga krzyżowa ks. Popiełuszki. Jest to data ustalona już w kalendarzu liturgicznym. Jest też wyryta mocno w naszej pamięci zbiorowej, więc trudno byłoby ją zmieniać. Ale, w moim odczuciu, nie ma także potrzeby. Wspomnienie liturgiczne nie musi być tego dnia, w którym nastąpiła śmierć świętego. Zauważmy, np. Jan Paweł II zmarł 2 kwietnia, a wspomnienie liturgiczne jest 22 października. Podobnie bywa w przypadku innych osób wyniesionych na ołtarze.

 

Wywiady z prok. Witkowskim

- Wspomina Pani o cyklu wywiadów z prokuratorem Andrzejem Witkowskim, jaki jest ich cel i gdzie można je przeczytać?

- Celem cyklu jest publiczna, źródłowa weryfikacja tzw. „wersji oficjalnej” zbrodni na ks. Jerzym Popiełuszce i przedstawienie szerokiemu odbiorcy nowych ustaleń śledczych prok. Andrzeja Witkowskiego. Wywiady ukazały się jako czteroczęściowy cykl rozmów z prokuratorem Witkowskim na portalu niedziela.pl

 

Poszerzona biografia

- Pracuje Pani również nad nową, dwutomową biografią ks. Jerzego Popiełuszki. Co nowego czytelnicy znajdą w tych publikacjach i kiedy planowana jest ich premiera?

- Nowa, dwutomowa biografia będzie zawierać m.in. zaktualizowaną wersję dotychczasowej narracji o zbrodni na ks. Jerzym, bo w świetle nowych ustaleń i faktów nie ma już powrotu do peerelowskiej wersji toruńskiej. Mam nadzieję, że oba tomy ukażą się jeszcze w tym roku.

- Dlaczego Pani zdaniem tak istotne jest rzetelne postawienie pytania o to, co naprawdę wydarzyło się w październiku 1984 roku? I jakie znaczenie ma dziś prawda o tych wydarzeniach?

- Prawda ta ma dziś znaczenie na kilku poziomach: po pierwsze, jest elementarnym aktem sprawiedliwości wobec osoby bł. ks. Jerzego – jego męczeństwa nie wolno „dopasowywać” do scenariusza napisanego przez aparat bezpieczeństwa. Po drugie, uczciwe opisanie zbrodni, wraz z ujawnieniem konkretnych struktur i mechanizmów zakłamywania, jest warunkiem poważnego rozliczenia komunizmu i odbudowy zaufania do państwa prawa – bez tego pozostaje w mocy fałszywy wyrok, oparty na sfabrykowanych lub zatajonych dowodach. Po trzecie wreszcie, chodzi o formację pamięci zbiorowej: jeśli zaakceptujemy, że w tak kluczowej sprawie można „dla świętego spokoju” przymknąć oko na fakty, wychowujemy całe pokolenia w przekonaniu, że wygoda ważniejsza jest niż wierność prawdzie – a to jest w jaskrawej sprzeczności zarówno z przesłaniem ks. Jerzego, jak i z etosem wolnej Polski.

Jako badaczka wiem, że historia nie jest zbiorem dogmatów, lecz procesem ciągłej weryfikacji narracji na podstawie dostępnych źródeł. Ale w tym przypadku stawką nie jest tylko poprawność rekonstrukcji wydarzeń. Stawką jest to, czy dopuścimy, by sprawa męczeństwa ks. Popiełuszki pozostała na zawsze przykryta narracją zaprojektowaną w gabinetach służb specjalnych. To byłoby – mówię to w pełni świadomie – współuczestnictwem w przedłużeniu skutków tamtego kłamstwa.

- Nie boi się Pani teraz ostracyzmu czy nawet ataków ze strony środowisk, dla których oficjalna wersja zbrodni jest wygodna i które nie chcą weryfikować faktów i ustalać całej prawdy o okolicznościach śmierci ks. Popiełuszki? 

- W tym momencie jest dla mnie jasne, że nie ma innej drogi. Po 41 latach od zbrodni zmienił się stan wiedzy na ten temat i nie da się już wrócić do wielu fałszywych ustaleń procesu toruńskiego. Nie ma też powrotu do wygodnych uproszczeń, które na lata unieruchomiły myślenie o tej zbrodni. Zbyt wiele elementów się nie zgadza. Zbyt wiele pytań wciąż pozostaje bez odpowiedzi. Zbyt często próbowano przykryć fakty formułą: „sprawa jest zamknięta”.

W ostatnich latach pojawiło się zbyt wiele nowych ustaleń, o których rozmawiamy. Jeżeli ktoś teraz wciąż mówi, że „wszystko już wiadomo o śmierci ks. Jerzego”  albo że „wszystko zostało wyjaśnione w procesie toruńskim”, ten w praktyce oczekuje od badaczy oraz od opinii publicznej przyzwolenia na kłamstwo. Jeśli prawdą jest, że scenariusz śmierci ks. Jerzego był inny - rozciągnięty w czasie, bardziej okrutny i zarazem cynicznie „uporządkowany” pod oficjalny przekaz - trzeba to nazwać po imieniu. W imię prawdy – pisanej przez duże P.

rozmawiała Anna Rasińska, ar


 

POLECANE
Nie żyje 26-letnia influencerka. Ta wiadomość wstrząsnęła fanami Wiadomości
Nie żyje 26-letnia influencerka. Ta wiadomość wstrząsnęła fanami

Świat obiegła tragiczna wiadomość o śmierci Luli Lahfah, 26-letniej influencerki z Indonezji. Jej ciało znaleziono w apartamentowcu w prestiżowej dzielnicy Dharmawangsa w południowej Dżakarcie wieczorem 23 stycznia 2026 roku. Jak poinformowała lokalna policja, funkcjonariusze współpracują z rodziną, by ustalić dokładne okoliczności tragedii.

Czołowe zderzenie pod Grudziądzem. Są ranni, w tym troje dzieci z ostatniej chwili
Czołowe zderzenie pod Grudziądzem. Są ranni, w tym troje dzieci

Media obiegła informacja o tragicznym wypadku, do którego doszło w miejscowości Kłódka koło Grudziądza (woj. kujawsko-pomorskie). Droga jest zablokowana.

Prezydent: Polska, Litwa i Ukraina mierzą się z tym samym problemem Wiadomości
Prezydent: Polska, Litwa i Ukraina mierzą się z tym samym problemem

Niezależnie od ustroju jaki panuje w Rosji, to jest ona wciąż zagrożeniem dla regionu Europy Środkowej i Europy Wschodniej - podkreślił w niedzielę w Wilnie prezydent Karol Nawrocki podczas konferencji z przywódcami Litwy i Ukrainy.

Warszawskie zoo ma nowego mieszkańca Wiadomości
Warszawskie zoo ma nowego mieszkańca

Warszawskie zoo może pochwalić się nowym, wyjątkowym mieszkańcem. Półtora tygodnia temu na świat przyszedł tam kanczyl jawajski - niewielkie i bardzo rzadkie zwierzę pochodzące z Azji.

Erika Steinbach znów domaga się od Polski odszkodowań: To gigantyczny dług do spłacenia z ostatniej chwili
Erika Steinbach znów domaga się od Polski odszkodowań: To gigantyczny dług do spłacenia

Po tym, jak jeden z wiceszefów Alternatywy dla Niemiec (AfD) Kay Gottschalk zasugerował na platformie X, że Polska powinna zapłacić Niemcom 1,3 bln euro „odszkodowania” za rzekomy współudział w sabotażu Nord Stream, była szefowa niemieckiego Związku Wypędzonych powróciła z tematem odszkodowań za „wypędzenia” Niemców z tzw. Ziem Odzyskanych.

Nowy rozdział w astronomii. Ruszył gigantyczny projekt w Chile Wiadomości
Nowy rozdział w astronomii. Ruszył gigantyczny projekt w Chile

W sercu pustyni Atakama w Chile rusza budowa CTAO - nowoczesnego obserwatorium, które pozwoli zgłębiać promieniowanie gamma i odkrywać największe tajemnice Wszechświata.

Polacy na podium Pucharu Świata w Inzell Wiadomości
Polacy na podium Pucharu Świata w Inzell

Panczenista Damian Żurek powtórzył osiągnięcie z piątku i wygrał rywalizację Pucharu Świata w Inzell na 500 m. Polak czasem 34,06 ustanowił rekord toru, wyprzedził o 0,06 s Amerykanina Jordana Stolza. Trzeci był Marek Kania, który stracił 0,23 s.

Polska wypłaci katom Polaków odszkodowania i nada uprawnienia kombatanckie? Jest projekt ustawy tylko u nas
Polska wypłaci katom Polaków odszkodowania i nada uprawnienia kombatanckie? Jest projekt ustawy

W Sejmie znalazła się ustawa, która jeśli wejdzie w życie, pozwoli banderowcom i potomkom sowieckich kolaborantów różnych formacji, wśród których było wielu Żydów, domagać się odszkodowań (druk 2030).

Niemiecki think-tank: Czy Trump zniszczy Zachód czy zbuduje nowy? z ostatniej chwili
Niemiecki think-tank: Czy Trump zniszczy Zachód czy zbuduje nowy?

Analiza niemieckiego think tanku SWP (Stiftung Wissenschaft und Politik) autorstwa Johannesa Thimma, zatytułowana "Systemsprenger – Donald Trump und die Erosion der Demokratie in den USA", kreśli obraz prezydenta Stanów Zjednoczonych, który nie tylko eroduje demokrację wewnętrzną, ale także podważa liberalny porządek międzynarodowy.

Mocne słowa prezydenta w Wilnie. Tyranie opierają się na strachu z ostatniej chwili
Mocne słowa prezydenta w Wilnie. "Tyranie opierają się na strachu"

– Historia uczy, że tyranie opierają się na strachu i zapomnieniu. Wolność natomiast opiera się na pamięci i solidarności – powiedział w niedzielę prezydent Polski Karol Nawrocki w Katedrze Wileńskiej podczas uroczystości upamiętniających 163. rocznicą wybuchu powstania styczniowego.

REKLAMA

[wywiad] Dr Milena Kindziuk: Oficjalna wersja zbrodni na ks. Popiełuszce traci spójność i wymaga rewizji

Pojawiły się nowe tropy: dokumenty, analizy, relacje świadków, materialne przedmioty i miejsca, a także kolejne ekspertyzy dotyczące męczeńskiej śmierci kapelana Solidarności. Dr Milena Kindziuk, biografka bł. ks. Jerzego Popiełuszki i wykładowca Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, podkreśla, że w świetle nowych ustaleń tzw. oficjalna wersja zbrodni na duchownym traci spójność i wymaga dziś zasadniczej rewizji.
Milena Kindziuk
Milena Kindziuk / KAI

Co musisz wiedzieć: 

  • Po 41 latach od śmierci bł. ks. Jerzego Popiełuszki szereg informacji domaga się ponownej weryfikacji i rewizji;
  • Milena Kindziuk, powołując się m.in. do ustaleń prokuratora Andrzej Witkowskiego mówi m.in. o innym miejscu i dacie śmierci zamordowanego przez władze PRL kapłana;
  • Biografka ks. Popiełuszki odnosi się m.in. do manipulacji w dokumentacji z sekcji zwłok, potrzebie poszerzenia biografii błogosławionego oraz ewentualnym wpływie nowych informacji na proces kanonizacyjny.

 

Rewizja okoliczności śmierci

Anna Rasińska (KAI): W swoich najnowszych publikacjach poddaje Pani krytycznej analizie oficjalną, „peerelowską” wersję okoliczności śmierci ks. Jerzego Popiełuszki, przyjętą w procesie toruńskim. Co skłoniło Panią do zakwestionowania tej narracji?

Dr Milena Kindziuk (biografka bł. ks. Popiełuszki, wykładowca na UKSW w Warszawie): Po 41 latach od zbrodni – co wydaje się naturalne - pojawiły się nowe tropy: dokumenty, analizy, relacje świadków, materialne przedmioty i miejsca, a także kolejne ekspertyzy. To wszystko sprawia, że tak zwana „wersja oficjalna” zbrodni na ks. Popiełuszce, przekazana nam przez władze PRL na starannie wyreżyserowanym procesie toruńskim na przełomie roku 1984/1985, traci spójność i wymaga dziś zasadniczej rewizji.

Punktem zwrotnym w jej zakwestionowaniu stała się też dla mnie dla mnie najnowsza książka prokuratora Andrzeja Witkowskiego „Bolesne tajemnice ks. Popiełuszki. Śladami prawdy” (wchodząca właśnie na rynek), zawierająca rzetelne analizy i uzasadnienia. Prokurator Witkowski prowadził w tej sprawie dwa postępowania: w latach 1990–1991 - z ramienia Prokuratury w Ministerstwie Sprawiedliwości oraz w latach 2002–2004 - w strukturach Instytutu Pamięci Narodowej, i dziś ma chyba największą wiedzę na ten temat, o czym przekonałam się także po przeprowadzeniu z nim serii wywiadów. Dlatego po zapoznaniu się z nowymi materiałami, po trzydziestu latach kwerend, konfrontowania źródeł i badań, które prowadzę nad życiem, działalnością oraz męczeńską śmiercią ks. Jerzego, czuję się w obowiązku już nie powtarzać przyjętej dotąd narracji, choć wiem, że narusza to utrwalony symboliczny porządek pamięci. I nie chodzi tu o „inną interpretację” wydarzeń, lecz o zgodność albo niezgodność faktów. Chodzi o nowy stan badań, który stanowczo podważa opowieści utrwalone w procesie toruńskim.

 

Data i miejsce śmierci

- W nowych ustaleniach pojawia się kwestia innego czasu i miejsca dokonania zbrodni niż te przyjęte w oficjalnej wersji. 

-Tak, ks. Jerzy mógł zginąć nie 19 października, lecz dopiero w południe 25 października 1984 roku, po kilku dniach przesłuchań, nacisków, a w końcu tortur.

- Gdzie? 

- Najprawdopodobniej w bunkrach wojskowych w Kazuniu Polskim. Bunkry już 10 października 1984 r. zostały przygotowane dla Popiełuszki przez porywaczy: Leszka Pękalę i Waldemara Chmielewskiego. Oni sami o tym otwarcie mówili w czasie śledztwa. Jak ustalił prok. Witkowski, po uprowadzeniu ksiądz miał zostać tam poddany szantażowi na podstawie spreparowanych fałszywek przygotowanych wcześniej przez Grzegorza Piotrowskiego. Jeżeli to by nie pomogło i wciąż by odmawiał podpisania zobowiązania do współpracy, oprawcy mieli zastosować wobec niego tortury fizyczne. To wskazuje też na to, że celem porwania nie było zabicie księdza, ale pozyskanie go do współpracy ze służbami. Gdyby chciano go od razu zabić, uczyniono by to tak, że najprawdopodobniej nikt nigdy nie znalazłby ciała.

- Bunkier w Kazuniu był usytuowany na terenie wojskowym, tak?

- Tak, był dobrze strzeżony, niedostępny dla osób postronnych, dogodny dla dojazdu środkami transportu. Wydawał się idealnym miejscem na tego rodzaju tajne operacje, które prowadziły służby wojskowe.

Byłam w tym bunkrze, wygląda przerażająco. Gdy niedawno, kilkakrotnie rozmawiałam z mieszkańcami okolicznych miejscowości, potwierdzali, że w październiku 1984 r. widywali w tej okolicy samochody wojskowe, często nyski, i wojskowych którzy czynili jakieś przygotowania, mieli dowozić żywność, panował tam wzmożony ruch. Nie mogłam uwierzyć, że niektórzy do dziś boją się mówić więcej na ten temat, bo „ciężarówki jeżdżą po ulicach i powodują wypadki drogowe”. Ludzie pamiętają też, że bunkier w Kazuniu odwiedził kiedyś prymas Polski kard. Józef Glemp, co potwierdzają obecnie osoby towarzyszące wtedy prymasowi.

Przeprowadzone przeze mnie wywiady z prok. Andrzejem Witkowskim, a także jego książki dowodzą, że wątek kazuński sam się uzasadnia na podstawie dokumentów oraz z łańcucha przesłanek: rekonstrukcji operacji porwania księdza, analizy jego obrażeń oraz plam pośmiertnych na ciele Popiełuszki, a także z zeznań świadków i wielu innych danych. Innymi słowy, wynika to z materiału, który wymusza ponowne pytania o czas, miejsce i sprawstwo zbrodni na ks. Jerzym. To wszystko, w mojej ocenie, powinno zostać procesowo zweryfikowane, a same bunkry powinny zostać poddane stosownym czynnościom procesowym. Obecnie przecież istnieją bardzo wysublimowane metody identyfikacji śladów kryminalistycznych, nawet sprzed wielu lat. Dopiero ewentualne wyniki szczegółowych badań dostarczyłyby podstaw do formułowania dalszych, jeszcze bardziej kategorycznych wniosków.  

 

Inne źródła powyższej hipotezy

- Czy napotkała Pani Doktor na te wątki też gdzie indziej?

- Istotne w tym zakresie hipotezy sformułował również w swoich publikacjach red. Piotr Litka np. o wrzuceniu ciała księdza do Wisły 25 października (m.in. na podstawie przytoczonych relacji świadków obecnych tego dnia w rejonie tamy we Włocławku), o dwukrotnym wydobywaniu zwłok ks. Jerzego z rzeki - „nieoficjalnym” 26 października i dopiero później „oficjalnym” 30 października, a także o możliwym ukryciu ciała w prosektorium szpitala we Włocławku. W filmie dokumentalnym Piotra Litki i Przemysława Wojciechowskiego  pojawia się nawet wypowiedź prosektora, który 26 października dokonywał pierwszej sekcji zwłok księdza(!). Lektura książek i artykułów red. Litki oraz obejrzane ostatnio materiały dokumentalne jego autorstwa, także pozwoliły mi zobaczyć wyraźniej, jak wiele elementów tej układanki nie pasuje do obrazu sprawy rzekomo „zamkniętej” w 1985 roku. Litka całymi latami bronił zresztą ustaleń prok. Witkowskiego (jeden z tekstów nawet wprost zatytułował: Dlaczego bronię prok. Witkowskiego?).

Są też inne źródła, np. w książce pt. „Księżobójcy” wydanej w 2016 roku przez dziennikarza śledczego Leszka Szymowskiego jest zamieszczona jego rozmowa z jednym z porywaczy księdza - Leszkiem Pękalą przeprowadzona w 2008 roku. Pękala mówił: „Księdza zabrali ci wojskowi nyską. Pojechali do Kazunia. Tam go zatłukli po sześciu dniach tortur…”.

Ponadto, w jednym z wywiadów udzielonym Magdalenie T. Kot, Pękala mówił: „Nie jestem zabójcą. Nigdy nikogo nie zabiłem. (…). Nie byłem przy jego śmierci i wiem też, że nie dokonał tego Piotrowski... Myśmy zostawili księdza żywego, nawet nie pobitego. Miał owszem, związane ręce, ale nie był przez nas bity (…). Założenia były takie, by go nastraszyć, może nakłonić do współpracy”.

W tej chwili materiałów na ten temat jest już bardzo dużo, nie tak, jak było w latach 80. czy nawet 90., kiedy nie istniał jeszcze IPN w obecnym kształcie. Dlatego jesteśmy w innym miejscu, jeśli chodzi o możliwość ujawniania prawdy, znamy fakty, które do tej pory były niedostępne. Z pewnością, pojawią się kolejne.

Dodam jeszcze, że sama też pamiętam, jak lekarka księdza, dr Barbara Jarmużyńska – Janiszewska opowiadała mi, że do jej mieszkania w Warszawie 21 października 1984 r. r przyszli w mundurach funkcjonariusze Milicji Obywatelskiej i żądali sporządzenia listy leków, które przyjmował Popiełuszko. Chciała jechać z nimi, żeby je podać księdzu, ale jej nie pozwolono, podała więc nazwy. Była przekonana, że ks. Jerzy wtedy jeszcze żył, wydawało jej się logiczne, że nie miał przy sobie leków, które na stałe musiał przyjmować, a że nie mógł bez nich funkcjonować, zażądano od niej nazwy, by je księdzu podać. Oprawcy mieli jeszcze wtedy najwyraźniej nadzieję, że ks. Popiełuszko przeżyje, że zgodzi się na współpracę ze służbami.

 

Przejęcie przez służby wojskowe?

- W nowych materiałach pojawia się także hipoteza udziału trzeciego samochodu. Czy oznacza to przejęcie księdza Jerzego przez służby wojskowe (WSW) w okolicy Górska?

- Prokurator Witkowski jednoznacznie stwierdza na podstawie prowadzonych przez siebie dwóch śledztw, a także nowych materiałów i relacji świadków, że ksiądz został przejęty przez innych funkcjonariuszy, zapewne ze służb wojskowych. I że to oni przewieźli księdza do Kazunia i uwięzili na dłużej w przygotowanym zawczasu bunkrze, a po upływie sześciu dni zamordowali.

Hipoteza trzeciego samochodu opiera się m.in. na eksperymencie z milicyjnym psem tropiącym oraz zeznaniach jego przewodnika, sierżanta Romana Nowaka. Pies, po nawęszeniu fotela Golfa, gdzie siedział ks. Popiełuszko, dwa lub trzy razy podjął ten sam trop i za każdym razem zgubił ślad w tym samym punkcie, około 200 metrów dalej, przy bocznej drodze w Górsku, co jednoznacznie wskazuje, że ks. Jerzy musiał zostać tam wepchnięty do innego auta – a więc nie trafił do bagażnika Fiata 125p, jak głosi peerelowska wersja oficjalna.

Istotne są też zeznania funkcjonariuszy wojskowych (WSW), których ustalił w śledztwie i przesłuchał prok. Andrzej Witkowski (sic!), a także relacja złożona przed nim przez niejakiego K. - funkcjonariusza Biura „B” MSW (w resortowym żargonie tzw. „betki”) – więcej na ten temat jest w moich wywiadach z prokuratorem.

Jak twierdzi prok. Andrzej Witkowski, pojawienie się trzeciego samochodu z funkcjonariuszami służb wojskowych oznacza, że cywilni porywacze pełnili rolę „słupów”, a po uprowadzeniu przekazali księdza innym sprawcom, co wymusza korektę dotychczasowej kwalifikacji ich udziału – z wykonawców zabójstwa na współuczestników operacji, w której zasadniczą rolę odgrywał aparat wojskowy.

- Przejęcie księdza przez wojskowych oznacza więc zakwestionowanie tzw. „wersji bagażnikowej”? Księdza Jerzego nie było w bagażniku Fiata porywaczy?

- Wszystko na to wskazuje. Potwierdzają to specjalistyczne oględziny Fiata porywaczy, które wykazały, że w bagażniku nie było nawet śladowej ilości krwi, podczas gdy sekcja zwłok ks. Jerzego jednoznacznie dowodzi, że był on długo i brutalnie bity, „z obfitym krwawieniem” (co widać też na zdjęciach po wyłowieniu ciała z Wisły). Także lekarz pogotowia ratunkowego, który 19 października 1984 roku przybył do kierowcy księdza Waldemara Chrostowskiego, zeznał już 20 października 1984 r., że usłyszał od kierowcy wersję o umieszczeniu ks. Jerzego „na tyle innego auta”, nie zaś w bagażniku samochodu SB.

Przyjęcie hipotezy trzeciego auta, jak podkreśla prok. Witkowski, podważa wiarygodność całego toruńskiego wyroku jako opartego na zafałszowanej rekonstrukcji zdarzeń, a tym samym otwiera drogę do postulatu wznowienia procesu toruńskiego i ponownej oceny dowodów w świetle nowych ustaleń.

 

Manipulacje dotyczące sekcji zwłok

- Istnieją również przesłanki sugerujące manipulacje w dokumentacji z sekcji zwłok ks. Jerzego Popiełuszki. Czy wiadomo, na czym te nieprawidłowości mogły polegać?

- Wyniki sekcji zwłok ks. Popiełuszki przeprowadzonej w Zakładzie Medycyny Sądowej w Białymstoku pod kierunkiem prof. Marii Byrdy i dr. Tadeusza Jóźwika są publicznie znane. Biegli ci 31 października 1984 r. sporządzili ,,Protokół oględzin zewnętrznych i wewnętrznych zwłok Jerzego Popiełuszki” wydając zarazem „Opinię tymczasową” ale potem, już w trakcie śledztwa i procesu toruńskiego pojawiły się kolejne opinie, a nawet sprostowania (sic!) do tych wcześniej wydanych.

Ich lektura każe stawiać przede wszystkim pytania, dlaczego w tych opiniach zupełnie pominięto próbę określenia czasu śmierci księdza – mimo że określenie daty zgonu to elementarne zadanie medycyny sądowej. Nie wykonali też, jak ustalił prokurator Witkowski, rutynowych badań płynu mózgowo‑rdzeniowego ani ciała szklistego oka, które pozwoliłyby z dużą precyzją określić, ile dni upłynęło od zgonu. Ustalenie tych danych nie pasowałoby do wersji wydarzeń, jaką w tym czasie wymyślili już funkcjonariusze MSW i którą przyjęto w procesie toruńskim.

Prokurator Witkowski przesłuchiwał w śledztwie w śledztwie IPN doktora Jóźwika, który wspominał o „smutnych panach”, którzy pilnowali prosektorium i „prawidłowości opiniowania”. Dr Jóźwik przyznał, że sekcyjny „raport był taki jak kazano”.

 

- Dlatego w toku prowadzonego przez IPN śledztwa w 2002 roku został powołany dodatkowy zespół biegłych medyków do oceny wyników sekcji zwłok?

- Tak, w 2002 r. na potrzeby oceny białostockiej sekcji, prok. Andrzej Witkowski powołał zespół trzech biegłych profesorów medycyny: prof. dr. hab. n. med. Aleksandra Dubrzyńskiego z Zakładu Medycyny Sądowej Akademii Medycznej w Warszawie, prof. dr. hab. n. med. Władysława Nasiłowskiego z Zakładu Medycyny Sądowej Śląskiej Akademii Medycznej w Katowicach i dr. Jana Dzidę z Zakładu Medycyny Sądowej Wojskowej Akademii Medycznej w Łodzi. Reprezentowali oni różne, niezależne naukowe ośrodki badawcze. Każdemu z biegłych przekazano odrębnie pełną dokumentację. Była to cała procedura, którą kierował ówczesny prezes IPN prof. Leon Kieres.

Jak stwierdza prokurator Witkowski, z opinii każdego z biegłych medyków wynika, iż funkcje życiowe ks. Popiełuszki ustały kilka dni przed badaniem sekcyjnym, 25 a najpóźniej 26 października 1984 roku (argument ten okazał się spójny z zeznaniami świadków, którzy mieli widzieć, jak ciało księdza wrzucono do Wisły z tamy przed północą 25 października).

- Jakie znaczenie mają te ustalenia dla całości sprawy?

- Ustalenie innego czasu i miejsca zbrodni niż te przyjęte w wersji toruńskiej przesuwa ciężar całej sprawy: od „prostego” porwania zakończonego po dwóch godzinach zabójstwem na tamie, do wielodniowej operacji specjalnej z udziałem struktur wojskowych. Oznacza to inne sprawstwo wykonawcze - nie tylko trzej porywacze z Departamentu IV, ale także funkcjonariusze służb wojskowych, inny cel uprowadzenia, czyli złamanie księdza, werbunek, wymuszenie na nim zgody na wyjazd do Rzymu, wykorzystanie go jako agenta w otoczeniu Jana Pawła II. To cała odsłona mechanizmów PRL‑owskiego państwa: nie mamy do czynienia z „incydentem”, ale z modelowym przykładem połączenia aparatu bezpieczeństwa, prokuratury, sądu, medycyny sądowej i propagandy w celu wytworzenia wygodnej narracji, która miała uspokoić opinię publiczną i osłonić realnych decydentów.

 

Wpływ na proces kanonizacyjny?

- A czy nowe ustalenia i dowody mogą mieć wpływ na proces kanonizacyjny bł. ks. Jerzego Popiełuszki?

- W przypadku ks. Popiełuszki sprawa jest jasna. W procesie beatyfikacyjnym stwierdzono jego męczeństwo za wiarę. I ono jest niepodważalne. Ksiądz Jerzy jest błogosławionym męczennikiem, który poniósł śmierć za Chrystusa. Może nawet cierpiał o wiele dłużej, niż przyjęto to w tym procesie zakończonym beatyfikacją ks. Jerzego w 2010 roku.

Natomiast w procesie kanonizacyjnym bada się cud za wstawiennictwem błogosławionego. Taki cud jest obecnie badany, postępowanie toczy się na etapie watykańskim. Natomiast nowe dowody i ustalenia pojawiające się wraz z odkrywaniem nowych materiałów i dokumentów mogą prowadzić jedynie do skorygowania dat i opisów w życiorysie ks. Popiełuszki, co wydaje się oczywiste, natomiast nie znoszą ani tytułu męczennika, ani ważności beatyfikacji, ani samej możliwości kanonizacji. Co więcej, przyszła kanonizacja może być okazją do korekty w opisie okoliczności męczeństwa ks. Jerzego, jeżeli do tej pory zostałyby one ostatecznie wyjaśnione.

- Ale gdy fakty pokażą, że data śmierci jest inna, to czy wspomnienie liturgiczne ks. Popiełuszki będzie innego dnia, niż 19 października?

- To już sprawa decyzji Kościoła, jeśli ustalono by ostatecznie inną datę śmierci. Jednak, 19 października to był dzień, w którym zaczęła się droga krzyżowa ks. Popiełuszki. Jest to data ustalona już w kalendarzu liturgicznym. Jest też wyryta mocno w naszej pamięci zbiorowej, więc trudno byłoby ją zmieniać. Ale, w moim odczuciu, nie ma także potrzeby. Wspomnienie liturgiczne nie musi być tego dnia, w którym nastąpiła śmierć świętego. Zauważmy, np. Jan Paweł II zmarł 2 kwietnia, a wspomnienie liturgiczne jest 22 października. Podobnie bywa w przypadku innych osób wyniesionych na ołtarze.

 

Wywiady z prok. Witkowskim

- Wspomina Pani o cyklu wywiadów z prokuratorem Andrzejem Witkowskim, jaki jest ich cel i gdzie można je przeczytać?

- Celem cyklu jest publiczna, źródłowa weryfikacja tzw. „wersji oficjalnej” zbrodni na ks. Jerzym Popiełuszce i przedstawienie szerokiemu odbiorcy nowych ustaleń śledczych prok. Andrzeja Witkowskiego. Wywiady ukazały się jako czteroczęściowy cykl rozmów z prokuratorem Witkowskim na portalu niedziela.pl

 

Poszerzona biografia

- Pracuje Pani również nad nową, dwutomową biografią ks. Jerzego Popiełuszki. Co nowego czytelnicy znajdą w tych publikacjach i kiedy planowana jest ich premiera?

- Nowa, dwutomowa biografia będzie zawierać m.in. zaktualizowaną wersję dotychczasowej narracji o zbrodni na ks. Jerzym, bo w świetle nowych ustaleń i faktów nie ma już powrotu do peerelowskiej wersji toruńskiej. Mam nadzieję, że oba tomy ukażą się jeszcze w tym roku.

- Dlaczego Pani zdaniem tak istotne jest rzetelne postawienie pytania o to, co naprawdę wydarzyło się w październiku 1984 roku? I jakie znaczenie ma dziś prawda o tych wydarzeniach?

- Prawda ta ma dziś znaczenie na kilku poziomach: po pierwsze, jest elementarnym aktem sprawiedliwości wobec osoby bł. ks. Jerzego – jego męczeństwa nie wolno „dopasowywać” do scenariusza napisanego przez aparat bezpieczeństwa. Po drugie, uczciwe opisanie zbrodni, wraz z ujawnieniem konkretnych struktur i mechanizmów zakłamywania, jest warunkiem poważnego rozliczenia komunizmu i odbudowy zaufania do państwa prawa – bez tego pozostaje w mocy fałszywy wyrok, oparty na sfabrykowanych lub zatajonych dowodach. Po trzecie wreszcie, chodzi o formację pamięci zbiorowej: jeśli zaakceptujemy, że w tak kluczowej sprawie można „dla świętego spokoju” przymknąć oko na fakty, wychowujemy całe pokolenia w przekonaniu, że wygoda ważniejsza jest niż wierność prawdzie – a to jest w jaskrawej sprzeczności zarówno z przesłaniem ks. Jerzego, jak i z etosem wolnej Polski.

Jako badaczka wiem, że historia nie jest zbiorem dogmatów, lecz procesem ciągłej weryfikacji narracji na podstawie dostępnych źródeł. Ale w tym przypadku stawką nie jest tylko poprawność rekonstrukcji wydarzeń. Stawką jest to, czy dopuścimy, by sprawa męczeństwa ks. Popiełuszki pozostała na zawsze przykryta narracją zaprojektowaną w gabinetach służb specjalnych. To byłoby – mówię to w pełni świadomie – współuczestnictwem w przedłużeniu skutków tamtego kłamstwa.

- Nie boi się Pani teraz ostracyzmu czy nawet ataków ze strony środowisk, dla których oficjalna wersja zbrodni jest wygodna i które nie chcą weryfikować faktów i ustalać całej prawdy o okolicznościach śmierci ks. Popiełuszki? 

- W tym momencie jest dla mnie jasne, że nie ma innej drogi. Po 41 latach od zbrodni zmienił się stan wiedzy na ten temat i nie da się już wrócić do wielu fałszywych ustaleń procesu toruńskiego. Nie ma też powrotu do wygodnych uproszczeń, które na lata unieruchomiły myślenie o tej zbrodni. Zbyt wiele elementów się nie zgadza. Zbyt wiele pytań wciąż pozostaje bez odpowiedzi. Zbyt często próbowano przykryć fakty formułą: „sprawa jest zamknięta”.

W ostatnich latach pojawiło się zbyt wiele nowych ustaleń, o których rozmawiamy. Jeżeli ktoś teraz wciąż mówi, że „wszystko już wiadomo o śmierci ks. Jerzego”  albo że „wszystko zostało wyjaśnione w procesie toruńskim”, ten w praktyce oczekuje od badaczy oraz od opinii publicznej przyzwolenia na kłamstwo. Jeśli prawdą jest, że scenariusz śmierci ks. Jerzego był inny - rozciągnięty w czasie, bardziej okrutny i zarazem cynicznie „uporządkowany” pod oficjalny przekaz - trzeba to nazwać po imieniu. W imię prawdy – pisanej przez duże P.

rozmawiała Anna Rasińska, ar



 

Polecane