Wiemy, kogo Jarosław Kaczyński widzi na fotelu premiera
Co musisz wiedzieć:
- Tekst zawiera tezę, że Jarosław Kaczyński rozważa wystawienie Zbigniewa Boguckiego na kandydata na premiera, aby odświeżyć wizerunek PiS, zatrzymać spadki sondażowe i pogodzić wewnętrzne frakcje partii.
- PiS traci poparcie na rzecz Sławomira Mentzena i Grzegorza Brauna, a wewnętrzny konflikt między ludźmi Mateusza Morawieckiego a frakcją m.in. Mariusza Błaszczaka osłabia partię i zniechęca wyborców.
- Według autora Bogucki miał z dystansem podejść do propozycji zbyt wczesnego ogłoszenia kandydatury, a także napotkać rezerwę ze strony prezydenta Karola Nawrockiego, co sprawia, że ostateczna decyzja pozostaje otwarta.
Początek roku to dla Prawa i Sprawiedliwości niełatwy czas próby. Choć do wyborów parlamentarnych zostały niecałe dwa lata, sondażowy licznik bije na alarm. Najnowsze badania pokazują, że partia niebezpiecznie zbliża się do granicy 20 proc. poparcia, a wyborcy prawicowi, zamiast mobilizować się wokół największej partii opozycyjnej, coraz śmielej zerkają w stronę Konfederacji Krzysztofa Bosaka i Sławomira Mentzena, a nawet Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna. PiS traci punkty procentowe niemal z każdym miesiącem, a wizja spadku poniżej psychologicznej bariery 20 proc. wywołuje na Nowogrodzkiej nerwowe ruchy.
- Wyłączenia prądu w woj. pomorskim. Ważny komunikat dla mieszkańców
- KO z potężnym spadkiem, Konfederacja mocno w górę. Zobacz najnowszy sondaż
- Wyłączenia prądu w Małopolsce. Ważny komunikat dla mieszkańców
- Komunikat dla mieszkańców woj. śląskiego
- Wilki zaatakowały dziecko na dworcu kolejowym. Nastolatka ledwo uszła z życiem
- Sąd Okręgowy w Warszawie wydał Europejski Nakaz Aresztowania wobec Marcina Romanowskiego
- Polskę 2050 spotkało to samo co Polskę
Koniec ery „maślarzy” i „harcerzy”?
Wewnątrzpartyjna sytuacja PiS przypomina dziś kocioł, w którym kipi od wzajemnych pretensji i przepychanek dotyczących tego, kto byłby lepszym kandydatem na premiera. Publiczne starcia między frakcją „harcerzy” byłego premiera Mateusza Morawieckiego a obozem „maślarzy” skupiających takich polityków jak Tobiasz Bocheński, Mariusz Błaszczak czy Jacek Sasin przestały być tajemnicą poliszynela, a stały się od pewnego czasu elementem codziennych serwisów informacyjnych oraz wymiany ciosów na portalach społecznościowych. Wyborcy, zmęczeni tymi „wojenkami”, coraz częściej spoglądają w stronę Konfederacji i partii Brauna, widząc tam energię, której ich macierzystej partii zaczyna brakować.
Z tego faktu ma zdawać sobie sprawę Jarosław Kaczyński, który jako polityczny pragmatyk wie, że ogłoszona z początkiem roku „deklaracja jedności” to za mało, gdyż okazała się jedynie plastrem na otwarte złamanie. „Złej krwi” w partii jest wciąż dużo, a Jarosław Kaczyński zrozumiał, że jedynym sposobem na zatrzymanie tej destrukcji jest narzucenie nowej narracji i wskazanie lidera, wokół którego wszyscy – od frakcji „harcerzy” po zakony partyjne – będą musieli grać na jedno nazwisko. Badania zamówione przez partię są jednoznaczne: Polacy chcą nowej generacji. Chcą polityka przed pięćdziesiątką, który nie kojarzy się z największymi aferami minionych lat, a potrafi rozmawiać językiem współczesności.
Trzej muszkieterowie Kaczyńskiego i ten czwarty
Na front zmian pokoleniowych rzucono najbardziej rozpoznawalnych polityków młodego pokolenia. Patryk Jaki, Przemysław Czarnek i Tobiasz Bocheński – wszyscy trzej to dziś wiceprezesi Prawa i Sprawiedliwości, którzy już wkrótce mają rozpocząć maraton po uczelniach wyższych, starając się zerwać z wizerunkiem partii starzejącego się elektoratu. Ich debaty z młodymi Polakami mają być nowoczesną odpowiedzią na wyzwania dzisiejszych czasów, wzorowaną na dynamice, jaką przed tragiczną śmiercią prezentował w USA Charlie Kirk.
Jednak to nie oni są ostatecznym asem w rękawie Jarosława Kaczyńskiego. Prezes poszukuje kandydata na premiera, który byłby „czysty” – wolny od partyjnych obciążeń, a jednocześnie sprawdzony w boju. Sukces Karola Nawrockiego w wyborach prezydenckich 2025 roku udowodnił, że wyjście poza bezpośredni, skostniały krąg partyjny to skuteczna droga do zwycięstwa. Skoro udało się w Belwederze, dlaczego miałoby się nie udać w Kancelarii Premiera?
Kaczyńskiemu marzyć się ma powtórzenie manewru z Karolem Nawrockim z wyborów prezydenckich. Wtedy prezes PiS zagrał va banque, stawiając na prezesa Instytutu Pamięci Narodowej i nie oglądając się na głosy krytyki płynące ze środka swojego ugrupowania. Obserwując sukces Karola Nawrockiego, prezes miał wyciągnąć lekcję. To z niej brać się ma przekonanie o jak najszybszym ogłoszeniu kandydata na premiera, który nie jest obciążony latami rządowych sporów, a jednocześnie uosabia nową energię, która pozwoliłaby partii odzyskać inicjatywę. A co najważniejsze – odzyskać władzę, czy to poprzez wygrane wybory, czy zbudowanie zdolności koalicyjnych. A nie wszyscy w PiS zwłaszcza tę drugą cechę i umiejętności dzisiaj posiadają.
Człowiek prezydenta asem w rękawie Nowogrodzkiej?
Nazwisko, które Jarosław Kaczyński nosić ma w głowie, to Zbigniew Bogucki. Obecny szef Kancelarii Prezydenta Karola Nawrockiego, a wcześniej wojewoda zachodniopomorski i poseł, wydawać się ma prezesowi kandydatem skrojonym idealnie pod potrzeby nowej ery, która w PiS się właśnie zaczyna. Bogucki zaimponować miał czymś, czego wielu „starym wyjadaczom” brakuje: merytoryczną odwagą. To on stał się twarzą oporu przeciwko polityce rządu Donalda Tuska w kluczowych debatach końcówki 2025 roku. Jego wystąpienia dotyczące systemu ochrony zdrowia oraz rynków kryptowalut pokazały polityka, który potrafi nie tylko punktować błędy ministrów, ale robi to w sposób bardzo spektakularny, oparty na faktach, unikając przy tym wizerunku „zapiekłego partyjniaka”, stając się niezwykle trudnym przeciwnikiem do skontrowania dla obecnej władzy.
W kuluarach sejmowych coraz częściej mówi się wprost: Bogucki to „polityk nowej generacji”. Jest zdecydowany w obronie poglądów, ale nie jest zapiekły. Jest kompetentny, doświadczony administracyjnie, a jednocześnie niekojarzony bezpośrednio z najbardziej kontrowersyjnymi decyzjami poprzednich rządów PiS, dla którego walka o centrum jest równie ważna jak obrona prawego skrzydła.
Ponadto w zamyśle prezesa PiS to właśnie Bogucki ma być tym, który jest wstanie pogodzić frakcje. Jako polityk wywodzący się ze struktur, ale obecnie związany z Pałacem, stanowić ma naturalny pomost między różnymi ośrodkami władzy na prawicy.
Tajna misja prezesa i opór Pałacu
Z kuluarowych informacji wynika, że Jarosław Kaczyński miał już osobiście sondować Boguckiego w sprawie objęcia roli kandydata na premiera w wyborach parlamentarnych. Odpowiedź, jaką miał otrzymać, była jednak zaskakująca nawet dla samego lidera PiS. Bogucki, wykazując się dużą dozą pokory i realizmu politycznego, miał podziękować za zaufanie, wskazując jednocześnie, że ogłoszenie takiej decyzji na dwa lata przed wyborami może być przedwczesne.
Bogucki obawiać się ma scenariusza „spalenia” kandydata. W historii polskiej polityki zbyt wczesne wystawienie lidera często kończyło się jego marginalizacją przed decydującym starciem.
Co więcej, plan ten napotkać miał także pewien opór w samym Pałacu Prezydenckim. Entuzjazmu nie wykazać miał sam prezydent Karol Nawrocki, który pytany o to podobno przez samego Jarosława Kaczyńskiego również miał być dość wstrzemięźliwy. Dla głowy państwa Bogucki stał się bowiem filarem kancelarii, człowiekiem od zadań specjalnych, którego prezydent nie chce tracić, a na pewno nie w tak wczesnej fazie swojej prezydentury, która się przecież dopiero zaczęła.
Marzec miesiącem prawdy?
Wszyscy w PiS wyczekują wiosny. To wtedy, według zapowiedzi czołowych polityków, ma dojść do prezentacji kandydata na premiera. Niektórzy wskazują nawet konkretny termin: przed Świętami Wielkanocnymi. Timing budzi jednak ogromne spory. Jedni twierdzą, że nowe otwarcie jest potrzebne „na wczoraj”, by ratować sondaże. Inni ostrzegają przed „spaleniem” kandydata niezależnie od tego, kto nim finalnie zostanie.
Jeśli plan z Boguckim nie wypali od razu, Kaczyński ma mieć przygotowany „plan B” – wystawienie w roli kandydata-testera Przemysława Czarnka lub Tobiasza Bocheńskiego. Jeśli ich misja nie przyniesie odbicia w sondażach, prezes w ostatniej chwili może wyciągnąć kartę z napisem „Bogucki”, prezentując go jako ostateczne rozwiązanie i szansa na odzyskanie władzy.
Jedno ma być pewne: Jarosław Kaczyński przestał oglądać się za siebie. Wybrał kierunek, który ma być ucieczką do przodu – ucieczką w młodość, merytorykę i spokój, którego najlepszym dzisiaj uosobieniem jest w jego ocenie Zbigniew Bogucki. Czy człowiek prezydenta stanie się nową twarzą partii, a prezes PiS zdoła przekonać go do wejścia na tę trudną ścieżkę już teraz? Szanse na to mają być dzisiaj 50 na 50.
[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]




