loading
Proszę czekać...
reklama_pozioma
Cezary Krysztopa dla "TS": Służba nie drużba
Opublikowano dnia 31.10.2017 20:00
Kiedy w sierpniu strzyknęło mi w plecach podczas usadzania Najmłodszego w foteliku na rowerze, na początku uznałem, że mnie to nie dotyczy, to jakaś bzdura, to nie może mnie dotyczyć, przecież uprawiam sport, a od strzykania jeszcze nikt nie umarł. Poszedłem jeszcze biegać, rodzina jechała za mną rowerami. Zanim jednak dobiegłem do mety, najpierw musiałem zwolnić, potem się już tylko wlokłem, a na koniec Żona musiała odwieźć mnie do szpitala. Pamiętam, że w szpitalu rozmawiałem jeszcze z jakąś niezadowoloną panią, zapewniając ją, że z moich doświadczeń wynika, że ten akurat szpital wcale nie jest taki zły.

pixabay.com
Cezary Krysztopa

W szpitalu dostałem różne kroplówki, leżałem kilka godzin, zrobiono mi badania, prześwietlenie i stwierdzono rwę kulszową. Brzmiało to nawet prawdopodobnie, mój śp. Tata również na nią cierpiał. Na do widzenia dostałem wypis, w którym były zalecane leki, fizjoterapia i rehabilitacja. Zapytałem, czy potrzebuję do tego recepty i skierowania, usłyszałem odpowiedź, że nie. Być może mogłem w tej sprawie mocniej przycisnąć, ale byłem dość obolały i o tym nie pomyślałem.

Następnego dnia Żona usiłowała wykupić leki, ale w aptece dowiedziała się, że są na receptę, której nie miałem. Moje usiłowania telefonicznego zapisania się na rehabilitację również spełzły na niczym, ponieważ okazało się, że wypis ze szpitala z diagnozą rwy kulszowej nie wystarczy i trzeba mieć skierowanie. Żeby je dostać, zapisałem się do lekarza pierwszego kontaktu, do którego również nie da się iść od ręki. W międzyczasie wybrałem się do rehabilitanta prywatnie. Po kilku wizytach postawił mnie na nogi i powiedział, że to prawdopodobnie nie rwa kulszowa, którą orzeka się zbyt łatwo, tylko zablokowany staw krzyżowo-biodrowy.

W trakcie wizyt u rehabilitanta doczekałem się wizyty u lekarza pierwszego kontaktu, od którego dostałem receptę na leki. Jeszcze mnie bolało, więc nawet trochę mi się przydały, ale rehabilitant zakazał mi ich brania, ponieważ miało to mieć z różnych względów zły wpływ na rehabilitację. Przestałem. Od lekarza pierwszego kontaktu dostałem również skierowanie na rehabilitację z odległym terminem.

Właśnie tego terminu doczekałem. Okazało się, że było to tylko spotkanie z kolejnym lekarzem, który przeprowadził wywiad, wypełnił kilka papierków, zapewnił, że „skoro w szpitalu orzekli rwę, to jest na pewno rwa” i wyznaczył termin rehabilitacji właściwej. Na marzec przyszłego roku. Od strzykania do rehabilitacji w ramach NFZ minie więc ponad pół roku. W zasadzie to już mnie nie boli. Myślę, że do marca zdążę już o tym zupełnie zapomnieć.

Choć nie, jedna rzecz będzie mnie bolała nadal. Będzie to pytanie o to, czy w zajmującej i na pewno słusznej walce o godne zarobki pracowników służby zdrowia ktoś jeszcze kiedykolwiek pomyśli o tym, w jakim celu ta służba zdrowia istnieje.

Artykuł pochodzi z najnowszego numeru "TS" (44/2017) do kupienia w wersji cyfrowej tutaj.


Wydarzenia
więcej
Opinie
więcej
Najnowszy numer

Obywatelu, ratuj się sam
Z wielu opracowywanych przez ostatnie lata dokumentów wynika, że obrona cywilna działa w Polsce tylko na papierze. Miejsce w schronach znajdzie w razie potrzeby tylko 1,37 proc. Polaków. Co co możemy liczyć w sytuacji zagrożenia? Obrona cywilna to Temat Tygodnia 46 nr TS.

Przybyli, zobaczyli, nic nie zrozumieli
Pracodawcy w Polsce nie chcą układów branżowych, nie widzą potrzeby ich negocjowania, nie dostrzegają korzyści wynikających z istnienia PUZP. Co gorsza, nie tylko oni tych korzyści nie widzą lub nie znają – gdyż problem dotyczy również polskich ministrów. Mirosław Miara

Wirtualny świat, rzeczywista wojna
W XXI w. do pokonania przeciwnika wcale nie potrzeba wielkich armii, nowoczesnych czołgów lub samolotów. Wojnę można wygrać, operując klawiaturą i myszką komputerową w komfortowym biurze. Łukasz Piotrowski
Najnowsze wydanie Tygodnika Solidarność nr 46/2017 już dostępne

Pobierz darmową aplikację do cyfrowego wydania Tygodnika Solidarność
Związek
więcej
Wideo Tysol.pl Wideoczat z por.Arturem Wosztylem
Blogi
avatar
Marcin
Kacprzak

Marcin Kacprzak: Murem za Beatą
Gdy tylko Prawo i Sprawiedliwość zdobyło władzę, to niemal od pierwszego dnia ich rządów najbardziej bałem się wielce prawdopodobnego momentu, w którym ktoś z tego obozu, nie mając nic ciekawszego do roboty, złapie za młotek i przychrzani sobie nim prosto w duży palec u stopy. Udawało się uniknąć tego scenariusza, lepiej lub gorzej, równo dwa lata. Młotek jednak wisi wciąż na ścianie i widzę, że pokusa by go użyć jest w PiS-ie bardzo, bardzo wysoka.
avatar
Jerzy
Bukowski

Jerzy Bukowski: Polska nie wykupi Zułowa
Wypowiedź wicepremiera kładzie chyba kres nadziejom litewskich Polaków.
avatar
Przemysław
Jarasz

[Ujawniamy] Poznaj Poznań... Jak samorządowe fundusze trafiały do Agory/AMS
Z kasy miast zarządzanych przez liberalnych polityków płyną szerokim - przynajmniej z punktu widzenia przeciętnego człowieka - strumieniem fundusze przeznaczone na akcje reklamowe (i inne) w liberalnych mediach. Odkryliśmy, że przez ostatnie 2-3 lata, grupa Agora S.A./AMS S.A. w Poznaniu zarządzanym przez - związanego z Platformą Obywatelską - prezydenta Jacka Jaśkowiaka otrzymała zlecenia na ponad 1,07 miliona złotych!
ciastkoWykorzystujemy pliki "cookies" aby nasz serwis lepiej spełniał Państwa oczekiwania. Możesz zablokować możliwość wykorzystywania tych plików poprzez zmianę ustawień w swojej przeglądarce internetowej.