loading
Proszę czekać...
reklama_pozioma
Przegląd mediów niemieckich:"Polska, Czechy i Węgry pariasami UE. Przestały wybierać jak chciałby Zachód"
Opublikowano dnia 30.12.2017 18:28
"Proponowany polski system nie jest identyczny ze starym systemem sowieckim, ale łączy go z nim wiele podobieństw". Taka uwaga ekspertów Rady Europy była jednym z uzasadnień decyzji Komisji Europejskiej, kiedy to przed Świętami Bożego Narodzenia sięgała po raz pierwszy w swej historii po art. 7 z powodu reformy sądownictwa przeprowadzanej przez polskich narodowych konserwatystów skupionych wokół Jarosława Kaczyńskiego” - pisze niemiecki dziennikarz Konrad Schuller z Frankfurter Allgemeine Zeitung. Komisji Weneckiej nie można posądzić o antypolskie uprzedzenia – zaznacza Schuller. „Pięciu sprawozdawców, którzy w swoim raporcie wskazują na sowieckie analogie, pochodzi bowiem z Bułgarii, Francji, Wlk. Brytanii, Irlandii i Austrii. A taka kompleksowa obsada sugeruje neutralność” – czytamy w FAZ.

morguefile.com
Zacznę od od dwóch tekstów szeroko komentowanych w polskiej prasie, oba z Frankfurter Allgemeine Zeitung. A jako, że były szeroko omawiane, ograniczę się tu jedynie do krótkich fragmentów.

Pierwszy jest dość nietypowy jak na publikacje w tej gazecie, gdzie - jak wiadomo - obowiązuje jedynie słuszna linia, polegająca na niezmordowanej walce z "reżymem kaczystowskim" w Polsce i w ogóle z tym - jak to oni nazywają - skrętem na prawo (Rechtsruck) w całej Europie. Tymczasem tutaj autor tekstu, Karl-Peter Schwarz, zdobywa się na sporą dozę obiektywizmu, pisze na przykład tak:

"W trzynastym roku swojej przynależności do Unii Europejskiej, cztery jej kraje członkowskie (Polska, Węgry, Czechy i Słowacja) stały się jej pariasami. Przepaść między Grupą Wyszehradzką (V4) a krajami, które w Unii są już dłużej, stale się pogłębia"

dodając przy tym, że jedną z przyczyn tego stanu rzeczy jest to, że Węgrzy i Polacy, a ostatnio także Czesi,

"przestali wybierać tak, jak chciałby tego Zachód". 

Schwarz zwraca ponadto uwagę na fakt, że:

Na Zachodzie premiera Węgier, Viktora Orbana, wymienia się najczęściej jednym tchem z prezydentem Rosji, Władimirem Putinem i prezydentem Turcji, Recepem Tayyipem Erdoganem; Polski zaś nie lubi się z powdu ukształtowanego pod wpływem katolicyzmu narodowego konserwatyzmu. Natomiast zeświecczonych Czechów pyta się ze zdziwieniem, dlaczego wybrali sobie na premiera słowackiego miliardera?"

Resztę omówienia znajdziecie państwo na przykład na portalu "Forsal.pl"

http://forsal.pl/swiat/unia-europejska/artykuly/1088671,faz-kraje-europy-srodkowej-przestaly-wybierac-tak-jak-chcialby-zachod.html

W drugim natomiast tekście gazeta wraca - by tak rzec - w swoje stare "wojenne tryby" i wysyła na front Konrada Schullera (wyjątkowo oddanego i aktywnego funkcjonariusza niemieckiego kartelu medialnego. W artykule tym Schuller przyrównuje system prawny w Polsce po ostatnich reformach do systemu sowieckiego, twierdząc iż (cytuję tym razem za Deutsche Welle): 

Reforma sądownictwa polskiego rządu przypomina czasy sowieckie. (...) 

a dalej (za DW):

"Proponowany polski system nie jest identyczny ze starym systemem sowieckim, ale łączy go z nim wiele podobieństw" -  jest to dosłowny cytat z raportu Komisji Weneckiej. Ta uwaga ekspertów Rady Europy była jednym z uzasadnień decyzji Komisji Europejskiej, kiedy przed Świętami Bożego Narodzenia sięgała ona po raz pierwszy w historii po art. 7 z powodu reformy sądownictwa przeprowadzanej przez polskich narodowych konserwatystów skupionych wokół Jarosława Kaczyńskiego” - pisze niemiecki dziennikarz. Komisji Weneckiej nie można posądzić o antypolskie uprzedzenia – zaznacza Schuller. „Pięciu sprawozdawców, którzy w swoim raporcie wskazują na sowieckie analogie, pochodzi z Bułgarii, Francji, Wlk. Brytanii, Irlandii i Austrii. A taka kompleksowa obsada sugeruje neutralność” – czytamy w FAZ.

„To porównanie jednak na pierwszy rzut oka wydaje się nie przekonywać, gdyż polscy narodowi konserwatyści zachowują się, jakby byli antysowieccy do szpiku kości” – pisze autor artykułu. I dodaje, że używają oni też w swojej kampanii przeciwko instytucjom sądownictwa – począwszy od uniwersyteckich wydziałów prawa po Trybunał Konstytucyjnego - argumentu o potrzebie „dekomunizacji”. Jest to dosłowny cytat z raportu Komisji Weneckiej. 

„Ten ostentacyjny antykomunizm najwidoczniej nie zrobił wrażenia na Komisji Weneckiej. W sześciu miejscach 27-stronicowej ekspertyzy sprawozdawcy porównują reformy Kaczyńskiego z systemem sądownictwa zaciętego wroga - ZSRR. W jednym miejscu twierdzą nawet, że nowe polskie przepisy są «jeszcze gorsze niż sowieckie pierwowzory»” – czytamy w FAZ. Schuller zauważa, że porównania do wzorców sowieckich to nic nowego. „Liberalna polska opozycja już wcześniej zarzucała Kaczyńskiemu «stalinowski» stosunek do władzy sądowniczej. Wspólną cechą komunizmu i «kaczyzmu», - jak ostre języki nazywają powstający właśnie system «dekomunizacji» sądownictwa - wydaje się być prymat władzy nad prawem” – tłumaczy Konrad Schuller.

- tak oto reformę polskiego wymiaru sprawidliwości przedstawia niemieckim czytelnikom i ją komentuje Konrad Schuller, tak zwany "korespondent" tej gazety w Polsce. 

http://www.dw.com/pl/faz-o-polsce-partia-dyktuje-czym-jest-prawo-przypomina-to-czasy-sowieckie/a-41957430


A teraz kilka fragmentów innych tekstów dotąd nie omawianych w polskiej prasie (ani też, jak zdążyłem się zorientować, nie recenzowanych przez DW). FAZ temat polskiej reformy sądownictwa podejmuje bowiem wielokrotnie i oczywiście również w tych innych tekstach nie pozostawia na niej suchej nitki. Na przykład w  artykule Reinharda Vesera, innego etatowego komentatora spraw polskich.

Polski nowy premier, Mateusz Morawiecki, w swoim pierwszym wystąpieniu na szczycie UE bronił swego rządu przed zarzutami o dokonywanie zamachu na państwo prawa przy pomocy następującej analogii: Tak jak kiedyś Francja czyściła swoje służby państwowe z przedstawicieli reżimu kolaboracyjnego Vichy,  tak i narodowo-konserwatywny polski rząd postanowił usunąć pozostałości dyktatury komunistycznej z polskiego wymiaru sprawiedliwości.

pisze autor w tekście opublikowanym jeszcze przed podpisaniem obu ustaw przez prezydenta. 

To porównanie jest jednak nie tylko kulawe, ale prowadzi wręcz na manowce. Wystarczy rzucić okiem na wewnętrzny przebieg linii frontu w Polsce. Po obu stronach znajdują się ludzie, którzy byli aktywni w opozycji przeciwko dyktaturze komunistycznej, jak i tacy, którzy służyli wiernie reżymowi. Jednym z najostrzejszych krytyków reformy sądownictwa jest na przykład Adam Strzembosz, który jako działacz antykomunistycznej opozycji po roku 89 w zasadniczym stopniu wpłynął na przebudowę systemu prawnego w demokratycznej Polsce. Przy czym reprezentuje on jednoznacznie konserwatywne pozycje. Tymczasem we frakcji parlamentarnej partii rządzącej PiS czołową osobistością odpowiedzialną za kształt reformy sądownictwa jest człowiek, który nie tylko był członkiem partii komunistycznej i prowadził szkolenia partyjne w obszarze prawnym, lecz w czasie Stanu Wojennego w latach osiemdziesiątych jako prokurator uczestniczył w prześladowaniu działacza opozycyjnego. (...)

Skutkiem polityki PiS stanie się zatem to, że wymiarowi sprawiedliwości w Polsce wkrótce bliżej będzie do tamtej komunistycznej przeszłości niż do demokratycznego państwa prawa. Jeśli prezydent Andrzej Duda podpisze ustawy o Sądzie Najwyższym i KRS, to rząd otrzyma dostęp do wszystkich instytucji związanych z wymiarem sprawiedliwości. W realiach dzisiejszej Polski, gdzie wiele ważnych decyzji de facto nie jest podejmowanych w instytucjach państwa, lecz w centrali PiS, oznacza to, iż również sądownictwo stanie się instrumentem w rękach partii rządzącej, która właśnie aspiruje do tego, aby stać się "partią państwową". 

W innym fragmencie czytamy:

Nie ma zatem żadnych wątpliwości, że w Polsce istnieje "jednoznaczne niebezpieczeństwo ciężkiego naruszenia zasad państwa prawa" - co jest konieczne, aby zastosować wobec tego kraju procedury art.7 Traktatu Unii. Po dwóch latach bezowocnego dialogu z polskim rządem, Komisja Europejska, aby zachować twarz, nie ma już właściwe żadnego innego wyboru jak sięgnąć po ten środek. (...)

Co prawda państwa prawa w Polsce to raczej nie uratuje. Nowy polski premier wydaje się właśnie czekać z wytęsknieniem na swą próbę ogniową, aby ów brakujący PiS-owi "aromat stajenny" przykryć zapachem prochu. (Chodzi tu o pewną metaforę; "aromat stajenny" (Stallgeruch) oznacza środowisko socjalne jakiejś jednostki - jego pochodzenie czy też  przynależność do jakiejś grupy, przedsiębiorstwa względnie rodziny i odnosi się zwykle o elit społecznych; przyp. M.P). W Brukseli nikogo nawet nie prosił o rezygnację z zastosowania owego art.7. "Nie jesteśmy krajem, który będzie prosić kogoś o  zgodę na przeprowadzenie reformy sądownictwa." - oświadczył Morawiecki.  Pozwalając sobie na takie wypowiedzi, nie bierze na siebie właściwie żadnego ryzyka, jako że bezpośrednich konsekwencji nie musi się raczej obawiać. Dopóki bowiem na Węgrzech rządzi Viktor Orbán, dopóty może on liczyć na veto wobec wszelkiej próby odebrania Polsce głosu w UE.  

- wieszczy niepocieszony Reinhard Veser w Frankfurter Allgemeine Zeitung kończąc swój artykuł pewnymi obawami co do przyszłych nastrojów w polskim społeczeństwie (dotąd bardzo proeuropejskiego). Bo jeśli Bruksela zdecydowałaby się powiązać na przykład wypłatę funduszy strukturalnych ze stanem przestrzegania praworządności w kraju (co autorowi wydaje się bardzo logiczne i sensowne), to odebranie ich Polsce, która jest głównym beneficjentem tych dopłat, byłoby niezmiernie bolesne dla polskiego społeczeństwa i mogłoby spowodować odwrócenie owych proeuropejskich nastrojów na eurosceptyczne i tym samym duże kłopoty również dla samej Unii.

http://www.faz.net/aktuell/politik/ausland/justizreform-in-polen-zwingt-eu-regelrecht-zum-handeln-15350257.html


Tę samą tematykę podejmują oczywiście również inne gazety w tym Sueddeutsche Zeitung. W dość obszernym tekście pt: Unii Europejskiej grozi następna tragedia" autor, Stefan Kornelius, pisze bez ogródek o możliwym, a nawet w zasadzie nieuchronnym, wystąpieniu Polski z Unii. Już w leadzie do tekstu czytamy:

Zastosowanie procedur sankcyjnych Brukseli wobec Polski pokazuje wyraźnie, że w Unii brak odpowiedzi na całą tę sytuację, gdyż wielu Polaków po prostu nie chce takiej Europy. Po brexicie, jako ostateczna konsekwencja tego stanu rzeczy może nastąpić "polexit". 

 A dalej autor rozwija tę myśl następującyo:

Polski, bardzo zmienny stosunek do Unii znalazł się obecnie w punkcie najniższym. Wdrożenie procedur sankcyjnych wyraża bowiem nie tylko złość w Komisji Europejskiej i w większości Rady Eueropejskiej w związku z postępującym niszczeniem państwa prawa w Polsce. Z polskiego punktu widzenia potwierdza to jedynie od dawna żywione podejrzenie, że ta Unia ma niewiele wspólnego z wyobrażeniami większości Polaków o swoim państwie, o jego instytucjach, jego kulturze i tożsamości.

Polskie rozumienie Unii jest pełne sprzeczności. zdecydowana większość społeczeństwa chce aby ich kraj pozostawał w Unii głównie ze względu na korzyści dla ich gospodarki i obfite subwencje. Polski sukces gospodarczy jest do zawdzięczenia przedewszystkim  podwójnej roli kraju jako odbiorcy funduszy unijnych oraz jako taniego rezerwuaru siły roboczej. Jednocześnie polskie przywództwo życzy sobie ekonomicznej emancypacji, która kraj uniezależni gospodarczo zwłaszcza od Niemiec. 

Partia rządząca PiS już od wielu lat rozwija swoją własną filozofię państwową, która w swym zasadniczym rdzeniu  przewiduje wycofywanie się z zachodniego modelu demokracji, którego normy zapisane są traktatach unijnych. Aktualny spór o charakter państwa prawa jest zatem jedynie jednym z przejawów owej de-europeizacji. Widoczne jest to również na przykładzie stosunku do migracji i do mediów, a także w takich pojęciach jak ojczyzna i narodowość, a zwłaszcza w wyostrzonej potrzebie zachowania własnej narodowo-konserwatywno-klerykalnej tożsamości i homogeniczności

- czytamy w Südeutsche Zeitung, gdzie przy okazji (w innym miejscu) nie omieszkano podać nawet objaśnienie owego terminu "polexit" (a właściwie "poexit")":
"Exit" - wiadomo co znaczy. Na przykład w kinie świeci się to na zielono, nawet podczas filmu. Oznacza to wyjście ewakuacyjne. Natomiast "po" w tym przypadku jest skrótem od słowa Polen. Czyli, że chodzi o "polskie  wyjście ewakuacyjne". Ostatnio dużo mówi się właśnie o tym, czy  Polska pasuje jeszcze do Unii Europejskiej. Zmieniono tam na przykład reguły, według których pracować mają sędziowie i sądy. Wielu powiada, że z takimi regulacjami kraj ten nie może pozostawać w Unii. Unia właśnie to sprawdza. To pierwszy wypadek, gdy wspólnota w ten sposób występuje przeciwko jednemu z  krajów członkowskich Unii.
 
http://www.sueddeutsche.de/politik/polen-der-eu-droht-die-naechste-tragoedie-1.3799878

http://www.sueddeutsche.de/leben/aktuelles-lexikon-poexit-1.3799535



W ostatnim czasie w wielu niemieckich mediach pojawiły się liczne wywiady z czołowymi niemieckimi politykami. Warto je śledzić, gdyż kryją się w nich zapowiedzi co do tego, jaka będzie polityka przyszłego niemieckiego rządu wobec Polski. W moim odczuciu nie powinniśmy się spodziewać niczego dobrego. Chęcią ukarania polski "zioną" bowiem wszystkie bez wyjątku partie systemowe w Niemczech - od prawa do lewa (jeśli ten tradycyjny podział ma w Niemczech jeszcze jakiekolwiek sens). Trudno więc spodziewać się jakichś pozytywnych kroków, niezależnie od tego w jakiej konfiguracji powstanie wreszcie nowy niemiecki rząd. Najbardziej prawdopodobne wydaje się obecnie kontynuowanie "Groko" (Wielkiej Koalicji) czyli CDU/CSU z SPD. Jeden z czołowych polityków tej ostatniej, Wolfgang Thierse, w wywiadzie dla Deutschlanfunk powiedział między innymi:

Cóż, utracone zostało po prostu zaufanie do partii systemowych, podobnie jak do samego państwa. I chciałbym ponadto  zwrócić uwagę, że to, co u nas w Niemczech stało się podczas wyborów, i w ogóle gdy chodzi o kwestię społecznej i politycznej atmosfery, z tym mamy do czynienia w całej Europie. Co mnie szczególnie niepokoi, to obserwacja, że ta nasza liberalna, socjalna i oparta na zasadach państwa prawa demokracja nie jest już czymś oczywistym, lecz niemal wyjątkiem. Proszę rozejrzeć się wkoło, spojrzeć na Polskę, Węgry, Rosję... A nawet na Holandię, Francją czy Italię - wszędzie prawicowo-populistyczne siły zyskują dramatycznie poparcie. Gdy chodzi o demokrację, to znajdujemy w sytuacji wielkich wyzwań i musimy jej aktywnie i z pełnym przekonaniem bronić. (...)


http://www.deutschlandfunk.de/wolfgang-thierse-spd-es-ist-vertrauen-in-den-staat-verloren.694.de.html?dram:article_id=406883

W innym z kolei tekście opublikowanym na stronie internetowej tej rozgłośni możemy przeczytać:

Ta pełna gotowość do brania na siebie owych konfliktów i rozwiązywania ich potrzebna będzie w Unii Europejskiej również w innych aspektach, na przykład przeciwko krajom takim jak Polska, gdzie w dalszym ciągu postępuje proces likwidacji państwa prawa i demokracji. Nowy polski premier, Mateusz Morawiecki, wydaje się co prawda - przynajmniej na papierze - bardziej liberalny i otwarty na świat, niż jego poprzedniczka, Beata Szydło, w istocie jednak jest on sługą tego samego pana: szefa partii Jarosława Kaczyńskiego. Nadzieja, że nowe twarze się od niego jakoś tam wyemancypują okazywały się dotąd zawsze złudne.


http://www.tagesspiegel.de/politik/deutschland-europa-usa-politik-im-wunschzettel-modus/20736164.html


A skoro już wspomnieliśmy o wywiadach, to warto odnotować fakt, że niemieckie media znalazły oto nowego (a raczej dopiero teraz odkrytego) polskiego "dysydenta" (zaciekłego przeciwnika reżimu)  bardzo chętnego do udzielania wypowiedzi niemieckim mediom. I to w osobie duchownego katolickiego. Parę dni temu bardzo obszernych wypowiedzi stacji "Deutschlandfunk" udzielił mianowicie ksiądz Andrzej Luter, proboszcz jednej z warszawskich parafii (w tekście określony jest jako "Pfarrer", czyli proboszcz). A tekst wyszedł oczywiście spod pióra Floriana Kellermanna, tak zwanego "korespondenta" tejże rozgłośni w Polsce.

Na wstępie czytamy:

Partia PiS może właściwie liczyć na poparcie Kościoła Katolickiego. Jednak są duchowni, którzy występują  przeciwko nacjonalistyczno-konserwatywnemu mainstreamowi. Jeden z nich nazywa się akurat Luter i jest proboszczem w Warszawie. 

A dalej:

(...) Proboszcz bardzo szybko przechodzi do polityki. Nie robi żadnej tajemnicy z tego, że niezbyt ceni sobie rządy PiS. "Oni dążą do czegoś w rodzaju dyktatury i zakłamują polską historię" - mówi ksiądz Luter. (...)

W czasach solidarności niewiele słyszałem o przewodniczącym PiS, Jarosławie Kaczyńskim, za to bardzo wiele o Lechu Wałęsie czy Adamie Michniku - ludziach, którzy obecnie zwalczani są przez rząd, gdyż sprzeciwiają się jego polityce. Wkrótce pewnie będą nam opowiadać, że to Kaczyński był wówczas przywódcą." (...) 

Z powodu takich oto wypowiedzi, ksiądz Luter traktowany jest jako jeden z tych duchownych, którzy przez narodowych katolików napiętnowani zostali  jako "antypolscy". (...)

W dalszej części tekstu ksiądz Luter ubolewa nad homogenicznością etniczną Polski i stwierdza: "Polska była o wiele lepsza, gdy żyło w niej wiele nacji". A myśl tę "ilustruje" wskazując na pozostałości warszawskiego getta oraz przywołując wspomnienie swojego miasta rodzinnego Łodzi, które:

"Gdyby nie tamta wojna, byłoby wyjątkowym miastem w Europie - zbudowanym przez przedstawicieli czterech nacji:  Polaków, Niemców, Żydów i Rosjan. Budowę katolickiej katedry w Łodzi współfinansowali  na przykład żydowscy rabini, gdyż czuli się przede wszystkim łodzianami. Polska była o wiele lepsza, gdy żyło tu jeszcze wiele narodowości" - pogląd, który obecnie w Polsce jest raczej mało popularny.

- dopowiada autor artykułu.

Aby swoje stanowisko wyjaśnić w spokoju, zaprasza na swoją plebanię, do swego biura. Tutaj, w otoczeniu aktów urodzenia i śmierci  ciągnie swoją wypowiedź nie tylko o rządzie, ale i o samym kościele. Na przykład o zakazie wypowiadania się nałożonego na księdza Bonieckiego, który również miał śmiałość wypowiadać się krytycznie wobec polityki PiS.

"Zakonowi, do którego ks. Boniecki należy, zabrakło po prostu empatii i zwykłego człowieczeństwa. Jego młody przełożony odbiera mu wolność wypowiadania się, chociaż Boniecki był kiedyś ojcem-generałem zakonu. - mówi ksiądz Luter. Dziś ks. Boniecki liczy sobie 83 lata i jest wciąż jednym z najświatlejszych umysłów w polskim kościele. Wyróżnia  się  i intelektualnie, i pod względem duchowym. (...)

W polskim kościele katolickim, tacy duchowni jak Boniecki czy Luter są jednak w mniejszości. Większość wspiera partię rządzącą i jej nacjonalistyczno-katolicki kurs. Tak już było podczas kampanii wyborczej. A partia stara się odwdzięczyć  przy pomocy ustaw, które biskupom niewątpliwie przypadają do gustu. Właśnie co wprowadzono zakaz handlu w niedzielę.

informuje niemieckich czytelników Florian Kellermann

(...) Ksiądz Luter jest aktywny nie tylko na terenie swej parafii. Pisze również teksty dla pewnego liberalno-katolickiego kwartalnika oraz jest spowiednikiem licznych polskich artystów i dziennikarzy - klienteli, której w obecnej Polsce nie dzieje się zbyt dobrze. Polityczny nacisk zmusza ich do autocenzury. (...)

Takich i wielu innych rewelacji można się dowiedzieć, zaglądając na stroną internetową rozgłośni Deutschlandfunk. 


http://www.deutschlandfunk.de/regierungskritischer-pfarrer-andrzej-luter-scharfe-kritik.886.de.html?dram:article_id=406596

A już na 9.01.2018 rozgłośnia ta zapowiada oto kolejny wywiad z kolejnym "dysydentem", a właściwie "dysydentką", niejaką Magdą (nazwiska na razie nie ujawniono), która po dwudziestu latach pracy jako spikerka w polskich mediach odczuwa obecnie wielki niesmak. W zapowiedzi do audycji czytamy:

"Magda, od 20 lat spikerka w polskich mediach, przestała już rozumieć ten świat. Od czasu gdy w Polsce weszła w życie kontrowersyjna ustawa o mediach, wszystkie osoby na kierowniczych stanowiskach w polskich mediach państwowych zostały zastąpione ludźmi zaufanymi dla ekipy rządzącej.  Przekaz informacji jest cenzurowany, wiele informacji całkowicie wypada lub są zmieniane."

Magda czuje się bardzo nieswojo, gdy ze strachu przed konsekwencjami czyta te upiększone wiadomości, stając się tym samym narzędziem w rękach autokratycznego rządu. Autorzy spotykają się z Magdą od pół roku i obserwują ten pełzający upadek demokracji w Polsce, ale i narastający protest społeczeństwa."


http://www.deutschlandfunk.de/altnernative-fakten-in-polen-magda-und-der-maulkorb.1247.de.html?dram:article_id=400607

Może jeszcze coś ze stosunkowo rzadko przeze mnie cytowanego lewicowo-liberalnego dziennika Tagesspigel. W artykule pt. "Rozwiewanie strachu przed utratą tożsamości", autor, Gerd Appenzeller, pochyla się z troską a przynajmniej stara się pochylać nad konfliktem na linii Warszawa-Bruksela i w ogóle na linii Wschód-Zachód w obrębie Unii Europejskiej, i  zaleca wytrwałość oraz cierpliwość w uświadamianiu i wyjaśnianiu. Pisze tak:

Oto słyszymy dużo wielkich słów. Komisja Europejska idzie na całego i rozpoczyna wdrażanie dotąd nie stosowanej procedury karnej. Bruksela sięga po opcję nuklearną, po bombę atomową. Język, jakiego się przy tym używa zaświadcza o dwóch rzeczach: z jednej strony o szczerym zaniepokojeniu a nawet przerażeniu większości krajów członkowski Unii tym, w jaki sposób polski rząd rozprawia się z trójpodziałem władzy, a z drugiej strony mamy bezradność, bo nie bardzo wiadomo, w jaki sposób wspólnota miałaby reagować na tego rodzaju jaskrawe łamanie fundamentalnego  konsensusu w kwestii przestrzegania podstawowych zasad demokratycznych. Widać zatem jak bardzo bezsilna jest tutaj Komisja. (...)

Wszystkie próby Komisji w uświadomienia rządowi w Warszawie o jego niezgodnych z prawem działaniach spełzły na niczym. Wręcz przeciwnie, ta będąca de facto "partią państwową" (Staatspartei) siła polityczna (PiS) kreuje się na ofiarę wszechpotężnej brukselskiej biurokracji, za czym w rzeczywistości miałoby się ukrawać  dążenie Zachodu do odebrania Polsce  i innym środkowo-wschodnio-europejskim krajom ich narodowej tożsamości. (...)

To narzucane z góry wyobrażenie o konieczności bycia ową twierdzą, stojącą jakoby na straży chrześcijańskich i zachodnich ideałów na przeciwko libertyńskim i multikulturalnym tendencjom Europy Zachodniej, jednoczy Polskę z Węgrami ale także z Czechami i Słowacją. Te cztery państwa w roku 1998 połączyły się w związek o nazwie Grupa Wyszehradzka, którego celem miało być rozwiązywanie problemów o charakterze ekonomicznym. W rzeczywistości jednak, ów powołany do życia w tym położonym w zakolu Dunaju węgierskim mieście twór polityczny stanowi rewitalizację pewnego historycznego związku, który sięga aż roku 1335. 

Węgry zaś przede wszystkim  uniemożliwią, aby owe wdrożone przez Komisję Europejską procedury nabrały pełnej mocy, która teoretycznie w nich się zawiera, łącznie z odebraniem Polsce prawa głosu. Bowiem w Radzie Europejskiej sankcje przeciwko Polsce muszą być przegłosowane jednomyślnie przez wszystkich szefów państw i rządów Unii. (...)
(...)
Ten rów dzielący wschód i zachód Unii widać zatem dziś jeszcze wyraźniej. Stosunek do uchodźców jest  jedynie jednym z jego przejawów. Nikt bowiem nie liczył się chyba z tym, że jeden z krajów zechce niszczyć najważniejsze  struktury państwa prawa. (...)
Ale być może krajom środkowo-wschodnio-europejskim rzeczywiście chodzi przede wszystkim o zachowanie swojej narodowej suwerenności, a w projekcie Europa chcą partycypować jedynie o tyle, o ile mają dostęp do garnka z funduszami strukturalnymi. Dla Orbana i Kaczyńskiego państwa Europy Zachodniej to kraje o wymieszanej ludności, które poprzez napływ imigrantów straciły swoją narodową tożsamość. (...) A przeciwko takiemu myśleniu nie pomogą żadne sankcje. Tutaj pomoże tylko wytrwałość i cierpliwe wyjaśnianie.

zaleca  Gerd Appenzeller w berlińskim Tagesspiegel


http://www.tagesspiegel.de/politik/polen-und-die-eu-aufklaerung-gegen-die-angst-vor-dem-identitaetsverlust/20764692.html

Na koniec zajrzyjmy jeszcze do tygodnika "der Spiegel", choć raczej nie spodziewamy się tam znaleźć czegoś innego, niż to, co przeczytać można i w innych gazetach. I rzeczywiście tak jest. Ma się wrażenie, że oni jeden od drugiego po prostu odpisują. Może tylko wywiad z historykiem Saulem Friedländerem, który również bardzo jest zaniepokojony sytuacją w Polsce i na Węgrzech, tyle, że w kontekście historycznym.

Spiegel: Panie Friedländer, 72 lata po wojnie w Niemczech powstanie pomnik ku czci deportowanych z Hamburga Żydów, Romów i Sinti. Czy to nie zbyt późno?

Friedländer: Owszem, dosyć to późno, ale ważne że sią to robi. W ogóle w Niemczech, na poziomie oficjalnym robi się bardzo wiele. Dla mnie jest to bezprzykładne, jeśli popatrzy się na to, co dzieje się w gdzie indziej w Europie, choćby na Węgrzech, w Polsce a częściowo nawet we Francji. W tych wymienionych krajach o tych ciemnych kartach swojej historii nie chce się nawet słyszeć. Muszę jednak dodać, że mam również obawy, że w Niemczech dla wielkiej części społeczeństwa tamte wspomnienia stały się już nieistotne. A może się mylę?


Marian Panic

Wydarzenia
więcej
Opinie
więcej
Najnowszy numer
Związek
więcej
Wideo "Konstytucja dla obywateli, nie dla elit". Wywiad z Ewą Tomaszewską
Blogi
avatar
Marek
Budzisz

Marek Budzisz: Putin w Soczi – „My pójdziemy do raju a oni po prostu zdechną”
Wczoraj zakończyło się w Soczi jubileuszowe, bo 15-te, spotkanie Klubu Wałdajskiego. Jego zwieńczeniem było publiczne wystąpienie prezydenta Putina, co nie jest szczególnie oryginalne, bo Putin, będący jednym z twórców tego klubu zrzeszającego najwybitniejszych rosyjskich i międzynarodowych specjalistów spraw międzynarodowych, występuje na spotkaniach Wałdaju, regularnie, co rok. Gdybym wystąpienie rosyjskiego prezydenta miał określić jednym zdaniem, to powiedziałbym, że mamy do czynienia z deklaracją wyczekiwania na ruch rywali.
avatar
Paweł
Janowski

Paweł Janowski: Księża są naszymi braćmi
I stało się. Ustanowiono dzień 19 października Narodowym Dniem Pamięci Kapłanów Niezłomnych i świętem państwowym. Sejm podjął decyzję o uhonorowaniu „prześladowanych księży, niezłomnych obrońców wiary chrześcijańskiej i niepodległej Polski”.
avatar
Jerzy
Bukowski

Jerzy Bukowski: Umarł krakowski globtrotter
Grodecki zasłynął ułożonym przez siebie „Dekalogiem podróżnika”:
ciastkoWykorzystujemy pliki "cookies" aby nasz serwis lepiej spełniał Państwa oczekiwania. Możesz zablokować możliwość wykorzystywania tych plików poprzez zmianę ustawień w swojej przeglądarce internetowej.