loading
Proszę czekać...
Michał Ossowski, red. naczelny "TS": Znieśmy karę śmierci za zły gen
Opublikowano dnia 19.03.2018 17:41
„Sprzeciwiam się poddawaniu ludzkiego życia pod czyjekolwiek wybory. Poród jest konsekwencją zajścia w ciąże, a nie jakiegoś wyboru”. Te słowa, wypowiedziane przez Kaję Godek w rozmowie z Barbarą Michałowską na łamach najnowszego wydania Tygodnika Solidarność, są dla mnie osobiście kwintesencją dyskusji o aborcji. To my, przyszli rodzice, poprzez swoje działania podejmujemy decyzję o przyjściu na świat naszego dziecka i nowego człowieka. To my ponosimy za nie odpowiedzialność od chwili poczęcia. Nie mamy jednak prawa decydować o jego życiu.

screen YT
21 marca obchodzimy Światowy Dzień Zespołu Downa. Nie da się mówić o tej nieuleczalnej jak dotąd chorobie nie poruszając kwestii eugeniki aborcyjnej. W 2016 roku w wyniku dozwolonych prawem aborcji zabito 1100 dzieci, z czego ponad 95 procent na podstawie przepisu zezwalającego na usunięcie ciąży, gdy badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na ciężkie i nieodwracalne upośledzenie płodu. W tym samym roku dokonano dwóch zabiegów aborcyjnych w związku z popełnieniem czynu zabronionego. Te dane jednoznacznie pokazują manipulację zwolenników prawa do aborcji, którzy często jako koronny argument wskazują, że zakaz aborcji będzie skazywał kobiety na rodzenie dzieci, które zostały poczęte w wyniku przestępstwa.

Eugenika aborcyjna oznacza w rzeczywistości karę śmierci dla najbardziej bezbronnej części naszego społeczeństwa. Nie zadaje się im pytań. Nie daje wyboru. Jak egoistycznie  brzmią w obliczu tego słowa zwolenniczek aborcji – moje ciało, moja sprawa. Domagają  się prawa do dysponowania swoim ciałem odmawiając jednocześnie  prawa do życia swoim dzieciom.

Znieśmy karę śmierci za zły gen.

Michał Ossowski

Artykuł pochodzi z najnowszego numeru "TS" (12/2018) do kupienia w wersji cyfrowej tutaj.

Wydarzenia
więcej
Opinie
więcej
Najnowszy numer
Związek
więcej
Wideo Prof. Romuald Szeremietiew: Polska może wrócić do pozycji mocarstwowej
Blogi
avatar
Dariusz
Łaszyca

Dariusz Łaszyca: Prymas przyjął nagrodę Tygodnika Powszechnego. Wielka szkoda
Wczoraj prymas Polski abp Wojciech Polak został laureatem „Tygodnika Powszechnego”, otrzymał medal św. Jerzego. Jak opublikowano na stronach tygodnika, otrzymał go „za walkę ze smokiem podziałów, które oddaliły od siebie Polaków. Za to, że jest siłą spokoju naszego Kościoła. Za to, że jednoczy wspólnotę swoim opanowaniem i pokorą – w naszych czasach cechami unikalnymi”.
avatar
Ryszard
Czarnecki

Ryszard Czarnecki: "Bawaria: tradycja, nowoczesność, tożsamość"
Jeżeli miałoby dojść – drugi raz w historii Bawarii – do podzielenia się przez CSU władzą z koalicjantem to będzie to dla Seehofera, Soedera i reszty liderów twardy orzech do zgryzienia. Najbardziej oczywista koalicja z liberałami – przynajmniej według sondaży – nie dawałaby większości rządowej w monachijskim Landtagu. Również odtworzenie ze szczebla centralnego, szereg razy ćwiczonej w całych Niemczech i kilku innych landach, choć w Bawarii nie praktykowanej – „Grosse Koalizion” czyli „Wielkiej Koalicji”, czarno-czerwonego rządu CSU-SPD – jest trudne ze względów nawet nie politycznych a … matematycznych. Po prostu może nie starczyć nie tyle woli, co szabel w lokalnym parlamencie. Teoretycznie − i arytmetycznie − jest możliwa egzotyczna, nigdy nie stosowana na terenie RFN koalicja CSU z „Alternatywą dla Niemiec”. Tyle, że jest ona politycznie wykluczona. Po pierwsze dlatego, że obie partie niesłychanie ostro rywalizują o przynajmniej częściowo podobny elektorat. Po drugie, że taki polityczny mezalians wywołałby wściekłość w Berlinie i pewnie osłabiłby pozycję Horsta Seehofera w niemieckim rządzie. Najbardziej więc prawdopodobny scenariusz to, jak mówił mi mój wysoko postawiony w CDU znajomy, koalicja „schwarz-gruen” czyli CSU z Zielonymi. A więc taka, która była już praktykowana w niektórych niemieckich landach. Ba, CDU i CSU rozważały ją również na szczeblu centralnym przed ostatnimi wyborami do Bundestagu.
avatar
Jerzy
Bukowski

Jerzy Bukowski: "Ostre wyrazy w walce politycznej nie są nieparlamentarne"
Słowo „parlamentum” znaczyło pierwotnie tyle, co „sklep z gadaniną” i dlatego nawet bardzo ostre potyczki werbalne w nim nie powinny razić, ani wywoływać zgorszenia.
ciastkoWykorzystujemy pliki "cookies" aby nasz serwis lepiej spełniał Państwa oczekiwania. Możesz zablokować możliwość wykorzystywania tych plików poprzez zmianę ustawień w swojej przeglądarce internetowej.