loading
Proszę czekać...
reklama_pozioma
Marek Budzisz: Irańska pułapka europejskiej dyplomacji.
Opublikowano dnia 24.05.2018 17:13
Dzisiaj w Petersburgu rozpoczęło się kolejne coroczne Międzynarodowe Forum Ekonomiczne. W ostatnich latach, jak zauważają obserwatorzy ma ono znacznie większą wagę polityczną, jeśli idzie o poruszane tam kwestie, niźli ekonomiczną, bo umów i porozumień jest tam relatywnie mało, a nawet, jeśli się zdarzają, to przy bliższej analizie okazuje się, że międzynarodowi partnerzy rosyjskich firm okazują się zarejestrowanymi w rajach podatkowych jak najbardziej rosyjskimi, (jeśli idzie o kraj pochodzenia kapitału) podmiotami. Tak będzie i w tym roku.

morguefile.com
Co nie zmienia faktu, iż przyjazd do północnej stolicy Rosji prezydenta Francji Macrona, premiera Japonii Abe i prezes Międzynarodowego Funduszu Walutowego ma swoją rangę. Międzynarodowa izolacja Rosji w okresie nasilającej się polityki sankcji świata anglosaskiego? – Mógłby zapytać którykolwiek ze zwolenników rosyjskiego prezydenta, – o czym mówimy? To chyba jakiś żart? I miałby rację, bo spoglądając w kalendarz spotkań lokatora Kremla tylko z ostatniego tygodnia można w nim znaleźć spotkania z premierami Niemiec i Indii, prezydentami Francji, Bułgarii, o mniejszych figurach w rodzaju syryjskiego dyktatora Asada, czy przywódcy republiki Środkowoafrykańskiej nie wspominając. Zatem, i jest to zgodne z intencjami władz Rosji, na petersburskie spotkania spogląda się obecnie głównie przez pryzmat polityki światowej, trwających w niej przegrupowaniach, budowaniu aliansów i porozumień.

A jest, co analizować. Do Petersburga przyjeżdża prezydent Francji, który nie tylko spotka się z Władimirem Putinem i wespół z nim poprowadzi jedno z plenarnych posiedzeń Forum, ale również weźmie udział w pierwszym posiedzeniu Trianońskiego Dialogu, specjalnego francusko – rosyjskiego forum, którego działalność w ten sposób zostanie zainicjowana. Przy czym jak donoszą rosyjskie media w przeddzień wyjazdu do Rosji Macron zwołał naradę francuskich „tęgich głów” – znawców Rosji, ekspertów i analityków, poszukując odpowiedzi na pytanie, jaka winna być polityka Paryża wobec Moskwy? Sam w wywiadzie dla Le Journal du Dimanche powiedział, że „chcę prowadzić z Putinem historyczny dialog strategiczny, chcę przyciągnąć Rosję do Europy, nie dać jej zamknąć się w sobie”. W podobnym duchu wypowiadała się niedawno w wywiadzie dla rosyjskiej prasy francuska ambasador w Moskwie, więc ton tych deklaracji nie może być kwestią przypadku ani też kurtuazji. Mamy do czynienia z planem politycznym Paryża, najprawdopodobniej powstałym, po uzgodnieniach z Berlinem. Dziennikarz Le Figaro, uczestniczący w naradzie przed rosyjską podróżą Macrona ujawnił, że w gruncie rzeczy chodzi o reanimowanie wschodniej polityki de Gaulle´a polegającej na budowie specjalnych relacji z Moskwą, nie unikając przy tym, jak zaznacza francuski prezydent „drażliwych” tematów. Te ostatnie to przede wszystkim kwestia uregulowania sytuacji na wschodniej Ukrainie oraz Syria. Przy czym już w ubiegłym tygodniu pojawiły się doniesienia, że Paryż wycofuje się ze swej polityki domagania się ustąpienia syryjskiego dyktatora, jako warunku rozpoczęcia procesu pokojowego. Francuska ambasador w Moskwie powiedziała w przywoływanym już przeze mnie wywiadzie, że Paryż nie chce decydować za Syryjczyków i to oni, w trybie demokratycznych wyborów winni określić czy nadal chcą mieć takiego prezydenta.

Oczywiście dyplomacja rządzi się swoimi prawami, ale czytając takie słowa aż chciałoby się zaapelować o odrobinę przyzwoitości, czy zastosowanie się do złotej zasady formułowanej przez poprzednika obecnego lokatora Pałacu Elizejskiego pod adresem polityków jednego z europejskich krajów (my pamiętamy, którego), że stracili okazję, aby siedzieć cicho. Tak nawiasem mówiąc w europejskich mediach lubi się oskarżać Donalda Trumpa o prowadzenie polityki chaotycznej, brak stałej linii, działanie pod wpływem impulsu, i jeśli zgodzić się z tą diagnozą to jak należałoby określić linię w polityce zagranicznej Macrona?

Wróćmy jednak do rosyjskiej podróży tego ostatniego. Nie ulega wątpliwości, że jednym z zasadniczych tematów prowadzonych rozmów będzie stosunek państw europejskich do umowy z Iranem w sprawie programu jądrowego tego ostatniego. Kilka dni temu amerykański sekretarz stanu Mike Pompeo przedstawił 12-punktową listę warunków, od spełnienia, których Waszyngton uzależnia powrót do umowy. Przypomnijmy najważniejsze z nich – wycofanie się Iranu z Syrii, zaniechanie wspierania radykalnych organizacji islamistycznych w rodzaju libańskiego Hecbollach czy powstańców w Jemenie oraz zamknięcie realizowanego przez Teheran programu budowy rakiet balistycznych. Obserwatorzy zwrócili uwagę na niesłychanie stanowczy, by nie rzec ostry, ton występującego w Fundacji Heritage amerykańskiego Sekretarza Stanu. Mówił on o „skruszeniu” regionalnej potęgi Teheranu. I aby nie było, jak można przypuszczać żadnych wątpliwości, co ma na myśli, to w zeszłym tygodniu izraelskie lotnictwo zaatakowało syryjskie pozycje elitarnych jednostek irańskiego Korpusu Strażników Rewolucji. A dziś agencje informują o ataku lotnictwa amerykańskiego na pozycje armii syryjskiej na wschodzie kraju.

Zdaniem rosyjskich ekspertów wystąpienie Stanów Zjednoczonych z umowy z Iranem było „zimnym prysznicem” dla liderów europejskich i może w efekcie przyczynić się do poważnych rozdźwięków między sojusznikami położonymi po obu stronach Atlantyku. Niewątpliwie jakieś targi właśnie trwają i Rosja chce ugrać własną grę.

W poniedziałek, dość niespodziewanie, i niemal zaraz po spotkaniu, jakie w Soczi mieli Putin i Merkel, pojawił się tam Asad. Jak informują rosyjskie media rozmawiano przede wszystkim o politycznym uregulowaniu konfliktu i rozpoczęciu rozmów, nie przywiązując wielkiej wagi, czy będą się one toczyły w myśl astańskiego czy też genewskiego formatu. Tego rodzaju deklarację odebrano, jako ukłon Moskwy w stronę Zachodu, a także przesłany otwartym tekstem komunikat, że Iran i Turcja są, ale tylko taktycznymi, a nie strategicznymi sojusznikami Rosji w Syrii. Tego rodzaju przesłanie potwierdziła tylko deklaracja Putina, iż jego zdaniem z Syrii winny się wycofać wszystkie znajdujące się tam, oczywiście prócz rosyjskiego, kontyngenty wojskowe. Dlaczego nie Rosjanie? Dlatego, że jak zaraz pospieszył z wyjaśnieniami rosyjski MSZ, tylko oddziały tego kraju znajdują się tam legalnie, bo zostały formalnie zaproszone przez prawowite władze. Ale niezależnie, jakimi komentarzami opatrywano by wystąpienie Putina wszyscy obserwatorzy dość zgodnie uznali je, jako kierowane pod adresem Iranu. Tak też odebrano je i w Teheranie, bo następnego dnia, czyli wczoraj, oficjalny przedstawiciel irańskiego MSZ-u odrzucił rosyjskie żądania oświadczając, że „nikt nie zmusi Iranu do zrobienia czegokolwiek”. W rosyjskiej prasie pełno jest spekulacji tamtejszych ekspertów, że słowa Putina są jakimś odbiciem trwających między Moskwą a Waszyngtonem, przy pośrednictwie Berlina i Moskwy, targów w sprawie Syrii i Iranu.
Obecność Asada w Soczi miałaby te pogłoski potwierdzać. Tym bardziej, że po zdobyciu ostatniego bastionu w okolicach Damaszku siły reżimu przegrupowują się na południowym zachodzie i zdaniem rosyjskich ekspertów będą dążyły do wyparcia oddziałów opozycji na terenach przylegających do granicy z Izraelem. A to grozi wybuchem konfliktu zbrojnego na szerszą skalę. Bo jeśli nie teraz to, kiedy? – piszą w swoim ostatnim raporcie analitycy amerykańskiego think tanku Stratfor – mając na myśli wojnę Izraele z Syrią, ale przede wszystkim Iranem. Czy Jerozolima, pytają retorycznie, będzie miała w najbliższej przyszłości bardziej proizraelskiego prezydenta niźli Trump, czy skłóconą z Teheranem Arabią Saudyjską będzie kierował tak wojowniczo nastawiony i skłonny do ostatecznych rozstrzygnięć przywódca, jakim dziś jest młody następca tronu? I czy jest, na co czekać, aż Teheran zbuduje rakiety balistyczne średniego zasięgu zdolne do rażenia celów w Izraelu, a Syria chroniona będzie rosyjskimi bateriami obrony antyrakietowej? Czyli ich zdaniem, wojna z Iranem wisi na włosku.

I jak się wydaje Moskwa nie czeka, tylko negocjuje. W poniedziałek po spotkaniu w Soczi Asad powiedział, że jego rząd daje miesiąc wszystkim uchodźcom (właśnie wydano stosowne prawo) na powrót do kraju. W przeciwnym razie majątki nieobecnych zostaną skonfiskowane i przekazane innym, czytaj – alawickiej elicie reżimu. To oczywisty szantaż pod adresem Europy, bo realizacja tego rodzaju polityki może tylko doprowadzić do nowej eskalacji konfliktu i wzrostu fali uchodźców. Raczej nie jest kwestią przypadku, że taki straszak pojawił się po spotkaniu Putina z Merkel.

Teheran też nie ma zamiaru ustępować. Dzisiaj irański prezydent Rouhani sformułował, pod adresem przywódców europejskich, listę warunków dalszego pozostawania jego kraju w atomowym porozumieniu. Są one, łagodnie całą sprawę nazywając, dość stanowcze a nawet bezczelne, i ich przyjęcie wiązałoby się z upokorzeniem Europy. Teheran oczekuje, że państwa europejskie doprowadzą do przegłosowania przez ONZ oficjalnej uchwały potępiającej Stany Zjednoczone, ponadto domaga się „nie poruszania w trakcie negocjacji kwestii związanych z irańskim programem budowy rakiet balistycznych”, zagwarantowania zakupów irańskiej ropy naftowej, wyrównania Teheranowi strat, jakie ten może ponieść w wyniku posunięć Waszyngtonu. Mało tego, Iran chce, aby Europa zagwarantowała, że tamtejsze instytucje finansowe będą obsługiwały transakcje płatnicze Teheranu i nie będzie uczestniczyć w jakichkolwiek sankcjach. Jednym słowem, chcecie pokoju, płaćcie, płaćcie i jeszcze raz płaćcie. Stanowiska stron są dość jasne. Stany Zjednoczone i Izrael opowiadają się za rozwiązaniem siłowym. Iran nie zamierza ustąpić. Rosja stoi z boku i zawsze jest gotowa do gry, tym bardziej, jeśli może na tym skorzystać. A Europa? I tak źle i tak nie dobrze.

Trudno znaleźć rozwiązanie bez utraty twarzy. I kto znalazł się w pułapce?

Marek Budzisz
 
 
Wydarzenia
więcej
Opinie
więcej
Najnowszy numer
Związek
więcej
reklama_pionowa
Wideo Tysol.pl Wywiad Cezarego Krysztopy z Tomaszem Szatkowskim
Blogi
avatar
Jerzy
Bukowski

Kukliński patrzy na defiladę
Marzę, aby w roku 100-lecia odzyskania przez naszą Ojczyznę niepodległości śp. generał Ryszard Kukliński został wreszcie zaliczony w poczet kawalerów jej najwyższego odznaczenia - Orderu Orła Białego.
avatar
Jerzy
Bukowski

Jerzy Bukoski: Chwilowa zgoda narodowa
Związek Harcerstwa Polskiego nie będzie narażony na wplątanie go w żenującą rozgrywkę prowadzoną przez reprezentantów dwóch zwaśnionych obozów politycznych.
avatar
Marek
Budzisz

Marek Budzisz: Konwencja w sprawie Morza Kaspijskiego, czyli jak Rosja rozgrywa Iran.
12 sierpnia na szczycie w kazachskim porcie Aktau podpisano konwencję regulującą status Morza Kaspijskiego oraz zasady współpracy 5 państw mających doń dostęp. Negocjacje trwały 22 lata, odbyło się 5 szczytów liderów państw, setki spotkań na niższych szczeblach i negocjacji eksperckich, a do ostatniej chwili nie było wiadomo czy umowa zostanie podpisana. Irańskie media oceniały, przed szczytem, że szansa jej zawarcia wynosi 50 na 50. Już to, że rozmowy trwały tak długo i ostatecznie doszło do zawarcia jakiejś formy porozumienia każe przyjrzeć się temu, co się stało, z większą uwagą. Przede wszystkim z tego powodu, że kształt kompromisu odbija jak w zwierciadle zmieniający się układ sił w regionie oraz zamierzenia i interesy głównych graczy.
ciastkoWykorzystujemy pliki "cookies" aby nasz serwis lepiej spełniał Państwa oczekiwania. Możesz zablokować możliwość wykorzystywania tych plików poprzez zmianę ustawień w swojej przeglądarce internetowej.