loading
Proszę czekać...
reklama_pozioma
Legia Warszawa w Lidze Mistrzów: Z głębi piekła do przedsionka raju
Opublikowano dnia 12.12.2016 11:32
Z głębi piekła do przedsionka raju – tak najkrócej można określić postawę warszawskiej Legii w wyczekiwanej od dwudziestu lat fazie grupowej piłkarskiej Ligi Mistrzów. Nie spodziewano się zarówno początkowych upokorzeń, jak i końcowego sukcesu, za jaki trzeba uznać awans do 1/16 Ligi Europejskiej.

@LegiaWarszawa - twitter.com
Już losowanie grup przyjęto nad Wisłą z rozczarowaniem – przyszło się bowiem zmierzyć nie tylko z obrońcą Pucharu Europy oraz wicemistrzem Bundesligi, lecz także z zespołem w sporej części składającym się z mistrzów Starego Kontynentu. Lecz w najczarniejszych snach nie spodziewano się inauguracji takiej, jak pierwsze spotkanie z Burussią Dortmund w Warszawie. Bolesna była klęska sportowa 0:6, jeszcze bardziej bolał styl tej porażki. Do tego doszły koszmarne rozróby kibolstwa na trybunach – nie można było gorzej rozpocząć występów w Champions League, na którą przecież nad Wisłą czekaliśmy od dwóch dekad. Tylko nieco lepiej było w kolejnych spotkaniach pierwszej rundy – Legia gładko przegrała w Madrycie (gdzie też nie popisali się rzekomi sympatycy klubu, na szczęście poza stadionem) i Lizbonie. Taki przebieg rywalizacji zaowocował posunięciem od dawna oczekiwanym – z Łazienkowską rozstał się albański szkoleniowiec Besnik Hasi. Jego następcą został Jacek Magiera – od lat czekający na swoją szansę.

Zmiana na trenerskiej ławce wywołała korzystny efekt, kilku piłkarzy wyraźnie poprawiło swoją dyspozycję. Magiera dostał też nieoczekiwany prezent od losu, jakim było zlekceważenie Legii przez wielki Real. Zinedine Zidane, szkoleniowiec „Królewskich”, w rewanżowym meczu w Warszawie pozwolił sobie na eksperyment taktyczny. W systemie 1-4-2-4 zespoły z Europy nie grają co najmniej od czterdziestu lat, a tak właśnie ustawił swoja ekipę „Zizou”. Luka w środku boiska okazała się dla madrytczyków zabójcza – a legioniści zwietrzyli swoją szansę. Ostatecznie, po roszadach już w trakcie gry Real zdołał jedynie doprowadzić do remisu – i właśnie ten punkt wywalczony przez Legię w starciu z hiszpańskim klubem okazał się w końcowym rozliczeniu bezcenny.

Rozochoconym warszawianom w kolejnej konfrontacji znów przyszło przełknąć gorzką pigułkę – na stadionie w Dortmundzie okazało się, że Legii nie stać dziś na otwartą grę nawet z rezerwowym składem wicemistrzów Niemiec. Osiem goli straconych w jednym meczu to niewątpliwa kompromitacja warszawskiej defensywy i w żadnej mierze nie zamazuje jej czterobramkowy ofensywny dorobek Legii. To była dla naszych jednak ważna lekcja, z której Jacek Magiera wyciągnął właściwe wnioski. Aby awansować do fazy pucharowej Ligi Europejskiej, Legia musiała wygrać u siebie ze Sportingiem.

I w tym ostatnim spotkaniu podopieczni Magiery wypełnili wszystkie powierzone im role. Legia zagrała mądrze i skutecznie. W pierwszej połowie zdobyła gola, a w drugiej odsłonie wytrzymała narastający napór na swoja bramkę. Miała też okazje do podwyższenia wyniku, co z pewnością powstrzymywało gości przed podejmowaniem nadmiernego ryzyka. Radość piłkarzy i szkoleniowców Legii po końcowym gwizdku włoskiego arbitra jest jak najbardziej zrozumiała. Teraz pora na zimową przerwę, a wiosną na kolejne europejskie boje, które legioniści będą musieli pogodzić z walką o obronę krajowego tytułu. W ekstraklasie nie wiedzie im się bowiem w tym sezonie najlepiej, lecz straty z pewnością są dla zdecydowanego faworyta naszej ligi do odrobienia.

Leszek Masierak

Artykuł pochodzi z najnowszego numeru "TS" (51/2016) dostępnego też w wersji cyfrowej tutaj
Wydarzenia
więcej
Opinie
więcej
Najnowszy numer
Związek
więcej
Wideo Agnieszka Romaszewska: Ukraina postawiła na Niemcy. I się na tym przejedzie
Blogi
avatar
Jerzy
Bukowski

Jerzy Bukowski: Zjednoczmy się wokół bohatera
Niepodległa - także dzięki niemu - Rzeczpospolita jest zobowiązana uroczyście oddać należny hołd gen. Ryszardowi Kuklińskiemu.
avatar
Waldemar
Żyszkiewicz

Waldemar Żyszkiewicz: Na marginesie sprawy Alfiego Evansa
Jednym z koronnych argumentów pożytecznych postępowców (POPO), którzy dali się skusić retoryce negującej zasadność, a raczej wręcz niezbędność kary śmierci, jest podnoszenie obaw o możliwość popełnienia pomyłki przez sąd rozpatrujący sprawę o morderstwo, bo zabójstwa nie są na ogół zagrożone karą główną.
avatar
Grzegorz
J. Kałuża

Grzegorz Kałuża: Bardziej niepełnosprawni od swoich dzieci
Ostatnie wydarzenia w Sejmie z udziałem rodziców niepełnosprawnych dzieci – w tym żądania dymisji rządu – wcale mnie nie dziwią. Manipulowanie tymi zdesperowanymi ludźmi, którzy odrzucają bardzo poważne oferty, przez posłów Nowoczesnej, jest oczywiste. W końcu to posłanka Scheuring-Wielgus wprowadziła ich do Sejmu. Cynizm polityków zalecających aborcję w przypadku jakiejkolwiek niedoskonałości płodu – a następnie udających współczucie dla tych „niedoskonałych”, gdy ich jednak urodzono, nie ma granic. Podatność tych osób na takie manipulacje ma też własne przyczyny. Wielu rodziców kalekich (nie boję się tego słowa) dzieci wybiera bowiem postawę izolacji i pewnego rozżalenia wobec całego, otaczającego świata.
ciastkoWykorzystujemy pliki "cookies" aby nasz serwis lepiej spełniał Państwa oczekiwania. Możesz zablokować możliwość wykorzystywania tych plików poprzez zmianę ustawień w swojej przeglądarce internetowej.