loading
Proszę czekać...
Agnieszka Stein dla "TS": Wychowanie bezstresowe nie istnieje. Każdy człowiek przeżywa stres
Opublikowano dnia 15.09.2016 08:36
Mimo że na dzieci chowaniu znamy się najlepiej, rodzicielskie fora internetowe kipią od pytań zaczynających się od „jak”. W odpowiedziach – cały wachlarz pomysłów i, jak zwykle, spory między reprezentantami dwóch wrogich obozów. Z jednej strony „eko-matki” oskarżane o mityczne bezstresowe wychowanie. Z drugiej rodzice „tradycyjni”, przywiązani do kar, nagród, a czasem i klapsów. A może istnieje droga, która spodobałoby się i jednym, i drugim?

Pixabay.com/CC0


Rodzicielstwo bliskości (RB), czyli nurt zapoczątkowany przez małżeństwo Marthę i Williama Searsów, to postawa wychowawcza, w której główne role gra szacunek oraz naturalne instynkty rodzicielskie.
Sens podążania za nimi został zanegowany przez pedagogów ubiegłego wieku, wymyślających kolejne systemowe metody mające sprawić, że dziecko robi to, czego żąda rodzic. Stały się one na tyle powszechne, że dziś uważane są za tradycyjne, mimo że wcale takimi nie są.
Psychologowie związani z RB obalają założenie, że mały człowiek jest istotą niekompletną, którą trzeba poddać odpowiedniej obróbce pedagogicznej, by stała się pełnowartościowym członkiem społeczeństwa. Według nich każdy z nas, także dziecko, ma wewnętrzną motywację, by żyć w zgodzie z otoczeniem. Ważne jest, byśmy my, jako rodzice i autorytety, pokazywali mu pozytywne wzorce postaw i zachowań, które dziecko w naturalny sposób naśladuje. Istotne jest też doświadczanie przez młodego człowieka konsekwencji własnych czynów, co działa znacznie skuteczniej niż kary.

Rodzicielstwo bliskości, wbrew stereotypom, nie polega na bezwarunkowym spełnianiu zachcianek dziecka. Psychologowie nurtu mówią, że istnieje zasadnicza różnica między tym, czego dziecko chce, a tym, czego potrzebuje. Ważne jest więc, by realizować potrzeby dziecka, gdyż to jest niezbędne do jego prawidłowego rozwoju. Spełnianie życzeń jest zależne od woli rodzica, który ma prawo do mówienia „nie”, rozumianego jako jasny komunikat wyrażony osobistym, nieoceniającym językiem.

Słowo „nie” wiąże się także z prawem każdego członka rodziny do wyznaczenia własnych granic, oczywiście w takim zakresie, by nie naruszać praw i granic innych. Charakterystycznym, choć mocno kontrowersyjnym założeniem RB jest także niestosowanie kar i nagród. Bazuje ono na przekonaniu, że stosowanie zewnętrznego systemu motywacyjnego na dłuższą metę psuje relację między rodzicami a dzieckiem. Znacznie większą rolę w kształtowaniu się postaw dziecka ma bowiem jego wewnętrzna, a nie wymuszona przez rodzica motywacja.

Rozmowa z psycholog Agnieszką Stein, specjalizującą się w nurcie rodzicielstwo bliskości.

– Jakie są podstawowe różnice między rodzicielstwem bliskości a wychowaniem bezstresowym?
– Takie, że jedno istnieje, a drugie nie. Wychowanie bezstresowe to tylko teoretyczny konstrukt, stworzony po to, by „dowalać rodzicom”. Wystarczy, że ktoś nie bije dziecka i już może spotkać się z zarzutem, że wychowuje bezstresowo. Natomiast nie jest możliwe, żeby człowiek nie przeżywał stresu. Ludzie mają pewne mechanizmy radzenia sobie z nim wtedy, gdy nie jest go za dużo.

– Mój redakcyjny kolega opowiadał, jak jego dziewięcioletni syn nie mógł sobie poradzić z dokuczającymi mu kolegami. Próbował z nimi rozmawiać, jednak bez skutku. Ostatecznie zwrócił się do nich ostro i to zadziałało. Agresorzy się odczepili.
– Trafili na znajomą sytuację.

– Tak, ale ktoś może być teraz przekonany, że teorie o rozwiązywaniu konfliktów pokojową metodą można wrzucić do kosza.
– Jest różnica między dzieckiem, które ma do wyboru zarówno sposób „po żołniersku”, jak i „łagodnie”, a dzieckiem używającym tylko metody „ostro i po żołniersku”. To drugie nie zna innych sposobów wchodzenia w relacje, zatem nie ma wyboru. Myślę, że również wielu dorosłych znajduje się w takiej sytuacji. Czy jednak chcemy na tej zasadzie rozmawiać ze sobą w bliskich relacjach? Czy chcemy „ostro i po żołniersku” rozmawiać ze swoim partnerem? Czy w takim świecie chcemy żyć? Historia z kolegami to jest sytuacja mobbingu, niełatwa dla kogokolwiek. Nieuprawnione jest więc wyciąganie wniosków co do tego, jak zachować się w relacjach z ludźmi, na podstawie tak ekstremalnej sytuacji. Jeśli w pracy atakuje panią pół zespołu, idzie pani do sądu pracy. To jednak nie znaczy przecież, że każdy spór między ludźmi należy załatwiać przez sąd pracy.

– Czyli w takiej sytuacji zachowanie chłopca było zasadne?
– Rodzicielstwo bliskości mało zajmuje się ocenianiem. Ja rozumiem, że to było najlepsze, co ten chłopiec mógł wtedy wymyślić.

– Co rodzic może powiedzieć dziecku w takim momencie?
– Może powiedzieć, że rozumie, iż to była dla dziecka trudna sytuacja. Jeśli dziecko w tym wieku użyło tylko słów, nie uciekając się do przemocy, to już jest duży sukces. To ogromna sprawność w relacjach społecznych, że poradziło sobie, nie prosząc o pomoc dorosłych. Rodzice nie przychodzą do mnie z takimi historiami, bo cieszą się, że dziecko dało sobie radę. Jeżeli już przychodzą, to właśnie z dziećmi zachowującymi się tak jak ci chłopcy. Mam poczucie, że jesteśmy w trochę absurdalnej sytuacji, kiedy bardziej przejmują się rodzice dzieci, którym się dzieje krzywda, niż rodzice, których dzieci robią komuś krzywdę. Warto rozmawiać o tym, że to było trudne doświadczenie dla skrzywdzonego dziecka, a nie o tym, czy mogło się lepiej zachować.

- Czytając komentarze krytyczne wobec rodzicielstwa bliskości, widzę, że kwestią sporną często są kary. Jak można przekonać rodziców do niestosowania kar?
– Ja nie przekonuję. Jeśli mnie ktoś pyta, jak wywołać określone zachowanie dziecka, to mogę mu powiedzieć, że tego się nie da zrobić karami. Jeśli rodzic chce rozmawiać na teoretycznym poziomie i jest przekonany do kar, mówię mu – to jest twoje prawo.

– Co jest złego w karach?
– Nie chodzi o to, że to jest coś złego, lecz o to, że w ten sposób nie da się uzyskać celów, które rodzice chcą uzyskać.

– Spotykam się z opiniami, że niestosowanie kar powoduje, że dzieci nie mają szacunku dla rodziców.
– Nie, boją się ich. Jeśli ktoś chce, żeby dziecko się go bało, zależy mu na autorytecie opartym na strachu i taka relacja mu wystarczy, to ja nie wiem, jak go przekonać. Mogę tylko powiedzieć, że znam rodziców, którzy nie stosują kar i dziecko ma do nich szacunek. Ci rodzice są dla dzieci autorytetem nie dlatego, że one się boją. Niestosowanie kar to jest kwestia świadomego wyboru i pracy nad sobą, a nie tego, że ktoś został do tego namówiony.

– Miała Pani przypadki, że ktoś przekonany do kar przychodzi do Pani i zmienia zdanie na ich temat?
– Miałam. Rodzice przychodzą do mnie po pomoc w momencie, gdy sami zauważą, że to nie działa. Co najwyżej nie wiedzą, że to co widzą, też jest efektem kar. To właśnie mogę im powiedzieć.

– Jaki jest jeszcze, prócz strachu, skutek stosowania kar?
– Rodzice przychodzą z tym, że dziecko ich nie słucha, albo że stracili z nim kontakt.

– Czytałam też o tym, że dzieci w pewnym momencie zaczynają kombinować.
– Mówiąc wprost – zaczynają kłamać. Bo kara bardzo zachęca do unikania kary, a nie do zmiany zachowania czy postawy. To jest dość prosty efekt. Kara powoduje, że zaczynamy robić tak, żeby nas nie złapano.

– Słyszałam wypowiedzi ludzi, którzy twierdzą, że teraz, jako dorośli, cieszą się z tego, iż zostali wychowani w tradycyjny sposób, z karami, również cielesnymi. Mówią: „dzięki temu, że tata czasem sięgał po pasek, wyszedłem na ludzi, wiem, co jest dobre, a co złe”.
– I teraz ich wyjście na ludzi polega na tym, że nie widzą problemu, żeby uderzyć małe dziecko.

– Tak, ale wiele osób uważa przecież, że to nie jest złe.
– Alice Miller pisała już z pięćdziesiąt lat temu, że to jest mechanizm obronny. Przyznanie się, że „moi rodzicie robili świadomie coś, co mnie sprawiało ból”, jest zbyt trudne dla ludzi. Trudno jest stracić obraz kochającego rodzica, poradzić sobie z tym, że rodzice robili coś, co mnie bolało. Zatem u dziecka działa taki mechanizm, że kiedy rodzic je rani, dziecko stwierdza „to była moja wina, to ja byłem zły”.

Agnieszka Stein od 1999 r. pracuje jako psycholog, specjalizujący się w nurcie rodzicielstwo bliskości. Prowadzi konsultacje i warsztaty dla rodziców, współpracuje z przedszkolami i szkołami. Jest autorką książek („Dziecko z bliska”, „Dziecko z bliska idzie w świat”) i artykułów, poświęconych świadomemu rodzicielstwu. Prowadzi konsultacje dla rodziców w Prywatnym Ośrodku Terapii Uzależnień i Pomocy Psychologicznej „Polana”.
Wydarzenia
więcej
Opinie
więcej
Najnowszy numer

Opiekun – więzień bez wyboru
Osoby, które opiekują się niepełnosprawnymi dziećmi pobierają świadczenie w wysokości 1406 zł miesięcznie. Opiekunowie niepełnosprawnych dorosłych – zaledwie 520 zł. Prawo zabrania im pracować, jeśli chcą zachować uprawnienia do świadczenia. W Temacie Tygodnia 52 nr TS piszemy o walce opiekunów o zmianę tego prawa i podwyżkę świadczeń, której wciąż się nie doczekali, mimo obietnic Beaty Szydło.
 
Chcemy konstytucji dla pracowników
– W zachodniej Europie układy zbiorowe pracy to standard. Tylko u nas pracodawcy uważają, że to XIX-wieczny archaizm – mówi przewodniczący NSZZ Solidarność Piotr Duda w rozmowie z Maciejem Chudkiewiczem.
 
Władza w rękach naukowców
Uczelnie czeka rewolucja. Nowa ustawa o szkolnictwie wyższym i nauce przewiduje m.in. zwiększenie ich autonomii. Teoretycznie – to dobrze, ale zmiana ta niesie za sobą również wiele zagrożeń. Barbara Michałowska.

Najnowsze wydanie Tygodnika Solidarność nr 42/2017 już dostępne

Pobierz darmową aplikację do cyfrowego wydania Tygodnika Solidarność
Związek
więcej
Wideo Tysol.pl Wywiad Cezarego Krysztopy z prof. Krzysztofem Szwagrzykiem
Blogi
avatar
prof. Marek Jan
Chodakiewicz

Prof. Marek Jan Chodakiewicz dla "TS": Polonijna kontynuacja
Niedawno zaproszono mnie, bym powiedział kilka słów na stałej konferencji archiwów i muzeów polskich na Zachodzie. Spotkanie odbyło się niestety po polsku i miało miejsce w konsulacie RP w Nowym Jorku. Niestety – bo powinno być po angielsku i w Columbia University, gdzie Polonia i Polska utopili grube miliony, aby zafundować katedrę polską, z której dla sprawy polskiej właściwie nic nie ma.
avatar
Barbara
Piela

[Kliknij aby zobaczyć całość] Nowy rysunek Barbary Pieli: Krystyna Janda
"Kasa teatralna", kredki akwarelowe na kartonie
avatar
Przemysław
Jarasz

Olsen ze Śląska. Sprawca napadów na sklepy zamaskowany jak w komedii, ale zatrzymany jak w filmie akcji
To była akcja, jak z kryminału. Uzbrojony w nóż i schowany za amatorsko zrobioną kominiarką bandyta sterroryzował personel niewielkiego sklepiku spożywczego w Zabrzu-Rokitnicy i zrabował utarg z kasy. Po czym wybiegając ze sklepu – nim w ogóle zdążył schować nóż i ściągnąć „maskę” – wpadł wprost w ręce czekających na niego policjantów kryminalnych. Ci natychmiast go obezwładnili, powalili na ziemię i skuli kajdankami. Szybko się okazało, że to sprawca aż trzech takich przestępczych napadów w mieście, w tym na jubilera w śródmieściu, tuż obok dworca kolejowego. Decyzją sądu został tymczasowo aresztowany. Na szczęście, nikt z personelu obrabowanych placówek nie ucierpiał na skutek działania złoczyńcy, a postępowanie sprawcy – choć ze wszech miar naganne i przestępcze – bardziej przypominało komediowy Gang Olsena niż atak bezlitosnego zabójcy.
ciastkoWykorzystujemy pliki "cookies" aby nasz serwis lepiej spełniał Państwa oczekiwania. Możesz zablokować możliwość wykorzystywania tych plików poprzez zmianę ustawień w swojej przeglądarce internetowej.