loading
Proszę czekać...
reklama_pozioma
Prof. Marek Jan Chodakiewicz dla "TS": Tropikalny socjalizm
Opublikowano dnia 19.05.2017 01:07
Dla Polaków, którzy przeżyli karnawał „Solidarności” i jego stłamszenie, obrazki z Wenezueli są przykro znajome. Robotnicy, rolnicy, studenci, inteligencja demonstrują na ulicach w całym kraju. Skandują „Precz z dyktaturą”. Kobiety podają róże wojskowym. Namawiają do przechodzenia na stronę opozycji. Strajki, blokady, marsze głodowe. Zamieszki przed sklepami, żądania chleba. Epicentrum oporu jest w stolicy, Caracas, ale protesty mają miejsce w całym kraju. Cel – obalenie socjalizmu.

screen YouTube
Władze wysyłają przeciw demonstrantom falangi policji z tarczami, pałami, gazami łzawiącymi. Tajniacy używają broni palnej. Rząd uzbraja swoich zwolenników. Policja i wojsko strzelają do ludzi, biją, pałują. Niedawno świat zaszokowały zdjęcia samochodu pancernego wjeżdżającego w tłum. Rannych zostało 71 osób. Ostatnia demonstracja to co najmniej 32 trupy po stronie protestujących.

Jednocześnie władze uciekają się do kroków administracyjnych i „prawnych”, aby zniszczyć albo przynajmniej zneutralizować oponentów. Np. państwo przejęło na siebie prawie zupełnie dystrybucję produktów spożywczych i przemysłowych. Zwolennicy rządu i neutralni dostają tyle, aby przeżyć w ramach programu „misji”. Reszta ma sobie sama radzić. Czarny rynek pozostaje główną opcją aprowizacji dla ludności. Trudno w to uwierzyć, ale szerzy się głód. Nie ma papieru toaletowego, mydła, lekarstw. Brak higieny powoduje szerzenie się chorób, co zaostrza prawie zupełną zapaść służby zdrowia i niemal wszystkich innych usług będących domeną państwa. I znów jedynym ratunkiem jest ucieczka od oficjalnego socjalizmu do nieoficjalnego czarnego – czyli wolnego – rynku usług.

Główne bogactwo Wenezueli – jak w Rosji – to ropa naftowa i gaz. Nazywa się to „przekleństwo zasobów” (resource curse). Wenezuela stworzyła roponośną koalicję z Rosją, Chinami i Iranem. Spadek cen energii spowodował zawalenie się koalicji.

Socjalistów od władzy stara się usunąć eklektyczna koalicja. Nawet niektórzy członkowie elity rządzącej partii zaczynają smalić cholewki do opozycji. Jest to pospolite ruszenie z przywódcami o rozmaitej proweniencji ideowej, politycznej, a nawet etnicznej. Np. jeden z najbardziej kolorowych opozycjonistów, gubernator stanu Miranda, to Henrique Capriles Radonski, wnuk polskich Żydów, wychowany w religii katolickiej. Jest jednym z przywódców partii „Najpierw Sprawiedliwość” (Primero Justicia). Zwolennicy rządu okrzyczeli go „żydem” i „pedałem”. Na początku kwietnia Capriles został przez władze zdelegalizowany. Tak jest. Na 15 lat ma zakaz udziału w życiu politycznym. Odwołuje się, liczy, że kruczki prawne pomogą mu wykaraskać się z tej pułapki.

Przywoływanie „prawa” to typowa broń rządu. Część przywódców siedzi w więzieniu, niektórzy emigrowali, a jeszcze innych wykluczono z polityki. Niedawno Sąd Najwyższy zdelegalizował parlament, który jest zdominowany przez opozycyjną koalicję o nazwie Demokratyczny Okrągły Stół (Mesa de la Unidad Democrática). Władze wycofały się z tej podłej sztuczki na razie, ale mają nadzieję obronić swoje pozycje poprzez wprowadzenie systemu monopartyjnego. Już wzywano, aby „lud” powołał „konstytuantę”. Połowa ma być wybrana, a reszta wytypowana przez komitety „prześladowanych”, czyli zwolenników władz. Rząd jednak na razie nie ma odwagi wprowadzić tego planu, bowiem prezydentem USA został Donald Trump i obawiają się amerykańskiej interwencji – bez względu na to, czy Biały Dom rozważa taką opcję czy nie.

O co chodzi w Wenezueli? Ludzie protestują przeciwko prezydentowi Nicolásowi Maduro, szefowi Zjednoczonej Partii Socjalistycznej Wenezueli (Partido Socialista Unido de Venezuela) i głównemu wyznawcy ideologii „chavismo”. Ideologię tę współtworzył i realizował jego poprzednik, zmarły w 2013 r. Hugo Chávez. Nazwał ją „ruchem boliwarystycznym” (Simon Bolivar (1783-1830) uchodzi za wyzwoliciela Ameryki Łacińskiej spod hiszpańskich rządów kolonialnych). Chávez jednak inspirację czerpał z Sowietów i – przede wszystkim – z Kuby. Jako oficer zawodowy stworzył w 1982 r. organizację podziemną, MBR-200, która miała w rewolucyjny sposób narzucić Wenezueli socjalizm. Zamach stanu w 1992 r. nie wyszedł i Chávez trafił do więzienia. Ale wnet wyszedł na wolność i – wbrew swemu i swym towarzyszy uprzedzeniu wobec parlamentaryzmu – udało mu się wygrać wybory demokratycznie. Został prezydentem Wenezueli w 1998 r.
Chávez wygrał, bowiem umiejętnie podsycił walkę klas i walkę ras. To doprowadziło go do szczytu władzy w imię haseł populistycznych i egalitarnych. On w nie wierzył, ale ich nie praktykował. Skończyło się na tyranii.

Początkowo nowy prezydent rzeczywiście był bardzo popularny wśród ludu. Jego hasłem było „kto nie z nami, ten przeciw nam”. Ślizgał się dzięki retoryce nienawiści i sztuczkom socjalnym. A już zwiększył podatki dla „bogatych” albo zarządził redystrybucję ziemi. Nacjonalizował na lewo i prawo, kolektywizował. Wszędzie budował struktury swojej partii, nawet w slumsach, gdzie pojawiły się komitety blokowe. Konfiskaty i podatki paraliżowały gospodarkę, ale Wenezuela dawała sobie jakoś radę dzięki wysokim cenom energii. Potem ceny padły i zaczęła się gehenna. W 2013 r. Chávez umarł. Rządy przejął Maduro. Ten broni socjalizmu jak niepodległości.

Tymczasem, jak podaje „The Washington Post”, do demonstracji przyłączyła się biedota. Być może byłoby rozwiązaniem, gdyby wojsko przeprowadziło zamach stanu, obaliło dyktaturę i przywróciło parlamentaryzm, tak jak stało się to w 1958 r. Ale wojsko jest obecnie pod komendą boliwarystycznej nomenklatury, która kontroluje m.in. wenezuelskie kopalnie złota. Zajmuje się też szmuglem jedzenia i narkotyków. Jest im zbyt dobrze w socjalizmie, aby go obalać. (Tak naprawdę nie ma dobrego wyjścia. Powstanie zbrojne zdestabilizowałoby cały region. I nie ma szans bez pomocy USA. Wśród ekspertów jest konsensus. Może się to skończyć kataklizmem).

Następny krok to pewnie stan wojenny. Albo konstytucyjny zamach stanu. Socjalizm nie ma ochoty odejść.

Marek Jan Chodakiewicz
Waszyngton, 12 maja 2017
www.iwp.edu
Wydarzenia
więcej
Opinie
więcej
reklama_pionowaNajnowszy numer

Wroga grabież: Polska albo odzyska, co jej się należy od Niemiec, albo już zawsze będzie biedniejsza od Berlina.
W dziale historia o twarzach warszawskiej Syreny: „Maj, rok 1937. Na I Ogólnopolskim Salonie Rzeźby w Warszawie Ludwika Kraskowska-Nitschowa przedstawia projekt pomnika „Syrena – godło Warszawy”
W dziale związek o założeniu organizacji zakładowej w Mokate:
Od niedawna w spółce tej działa Solidarność. Mokate i Solidarność – co wyniknie z takiego związku? 
a także o górniczym krwiodawstwie:

„Krew, składniki krwi i produkty krwiopochodne należą do najczęściej stosowanych środków leczniczych. Choć od wielu lat trwają zaawansowane badania nad pozyskaniem sztucznej krwi, jej produkcja jest jeszcze w powijakach. Dlatego tak ważne jest honorowe dawstwo” - pisze Dariusz Piechowicz

Najnowsze wydanie Tygodnika Solidarność nr 32/2017 już dostępne

Pobierz darmową aplikację do cyfrowego wydania Tygodnika Solidarność
Związek
więcej
reklama_pionowa
Wideo Prof. Szwagrzyk Człowikiem Roku 2016 Tygodnika Solidarność
Blogi
avatar
Dariusz
Łaszyca

Dariusz Łaszyca: Grzybica ucha
Czy żyjąc we współczesnym świecie umiemy jeszcze egzystować bez telefonu, tabletu lub komputera? Sam jako namiętny twitterowicz łapię się na tym, że trudno jest mi przeżyć kilka dni bez otwarcia aplikacji z "ćwierkającym niebieskim ptaszkiem".
avatar
Dariusz
Łaszyca

Dariusz Łaszyca: Bazgranie na Fladze Narodowej
Radość z kibicowania naszym sportowcom jest powszechna. Cieszymy się, gdy Polka lub Polak wygrywa. Śpiewamy hymn narodowy i wysoko powiewamy narodowymi flagami. Ale czy zawsze zdajemy sobie sprawę z tego, że nasze symbole narodowe trzeba chronić i dbać o ich wygląd.
avatar
Jerzy
Bukowski

Jerzy Bukowski: Co powiedział generał Chocha pułkownikowi Kuklińskiemu?
- Skoro nie można się dogadać z „naszymi”, to może trzeba zacząć rozmawiać z „tamtymi”.
ciastkoWykorzystujemy pliki "cookies" aby nasz serwis lepiej spełniał Państwa oczekiwania. Możesz zablokować możliwość wykorzystywania tych plików poprzez zmianę ustawień w swojej przeglądarce internetowej.