Kto stoi za największym załamaniem oglądalności w historii TVP Info?
Co musisz wiedzieć:
- Paweł Moskalewicz jako dyrektor TVP Info zapisał się przede wszystkim jako szef, za którego kadencji stacja straciła około 75% widowni.
- W jego biografii powtarza się motyw silnego ideowego zaangażowania: od debiutu dokumentem „Buszujący w Bogu”, przez pracę w „Gazecie Wyborczej” i kierowanie „Forum”, po wyraźnie liberalno-progresyjną linię redakcyjną.
- Tekst sugeruje, że o porażce TVP Info zdecydowały nie tylko decyzje programowe i personalne, lecz przede wszystkim ideologiczne zacietrzewienie i psychologiczna potrzeba rewanżu.
Czysta woda, pusta publika
Gdy wracamy pamięcią do momentu przejęcia Telewizji Polskiej przez ekipę Donalda Tuska, trudno oddzielić fakty od towarzyszącej im atmosfery. Demonstracyjna bezczelność, prymitywny pokaz siły i triumfalizmu, a także działania jawnie przekraczające granice prawa usilnie próbowano opakować w retorykę „wielkiego oczyszczenia” życia publicznego. Faktu, że się to nie udało, nie trzeba zbyt długo dowodzić – wystarczy spojrzeć na liczby. W kolejnych miesiącach stacja straciła około 75 procent dotychczasowej widowni, a mimo późniejszych nakładów i prób korekty kursu nie udało się tej straty realnie odrobić. Skala załamania oglądalności przejdzie więc do historii polskich mediów jako przykład najbardziej spektakularnego upadku marki telewizji informacyjnej.
A przecież możliwy był inny scenariusz. Nawet jeśli początek „nowego rozdania” był chaotyczny i komunikacyjnie nieudolny, TVP Info mogła obronić się ofertą programową i rzeczywistą realizacją obietnicy „czystej wody”. Historia rynku telewizyjnego pokazuje przecież, że widownia potrafi wybaczyć gwałtowne zmiany, o ile w zamian otrzymuje wiarygodny i atrakcyjny produkt. Tak się jednak nie stało. Pozostaje tylko pytanie – kto właściwie za to odpowiada i czyje nazwisko powinno stać się synonimem największej medialnej porażki w dziejach polskiej telewizji?
- Komunikat dla mieszkańców Poznania
- Pilny komunikat dla klientów PKO BP
- To dlatego KO naciska na przyjęcie SAFE? Airbus: program A400M ponownie wstrzymany
- 200 tys. zł zamiast 800 plus. Zaskakująca propozycja ekspertów
- Prof. Ryszard Piotrowski: SAFE jest niezgodny z Konstytucją i TUE
- Natsu zapytana o zarobki. Kwota zwala z nóg
- Złe wieści dla Donalda Tuska. Nowy sondaż partyjny
- ZUS wydał pilny komunikat
- Ostrzeżenie drugiego stopnia przed wezbraniem wody w Widawie. Komunikat dla mieszkańców Wrocławia
- KseF - niebezpieczny dla polskiej suwerenności cyfrowej bubel
Dobry początek
Paweł Moskalewicz pochodzi z rodziny o tradycjach dziennikarsko-artystycznych, co niewątpliwie wpłynęło na jego życiowe wybory. Już jako dwudziestolatek został współautorem filmu dokumentalnego „Buszujący w Bogu”, który stanowił istotny głos w dyskusji o sektach religijnych dynamicznie zapełniających polski pejzaż społeczny lat dziewięćdziesiątych. Dokument opowiadał o międzynarodowej grupie Rodzina Miłości, werbującej młodych ludzi obietnicami czystego, radosnego i wspólnotowego życia „pierwszych chrześcijan”.
Jak na tak młody wiek, była to realizacja odważna i warsztatowo dojrzała. Moskalewicz dotarł zarówno do rodzin zwerbowanych członków sekty, jak i do nich samych. Zestawił sielankowy, a zarazem złowieszczy obraz nieświadomych własnego zindoktrynowania, uśmiechniętych młodych ludzi z dramatem rodzin, które doświadczały psychologicznego odcięcia od swoich bliskich. Mroczny ton materiału pogłębiały doniesienia z zagranicy o nadużyciach seksualnych w strukturach sekty oraz dwuznaczne treści obecne w jej materiałach promocyjnych. Nic dziwnego, że film został wyemitowany przez Telewizję Polską i zapowiadał obiecującą karierę: zarówno w filmie dokumentalnym (tej ścieżki jednak Moskalewicz nie kontynuował), jak i w dziennikarstwie.
Sukces debiutu skierował go ku pracy redakcyjnej. Choć studiował prawo, które mogło otworzyć przed nim stabilną i dochodową drogę zawodową w wieku 22 lat, nie zniechęcając się początkowo niskimi zarobkami, wybrał dziennikarstwo i rozpoczął współpracę z „Gazetą Wyborczą”. Wybór redakcji nie był przypadkowy: zarówno z uwagi na profil ideowy pisma, jak i na jego ambicję uczestniczenia w sporach światopoglądowych, które definiowały III RP.
Marzenia o rewolucji
Szybko stało się jasne, że temat pierwszego filmu, jak i środowisko redakcyjne, w którym się odnalazł, odzwierciedlały jego głębsze przekonania. Moskalewicz nie ograniczał swojej krytyki do patologicznych form religijności, którą napiętnował w swoim filmie. Z czasem jego wypowiedzi przybrały wyraźnie antyklerykalny, a momentami antykatolicki ton. Publicznie zarzucał rządom SLD, że nie wykorzystały swojej historycznej szansy, by trwale osłabić pozycję Kościoła w Polsce. Odwoływał się nawet do modelu hiszpańskiej laicyzacji z czasów Zapatero jako niewykorzystanego wzorca „świeckiej rewolucji”.
Ambicję wpływu na kierunek przemian światopoglądowych widać było również w jego pracy redakcyjnej. Tuż przed odejściem w 2016 roku z TVP Info objął funkcję redaktora naczelnego dwutygodnika „Forum”. Było to pismo z długą tradycją, założone jeszcze w 1965 roku jako przegląd prasy światowej, i przez dekady umożliwiało polskim czytelnikom dostęp do tłumaczeń najważniejszych tekstów z czołowych tytułów prasy zagranicznej. W czasach PRL, a później w III RP, stanowiło przysłowiowe okno na świat i pełniło funkcję platformy intelektualnej wymiany myśli z całego świata. Jego siłą była właśnie formuła: możliwie szeroki przegląd opinii i analiz z różnych krajów, bez ambicji budowania jednej, dominującej linii ideowej.
Po przejęciu tytułu przez „Politykę” w 2001 roku charakter pisma zaczął się jednak stopniowo zmieniać. O ile sama formuła przeglądu prasy została zachowana, o tyle dobór tekstów coraz wyraźniej podporządkowywano kryterium agresywnej „postępowości”. Zwłaszcza pod redakcją Pawła Moskalewicza profil przesuwał się w stronę jednoznacznie liberalno-progresywnej selekcji tematów. Na łamach „Forum” regularnie pojawiały się teksty chwalące sekularyzację, ostrzegające przed „powrotem faszyzmu”, autorytaryzmem, nacjonalizmem czy antysemityzmem – a więc swoiste „liberalne bingo”. Okładki niejednokrotnie sięgały po motywy szydzące z Kościoła i jego hierarchów. Gdy medium zaczęło tracić reputację możliwie szerokiego i pluralistycznego, utraciło zarazem swoją niszę rynkową, co prowadziło do powolnego upadku pisma, który dopełnił się w 2023 roku. W biografii Pawła Moskalewicza powtarza się więc pewien motyw: projekty nacechowane ideową furią, które zderzają się z ograniczeniami rzeczywistości – rynkowej lub społecznej.
Właściwy człowiek
Trudno uznać nominację Pawła Moskalewicza na dyrektora przejętej TVP Info za przypadek. Z punktu widzenia nowej władzy był kandydatem niemal modelowym. Przez lata konsekwentnie walczył z polskim „faszyzmem” i głośno opowiadał się po stronie laickiego modelu państwa, więc idealnie nadawał się do roli człowieka, który miał rozpocząć w mediach publicznych epokę nowego „oświecenia” i rozprawić się z tym, co postrzegano jako reakcyjne dziedzictwo poprzedników. Również jego CV robiło solidne wrażenie. Oprócz pracy w prasie drukowanej i dokumentalistyce miał doświadczenie w telewizji informacyjnej. Współtworzył TVN24 niemal od początku jej istnienia, a i w TVP Info przepracował kilka lat. Na papierze wyglądało to nieźle.
To jednak właśnie w momencie poprzedniego pobytu Moskalewicza w TVP Info pojawiały się pierwsze znaki zapytania dotyczące jego profesjonalizmu. W 2010 roku trafił do TVP Info jako zastępca szefa serwisu informacyjnego, a następnie powierzono mu rolę kierowniczą. Już rok później ówczesny dyrektor stacji, Jan Szul, zwolnił go, wskazując na nieobowiązkowość i liczne wpadki. Oficjalne uzasadnienie brzmiało poważnie, ale nie towarzyszyły mu publicznie przedstawione, konkretne przykłady. Biorąc pod uwagę doświadczenie Moskalewicza i jego dotychczasowy dorobek, zaczęto podejrzewać, że przyczyny mogły mieć również charakter polityczny. W tle była kampania wyborcza i napięcia wokół sposobu jej relacjonowania. Pojawiła się interpretacja, według której z TVP mieli wówczas „polecieć” dziennikarze zbyt krytyczni wobec PSL, by po kilku latach zostać przyjęci z powrotem. W tej optyce Moskalewicz był nie tyle nieprofesjonalny, ile „zbyt mało dyspozycyjny”, co akurat świadczy na korzyść jego ówczesnej rzetelności. Potwierdza to również fakt, że w tym okresie nie miał większych problemów ze znalezieniem zatrudnienia. Pracował w rozpoznawalnych, opiniotwórczych tytułach i był postrzegany jako solidny i atrakcyjny współpracownik.
Równocześnie jednak uważnie obserwował kierunek, w którym podąża porzucona przez niego stacja, co widać w regularnym publicznym punktowaniu jej błędów. W przejawianym często „czepiactwie” dotyczącym standardów dawało się wyczuć osobisty ton, bo prócz pojedynczych uzasadnionych krytyk wiele było nadmiernych i zdradzających urazę.
„Ideolo” szkodzi
Odtworzenie pasma nieszczęść, którym okazało się szefowanie Moskalewicza TVP Info, wymagałoby osobnego, rozbudowanego kalendarium. Od nijakiego i miałkiego startu, po decyzje personalne i programowe, które z czasem zaczęły ciążyć całej antenie. Symboliczne stało się choćby powierzenie Dorocie Wysockiej-Schnepf nowych formatów, a zwłaszcza roli prowadzącej debatę prezydencką – decyzja, która ośmieszyła medium daleko poza środowiskiem zwolenników PiS. Do tego dochodziły projekty o ambicjach pseudoawangardowych, jak „Kwiatki Polskie” czy „falliczna” scenografia programu „Trójkąt Polityczny” – szybko zamieniające się w internetowe memy. Wizerunkowo nie pomogły także oskarżenia o nepotyzm – zatrudnienie (podobno byłej) partnerki w charakterze sekretarki i ukradkowe „podrzucanie jej do pracy”.
Co istotne, te decyzje nie sprawiały wrażenia zwykłej menedżerskiej nieporadności. Bardziej przypominały powtórkę z pisma „Forum”: ideologiczne zacietrzewienie i latami pielęgnowana uraza zdawały się przesłaniać elementarne zasady telewizyjnego rzemiosła, które Moskalewicz przecież posiadał. W efekcie postępowała w nim swoista wtórna analfabetyzacja dziennikarska. Paradoks polegał na tym, że w tamtym momencie wystarczyłaby telewizja poprawna, przewidywalna, nawet nudna – ale wolna od nachalnego „ideolo”, by przez wielu mogła zostać odebrana jako jakościowy postęp wobec poprzedników. Tymczasem Moskalewicz w kluczowych chwilach wybierał rozwiązania konfrontacyjne, obciążone osobistym rewanżyzmem i polityczną demonstracyjnością. O porażce zadecydował więc czynnik psychologiczny i przekonanie, że cel uświęca środki.
[Tytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]




