loading
Proszę czekać...
Zamach na życie Siergieja Skripala. „Mokra robota” bez żadnych reguł
Opublikowano dnia 14.03.2018 10:36
Niezależnie od tego, czy uda się ustalić sprawców, zamach na życie Siergieja Skripala obciąża konto Rosji. Użyty przez zamachowców silnie trujący, zaawansowany środek, wskazuje, że to Moskwa stoi za atakiem na byłego oficera GRU. Zbyt wielu ludzi uważanych na Kremlu za wrogów zginęło w Wielkiej Brytanii w co najmniej zagadkowych okolicznościach. Były pułkownik GRU dołączył do listy ofiar oraz tych, którym udało się przeżyć. To, co niepokoi najbardziej, to fakt, że właśnie w niego uderzono. Bo tom oznacza nie tyle zmianę dotychczas obowiązujących niepisanych reguł, co wręcz ich wyrzucenie do kosza przez putinowskie służby.

screen yt

Rosjanie złamali kilka kluczowych zasad obowiązujących dotychczas w mrocznym świecie agentów-zabójców. Po pierwsze, Skripal został już schwytany i osądzony za zdradę. Co więcej, został potem publicznie wymieniony na schwytanych przez FBI nielegałów rosyjskiego wywiadu. Podano jego nazwisko jako osoby prawomocnie ułaskawionej przez prezydenta Dmitrija Miedwiediewa. Tak więc można było uznać, że państwo rosyjskie już się z nim ostatecznie rozliczyło. Dotychczas nie mordowano szpiegów wymienionych z drugą stroną. Od czasów zimnej wojny obowiązywała żelazna zasada: wymieniony szpieg może liczyć na bezpieczną emeryturę. Nie ściga się go jak uciekinierów ze służby. Taka osoba jest już „spalona”, przestaje być groźna. Poza tym, gdyby wciąż stanowił jakieś realne zagrożenie, Moskwa na pewno by nie wydała Skripala i potem pozwoliła mu spokojnie żyć przez osiem lat.

Skripal jest w pewnym sensie przypadkową ofiarą. Wytypowano go spośród wielu byłych funkcjonariuszy czy agentów sowieckich i rosyjskich służb, którzy przeszli na drugą stronę. Zamach na tego byłego pułkownika GRU ma być jasnym sygnałem dla wszystkich, którzy pracują lub pracowali dla służb zachodnich: nie obowiązują już żadne zasady, nikt nie może czuć się bezpieczny. Kara śmierci grozi wszystkim zdrajcom. Więcej nawet, powinni się też obawiać o swych bliskich. To oznacza, że na Łubiance zapanowała nowa „kultura”. Współcześni funkcjonariusze nie kierują się zasadami. Pod tym względem stali się gorsi od „starego” KGB. Za rządów Putina bezpieka stała się potężniejsza, niż w czasach sowieckich. Wtedy partia kontrolowała KGB, dziś nikt nie kontroluje służb. Co najwyżej, częściowo, kontrolują one się nawzajem. Taki system mógł działać, gdy żadna z nich nie wzięła wyraźnie góry nad innymi. Tymczasem wygląda na to, że ofensywa FSB (CZYTAJ RAPORT) okazała się tak skuteczna, że ludzie z Łubianki czują się już tak bezkarnie, że dają to odczuć nawet na froncie zagranicznym.

Oczywiście Kreml będzie zapewniał, że nie ma z tym nic wspólnego. Problem w tym, że do zamachu doszło trzy dni po wojennym orędziu Putina, w którym wprost groził Ameryce nowoczesnymi typami broni nuklearnej, a zarazem w przeddzień nie mniej agresywnego wystąpienia prezydenta na najważniejszej w roku naradzie kierownictwa FSB. W tym kontekście, jak również w świetle zbrodni dokonywanych w Syrii, zamach na zdrajcę z GRU w naturalny sposób wygląda na część szerszej, przedwyborczej kampanii. Kampanii agresji, wojny i aktów terroru.


mk/źródło: tekst autorstwa Fundacji Warsaw Institute 

Wydarzenia
więcej
Opinie
więcej
Najnowszy numer
Związek
więcej
Wideo Prof. Romuald Szeremietiew: Polska może wrócić do pozycji mocarstwowej
Blogi
avatar
Marcin
Królik

Marcin Królik: Nieoczekiwane skutki wieszania
Otóż i owszem, szanowni państwo, są takie sytuacje. Są takie sytuacje, gdy nawet dobry Żyd musi pogrozić palcem. Po prostu musi i nie ma zmiłuj. Istnieją bowiem najwyraźniej pewne kwestie, co do których wszyscy Żydzi, niezależnie czy prawicowi, czy lewicowi, wierzący czy tego przymiotu pozbawieni, grają do wspólnej bramki. My, Polacy, moglibyśmy się od nich tego uczyć. Zresztą w ogóle uważam, że powinniśmy pełnymi garściami czerpać wzorce od Izraela. Niech tylko państwo zobaczą: jest taka globalna zasada, co się po angielsku nazywa „big fucks small”. A Izraelowi udało się ją jakimś cudem odwrócić. Posiądźmy i my tę tajemnicę.
avatar
Ryszard
Czarnecki

LGBT czyli „od rzemyczka do koziczka”
Domaganie się przez orędowników mniejszości seksualnych „związków partnerskich” – jako wstępu do homoseksualnych … „małżeństw” – pod pretekstem zapewnienia możliwości dziedziczenia czy informacji o stanie zdrowia „partnera” w szpitalu jest czystym szalbierstwem. Polskie prawo bez żadnej tam legalizacji „związków partnerskich” gwarantuje jedno i drugie. Zatem nie chodzi tu o uzyskanie tolerancji – bo ona istnieje – lecz wejście na drogę „etapowości”, która przećwiczona była już przez dekady w USA i Europie Zachodniej. Można by to określić starym polskim powiedzeniem: „od rzemyczka do koziczka”.
avatar
Jerzy
Bukowski

Autobusowy gryzoń
Mam nadzieję, że chcący zrobić nietypowy użytek ze swoich zębów mężczyzna został przebadany, bo mógł przecież chorować na wściekliznę.

Drogi Użytkowniku,

Nasz Serwis korzysta z plików cookies. Przez dalsze aktywne korzystanie z naszego Serwisu (zamknięcie komunikatu, kliknięcie na elementy na stronie poza komunikatem, przeglądanie Serwisu z otwartym komunikatem) bez zmian ustawień Twojej przeglądarki, wyrażasz zgodę na:
• przetwarzanie danych osobowych przez Tysol Sp. z o.o. i naszych zaufanych partnerów do celów marketingowych, w szczególności na potrzeby wyświetlania reklam dopasowanych do Twoich zainteresowań i preferencji. Wyrażenie zgody jest dobrowolne a wyrażoną zgodę możesz w każdej chwili cofnąć, niezależnie od zgód wyrażonych na pozostałe rodzaje przetwarzania danych. Dowiedz się więcej o zgodzie marketingowej w naszej Polityce prywatności / Cofnij zgodę.

• na zapisywanie plików cookies w Twoim urządzeniu końcowym oraz na korzystanie z informacji w nich zapisanych. Ten rodzaj plików cookies pozwala nam na dopasowanie treści dostępnych w Serwisie do Twoich preferencji, utrzymywania sesji po zalogowaniu oraz zapewnienia optymalnej funkcjonalności Serwisu. Więcej o plikach cookies i sposobie przetwarzania Twoich danych osobowych dowiesz się w naszej Polityce prywatności.