loading
Proszę czekać...
reklama_pozioma
[Tylko u nas] Tadeusz Płużański: Twórca Milicji Obywatelskiej i jego partnerka – prokurator Wolińska
Opublikowano dnia 19.10.2019 00:57
7 października 1944 r. To data zapisana na kartach powojennej historii Polski represjami i krwią. Dekretem okupacyjnego PKWN powstała wówczas Milicja Obywatelska. Mało kto pamięta, że jej twórcą i pierwszym komendantem – do marca 1949 r. – był Franciszek Jóźwiak, który pełnił też „zaszczytną” funkcję wiceministra bezpieki.

Zbiory Tadeusza Płużańskiego
Franciszek Jóźwiak zajmuje zaszczytne miejsce w historiografii, oczywiście tej zakłamanej, sprzed 1989 r. Dziś uznawany za jednego z głównych utrwalaczy komunizmu, człowieka bierutowskiej wierchuszki. To człowiek odpowiedzialny za zło stalinizmu. W pewnym sensie był postacią wybitną (półanalfabeta na szczytach komunistycznej władzy).

Więzień Berezy

Stanowiska i „zasługi” Jóźwiaka zajęłyby wiele miejsca. Wymieńmy te najważniejsze. Przed wojną członek WKP(b) i KPP, w czasie wojny - z ramienia Moskwy - szef sztabu komunistycznej partyzantki: Gwardii Ludowej i Armii Ludowej. Potem jeden z wpływowych działaczy PPR i PZPR (członek Biura Politycznego, przewodniczący Centralnej Komisji Kontroli Partyjnej, wiceprezes Rady Ministrów, poseł na Sejm). Przez ręce „Witolda” - bo taki miał pseudonim w GL i AL - przechodziło wiele spraw, istotnych dla kształtowania się nowego ustroju - zabójstwo pierwszego przywódcy PPR Marcelego Nowotki, współpraca z Gestapo, walka z niepodległościowym podziemiem, procesy polityczne, zwalczanie Władysława Gomułki.

Mało kto wie jednak, że Jóźwiak służył najpierw w PPS, POW i Legionach. Nie przeszkadzało mu to później zwalczać tych, których marzeniem była niepodległa Polska. Wcześnie zaczął komunizować - w 1921 r. wstąpił do KPRP (Komunistyczna Partia Robotników Polskich), a potem do KPP. Za działalność komunistyczną późniejszy „Witold” był więziony, m.in. w Berezie Kartuskiej. Po wojnie „ludowa” władza nazywała Berezę polskim obozem koncentracyjnym.

U boku Wolińskiej

W 1928 r. Jóźwiak pojechał na przeszkolenie do Moskwy. We wrześniu 1939 r. ponownie znalazł się na Wschodzie, tym razem w Kowlu. Tam, w następnym roku, wziął ślub z młodą komunistką - Fridą Szpringer. Potem, przez Kijów, przedostał się do Lublina, a następnie do Warszawy. Tak przynajmniej głosi jego oficjalny życiorys.

Do dziś historycy spierają się, kiedy sowieccy mocodawcy zrzucili go do Polski. Na pewno stało się to przed kwietniem 1942 r., bo wtedy został szefem Sztabu Głównego GL. Z żoną nigdy więcej się nie zobaczył.

Więcej wiemy o jego partnerce życiowej. A była nią… Helena Wolińska (Fajga Mindla Danielak), ps. „Lena”. Do dziś na Lubelszczyźnie, szczególnie w Lubartowie, mieszkańcy pamiętają, jak kazał się obwozić czarną wołgą, razem z obstawą i Wolińską. Początkowo „Lena” była jego podwładną w sztabie GL-AL, potem zawdzięczała mu wysokie stanowiska w stalinowskim aparacie władzy - milicji i Naczelnej Prokuraturze Wojskowej. Jako prokurator, w randze pułkownika, w latach 1950-1953 pozbawiała wolności polskich patriotów. Jednym z nich był szef „Kedywu” Armii Krajowej gen. August Emil Fieldorf „Nil”, który po ciężkim śledztwie został skazany i zamordowany. Wolińska swoje decyzje o tymczasowym aresztowaniu wydawała w ścisłej współpracy z bezpieką, łamiąc nawet stalinowskie prawo.

Wiosną 1944 r. Franciszek Jóźwiak i Helena Wolińska przenieśli się do Świdrów Wielkich koło Otwocka. Czekali na „wyzwolicielską” Armię Czerwoną. Za sąsiadów mieli Władysława Gomułkę (którego potem - w ramach komunistycznych porachunków - „Witold” i „Lena” będą zwalczać). Kiedy wybuchło Powstanie Warszawskie, razem z innymi PPR-owcami, przedostali się do zajętego przez Sowietów Lublina. Do ruin Warszawy wrócili po styczniowej ofensywie. Zamieszkali w ocalałej kamienicy przy ul. Jaworzyńskiej 7 m. 10.

Najgorszy dzień w życiu

W 1956 r. Franciszek Jóźwiak został wyrzucony z partii i odsunięty od najwyższych stanowisk (karierę kończył jako prezes Najwyższej Izby Kontroli). Wcześniej Wolińska zostawiła go dla swojego męża - Włodzimierza Brusa (właściwie Beniamina Zylberberga), z którym ślub wzięła jeszcze w 1940 r., ale potem rozdzieliła ich wojna (razem z Brusem - najpierw oficerem polityczno-wychowawczym LWP, potem profesorem marksistowskiej ekonomii, a w końcu rewizjonistą - wyjechała po 1968 r. do Oksfordu, gdzie Brus wykładał na kilku uczelniach).

„Witold”, który według zgodnych relacji, był pod pantoflem „Leny” (potrafiła wyzywać go od najgorszych, a on przyjmował to z pokorą i nazywał ją „laleczką”), ciężko przeżył „kosza”. Kiedy w 1953 r. Wolińska aresztowała AK-owca Juliusza Sobolewskiego, którego bezpieka skazała na śmierć, jego żona Krystyna uzyskała audiencję u „pani prokurator”: „Pytałam, jak to możliwe, że bohater, patriota ginie niewinnie. Wolińskiej nie wzruszyły moje słowa, nawet nie raczyła na mnie spojrzeć. Wyrzuciła mnie z gabinetu, twierdząc, że to najgorszy dzień w jej życiu, bo umarł Stalin”.

Sobolewska poszła następnie do szefa NIK Franciszka Jóźwiaka: „Nic go nie obchodziło, dopóki przypadkiem nie powiedziałam, że oskarżająca męża prokurator Lena Wolińska to nie kobieta, lecz potwór w mundurze pułkownika”. Jóźwiak spowodował złagodzenie wyroku i Juliusz Sobolewski, po dwóch latach więzienia, odzyskał wolność.

Janusz Kozłowski, podkomendny Sobolewskiego, tak mi o tym opowiadał: „Nie była to łaskawość czy obudzenie się sumienia generała. Po prostu chciał zrobić na złość kobiecie, która zrobiła dzięki niemu karierę, a w końcu go zostawiła”. Wkrótce Juliusz Sobolewski zmarł. Rentgenowskie prześwietlenia płuc, jakim go poddano go w więzieniu na Rakowieckiej, były w praktyce wielokrotnymi naświetleniami.

Tadeusz Płużański

Wydarzenia
więcej
Opinie
więcej
Najnowszy numer

--> POBIERZ WYDANIE CYFROWE


Sprawdź w których placówkach Poczty Polskiej kupisz "TS": https://bit.ly/tysolnapoczcie

Związek
więcej
Wideo Agnieszka Romaszewska: Ukraina postawiła na Niemcy. I się na tym przejedzie
Blogi
avatar
ks. Janusz
Chyła

Ks. dr Janusz Chyła: Bóg odpuszcza grzechy
Grzech nie jest niczym atrakcyjnym nawet jeśli z pozoru takim się wydaje. Kolorowe opakowanie nie zawsze świadczy o wartości produktu jaki jest w środku. Uwodzicielska moc grzechu polega na atrakcyjności opakowania. Ale produkt znajdujący się w środku jest zatruty. Nie daje on głębokiej radości i nie syci głodu szczęścia znajdującego się w duszy każdego człowieka. Grzech rodzi rozpacz i śmierć.
avatar
Jerzy
Bukowski

Jerzy Bukowski: Wyborczy apel POKiN
Prosimy o zagłosowanie na człowieka, który stawia Polskę na pierwszym planie, a jednocześnie respektuje jej międzynarodowe zobowiązania.
avatar
Jerzy
Bukowski

Jerzy Bukowski: Prezydenckie umizgi wyborcze
Te umizgi są oczywiście wyrachowanymi zabiegami mającymi służyć wyłącznie przeciągnięciu na swoją stronę jak największej części elektoratów tych, który zdobyli w pierwszej turze spore poparcie rodaków.

Drogi Użytkowniku,

Nasz Serwis korzysta z plików cookies. Przez dalsze aktywne korzystanie z naszego Serwisu (zamknięcie komunikatu, kliknięcie na elementy na stronie poza komunikatem, przeglądanie Serwisu z otwartym komunikatem) bez zmian ustawień Twojej przeglądarki, wyrażasz zgodę na:
• przetwarzanie danych osobowych przez Tysol Sp. z o.o. i naszych zaufanych partnerów do celów marketingowych, w szczególności na potrzeby wyświetlania reklam dopasowanych do Twoich zainteresowań i preferencji. Wyrażenie zgody jest dobrowolne a wyrażoną zgodę możesz w każdej chwili cofnąć, niezależnie od zgód wyrażonych na pozostałe rodzaje przetwarzania danych. Dowiedz się więcej o zgodzie marketingowej w naszej Polityce prywatności / Cofnij zgodę.

• na zapisywanie plików cookies w Twoim urządzeniu końcowym oraz na korzystanie z informacji w nich zapisanych. Ten rodzaj plików cookies pozwala nam na dopasowanie treści dostępnych w Serwisie do Twoich preferencji, utrzymywania sesji po zalogowaniu oraz zapewnienia optymalnej funkcjonalności Serwisu. Więcej o plikach cookies i sposobie przetwarzania Twoich danych osobowych dowiesz się w naszej Polityce prywatności.