REKLAMA

[Tylko u nas] Prof. David Engels: Dekapitacja na ulicy. Współodpowiedzialność postmodernizmu

Morderstwo francuskiego nauczyciela Samuela Paty'ego, któremu 16 października 2020 na otwartej ulicy po prostu obcięto głowę, wywołało szok nie tylko we Francji, ale w całej Europie. Wszędzie słychać głosy tych, którzy sprzeciwiają się głośno „islamizacji” i „politycznemu islamowi” i w imię jedności naszego społeczeństwa krytykują muzułmański separatyzm.
apokalipsa [Tylko u nas] Prof. David Engels: Dekapitacja na ulicy. Współodpowiedzialność postmodernizmu
apokalipsa
Pixabay.com

Wszystko to oczywiście jest bardzo potrzebne i pożądane, gdyż obserwowany obecnie rozpad Europy Zachodniej na wiele walczących ze sobą, a także świadomie wzajemnie rozgrywanych  społeczeństw równoległych, jest w rzeczywistości jednym z głównych problemów naszej cywilizacji; proces trybalizacji, który dotyczy przecież nie tylko muzułmanów (nawet jeśli jest to najważniejsza i w dłuższej perspektywie dominująca grupa), lecz dotyczy także „kolorowych”, mniejszości LGBT, Sinti i Romów, osób niepełnosprawnych, kobiet, mniejszości kulturowych i wszelkich innych (rzeczywistych lub fikcyjnych) grup społeczne, aż po wegan włącznie, bowiem wszyscy oni uważają się w taki czy inny sposób za „ofiary” lub przynajmniej „pokrzywdzonych” przez rozproszoną większość, do której zdążyło już przylgnąć tyleż niebezpieczne co i żenujące określenie „stary biały mężczyzna”. Trudno jednakowoż przeoczyć, że kryje się za tym nie tylko niepohamowana potrzeba odczuwania „dumy” z własnej tożsamości - owemu „staremu białemu mężczyźnie” jest to oczywiście surowo zabronione pod groźbą oskarżenia go o rasizm lub zgoła nazizm - ale także interes czysto materialny (dotacje, kwoty, specjalne ustawodawstwo itp.).

Dlatego ci, którzy uważają, że obecny „problem” islamu ogranicza się jedynie do faktu, że społeczność muzułmańska wydaje się być niezdolna lub nie gotowa do integracji we współczesnym społeczeństwie większościowym, są w błędzie, jako że problem nie dotyczy (w każdym razie nie tylko) islamu. Dotyczy całego współczesnego społeczeństwa. Nie chciałbym być źle zrozumiany, jednak nie trzeba chyba zbytnio podkreślać, że tego rodzaju egzekucja na otwartej ulicy w zemście za pokazywanie karykatur jest przejawem najohydniejszego barbarzyństwa i bestialstwa, którym każde zdrowe społeczeństwo powinno się brzydzić, akceptując nawet najostrzejsze środki mogące zahamować tego rodzaju ekscesy, nie zaś - jak to często ostatnio bywa -  odnosić się ze zrozumieniem czy nawet to relatywizować.

Ale jednocześnie pojawiają się pytania o zdolność do przetrwania, a nawet o pośrednią współodpowiedzialność społeczeństwa postmodernistycznego, ugruntowanego tak bardzo na „dekonstrukcji”, „krytyce” i „alienacji” wobec wszelkiej formy tradycji, ideału i transcendencji, i gdzie historyczne tożsamości, tam gdzie nie zostały jeszcze całkowicie rozmyte, doprowadzane bywają do skrajności. W ciągu długich dziesięcioleci „oświecenia” chrześcijaństwo posunęło się tak daleko, że dziś nie tylko toleruje karykatury swoich świętości, ale samo je tworzy: tymczasem z islamem tak łatwo się nie da. Jest więc nie tylko smutną ironią historii, ale także pewną wskazówką, że ta potworna dekapitacja nauczyciela, który w imię oświecenia wyśmiewał muzułmańskiego proroka, miało miejsce dokładnie w rocznicę ścięcia Marii Antoniny, kiedy to wraz z owym zabójstwem ofiarą ideałów oświecenia padło całe francuskie chrześcijańskie królestwo.

Aby zatem całkowicie poradzić sobie z problem islamu, konieczne jest rozdzielenie dwóch aspektów. Z jednej strony nie ulega wątpliwości, że dla przetrwania kultury zachodniej walka z islamizmem stała się życiową koniecznością i jako taka jest coraz częściej podnoszona w mediach; choć niestety należy również stwierdzić, że za tymi powtarzanymi po każdym takim ataku głośnymi zapewnieniami o „twardych środkach” zwykle nie idą żadne konkretne działania, gdyż dla elit lewicowo-liberalnych elektorat islamski stał się nieodzownym fundamentem ich własnych rządów, okupiony oczywiście kosztownymi świadczeniami socjalnymi. Z drugiej jednak strony trzeba w końcu uznać, że sam islam jest problemem nie dlatego, że nieuchronnie prowadzi do radykalizmu i terroryzmu, lub że nie chce dopasować się do „nowoczesnej cywilizacji”, ale raczej z tego prostego powodu, że jest to cywilizacja obca, która w coraz większym stopniu wypiera naszą chrześcijańsko-zachodnią kulturę (lub to co z niej zostało) z jej europejskiej ojczyzny - argument tyleż prosty i uzasadniony, jak i prawie dziś niemożliwy do głośnego wyartykułowania.

Oczywiście, również w tej kwestii powinniśmy unikać nieporozumień. Jako historyk jestem głęboko przeciwny stwierdzeniu byłego prezydenta Republiki Federalnej, że jakoby „islam należy do Niemiec”, gdyż religia ta dla historii Niemiec, Francji i ostatecznie wszystkich innych krajów europejskich (być może z wyjątkiem południowej Hiszpanii, Sycylii i Bałkanów) odgrywała rolę raczej drugorzędną i oprócz powierzchownych kontaktów kulturowych ograniczało się to do przedstawiania islamu jako groźnego ale zarazem fascynującego przeciwieństwa chrześcijańskiego Zachodu. Ale to nie zmienia faktu, że miliony muzułmanów przybyłych do Europy Zachodniej i ich trwająca już kilkadziesiąt lat naturalizacja doprowadziły ​​faktycznie do sytuacji, gdzie islam rzeczywiście „należy już do Europy”, a odwrócenie tej tendencji lub przynajmniej asymilacja tych nowych obywateli już dawno przestało być możliwe; co więcej, ich potomkowie nawet w trzecim pokoleniu, pomimo czysto powierzchownego przystosowania się do współczesnego świata,  bywają często jeszcze bardziej ideologicznie „radykalni” niż ich antenaci.

Ale skoro asymilacja jest już niemożliwa, to czy można byłoby przynajmniej doprowadzić do integracji, w celu zapobieżenia całkowitej trybalizacji Europy, a może nawet wyparcia zachodniej cywilizacji z jej własnej europejskiej ojczyzny? Na Zachodzie wydaje się być dzisiaj tylko jedna, w dodatku błędna odpowiedź: „laicyzacja”, czyli radykalne zepchnięcie religii w sferę rzekomego „życia prywatnego”. I tak, w zaledwie kilka dni po najnowszym zamachu, w rocznicę ataku terrorystycznego na redakcję Charlie Hebdo, francuski prezydent Macron zgodnie z oczekiwaniami ogłosił, iż „sekularyzm jest cementem Francji”. Jest to jednak błąd o bardzo poważnych konsekwencjach: przez ponad tysiąclecie cementem Francji nie była przecież świeckość, lecz chrześcijaństwo. I nawet mając za sobą Rewolucję Francuską ta świecka Francja przetrwałaby tylko tak długo, jak długo jej społeczeństwo opierać się będzie na chrześcijańskich korzeniach, trwać będzie w tej tradycji i w tym światopoglądzie. Przecież nawet w ruchach ateistycznych czy masońskich w Europie ich odrzucenie chrześcijaństwa było (i nadal jest) w sposób fundamentalny osadzone na myśli chrześcijańskiej. Jednak od momentu, gdy ta ukryta podstawa stała się bardzo krucha, następnie zaś  niemal całkowicie zniknęła, społeczeństwo francuskie, poza kilkoma atawizmami, musiało się całkowicie rozpłynąć w materializmie, hedonizmie, nihilizmie i egoizmie - i to są owe „wartości europejskie”, w imię których chcielibyśmy się przeciwstawić islamowi?

Islam jest emanacją zupełnie innej ludzkiej cywilizacji i nie da się go zdegradować do rangi „sprawy prywatnej” bez całkowitego jego zanegowania, gdyż rodzina, wiara, społeczeństwo, prawo i polityka są w nim osadzone na jednym jedynym tekście i są z nim nierozłączne, tak jak zresztą miało to miejsce do niedawna również w przypadku chrześcijaństwa. To stawia dzisiejszych konserwatywnych chrześcijan i europejskich patriotów w bardzo trudnej sytuacji. Z jednej bowiem strony nie chcą oni i nie mogą zaakceptować faktu, że inna cywilizacja i religia stopniowo wypędza chrześcijaństwo z ich europejskiej ojczyzny i trzeba jej zażarcie bronić w tym zbliżającym się nieuchronnie zderzeniu kultur. Z drugiej zaś, muszą zrozumieć, że logiczną konsekwencją walki z islamem pod auspicjami świeckości będzie walka również z chrześcijaństwem i już to wyraźnie widać: aby usunąć z przestrzeni publicznej muzułmańskie zasłony, Francja usuwa także krzyże a nawet szopki bożonarodzeniowe z pomieszczeń administracyjnych; by móc zachować święta, takie jak Wielkanoc, dyskutuje się na poważnie o uczynieniu Ramadanu świętem państwowym itp. A to oznacza, że rygorystyczne egzekwowanie sekularyzmu pod pretekstem rzekomej obrony Europy musi mieć w rzeczywistości skutek podwójny - na korzyść islamu i na szkodę chrześcijaństwa: Po pierwsze dlatego, że islam, pomimo swojej mniejszościowej sytuacji i braku zakotwiczenia w historycznej tradycji Zachodu, nagle otrzyma te same prawa, co i chrześcijaństwo, lub też to ostatnie będzie musiało zrzec się swoich praw, aby osłabić islam; po drugie, ponieważ presja na „świeckość” i niekwestionowana atrakcyjność zdobyczy i pokus nowoczesności doprowadzi islam do coraz większej samoizolacji i radykalizacji, już choćby za sprawą zwykłego instynktu samozachowawczego.

A zatem wynika z tego również inna konsekwencja, taka mianowicie, że integracja islamu na dłuższą metę może się powieść tylko w ramach społeczeństwa o zdecydowanie chrześcijańsko-konserwatywnym profilu, gdyż jest to jedyny sposób na stworzenie jasnych ram, które częściowo podporządkują islam jasno zdefiniowanej kulturze dominującej a częściowo skłonią go do integracji w transcendentnym, pod wieloma względami kompatybilnym, choć bynajmniej nie we wszystkich punktach zgodnym porządku społecznym. Oczywiście jesteśmy dzisiaj daleko, bardzo daleko od takiej sytuacji, zwłaszcza w Europie Zachodniej, gdzie dotychczasowa lewicowo-liberalna ścieżka, pomimo że jest błędna, zostanie prawdopodobnie doprowadzona do końca, zanim wyciągnięte zostaną nieodzowne wnioski, zapewne o wiele za późno i z wieloma ofiarami. Bowiem nawet w najlepszym wypadku doprowadzą one do mniej lub bardziej pokojowej gettoizacji różnego rodzaju społeczeństw równoległych w ramach państwa autorytarnego, którego władza, podobnie jak dyktatorzy na Bliskim Wschodzie, nie będzie się opierać na dobrowolnym konsensusie obywateli, lecz  przyjmie rolę arbitra w stosunku do żyjących obok siebie, a często i przeciwko sobie, nie związanych niczym grup społeczeństwa. Dlatego dla Europy Wschodniej, a zwłaszcza dla Polski, tak niezwykle ważne powinno być wyciągnięcie wniosków z błędów Zachodu i uniknięcie w miarę możliwości wewnętrznych aporii, w których Zachód już się pogrążył, a więc przeciwstawiając się twardo dalszemu wzrostowi populacji muzułmańskiej, a także wszelkich innych próbom sztucznej „trybalizacji” swego społeczeństwa, i dlatego odrzucić powinna wszelkie próby wymuszania i przekupstwa ze strony Brukseli czy Berlina.


Ankieta
Sejm poparł Fundusz Odbudowy

 

POLECANE
Wydarzenia

Związek

Ankieta
Sejm poparł Fundusz Odbudowy
Tygodnik

Opinie

Popkultura