loading
Proszę czekać...
avatar
Marcin Królik

Marcin Królik: Być jak Robert Mazurek
29.07.2019
Tekst powstał jeszcze przed sławetnymi epistolarnymi dokonaniami bohatera. Nie edytowałem go jednak, bo nie one stanowią jego treść, a poza tym jego główne przesłanie wydaje mi się dziś o wiele bardziej aktualne niż w chwili, gdy powstawał.

screen YT


Przeglądając niedawno Twittera, natknąłem się na profil Roberta Mazurka. Tak, dokładnie tego Roberta Mazurka - dziennikarza maglującego polityków na antenie RMF, a czasem ścierającego ich w proch na łamach DGP. Dla mnie najbardziej pamiętny chyba już zawsze pozostanie wywiad, w którym dokumentnie ośmieszył red. Magdę Jethon. Akurat wtedy robiłem dla Polskiego Radia 24 codzienne przeglądy sieci, a ta publikacja tak grzała w społecznościówkach, że po prostu nie mogłem o niej nie wspomnieć. Pamiętam zażenowanie mojej wydawczyni - niegdyś dobrej koleżanki Jethon - gdy mówiła mi, że absolutnie mam się nie krygować.

Ale ja właściwie nie o tym. No więc natykam się na tego Mazurka - zupełnie przypadkiem, ponieważ ktoś, kogo obserwuję, zaszerował jeden z jego wpisów - i w sumie trochę się dziwię, że Mazurek w ogóle na Twitterze jest. Dziwię się, bo czytałem co najmniej dwa duże wywiady z nim - to znaczy takie, w których to on był przepytywany - i w każdym wyrażał swój graniczący z pogardą absmak do nawalanki, w jaką zmienił się nasz tzw. dyskurs publiczny. A w końcu Twitter - szczególnie zaś te jego obszary, gdzie dyskutuje się o polityce - to owej nawalanki sama kwintesencja. Czyżby więc się redaktorowi coś pomieszało?

Osobna kwestia, że w tych wspomnianych wywiadach narzekał też na dziennikarstwo. Porównywał koleżeństwo po fachu do stadionowych wodzirejów. Mówił, że są gorsi od polityków, że zamienili się w krzykaczy, ewentualnie żołnierzy tego czy innego obozu, których nawet nie trzeba instruować, co mają mówić, bo sami wiedzą, itp., itd. A mimo to wciąż ten straszny, niemalże patologiczny zawód uprawia. Nawiasem mówiąc, podobało mi się jego stwierdzenie bodaj z rozmowy z Krzysztofem Stanowskim, że gdyby chciał udzielać się w mediach, z którymi się całkowicie zgadza, to zostałby na blogu. Niezmiernie mi się taka perspektywa podoba.

Wszystkie te lamenty nad opłakanym stanem dziennikarstwa - nie tylko zresztą w jego wykonaniu, bo przypomina mi się też bardzo podobna w tonie rozmowa Marcina Makowskiego z Piotrem Zarembą - mają kilka wspólnych cech. Wygłaszają je ludzie, którzy wciąż są aktywnymi dziennikarzami i z jakichś powodów nie chcą lub nie potrafią z tego szamba wyjść, co nadaje ich wypowiedziom walor cierpienia na pluszowym krzyżu. No przepraszam, ale tak to wygląda. Poza tym zachowują się trochę jak Bill Clinton, co to niby marychę palił, ale się nie zaciągał. Oni identycznie mają z dziennikarstwem - niby tak, ale, sami rozumiecie, ja mam coraz większy dystans i w ogóle. Szczerze? Śmieszy mnie to.

I dokładnie tę samą defensywność widać na twitterowym koncie Mazurka. Bo tak w ogóle to on tam głównie o winach, a jak ktoś mu coś politycznego wyśle albo w politycznym lub dotykającym mediów temacie oznaczy, to od razu leci ban. Mazurek używa też specjalnego hashtagu #SorryNieOWinie, gdy mu się uleje z innej beczułki. Naprawdę strasznie to pocieszne, trochę dziecinne wręcz. Wygląda, jakby się wstydził tego, co robi, i za wszelką cenę chciał to od siebie odsunąć. Zupełnie jak kobiety pewnych obyczajów, które wszystkich dookoła, z sobą samymi na czele, usilnie przekonują, że to tylko na domek z ogródkiem i jak tylko się dorobią, to z tym zerwą.

Owszem, wiem, że Mazurek jakiś czas temu chciał odejść z dziennikarstwa. Mówił zresztą o tym otwarcie w tych wywiadach. Że tak naprawdę to właśnie te winiaki go rajcują i takie tam. Cóż, może i szkoda, że jednak tego nie uczynił. Bo jeśli nadal przeżywa katusze w żurnalistycznym przedpieklu tylko po to, żeby na owe uciechy dla podniebienia fundusze mieć, to może dla własnej psychicznej równowagi powinien poszukać innego źródła dochodu. Okej, może ja się i nie znam, może nawet Mazurka w tym momencie obrażam, ale po prostu… zajeżdża mi to wszystko jakąś taką stęchłą dwulicowością.

I w tym momencie uwaga, bo zamierzam strzelić sobie w kolano. Bo tak naprawdę to ja Mazurka doskonale rozumiem. Rozumiem go jako ktoś, kto sam się o światek dziennikarski otarł i o mało nie został zawodowym publicystą. Nie pochwalam jego hamletyzowania, bo rzeczywiście wydaje mi się ciut minoderyjne - a tego nie znoszę - ale najgłębsze sedno jego postawy jest mi bliskie. Choć sam z mniejszą lub większą intensywnością publicystyką się param - ostatnio nawet byłem z tego tytułu zapraszany do telewizji - to jednak mimo wszystko cieszę się, że nie przeszedłem na full time. W każdej chwili mogę uciec.

Jasne, że jestem już jakoś tam kojarzony (naznaczony?), ale dopóki nie podpisałem lojalki w żadnej redakcji, wciąż de facto pozostaję amatorem, który sobie czasem w necie lub na papierze ulży i tyle. Mazurek już nie ma takiego komfortu. On wsiąkł na dobre i złe. Nie powiem, że mnie też nie kusiło. Kiedy robiłem dla radia, miałem moment, że poważnie to rozważałem. Myślałem, że może to jest właśnie moje miejsce. No bo skoro w literaturze nie wyszło, to może w publicystyce - zwłaszcza że chyba byłem w tym nienajgorszy. Mimo to po odejściu z radia zająłem się zawodowo czymś zupełnie innym. Sporadyczne, niezobowiązujące "występy" tu i tam mi wystarczą. Poza tym hej - znów piszę.

Trochę po prostu miałem dość tej atmosfery wiecznego wzmożenia. A jeszcze bardziej panującej wokół polityki hipokryzji. Stwierdziłem, że na dłuższą metę to jednak nie dla mnie. Nie jestem tzw. zwierzęciem politycznym. Zacząłem się na te tematy wypowiadać, bo różne rzeczy mnie wkurzały, więc z mojej strony był to - wciąż jest - raczej przejaw doraźnego interwencjonizmu niż coś, w czym czuję się jak ryba w wodzie. Ale może też trochę się bałem? Na przykład, że w tym ugrzęznę? Że to mnie na tyle zdefiniuje, iż nie będę już miał drogi odwrotu? Że jak zechce mi się, dajmy na to, napisać wiersz, to powiedzą: a, to ten publicysta w poetę się zabawił?

Więc choćby z tego względu Mazurka rozumiem. Rozumiem, że w pewnym momencie można zacząć mieć najzwyczajniej dość. Potrafię sobie też wyobrazić frustrację, kiedy zdajesz sobie sprawę, że utopiłeś w tym interesie kawał życia i tak naprawdę na zmianę jest już za późno. No bo niby zawód możesz zmienić, ale i tak - niczym w "Szatanie z siódmej klasy" - broda zawsze będzie wchodzić do pokoju przed matematykiem. Ty chcesz o winie, podróżach albo życiu i śmierci, bo tak ci wnętrze dyktuje, ale wszyscy tylko czekają, żebyś kolejną Jethon rozwałkował. Rozumiem powstający na tym tle mechanizm obronny.

A też muszę się przyznać, że trochę zazdroszczę Mazurkowi tych win. To znaczy… nie samych win jako takich, lecz pasji, jaką dla nich żywi. To musi być dla niego coś w rodzaju eskapizmu, odskoczni. W naszej warczącej rzeczywistości coraz mniej jest obszarów, w których człowiek może się skryć przed nacierającą ze wszystkich stron i usiłującą zawłaszczyć coraz więcej dziedzin polityką. Sam próbuje to niekiedy robić i nie zawsze mi się udaje. Coraz częściej odnoszę wrażenie, że gdyby całą tę politykę nagle wyłączyć, po prostu wyciągnąć wtyczkę, to spora część ludzi nie wiedziałaby, co ze sobą począć.

Może właśnie w dzisiejszych czasach, jak nigdy wcześniej, potrzebujemy azyli, w których moglibyśmy odpocząć od permanentnego sporu i szczucia się nawzajem. Tak zwyczajnie klapnąć, wyciągnąć nogi, zapatrzyć się w chmury, sączyć sobie dobre winko i nie musieć roztrząsać, czy jesteśmy prawicowi, lewicowi, czy popieramy postulaty LGBT, czy też nie. Może Mazurek ma rację, gdy mówi, że normalni ludzie tak naprawdę wcale tym nie żyją, a może to jedynie jego pobożne życzenia, w które sam nie za bardzo wierzy. Tak czy siak, fajnie jest nie być skazanym na tę coraz bardziej jałową i w dużej mierze pozorowaną wojnę.

Ja też czuję w sobie to wyjałowienie. Czuję, jak te wszystkie codzienne utarczki - nawet jeżeli tylko je biernie śledzę - zawężają mi horyzont. A przecież istnieje jakiś świat poza kłótniami pani Dulkiewicz z rządem, opatrzonymi taką czy inną kolorystyką paradami i wyścigiem, kto wysmaruje mocniejszego tweta, którym rozjuszy oponentów, a zwolenników doprowadzi do szczytowania. Czy należy winić Mazurka, że próbuje ten świat odnaleźć? Może lepiej pójść w jego ślady, nim będzie za późno.

Marcin Królik
82
Nasi partnerzy
(27 artykułów)
Marcin Królik: Być jak Robert Mazurek
Marcin Królik: Vega opluskwiacz
Marcin Królik: Czajka to ekologia? Nie, polityka
Marcin Królik: Jak podchodzić do kwestii samobójstwa?
[video] Marcin Królik: Czy katolik może z czystym sumieniem zagłosować na PiS?
Wydarzenia
więcej
Opinie
więcej
Najnowszy numer
Związek
więcej
Wideo Prof. Romuald Szeremietiew: Polska może wrócić do pozycji mocarstwowej

Drogi Użytkowniku,

Nasz Serwis korzysta z plików cookies. Przez dalsze aktywne korzystanie z naszego Serwisu (zamknięcie komunikatu, kliknięcie na elementy na stronie poza komunikatem, przeglądanie Serwisu z otwartym komunikatem) bez zmian ustawień Twojej przeglądarki, wyrażasz zgodę na:
• przetwarzanie danych osobowych przez Tysol Sp. z o.o. i naszych zaufanych partnerów do celów marketingowych, w szczególności na potrzeby wyświetlania reklam dopasowanych do Twoich zainteresowań i preferencji. Wyrażenie zgody jest dobrowolne a wyrażoną zgodę możesz w każdej chwili cofnąć, niezależnie od zgód wyrażonych na pozostałe rodzaje przetwarzania danych. Dowiedz się więcej o zgodzie marketingowej w naszej Polityce prywatności / Cofnij zgodę.

• na zapisywanie plików cookies w Twoim urządzeniu końcowym oraz na korzystanie z informacji w nich zapisanych. Ten rodzaj plików cookies pozwala nam na dopasowanie treści dostępnych w Serwisie do Twoich preferencji, utrzymywania sesji po zalogowaniu oraz zapewnienia optymalnej funkcjonalności Serwisu. Więcej o plikach cookies i sposobie przetwarzania Twoich danych osobowych dowiesz się w naszej Polityce prywatności.