Strach to najlepszy towar
Co musisz wiedzieć:
- Gdyby nie strach, nikogo z nas nie było by na świecie. Jest to jedna z najstarszych, najbardziej pierwotnych emocji, związana bezpośrednio z naszym instynktem samozachowawczym.
- Odziedziczyliśmy ją po przodkach, nie tylko tych ludzkich ale i wcześniejszych przedstawicielach świata zwierzęcego.
Strachy zwierzęce
Gdyby nie strach, nikogo z nas nie było by na świecie. Jest to jedna z najstarszych, najbardziej pierwotnych emocji, związana bezpośrednio z naszym instynktem samozachowawczym. Odziedziczyliśmy ją po przodkach, nie tylko tych ludzkich ale i wcześniejszych przedstawicielach świata zwierzęcego. Biologicznie rzecz ujmując, nadal jesteśmy zresztą zwierzętami, o pewnych cechach szczególnych, jednak ulepionymi niejako z tej samej „gliny”. Świat, w którym przyszło żyć naszym przodkom czy szerzej – świat otaczającej nas przyrody, nie jest światem sielankowym. Panuje w nim jedna, podstawowa zasada – pożerasz lub jesteś pożerany. Na roślinożerców czyhają drapieżniki, drapieżnik może na swej drodze spotkać groźniejszego od siebie.
Do tego dochodzą najprzeróżniejsze zagrożenia wynikające z przyczyn naturalnych. Trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów, powodzie i niezwykle groźne pożary. By utrzymać się przy życiu zwierzęta musiały nie tylko zatroszczyć się o pożywienie, którego na ogół brakowało ale przede wszystkim unikać różnych niebezpieczeństw. Strach był więc ważnym narzędziem wykształconym przez ewolucję, które miało zwiększać szanse na przeżycie. Nasza zwierzęca natura nie zmieniła się tak bardzo, reagujemy na zagrożenie w sposób instynktowny, bo tak reagowali tysiące lat temu nasi przodkowie i dzięki temu udało im się przeżyć oraz pozostawić potomstwo. W razie zagrożenia następuje wyrzut adrenaliny, kortyzolu i włącza się tryb walki albo ucieczki. Wyłącza zaś najczęściej, tryb racjonalnego rozumowania. Nie ma się co obrażać na naszą naturę, taka jest i prędko się nie zmieni. Warto tylko o niej zwyczajnie pamiętać.
- Komunikat Straży Granicznej. Pilne doniesienia z granicy
- Warszawa: Ogromny pożar na Białołęce. Kłęby dymu nad miastem
- "Kompromitacja Żurkowców". Sąd zwrócił prokuraturze akt oskarżenia w sprawie Dworczyka
- IMGW wydał nowy komunikat. Oto co nas czeka
- Nie żyje Tadeusz Surdy. Małopolskie władze wydały komunikat
- USA otworzyły archiwa z pełnymi kartotekami członków NSDAP
- Ogromny meteoryt eksplodował nad Ohio. Nagrania obiegły sieć
- Przewodniczący "S" w Solinie dla Tysol.pl: Protest głodowy trwa, morale jest wysokie
Strachy mityczne
Na zwierzęcą naturę, jaką odziedziczyliśmy po przodkach, nakłada się jeszcze kultura, będąca sumą ciężkiej pracy kolejnych pokoleń. W ramach różnych kultur, rozwijających się na różnych kontynentach, często niezależnie od siebie, powstawały mity zawierające w sobie czynnik lęku przed katastrofą.
O ile dobrze odczytujemy pozostałości po mitologii Azteków, to świat miał się cyklicznie odradzać po katastrofach kolejnych słońc. Jesteśmy właśnie przed kolejną katastrofą. Cała wielka myśl religijno-filozoficzna Indii, oddziałująca mocno na kontynent azjatycki, przesiąknięta była przekonaniem, że żyjemy w epoce Kali Juga, generalnie złej epoce rozkładu, ostatniej, która zakończy się ogólną katastrofą.
Nasz, europejski krąg kulturowy posiada takich wątków mitologicznych całkiem sporo. Przekonanie antycznych Greków, przejęte potem rzez Rzymian, o tym że Ludzkość żyje w ciągu pewnych epok znalazło odbicie w mitach. Był Wiek Złoty, był Srebrny a teraz żyjemy w okresie Żelaznym, najgorszym, który zmierza ku katastrofie.
Wielka katastrofa?
Przekonanie o zbliżającej się zagładzie całego, znanego nam świata, silne było w mitologii normańskiej. Ragnarok, zbliżał się nieuchronnie i obcinanie paznokci zmarłym mogło tylko opóźnić nieco budowę Naglfar, okrętu zagłady. Najsilniej jednak na naszą cywilizacje w tym obszarze wpłynęła Biblia i te jej części, w których następują zapowiedzi katastrofy czy dnia sądu. Na czele z Księgą Objawienia św. Jana, potocznie zwaną Apokalipsą. Przekonanie o tym, że świat zmierza nieuchronnie ku wielkiej katastrofie, jest bardzo mocno zakorzenione w naszej kulturze. Przeniknęło do literatury, sztuk plastycznych czy filmu. Nawet ludzie niewierzący, często nie zdając sobie z tego sprawy, pozostają nadal pod wpływem biblijnych przekonań o Dniu Sądu.
Przestraszyć nas, jako społeczeństwo, jest bardzo łatwo. Nawet niewielkie wydarzenia o charakterze katastroficznym potrafią wywołać spory niepokój a co dopiero takie zjawiska, jak światowa epidemia. Przekonaliśmy się o tym w roku 2020. Media doskonale rozumieją siłę strachu i jego wagę no i nauczyły się sprzedawać strach jako cenny „towar”. Artykuł o asteroidzie, która przecina od czasu do czasu orbitę Ziemi, będzie miał znacznie większą liczbę „kliknięć” niż dobrze udokumentowany tekst o odkryciu mechanizmu zderzania się czarnych dziur w odległej galaktyce. Zwłaszcza, gdy autor da jeszcze tytuł w rodzaju „Zwiastun kosmicznej zagłady”.
W chwili obecnej jesteśmy bombardowani informacjami ze świata o „wojnach i pogłoskach wojennych” jak powiada Pismo. Od kilku lat trwa wojna rosyjsko – ukraińska, dostarczając paliwa dla sprzedawców lęków. Donald Trump zaatakował Iran i dostarczył tego paliwa jeszcze więcej. Od lat mówiono nam, że III wojna światowa zacznie się na Bliskim Wschodzie, że trwają przygotowania do budowy Trzeciej Świątyni co ma przybliżyć Dzień Sądu i tak dalej. Dla mediów i dla sprzedawców leku – czasy złotych żniw. W internecie szaleją twórcy treści o końcu świata, o wojnie, o zagładzie.
Co czynić wobec strachu?
Co mamy wobec takiej sytuacji robić my, zwykli udzie? Przypomina się anegdota, związana ze świętym Janem Bosco i młodym chłopcem, świętym Dominiakiem Savio. Gdy Jan Bosko zapytał chłopców grających w piłkę, co by zrobili, gdyby dowiedzieli się, że za godzinę nastąpi koniec świata, większość z nich przestraszyła się i zaczęła mówić – „Ja bym pobiegł przeprosić mamę za niegrzeczne słowa”, „ ja pobiegłbym do kościoła się wyspowiadać”. Tylko święty Dominik Savio odpowiedział ze spokojem – „Ja grałbym dalej w piłkę”.




