Aleksandra Jakubiak OV: Trud odrzucania przekleństwa
W opisie zdarzeń związanych ze wskrzeszeniem Łazarza unaocznia się sytuacja przejścia od śmierci do życia. Podobnie rzecz ma się z dzisiejszym czytaniem z Księgi Ezechiela: «Oto otwieram wasze groby i wydobywam was z grobów, ludu mój, i wiodę was do kraju Izraela, i poznacie, że Ja jestem Pan, gdy wasze groby otworzę i z grobów was wydobędę, ludu mój. Udzielę wam mego ducha, byście ożyli, i powiodę was do kraju waszego, i poznacie, że Ja, Pan, to powiedziałem i wykonam» (Ez 37, 12-14).
W obu wypadkach wybór życia wydaje się oczywisty, czy jednak w naszej codzienności zawsze łatwiej siegnąć po błogosławieństwo?
Porównywanie
W czasach powszechnego dostępu do internetu, mediów społecznościowych, programów graficznych i apoteozy młodości oraz stanu posiadania bardzo łatwo wpaść w pułapkę porównywania się z innymi. To już nie wyglądanie zza płota, na podwórko sąsiadów, to stała możliwość śledzenia prawie wszystkich - od członków elit politycznych, ekonomicznych czy artystycznych, po znajomych z przedszkola i podstawówki. W sieci nikt nie chce wyglądać na swój wiek, nie pisze o porażkach, nie chce pokazać ani skrawka biedy czy brzydoty. Patrzymy na to i z ludzi umiarkowanie zadowolonych stajemy się przybici skalą rozziewu między naszymi zmarszczkami, kłótliwymi latoroślami, irytującymi nas współmałżonkami, ciągnącym się remontem, dobijającym kredytem, mało reprezentacyjnym stanowiskiem pracy a kolorowym światem bijącym z profili innych osób. I nie chodzi tu o żadną zawiść, po prostu raptem uświadamiamy sobie, czy raczej to porównanie rzuca nam w oczy jaskrawy fakt, że ogólnie sobie nie radzimy i tak naprawdę jesteśmy zwykłymi przegrywami.
Oczywiście nie zawsze jest to tylko kwestia internetowych porównań, czasem niepowodzenia w pewnych sferach życia w naszych oczach czynią nas nieszczęśliwymi lub przynajmniej smutnymi i jest to prawdziwy ból niezaspokojonych potrzeb, może nawet doświadczenie jakiejś formy bankructwa.
Jestem niewystarczający
Czy jest to jednak odczucie głębsze, czy płytsze, zderzamy się z sytuacją, w której odbieramy siebie, jako niewystarczających, jako istoty wybrakowane. Nasz wewnętrzny cichy zabójca - perfekcjonizm, chciałby nas widzieć akuratnymi lub wybitnymi w każdej możliwej sferze: prywatnej, zawodowej, finansowej, społecznej etc., tymczasem ciągnące nas w dół złe samopoczucie powoduje, że zaczynamy postrzegać się w coraz ciemniejszych barwach.
I tu właście osiągamy newralgiczny punkt, o którym mówi cytowana już wcześniej Księga Powtórzonego Prawa: „Patrz! Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście” (Pwt 30, 15).
- Czy to ostateczny cios? Jak chrześcijanie z Betlejem przetrwają kolejną Wielkanoc?
- Na Trafalgar Square w Londynie wystawiona zostanie "Pasja Jezusa"
- Chusta św. Weroniki zostanie wystawiona w bazylice św. Piotra
- Mężczyźni przejdą dziś w Marszu Świętego Józefa
- Nie żyje honorowy patriarcha Filaret
- Papież: Do nas Jezus również woła, byśmy wyszli na zewnątrz naszych grobowców
- Ewangelia na V Niedzielę Wielkiego Postu z komentarzem
- Leon XIV: to skandal!
- W Hiszpanii rośnie liczba powołań kapłańskich
Wybór autodestrukcji
Moment wyboru - między błogosławieństwem przyjęcia siebie z wszelkimi brakami z cierpliwością a przekleństwem autodestrukcji „dowalania” sobie, rozjeżdżania walcem własnego serca i psychiki - wcale nie jest oczywisty, ponieważ wbrew pozorom naprawdę wielu z nas bierze we własne ręce rzekomą sprawiedliwość i wymierza sobie rozmaite kary za odbieganie od ideału, jakim chcielibyśmy się wiedzieć. Wielu i wiele z nas woli z miną Królowej Śniegu stanąć mentalnie po stronie swoich wrogów i kamienować tę niedoskonałą istotę, którą jesteśmy, niż pochylić się nad własnym bólem i pokazać innym słabość i niepiękny twarz. Ja przynajmniej czyniłam tak wielokrotnie. Ten dziwny pociąg do niszczenia siebie, jakaś żądza łamania tego, co niedoskonałe, będąca tak naprawdę uzurpowaniem sobie prawa do wydawania sądów, tkwi w nas jak zadra, jak nałóg. I choć rozum krzyczy na alarm, to sięgamy ręką po niesmaczne, śmierdzące i brzydkie przekleństwo. Po śmierć.
Pula plusów
Tymczasem drugim wyborem jest danie sobie czasu na opadnięcie emocji i pokora pozostawienia wymierzania sprawiedliwości Bogu, w sobie natomiast dostrzeżenia plusów mniej popularnych.
Lubię wyobrażać sobie, że każdy z nas ma pewną pulę wad i zalet, talentów i braku talentów, plusów i minusów. Te pule jednak różnią się od siebie. Niektóre plusy są widoczne na pierwszy rzut oka, ktoś np. posiada dar wrodzonej gracji, ktoś inny, przyciągający płeć przeciwną, urok bad boya, ktoś ma niezwykłą łatwość w szybkim zarabianiu pieniędzy lub talent do nawiązywania kontaktów i pozytywnego oddziaływania społecznego etc. Tyle, że na tych talentach można zbić kapitał tylko do pewnego czasu.
Są też plusy mniej popularne. Kto z nas by się podekscytował, gdyby zareklamowano mu drugą osobę, jako kogoś, kto: może nie posiada urody modela czy modelki, może też nie radzi sobie na uczelni i póki co, krucho ma też z kasą, ale za to jest zrównoważony, cierpliwy, lojalny, gospodarny, wybaczający, empatyczny, o bogatej wyobraźni. To wszystko są ważne zalety, ale słysząc taką reklamę większość z nas pomyślałaby o owej osobie, że jest niezbyt atrakcyjna i prawdopodobnie nieco nudna. Jednak po 5 czy 10 latach znajomości te mniej popularne plusy z pewnością są istotniejsze niż urocze dołeczki w policzkach albo wesołe towarzyszenie w przygodach.
Oddanie sprawiedliwości
Nie piszę tego po to, by zanegować talenty i zalety widoczne w pierwszych momentach znajomości, tylko po to, by podkreślić, że błogosławieństwem, które możemy przyjąć w chwili zwątpienia we własną wartość jest zezwolenie Bogu i własnemu sercu na oddanie nam sprawiedliwości i dostrzeżenie, że może w moim wypadku przeważają plusy długoterminowe, na pierwszy rzut oka mniej popularne, subtelne, ale że wcale nie jesteśmy tak bezwartościowi, jak dyktuje nam efekt płytkiego porównania i związanych z nim emocji.




