[Wywiad] Prof. Sigov: "Jeśli Europa Ukrainę pozostawi samą, to prędzej czy później straci własną wolność"

- Trzeba zrozumieć, że neutralność Europy nie jest już możliwa. Jeśli Europa opuści Ukrainę, to prędzej czy później straci własną wolność. Trzeba więc przeciwstawić się barbarii na wszystkich frontach, włącznie z przestrzenią ekonomii, kultury, mediów, itd.” - wyjaśnia w rozmowie z KAI Konstanitin Sigov, jeden z najwybitniejszych intelektualistów ukraińskich z Kijowa.
Żołnierz obrony terytorialnej w okolicach Kijowa [Wywiad] Prof. Sigov:
Żołnierz obrony terytorialnej w okolicach Kijowa / EPA/ROMAN PILIPEY Dostawca: PAP/EPA.

 

Dodaje, że na szczęście w Europie budzi się świadomość, że strusia polityka wobec Rosji, polityka chowania głowy w piasek do niczego nie prowadzi. Pytany, o to, co może stać się w najbliższych dniach, odpowiada: „Obawiam się najgorszego!”. Apeluje o wprowadzenie wojsk ONZ oraz o ochronę nieba Ukrainy przez NATO. 

Pełen tekst wywiadu

Marcin Przeciszewski: Patriarcha Światosław Szewczuk powiedział, że „Ukraina staje się duchowym centrum świata”. Jak należy rozumieć te słowa?

Prof. Konstantin Sigov: Dziś absolutnie najważniejszym wyzwaniem jest obrona ludzkiej godności. I to jest także ta walka, której centrum dziś jest Ukraina. Ukraina jest tym miejscem, gdzie jesteśmy zobligowani do obrony tej podstawowej prawdy. Ukazuje ona światu, że musimy zaangażować się w obronie prawdy, bo inaczej czeka nas wielka klęska. A kiedy oddaje się swoje życie za innych, to jest to najistotniejsze świadectwo, które da odwagę innym. 

Jesteście więc świadomi, że walczycie nie tylko o wolności Ukrainy, ale także Polski i innych krajów Europy?

- Tak, mamy taką świadomość, ale ważne, żeby Europa to zrozumiała. I w tym tkwi problem. Wciąż duża część Europejczyków uważa, że Ukraina jest gdzieś daleko na wschodzie, a tymczasem to zaledwie 2 godziny lotu samolotem z Paryża czy Berlina. Ukraina jest tuż i jeśli jej nie obronimy, będzie to wielkie niebezpieczeństwo dla całej Europy. Rosjanie już przejęli dwie nasze elektrownie atomowe i ryzyko zakażenia nuklearnego, ryzyko ekologiczne jest olbrzymie dla całej Europy. 

Trwająca od dziesięcioleci koncentracja Zachodu na Rosji i na budowaniu z nią relacji z pominięciem Ukrainy, była wielkim błędem, za który dziś płacimy olbrzymią cenę.

- Absolutnie tak. Mam wrażenie, że europejska opinia publiczna na szczęście zmienia swoje stanowisko, ale potrzeba, aby znani ludzie kultury czy nauki, tacy jak np. Olga Tokarczuk czy inni nobliści, mówili o tym wyraźnie. Potrzeba by do całej Europy dotarło przesłanie, które Albert Camus sformułował w czasie interwencji sowieckiej na Węgrzech. Powiedział, o alternatywie pomiędzy wolnością a barbarią. Trzeba zrozumieć, że neutralność nie jest już możliwa. Nie jest możliwa ani w Brukseli, ani w Paryżu, ani w Berlinie czy Warszawie. Nie można wymagać też od Ukrainy aby była jakąś neutralną, zdemilitaryzowaną strefą, jak żąda Rosja. Jeśli Europa opuści Ukrainę, to prędzej czy później straci własną wolność. Trzeba więc przeciwstawić się barbarii na wszystkich frontach, włącznie z przestrzenią ekonomii, kultury, mediów, itd. 

Ale problemem NATO, jest obawa, że zbrodniarz sięgnie po przycisk atomowy, dlatego nasze wojska Wam nie pomagają. 

- Być może to prawda, ale możliwa jest np. interwencja humanitarna ONZ w postaci błękitnych hełmów. Jest to niezbędne dla ochrony ludności, konwojów humanitarnych, itd. Siły ONZ powinny jak najszybciej się pojawić na Ukrainie. Sądzę również, ze NATO mogłoby zaangażować się w zamkniecie nieba, zakaz lotów nad Ukrainą, co bardzo osłabiłoby siły rosyjskie. Trzeba mieć odwagę do podjęcia takiej decyzji. W tym widzę rolę Polski. Wy jako Polacy dobrze rozumiecie Ukrainę i Rosję i moglibyście tłumaczyć Zachodowi prawdziwe wyzwania związane z tą wojną. 

Gdzie dokładnie Pan Profesor przebywa? Czy jest Pan bezpieczny? 

- Jestem razem z rodziną na północnych przedmieściach Kijowa, w Wyszogrodzie, przy jednej z szos wylotowych, którą może wtargnąć armia rosyjska. Mimo wszystko staram się pracować i nie przerywam kierowania wydawnictwem „Duch i Litera”. W Tych dniach opublikowałem nowy utwór naszego wielkiego kompozytora Wałentyna Sylwestrowa, bliskiego przyjaciela Krzysztofa Pendereckiego i innych wielkich europejskich muzyków. Wcześniej wydaliśmy dwie książki o nim wraz płytami, a teraz każdego dnia publikujemy na YouTube kolejne jego utwory. Dziś konkretnie hymn Ukrainy w jego wykonaniu. To pomaga ludziom przetrwać i dodaje im sił. O ile wiem, Fryderyk Chopin komponował piękną muzykę w czasie powstania listopadowego, a Sylwestrow idzie jego śladami. Jego muzyka wyraża dokładnie to, co chcemy zrobić dziś na Ukrainie i dla świata. 

To znaczy….

- Jeśli chodzi o świat, to jako Ukraińcy chcemy być rozumiani, szczególnie jeśli chodzi o nasze pragnienie wolności i suwerenności. Walczymy przecież nie tylko o niepodległość, ale przede wszystkim o poszanowanie godności każdego człowieka, niezależnie od rasy, religii czy narodowości. Rozumiemy to, gdyż jako społeczeństwo sami jesteśmy bardzo różnorodni. Tylko część z nas mówi na co dzień po ukraińsku a reszta po rosyjsku. A korzenie mamy polskie, rosyjskie, białoruskie, żydowskie, greckie czy tatarskie. I w tym różnorodnym tyglu ukształtowała się kulturowa jedność Ukrainy. To coś niezwykłego i wyjątkowego. I pewnie dlatego jesteśmy tak wrażliwi na respekt dla każdego. Tego właśnie oczekujemy od świata, a szczególnie od Rosji - zaakceptowania naszej odrębności i naszego prawa do decydowania o naszym losie. 

Jestem przekonany, że tak samo obywatele Rosji winni mieć prawo do wolności, do poszanowania ich człowieczeństwa. Cierpią, że tego u nich nie ma. 

Ale chyba współczesny świat nie do końca Was rozumie, gdyż – jak Pan powiedział przed chwilą - patrzy na wschodnią Europę wciąż poprzez pryzmat Rosji? Takie jest chyba od dziesięcioleci myślenie elit europejskich. 

- To nas bardzo boli, ale na szczęście się zmienia. To co się dzieje w ostatnich dniach, pomimo koszmaru wojny, daje szansę. Wszystkie kraje Europy, poczynając od Polski, po Francję, Niemcy, Włochy czy Hiszpanię, powinny zrozumieć, że po 24 lutego świat jest już inny. W Europie budzi się świadomość, że strusia polityka wobec Rosji, polityka chowania głowy w piasek do niczego nie prowadzi. A patrząc na prezydenta Marcona czy innych przywódców europejskich, widzimy, że zaczynają rozumieć, że powinna ich cechować znacznie większa odwaga. Każdy, niezależnie czy mieszka w Polsce, we Francji czy Niemczech jest wezwany by stać się „nowym Churchillem”...

Co Pan przez to rozumie?

- Churchill mówił ongiś przywódcom Zachodu: „Woleliście od wojny wstyd, to teraz macie i wojnę i wstyd”. Jakże te słowa są dziś aktualne. Europa dziś potrzebuje przebudzenia, nowego ethosu, zdefiniowania na nowo wartości, których trzeba bronić. Nie może być to ciągłe ustępowanie Kremlowi. Potrzebne jest świadectwo, że można iść inną drogą. Mam wrażenie, że Ukraina dziś, w ogniu wojny, świadectwo to właśnie daje. 

Dajecie przykład, że odwaga jest niezbędna do prawdziwie ludzkiego życia...

- Dajemy świadectwo, że są wartości, których należy bronić nawet za cenę życia. Najważniejszą jest ludzka godność, bo to ona stanowi fundament człowieczeństwa. Dziś nie tylko w Kijowie ale i w innych miastach Ukrainy przeżywamy nowy Majdan, rewolucję godności. Widzimy mężczyzn odwożących w bezpieczne miejsca swoje żony i dzieci, a samych wstępujących do wojska. Na ulicach Kijowa, Charkowa czy Mariupola stoją długie kolejki oddających krew. Kilka dni temu wraz z ambasadorem Polski umieściliśmy tablicę na domu w Kijowie, w którym po rewolucji bolszewickiej mieszkał Janusz Korczak. W Kijowie napisał książkę „Jak kochać dzieci”. Była ona ważnym świadectwem, płynącym właśnie stąd, któremu dał później świadectwo, w getcie Warszawie. Związki i wzajemne inspiracje kultury polskiej i ukraińskiej są bardzo silne, co widzimy chociażby po ilości tłumaczeń z polskiego na ukraiński i odwrotnie. 

A jakie, pańskim zdaniem, jest źródło tej odwagi, która w tych dniach charakteryzuje naród ukraiński? Cały świat patrzy na Was z podziwem. 

- Jest to obrona spraw absolutnie najważniejszych, bez których życie traci sens. Na Ukrainie mamy długie tradycje ruchu dysydenckiego. W Kijowie żyje m. in. Josyf Zisels, ukraiński działacz obrony praw człowieka, który spędził ponad 10 lat w sowieckich łagrach. Jesteśmy zresztą bliskimi przyjaciółmi i pracujemy na tej samej uczelni, Akademii Kijowsko-Mohylańskiej. 

I ta tradycja dysydencka łączy nas z polską inteligencją. W tym jesteśmy podobni. A dziś ten dysydencki duch rozlał się po wszystkich miastach Ukrainy. Kwestia niepodległości i integralności Ukrainy jest dla nas sprawą życia i śmierci. Ale ta walka nie jest czymś abstrakcyjnym, ona ma zawsze swoją twarz. Kiedy patrzę na fotografie tych, którzy oddali życie, nie jest to jakiś bezimienny tłum, tylko twarze konkretnych ludzi, na których zazwyczaj jest uśmiech czy nawet pewne poczucie humoru. Te twarze to personalizacja wartości, o które tu walczymy. Dobro ma zawsze swoją twarz. 

Ważne jest, że w walkę o wolną Ukrainę zaangażowali się ludzie, którzy dotąd nie identyfikowali się do końca z ukraińską kulturą czy naszym państwem, ci u których tożsamość ukraińska jeszcze się nie wykształciła. Mam na myśli mieszkańców Donbasu czy innych terenów wschodniej Ukrainy. Teraz stali się ukraińskimi patriotami, gotowymi oddać życie. A hymn ukraiński stał się dla nich wartością o znaczeniu egzystencjalnym. Proces ten nastąpił w bardzo krótkim okresie czasu, a agresja Rosji bardzo go przyspieszyła. 

Choć zabrzmi to paradoksalnie, można powiedzieć, że Putin przyczynił się do umocnienia tożsamości ukraińskiej.

- Tak się mówi, ale nie zgodzę się z taką narracją. Nigdy zło nie buduje, nie tworzy dobra. Dobro buduje się tutaj w opozycji do Putina, dzięki powszechnemu sprzeciwowi wobec zła. 

Od lat jest Pan Profesor bardzo zaangażowany w dialog ekumeniczny. Jak on wygląda dziś w Kijowie, w dniach wojny?

- Kijów jest miejscem prawdziwej przyjaźni ekumenicznej. Abp Szewczuk, zwierzchnik grekokatolików jest w bardzo bliskim kontakcie ze zwierzchnikiem Kościoła Prawosławnego Ukrainy, metropolitą Epifaniuszem. Są to mężowie w tym samy wieku i podobnie myślący. Mają tez oni dobry kontakt z Witalijem, biskupem rzymsko-katolickim. Współpracują blisko z liderami innych Kościołów i wspólnot religijnych, w tym żydowskiej. Wszyscy oni w Kijowie są w wielkiej przyjaźni osobistej i duchowej. Wyrazem tego było odprawione w Środę Popielcową wspólne nabożeństwo w Soborze św. Zofii w Kijowie, w łączności z papieżem Franciszkiem, który zainicjował dzień modlitw w intencji Ukrainy. I taka ekumeniczna i międzyreligijna przyjaźń jest absolutnie niezbędna całej Europie. 

30 lat mego życia poświęciłem budowaniu dialogu ekumenicznego, i bardzo się cieszę, że na Ukrainie się to udaje. A głoszony przez Jana Pawła II apel by Europa oddychała swymi dwoma płucami, jest tu w Kijowie, absolutnie aktualny. Jest to bardzo potrzebne Europie nie tylko w płaszczyźnie stricte religijnej ale także kulturalnej, naukowej, itd. A w tym dialogu Ukraina ma swoje niezastąpione miejsce. Jest ona ważnym elementem wschodniego płuca Europy, bez którego ten kontynent nie będzie w stanie żyć. A współczesna katastrofa tym bardziej nas do tego powołuje. 

A jak obecna sytuacja wojny może wpłynąć na Ukraiński Kościół Prawosławny Patriarchatu Moskiewskiego? Czy wzmocnią się w nim tendencje ku odseparowaniu od Moskwy, która występuje dziś w roli okupanta. 

- W łonie tego Kościoła na Ukrainie dokonują się teraz duże i szybkie zmiany, ale za wcześnie aby o tym mówić publicznie. 

Jak Pan sobie wyobraża najbliższe dni, tygodnie? Zwyciężycie?

- Obawiam się najgorszego. Mamy z przeciwnej strony tyrana, dla którego żadne życie nie ma znaczenia, a jego właśni obywatele są dlań wyłącznie „mięsem armatnim”. A wszyscy inni tak samo. Nie ma litości dla nikogo. Szaleństwo do którego nas prowadzi, szczególnie w przypadku przegranej, jest trudne do wyobrażenia. Dlatego w każdej sferze, politycznej, ekonomicznej, komunikacyjnej i militarnej, musimy zrobić wszystko aby uspokoić go jak „wściekłego psa”, aby zgasić ten pożar. Trzeba zatrzymać pożar rozprzestrzeniany z Kremla. 

Rozmawiał Marcin Przeciszewski

 

Konstantin Sigov, filozof i wydawca, dyrektor Centrum europejskiego na Narodowym Uniwersytecie „Akademia Kijowsko-Mohylańska”. Jest jednym z najbardziej znanych współczesnych prawosławnych intelektualistów Ukrainy, działa na rzecz praw człowieka. Jednym z trwałych wkładów Sigova w dialog ekumeniczny było założenie i kierowanie Centrum św. Klemensa w Kijowie. Od lat kieruje znanym wydawnictwem „Duch i Litera”, jest też zaangażowany z prace Rady Kościołów i Organizacji Religijnych w Kijowie.

 


Oceń artykuł
Wczytuję ocenę...
Powinniśmy przyjąć imigrantów Łukaszenki?
Udostępnij:

 

POLECANE
Powinniśmy przyjąć imigrantów Łukaszenki?
Udostępnij:
Koronawirus
Vademecum Pracownika
Emerytury
Stażowe