Paweł Jędrzejewski: Wielki Kalifat Europy?
Co musisz wiedzieć:
- Zdaniem autora tekstu, antysyjonizm jest dziś jedyną ideą, która potrafi wyprowadzić na ulice Europy setki tysięcy ludzi z różnych klas społecznych – od robotników po profesorów – oraz połączyć Europejczyków z islamskimi imigrantami.
- W tekście podkreślono, że wspólna nienawiść do Izraela stała się pierwszym realnym punktem integracji między postchrześcijańską Europą a światem islamu, tworząc nową, silną więź emocjonalną i ideologiczną.
- Publicysta podkreśla, że Europa wykazała rażącą obojętność wobec masowych protestów i brutalnych represji w Iranie, mimo że tamtejszy ruch wolnościowy walczy z jednym z najbardziej opresyjnych reżimów świata.
- Jak czytamy, milczenie wobec Iranu i masowe poparcie dla środowisk wrogich Izraelowi pokazują głęboką zmianę w europejskiej mentalności, która może stać się fundamentem nowych, niebezpiecznych ideologii przyszłości.
Antysyjonizm jednoczy
Nie wiadomo. Ale przecież już istnieje jedna złowroga idea, której obecność mówi wiele o Europie. Jest to antysyjonizm, za maską którego ukrywa się stara niechęć a nawet nienawiść do Żydów. Zauważmy bardzo charakterystyczny i niezwykły fakt: że wyłącznie to uczucie - żadne inne! - potrafi dziś wyprowadzać na ulice miast Zachodniej Europy prawdziwe setki tysięcy protestujących ze wszystkich grup społecznych. Np. w Londynie (300 tys.) Amsterdamie (250 tys.), Rzymie (300 tys.), Madrycie (400 tys.) czy Hadze (150 tys.). Tylko ono obok robotnika i urzędnika stawia na antyizraelskiej demonstracji także profesora uniwersytetu. I jeszcze kogoś bardzo ważnego: islamskiego imigranta z Bliskiego Wschodu lub Afryki Północnej. I to jest właśnie sedno sprawy.
Idea antyżydowskości jest czymś odwiecznym. A przecież także czymś nowym i niezwykłym, bo pierwszym, jakże silnym, wspólnym mianownikiem europejskości i islamu.
- Wyłączenia prądu na Śląsku. Ważny komunikat dla mieszkańców
- Ważny komunikat dla mieszkańców Gdańska
- Nowa prognoza IMGW. Oto co nas czeka w najbliższych dniach
- Dziennikarz TVP chciał wręczyć "prezent" posłowi. Nie wyszło po jego myśli
- Komunikat dla mieszkańców woj. zachodniopomorskiego
- Kara bezwzględnego więzienia dla Adama Borowskiego. Żurek zapytany o sprawę
- KRUS wydał komunikat dla rolników
- Ekspert: Siłowe wejście do KRS nie miało podstawy prawnej
Integruje ich wspólna nienawiść
Do Europy w ostatniej dekadzie przedostały się miliony imigrantów - w wielkiej liczbie ludzi nienawidzących Żydów. Integracja islamsko-europejska wreszcie się zaczęła. Właśnie od zbiorowej, jednoczącej nienawiści. Która u jednych jest jawna, a u innych na razie tkwi w podświadomości. Stojąc wspólnie na placach Europy i skandując zgodnie antyizraelskie i prohamasowskie hasła, europejski postchrześcijanin (lewicowy oraz prawicowy) i islamski imigrant nagle odnajdują się nawzajem. Dostrzegają po raz pierwszy, że coś ich łączy. Coś istotnego, emocjonalnego i głęboko zakorzenionego w mentalności. I po raz pierwszy dostrzegają w sobie nawzajem ludzi - takich samych jak oni. Ujawnia się płaszczyzna zrozumienia. A więc obietnica przyszłego porozumienia. Jest to jakościowa zmiana mentalna o bardzo poważnych konsekwencjach.
Zapamiętajcie historycy: w 2025 roku, podczas antyizraelskich protestów w trakcie wojny Izraela z Hamasem w Gazie, nastąpiło przełamanie obcości pomiędzy islamskimi i zachodnioeuropejskimi demonstrantami.
Obojętność wobec dążeń Irańczyków
Jednocześnie, niech wszyscy odnotują i dobrze zapamiętają, że Europa (a szczególnie lewica europejska) wykazała gigantyczną obojętność wobec tego, co działo się w ostatnich tygodniach w Iranie.
Oto hipokryzja, strach, pogarda, skrywana aprobata (bo reżim irański to wróg znienawidzonego Izraela) - wszystko razem w stężeniu.
Władza ajatollahów - która jest najbardziej na świecie okrutna, opresyjna, mordercza, łamiąca prawa człowieka i finansująca terroryzm - nie znalazła masowego potępienia na ulicach europejskich miast, a Irańczycy walczący o wolność nie otrzymali od europejskiej lewicy wsparcia. A przecież ruch rewolucyjny w Iranie dąży do tych celów, które właśnie lewica umieszcza z reguły na swoich sztandarach, gdy oskarża Izrael. Tylko że teraz to nie wiecowa, antyizraelska demagogia, ale realna walka z rzeczywistym despotyzmem i bezprawiem.
Wróg mojego wroga jest moim przyjacielem
Europa wychodząca na ulice by popierać Hamas - finansowany przez teokratyczny reżim irański - milczy. Tym milczeniem staje po stronie Chameneiego. Demonstrowali w zasadzie tylko prodemokratyczni emigranci z Iranu. Europejczycy udawali, że nic się nie dzieje. Zasada "wróg mojego wroga jest moim przyjacielem" najwyraźniej obowiązuje. Nawet wobec reżimu, który morduje tysiącami własnych obywateli. Dlatego islamscy fanatycy religijni, rządzący Iranem, nie wzbudzają w Europie masowych protestów na ulicach i placach. No bo jak protestować przeciwko największym wrogom Izraela? Koniec irańskiego reżimu to koniec lub kolosalne osłabienie Hezbollahu, Hamasu, Islamskiego Dżihadu, Huti i innych grup terrorystycznych. Stąd ta obojętność. I dlatego europejscy demonstranci wrócą na protesty z nową energią, ale dopiero wtedy, gdy trzeba będzie znów atakować Izrael.
Zmiana w europejskiej mentalności
Historią rządzą wynalazki i idee. Reakcja tych Europejczyków, którzy wyszli na ulice, aby protestować przeciwko Izraelowi i nie wyszli, żeby protestować przeciwko Iranowi, jest bardzo charakterystyczna. Ci Europejczycy po raz pierwszy dostrzegli w islamie swoje własne emocje. To, co z tej postawy wynika, może oznaczać - jeśli spojrzymy w przyszłość - że zaczęło się budowanie pierwszych mentalnych (czyli tych najważniejszych) fundamentów przyszłego "Wielkiego Kalifatu Europy".




