[Tylko u nas] Płużański: Miał być honorowym jeńcem. Jego czaszkę Niemcy eksponowali jako "podczłowieka"

"Niemiec barbarzyńca"nn2 października 1939 r. kapitan Antoni Kasztelan podpisał akt kapitulacji Helu – bohatersko, do końca bronionego skrawka Polski. Kapitulacja miała się odbyć na honorowych zasadach. Tymczasem kpt. Kasztelan - polski bohater - z niemieckiego obozu jenieckiego został bezprawnie przeniesiony do gestapo, skatowany w śledztwie, a następnie skazany na śmierć pod gilotyną. Barbarzyństwo niemieckie nie różniło się od sowieckiego.
/ kpt. Antoni Kasztelan Wikipedia domena publiczna
Po podpisaniu aktu kapitulacji Helu Antoni Kasztelan, jako jeniec honorowy niemieckiego admirała Huberta Schmundta, trafił do niemieckiego obozu jenieckiego. W maju 1940 r. niespodziewanie przewieziono go do stalagu na Biskupiej Górce w Gdańsku, a trzy miesiące później zwolniono i... oddano w ręce gestapo.

Bez odpowiedzi

Do rodziny Antoni Kasztelan pisał:

„Byłem w gestapo w Gdańsku bity gumową pałką, godzinami, bez przerwy, przez okres 2 miesięcy, aż do utraty przytomności. Ciało, twarz, oczy zupełnie granatowe i czarne od bicia”.


Mimo nieludzkiego śledztwa Antoni Kasztelan nie ujawnił żadnych informacji o polskim wywiadzie, nie podał żadnego nazwiska. O łaskę nie prosił. W piśmie do Naczelnego Dowództwa Wojsk Lądowych (Oberkomando der Wehrmacht) w Berlinie kategorycznie protestował przeciwko bezprawnemu zwolnieniu go z niewoli, aresztowaniu i traktowaniu jako zwykłego więźnia, zaznaczając, że poszedł do niewoli na szczególnych warunkach. Pisał również o bestialskich metodach śledztwa oraz bezprawnej degradacji i żądał przywrócenia mu wszelkich uprawnień jenieckich wynikających z konwencji genewskich. Protest pozostał bez odpowiedzi.

Rozkaz: zgładzić

Kim był Antoni Kasztelan? Urodził się w 1896 r. w wielkopolskiej wsi Gryżyny. W młodości działał w harcerstwie i kolportował polskie książki. W czasie I wojny światowej powołany do wojska pruskiego, został ciężko ranny w bitwie pod Verdun. Po kilku dniach od zdemobilizowania walczył już w powstaniu wielkopolskim (odznaczony Krzyżem Zasługi). Potem uczestniczył w wojnie polsko-bolszewickiej 1920 r.

W wolnej Polsce Antoni Kasztelan został zawodowym żołnierzem. W 1931 r. przydzielono go do powstałego właśnie pierwszego polskiego oddziału obrony Wybrzeża – Batalionu Morskiego w Wejherowie. W połowie 1934 r. został przeniesiony do Dowództwa Floty w Gdyni i zatrudniony w sztabie Samodzielnego Referatu Informacyjnego (kontrwywiad). Wkrótce, awansowany do stopnia kapitana, objął kierownictwo referatu. Wyróżnił się rozpracowaniem kilku niemieckich grup szpiegowskich na terenie Wybrzeża. Oto powód, dlaczego Niemcy postanowili go zgładzić.

„Pójdę na śmierć odważnie”

Antoni Kasztelan został skazany na czterokrotną karę śmierci przez niemiecki sąd specjalny w Gdańsku (13 stycznia 1942 r.) i prawie rok później (14 grudnia 1942 r.) zgilotynowany w więzieniu w Królewcu. W chwili śmierci miał 46 lat.

Maria Kasztelan starała się wcześniej o ułaskawienie męża. Miał być wymieniony na niemieckiego oficera znajdującego się w brytyjskiej niewoli. Wszelkie interwencje, nawet u papieża Piusa XII, nie przyniosły efektu. Niemcy byli zdecydowani zlikwidować Kasztelana. Z dokumentów wynika, że o jego losie zadecydowano na szczytach hitlerowskiego państwa.

Gdy Maria Kasztelan dowiedziała się, że jej mąż został stracony, robiła wszystko, aby odszukać jego grób. W ostatnim liście do rodziny (14 grudnia 1942 r.) kapitan Kasztelan pisał: „... Ostatnia godzina dla mnie wybiła, dziś będę stracony o godz. 15-tej. Boże mój. Byłem na to zawsze przygotowany, toteż nie jest to dla mnie wielką niespodzianką. Pójdę na śmierć odważnie, choć niewinnie, »dulce est pro patria mori«. Tak ginę za swoją pracę, za Ojczyznę. Jeżeli, najdroższa moja i Wy kochane moje dzieci, będziecie mogli później moje zwłoki stąd zabrać, to miałbym do Was tę jedyną prośbę – chcę spoczywać między swymi. Na grób mój przyjdźcie potem odwiedzić mnie, to lekko mi będzie i sadźcie białe i czerwone kwiaty – jako symbol mej niewinności i miłości ku Wam. Och Boże. Już Was nie zobaczę nigdy i Wy mnie też, ale miłość ku Wam zabiorę ze sobą do grobu...”.

List jak relikwia

Antoni Kasztelan miał świadomość, że za chwilę będzie stracony, może wiedział nawet, że zostanie zgilotynowany. Nie przypuszczał jednak, co Niemcy zrobią z jego ciałem, że miłości do rodziny nie zabierze do grobu.

Rodzina przechowuje ten ostatni list jak relikwię. Dopiero niedawno dowiedziała się, że testamentu kapitana nie będzie mogła zrealizować, gdyż jego grobu nie uda się odnaleźć...

Jeszcze w latach 40. szef ZBoWiD-u Kazimierz Rusinek – który razem z Kasztelanem był więziony w obozie w Stutthofie (od lutego do grudnia 1941 r.) i pisał o nim:

„Człowiek dużej prawości, dobry obywatel i dobry kolega, oddawał duże usługi konspiracji”


– powiedział Marii Kasztelan, że nie może pomóc w poszukiwaniach miejsca spoczynku jej męża. Stwierdził, że postępowanie byłoby trudne, czasochłonne i wymagałoby znacznych sum pieniędzy (?!). Pisma do Czerwonego Krzyża też nie dały rezultatu.

Szczątki jako źródło preparatów

Z akt wynika, że na Antonim Kasztelanie Niemcy dokonali mordu sądowego. Na wątpliwe podstawy wyroku zwracał uwagę nawet jeden z sędziów-katów. Stracenie kapitana miało nastąpić w Poznaniu. Niemcy ułatwili sobie jednak sprawę – Antoni Kasztelan został zgilotynowany nie w Poznaniu, dokąd trzeba byłoby go przewozić, ale tam, gdzie był ostatnio więziony, a więc w Królewcu. Na tym nie koniec. W rozporządzeniu o wykonaniu kary śmierci czytamy: „Przy przekazywaniu zwłok proszę wziąć pod uwagę Instytut Anatomii Uniwersytetu w Königsbergu”. Szczątki kapitana Kasztelana posłużyły jako źródło preparatów.

Czaszki „podludzi”

Gdyby kpt. Antoni Kasztelan został zgilotynowany w Poznaniu, jego czaszka mogła trafić do Muzeum Historii Naturalnej w Wiedniu, razem z czaszkami 15 innych Polaków przekazanymi tam przez Uniwersytet Rzeszy w Kraju Warty. 27 czerwca 1942 r., w księdze inwentarzowej zbiorów wiedeńskiego muzeum, w opisie czaszek znalazły się takie dane, jak: płeć, wiek i wzrost osób, od których pochodziły. Większość miała około 40 lat, „najmłodsza” czaszka pochodziła od 23-letniego mężczyzny.
Muzeum wyeksponowało polskie czaszki jako przykłady czaszek „podludzi”. Zwiedzający mogli je oglądać w Gabinecie Ras razem z czaszkami Żydów. Obok pokazano czaszki Niemców, które – jako jedyne – miały być prawidłowe.
Kierownikiem Zakładu Anatomii Uniwersytetu Rzeszy w Kraju Warty był prof. Hermann Voss, z wykształcenia patolog, sława światowej medycyny. Jeszcze niedawno jego podręcznik anatomii, przetłumaczony na język polski i starannie przygotowany przez jedno z czołowych wydawnictw, był obowiązkową lekturą dla polskich studentów. Korzystali z niego również słuchacze Collegium Academicum Uniwersytetu w Poznaniu. Tego samego, na którym profesor Voss 60 lat wcześniej preparował polskie czaszki nie dla celów naukowych, ale dla pieniędzy.

Kilka tysięcy nazwisk

Rachunek za czaszki wystawił inny znany naukowiec Gustaw von Hirschheydt, specjalista od preparowania ludzkich zwłok. Na rachunku jest data – 10 marca 1942 r., podana liczba polskich czaszek – 15, i suma – 375 marek (jedna czaszka kosztowała 25 marek). Tyle zarobił Hermann Voss, po wojnie ceniony profesor NRD-owskiego Uniwersytetu w Jenie, który zmarł w 1987 r. w Hamburgu. Spreparowane przez siebie czaszki Polaków – „podludzi” Voss wysyłał nie tylko do Wiednia, ale także do Wrocławia, Lipska, Gdańska i Królewca (tam trafiły szczątki kpt. Kasztelana).

Polacy, których czaszki znalazły się w Gabinecie Ras wiedeńskiego muzeum, byli gilotynowani w Poznaniu od października 1941 do końca marca 1942 r. W podziemiach więzienia przy ul. Młyńskiej gilotyna pojawiła się już w 1939 r., razem z wkroczeniem do miasta Niemców. Ostrze spadało między godziną 5 a 7 rano. Jedyną winą ofiar było to, że prowadzili „wrogą działalność przeciwko Rzeszy Niemieckiej”.
Poznański IPN ma pełne wykazy zgilotynowanych – w sumie kilka tysięcy nazwisk. Tylko w czerwcu 1940 r. stracono w ten sposób 19 Polaków. Średnia miesięczna była wyższa – ok. 30 osób.

Z Wiednia do Polski

Sprawa 15 polskich czaszek wyszła na jaw pod koniec 1998 r. Muzeum Historii Naturalnej poinformowało o ich istnieniu Ambasadę Polską w Wiedniu, ta z kolei MSZ. Ostatecznie związane z nimi dokumenty trafiły do poznańskiej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Tu rozpoczęła się prawdziwie detektywistyczna praca. W śledztwie pomogły zeznania Polaków, złożone zaraz po wojnie w związku ze sprawą Artura Greisera. Ten namiestnik okręgu Rzeszy w Kraju Warty i szef tamtejszego NSDAP został wydany Polakom i osadzony w więzieniu na Rakowieckiej w Warszawie, a potem na Młyńskiej w Poznaniu. Po 12-dniowym procesie skazano go na karę śmierci. Greiser zawisł na stokach poznańskiej cytadeli.

Wśród zeznających znalazł się laborant Michał Woroch i dwaj jego współpracownicy: Andrzej Szymański i Piotr Miklejewski. W poznańskim zakładzie anatomii pracowali jeszcze przed wojną. Niemcy wykorzystali ich jako personel pomocniczy, m.in. do obsługi krematorium i księgowania zwłok. Osobną dokumentację prowadzono dla Polaków i Niemców, osobną dla Żydów. Zgony odnotowywano dodatkowo w urzędowej kartotece, ale o jej istnieniu nikt z personelu nie wiedział. W rubryce określającej przyczynę śmierci wpis jest zawsze ten sam – ścięcie, a data śmierci pokrywa się z datą dostarczenia zwłok. Jest również przybliżony wiek ofiary i narodowość. Nazwiska i imiona pojawiają się sporadycznie, większość to bezimienne zwłoki. Właśnie z tych zwłok pochodziły czaszki preparowane przez profesora Vossa. W księgach nie ma jednak żadnej informacji, że przewieziono je następnie do Wiednia. Fakt handlowania ludzkimi szczątkami dla pseudonaukowych celów został ukryty. Nie na tyle dobrze jednak, aby tragiczna historia nie wyszła na jaw.

Tadeusz Płużański



Niemiecki admirał Hubert Schmundt Wikipedia CC BY SA de Bundesarchiv

 

POLECANE
Rzońca: Ursula von der Leyen jest zakładniczką Zielonych i spekulantów na rynkach ETS tylko u nas
Rzońca: Ursula von der Leyen jest zakładniczką Zielonych i spekulantów na rynkach ETS

„Ursula von der Leyen jest zakładniczką Zielonych i spekulantów na rynkach ETS” - mówi portalowi Tysol.pl eurodeputowany PiS Bogdan Rzońca, zapytany, dlaczego szefowa KE nie chce wycofać UE z ETS.

Kontrowersyjna decyzja w kancelarii Tuska. Pracownica odwołana po urodzeniu dziecka Wiadomości
Kontrowersyjna decyzja w kancelarii Tuska. Pracownica odwołana po urodzeniu dziecka

Kilka tygodni po narodzinach dziecka zastępczyni dyrektor Departamentu ds. Równego Traktowania w Kancelarii Premiera została odwołana ze stanowiska. Jak podaje WP, decyzję podjęto 21 października, jednak w oficjalnym piśmie nie wskazano żadnego powodu.

Nie będzie polsko-litewskiego poligonu na granicy. Rząd Tuska nie wykazał zainteresowania Wiadomości
Nie będzie polsko-litewskiego poligonu na granicy. Rząd Tuska nie wykazał zainteresowania

Polski rząd nie jest zainteresowany budową wspólnego poligonu z Litwą przy granicy - poinformował wiceminister obrony Paweł Bejda. W środę litewski rząd zatwierdził budowę poligonu w Kopciowie, tuż przy granicy z Polską. Litewskie władze planowały, by w przyszłości odbywały się tam również wspólne ćwiczenia z żołnierzami z Polski.

Podwójna gra szefowej KE – nowy europejski człowiek ma być ciemnoskóry tylko u nas
Podwójna gra szefowej KE – nowy europejski człowiek ma być ciemnoskóry

Ursula von der Leyen podczas unijnego szczytu ostrzegła przed wzrostem migracji w związku z konfliktem na Bliskim Wschodzie. Problem w tym, że nie dość, że UE nadal przyjmuje migrantów, to szefowa KE wcześniej wielokrotnie odnosiła się do wizji Richarda Coudenhove-Kalergiego, zgodnie z którą nowy europejski człowiek ma być ciemnoskóry, a elity – białe i wywodzące się ze społeczności żydowskich. Taką wizję Europy von der Leyen chce wcielić w życie.

MON: Polscy żołnierze ewakuowani z Iraku z ostatniej chwili
MON: Polscy żołnierze ewakuowani z Iraku

Polscy żołnierze w komplecie zostali ewakuowani z Iraku - poinformował w piątek wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz. Dodał, że większość personelu Polskiego Kontyngentu Wojskowego z Iraku przebywa już w Polsce lub jest w drodze do kraju.

Nie żyje aktor Chuck Norris z ostatniej chwili
Nie żyje aktor Chuck Norris

W wieku 86 lat zmarł legendarny aktor i mistrz sztuk walki Chuck Norris. W oświadczeniu za pośrednictwem mediów społecznościowych bliscy aktora potwierdzili jego odejście.

Wyłączenia prądu w Małopolsce. Ważny komunikat dla mieszkańców z ostatniej chwili
Wyłączenia prądu w Małopolsce. Ważny komunikat dla mieszkańców

Operator Tauron opublikował harmonogram planowanych przerw w dostawie energii elektrycznej na najbliższe dni. Wyłączenia obejmą mieszkańców Krakowa oraz wielu miejscowości w woj. małopolskim. Sprawdzamy, gdzie i kiedy nie będzie prądu.

Wielka Brytania: Wzrost przypadków poważnej choroby wśród młodych Wiadomości
Wielka Brytania: Wzrost przypadków poważnej choroby wśród młodych

Do 29 wzrosła liczba przypadków zapalenia opon mózgowych w hrabstwie Kent w południowo-wschodniej Anglii, ale tempo wykrywania kolejnych już słabnie - poinformowała w piątek Brytyjska Agencja Bezpieczeństwa Zdrowotnego (UKHSA).

Tusk znów straszy Nawrockim i PiS. Mocna odpowiedź z Pałacu Prezydenckiego z ostatniej chwili
Tusk znów straszy Nawrockim i PiS. Mocna odpowiedź z Pałacu Prezydenckiego

Premier Donald Tusk znów zaatakował opozycję i prezydenta Karola Nawrockiego, tym razem w kontekście wojny na Bliskim Wschodzie. Rzecznik głowy państwa szybko odpowiedział na te słowa.

KOD i Fundacja Otwarty Dialog wśród beneficjentów rządowych dotacji Wiadomości
KOD i Fundacja Otwarty Dialog wśród beneficjentów rządowych dotacji

Komitet Obrony Demokracji i Fundacja Otwarty Dialog otrzymały po 300 tys. zł w ramach tegorocznej edycji Rządowego Programu Fundusz Inicjatyw Obywatelskich NOWEFIO. Łącznie do dofinansowania wybrano 277 projektów, a na wsparcie przewidziano około 73 mln zł.

REKLAMA

[Tylko u nas] Płużański: Miał być honorowym jeńcem. Jego czaszkę Niemcy eksponowali jako "podczłowieka"

"Niemiec barbarzyńca"nn2 października 1939 r. kapitan Antoni Kasztelan podpisał akt kapitulacji Helu – bohatersko, do końca bronionego skrawka Polski. Kapitulacja miała się odbyć na honorowych zasadach. Tymczasem kpt. Kasztelan - polski bohater - z niemieckiego obozu jenieckiego został bezprawnie przeniesiony do gestapo, skatowany w śledztwie, a następnie skazany na śmierć pod gilotyną. Barbarzyństwo niemieckie nie różniło się od sowieckiego.
/ kpt. Antoni Kasztelan Wikipedia domena publiczna
Po podpisaniu aktu kapitulacji Helu Antoni Kasztelan, jako jeniec honorowy niemieckiego admirała Huberta Schmundta, trafił do niemieckiego obozu jenieckiego. W maju 1940 r. niespodziewanie przewieziono go do stalagu na Biskupiej Górce w Gdańsku, a trzy miesiące później zwolniono i... oddano w ręce gestapo.

Bez odpowiedzi

Do rodziny Antoni Kasztelan pisał:

„Byłem w gestapo w Gdańsku bity gumową pałką, godzinami, bez przerwy, przez okres 2 miesięcy, aż do utraty przytomności. Ciało, twarz, oczy zupełnie granatowe i czarne od bicia”.


Mimo nieludzkiego śledztwa Antoni Kasztelan nie ujawnił żadnych informacji o polskim wywiadzie, nie podał żadnego nazwiska. O łaskę nie prosił. W piśmie do Naczelnego Dowództwa Wojsk Lądowych (Oberkomando der Wehrmacht) w Berlinie kategorycznie protestował przeciwko bezprawnemu zwolnieniu go z niewoli, aresztowaniu i traktowaniu jako zwykłego więźnia, zaznaczając, że poszedł do niewoli na szczególnych warunkach. Pisał również o bestialskich metodach śledztwa oraz bezprawnej degradacji i żądał przywrócenia mu wszelkich uprawnień jenieckich wynikających z konwencji genewskich. Protest pozostał bez odpowiedzi.

Rozkaz: zgładzić

Kim był Antoni Kasztelan? Urodził się w 1896 r. w wielkopolskiej wsi Gryżyny. W młodości działał w harcerstwie i kolportował polskie książki. W czasie I wojny światowej powołany do wojska pruskiego, został ciężko ranny w bitwie pod Verdun. Po kilku dniach od zdemobilizowania walczył już w powstaniu wielkopolskim (odznaczony Krzyżem Zasługi). Potem uczestniczył w wojnie polsko-bolszewickiej 1920 r.

W wolnej Polsce Antoni Kasztelan został zawodowym żołnierzem. W 1931 r. przydzielono go do powstałego właśnie pierwszego polskiego oddziału obrony Wybrzeża – Batalionu Morskiego w Wejherowie. W połowie 1934 r. został przeniesiony do Dowództwa Floty w Gdyni i zatrudniony w sztabie Samodzielnego Referatu Informacyjnego (kontrwywiad). Wkrótce, awansowany do stopnia kapitana, objął kierownictwo referatu. Wyróżnił się rozpracowaniem kilku niemieckich grup szpiegowskich na terenie Wybrzeża. Oto powód, dlaczego Niemcy postanowili go zgładzić.

„Pójdę na śmierć odważnie”

Antoni Kasztelan został skazany na czterokrotną karę śmierci przez niemiecki sąd specjalny w Gdańsku (13 stycznia 1942 r.) i prawie rok później (14 grudnia 1942 r.) zgilotynowany w więzieniu w Królewcu. W chwili śmierci miał 46 lat.

Maria Kasztelan starała się wcześniej o ułaskawienie męża. Miał być wymieniony na niemieckiego oficera znajdującego się w brytyjskiej niewoli. Wszelkie interwencje, nawet u papieża Piusa XII, nie przyniosły efektu. Niemcy byli zdecydowani zlikwidować Kasztelana. Z dokumentów wynika, że o jego losie zadecydowano na szczytach hitlerowskiego państwa.

Gdy Maria Kasztelan dowiedziała się, że jej mąż został stracony, robiła wszystko, aby odszukać jego grób. W ostatnim liście do rodziny (14 grudnia 1942 r.) kapitan Kasztelan pisał: „... Ostatnia godzina dla mnie wybiła, dziś będę stracony o godz. 15-tej. Boże mój. Byłem na to zawsze przygotowany, toteż nie jest to dla mnie wielką niespodzianką. Pójdę na śmierć odważnie, choć niewinnie, »dulce est pro patria mori«. Tak ginę za swoją pracę, za Ojczyznę. Jeżeli, najdroższa moja i Wy kochane moje dzieci, będziecie mogli później moje zwłoki stąd zabrać, to miałbym do Was tę jedyną prośbę – chcę spoczywać między swymi. Na grób mój przyjdźcie potem odwiedzić mnie, to lekko mi będzie i sadźcie białe i czerwone kwiaty – jako symbol mej niewinności i miłości ku Wam. Och Boże. Już Was nie zobaczę nigdy i Wy mnie też, ale miłość ku Wam zabiorę ze sobą do grobu...”.

List jak relikwia

Antoni Kasztelan miał świadomość, że za chwilę będzie stracony, może wiedział nawet, że zostanie zgilotynowany. Nie przypuszczał jednak, co Niemcy zrobią z jego ciałem, że miłości do rodziny nie zabierze do grobu.

Rodzina przechowuje ten ostatni list jak relikwię. Dopiero niedawno dowiedziała się, że testamentu kapitana nie będzie mogła zrealizować, gdyż jego grobu nie uda się odnaleźć...

Jeszcze w latach 40. szef ZBoWiD-u Kazimierz Rusinek – który razem z Kasztelanem był więziony w obozie w Stutthofie (od lutego do grudnia 1941 r.) i pisał o nim:

„Człowiek dużej prawości, dobry obywatel i dobry kolega, oddawał duże usługi konspiracji”


– powiedział Marii Kasztelan, że nie może pomóc w poszukiwaniach miejsca spoczynku jej męża. Stwierdził, że postępowanie byłoby trudne, czasochłonne i wymagałoby znacznych sum pieniędzy (?!). Pisma do Czerwonego Krzyża też nie dały rezultatu.

Szczątki jako źródło preparatów

Z akt wynika, że na Antonim Kasztelanie Niemcy dokonali mordu sądowego. Na wątpliwe podstawy wyroku zwracał uwagę nawet jeden z sędziów-katów. Stracenie kapitana miało nastąpić w Poznaniu. Niemcy ułatwili sobie jednak sprawę – Antoni Kasztelan został zgilotynowany nie w Poznaniu, dokąd trzeba byłoby go przewozić, ale tam, gdzie był ostatnio więziony, a więc w Królewcu. Na tym nie koniec. W rozporządzeniu o wykonaniu kary śmierci czytamy: „Przy przekazywaniu zwłok proszę wziąć pod uwagę Instytut Anatomii Uniwersytetu w Königsbergu”. Szczątki kapitana Kasztelana posłużyły jako źródło preparatów.

Czaszki „podludzi”

Gdyby kpt. Antoni Kasztelan został zgilotynowany w Poznaniu, jego czaszka mogła trafić do Muzeum Historii Naturalnej w Wiedniu, razem z czaszkami 15 innych Polaków przekazanymi tam przez Uniwersytet Rzeszy w Kraju Warty. 27 czerwca 1942 r., w księdze inwentarzowej zbiorów wiedeńskiego muzeum, w opisie czaszek znalazły się takie dane, jak: płeć, wiek i wzrost osób, od których pochodziły. Większość miała około 40 lat, „najmłodsza” czaszka pochodziła od 23-letniego mężczyzny.
Muzeum wyeksponowało polskie czaszki jako przykłady czaszek „podludzi”. Zwiedzający mogli je oglądać w Gabinecie Ras razem z czaszkami Żydów. Obok pokazano czaszki Niemców, które – jako jedyne – miały być prawidłowe.
Kierownikiem Zakładu Anatomii Uniwersytetu Rzeszy w Kraju Warty był prof. Hermann Voss, z wykształcenia patolog, sława światowej medycyny. Jeszcze niedawno jego podręcznik anatomii, przetłumaczony na język polski i starannie przygotowany przez jedno z czołowych wydawnictw, był obowiązkową lekturą dla polskich studentów. Korzystali z niego również słuchacze Collegium Academicum Uniwersytetu w Poznaniu. Tego samego, na którym profesor Voss 60 lat wcześniej preparował polskie czaszki nie dla celów naukowych, ale dla pieniędzy.

Kilka tysięcy nazwisk

Rachunek za czaszki wystawił inny znany naukowiec Gustaw von Hirschheydt, specjalista od preparowania ludzkich zwłok. Na rachunku jest data – 10 marca 1942 r., podana liczba polskich czaszek – 15, i suma – 375 marek (jedna czaszka kosztowała 25 marek). Tyle zarobił Hermann Voss, po wojnie ceniony profesor NRD-owskiego Uniwersytetu w Jenie, który zmarł w 1987 r. w Hamburgu. Spreparowane przez siebie czaszki Polaków – „podludzi” Voss wysyłał nie tylko do Wiednia, ale także do Wrocławia, Lipska, Gdańska i Królewca (tam trafiły szczątki kpt. Kasztelana).

Polacy, których czaszki znalazły się w Gabinecie Ras wiedeńskiego muzeum, byli gilotynowani w Poznaniu od października 1941 do końca marca 1942 r. W podziemiach więzienia przy ul. Młyńskiej gilotyna pojawiła się już w 1939 r., razem z wkroczeniem do miasta Niemców. Ostrze spadało między godziną 5 a 7 rano. Jedyną winą ofiar było to, że prowadzili „wrogą działalność przeciwko Rzeszy Niemieckiej”.
Poznański IPN ma pełne wykazy zgilotynowanych – w sumie kilka tysięcy nazwisk. Tylko w czerwcu 1940 r. stracono w ten sposób 19 Polaków. Średnia miesięczna była wyższa – ok. 30 osób.

Z Wiednia do Polski

Sprawa 15 polskich czaszek wyszła na jaw pod koniec 1998 r. Muzeum Historii Naturalnej poinformowało o ich istnieniu Ambasadę Polską w Wiedniu, ta z kolei MSZ. Ostatecznie związane z nimi dokumenty trafiły do poznańskiej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Tu rozpoczęła się prawdziwie detektywistyczna praca. W śledztwie pomogły zeznania Polaków, złożone zaraz po wojnie w związku ze sprawą Artura Greisera. Ten namiestnik okręgu Rzeszy w Kraju Warty i szef tamtejszego NSDAP został wydany Polakom i osadzony w więzieniu na Rakowieckiej w Warszawie, a potem na Młyńskiej w Poznaniu. Po 12-dniowym procesie skazano go na karę śmierci. Greiser zawisł na stokach poznańskiej cytadeli.

Wśród zeznających znalazł się laborant Michał Woroch i dwaj jego współpracownicy: Andrzej Szymański i Piotr Miklejewski. W poznańskim zakładzie anatomii pracowali jeszcze przed wojną. Niemcy wykorzystali ich jako personel pomocniczy, m.in. do obsługi krematorium i księgowania zwłok. Osobną dokumentację prowadzono dla Polaków i Niemców, osobną dla Żydów. Zgony odnotowywano dodatkowo w urzędowej kartotece, ale o jej istnieniu nikt z personelu nie wiedział. W rubryce określającej przyczynę śmierci wpis jest zawsze ten sam – ścięcie, a data śmierci pokrywa się z datą dostarczenia zwłok. Jest również przybliżony wiek ofiary i narodowość. Nazwiska i imiona pojawiają się sporadycznie, większość to bezimienne zwłoki. Właśnie z tych zwłok pochodziły czaszki preparowane przez profesora Vossa. W księgach nie ma jednak żadnej informacji, że przewieziono je następnie do Wiednia. Fakt handlowania ludzkimi szczątkami dla pseudonaukowych celów został ukryty. Nie na tyle dobrze jednak, aby tragiczna historia nie wyszła na jaw.

Tadeusz Płużański



Niemiecki admirał Hubert Schmundt Wikipedia CC BY SA de Bundesarchiv


 

Polecane