Świadek Suchanow „z ABW”, który „rozpracował” Ordo Iuris, przed sądem zmienia swoją narrację
Olivier Bault, dyrektor Komunikacji Instytutu Ordo Iuris
Czy faktycznie pan Bugajski pracował w przeszłości z ABW? Bugajski nie umiał lub nie chciał przed sądem precyzyjnie określić, jaki charakter miały jego działania dla Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Sąd więc nie dowiedział się, czy był on funkcjonariuszem czy może agentem ABW. Twierdził, że z ABW jakoś „współpracował”, ale co to była za współpraca, nie można było się dowiedzieć z jego zeznań. Warto tu zwrócić uwagę, że – zgodnie z art. 36 ustawy o ABW i AW – ABW może korzystać z pomocy osób niebędących jej funkcjonariuszami. Takie osoby wiąże jednak zakaz ujawniania „faktu udzielania pomocy ani okoliczności związanych z jej udzielaniem”. Jeśli pan Bugajski rzeczywiście był tego rodzaju współpracownikiem ABW nie może na ten temat mówić w mediach, a przed sądem powinien zasłonić obowiązkiem dochowania tajemnicy. Z tej możliwości świadek korzystał, ale wybiórczo, przypuszczalnie, tylko wtedy kiedy miał na to ochotę.
Ku rozczarowaniu słynnej aktywistki aborcyjnej od lat wojującej z proliferskim Instytutem Ordo Iuris, zeznania Łukasza Bugajskiego okazały się przy tym znacznie mniej sensacyjne niż wcześniejsze publiczne jego opowieści o „rozpracowywaniu” konserwatywnego think-tanku prawniczego. Świadek wił się, miotał, pocił i kręcił jak mógł, co rusz zasłaniając się tajemnicą służbową i ryzykiem odpowiedzialności karnej. Pytany przez pełnomocnika strony powodowej i nawoływany co jakiś czas do porządku przez sędziego, musiał w końcu to powiedzieć: nic mu nie wiadomo, żeby Ordo Iuris było finansowane z Rosji. Co więcej, w spotkaniach Kręgu Przyjaciół Ordo Iuris, do którego miał „dostać się” dzięki swojej przebiegłości, nigdy nie uczestniczył, a osoby z Ordo Iuris, z którymi – jak twierdził – udało mu się nawiązać relacje, „to nie przedstawiciele Instytutu”, tylko osoby „z Instytutem powiązane”, tj. „osoby, które działalność czy też relacje jakieś utrzymują, czy też pośrednie kontakty z osobami, które są aktywne w tym instytucie” (cytuję dosłownie z nagrania).
„Rozpracowywałem środowiska prawicowe”
A zatem w ubiegły piątek Łukasz Bugajski zeznał, że w latach 2019–2021 współpracował z Agencją Bezpieczeństwa Wewnętrznego we Wrocławiu, pomagając w analizowaniu i „rozpracowywaniu środowisk prawicowych” – najwyraźniej, jeśli to prawda, na polecenie rządu Mateusza Morawieckiego. Wśród tych środowisk – jak powiedział – znajdował się również Instytut Ordo Iuris. Według relacji świadka Klementyny Suchanow, po objęciu władzy przez Prawo i Sprawiedliwość w 2015 roku nastąpiło bowiem zwiększone zainteresowanie służb organizacjami „na prawo od PiS”. Powodem miała być obawa, że z tych środowisk może wyrosnąć konkurencja polityczna.
Czy rzeczywiście po 2015 roku państwo pod rządami PiS próbowało penetrować i osłabiać środowiska, które potencjalnie mogły stać się dla niego konkurencją na jego prawym skrzydle? To pytanie wykracza daleko poza proces wytoczony pani Suchanow, ale należy jednak stwierdzić, że Łukasz Bugajski zeznający półtorej godziny przed sądem sprawiał bardziej wrażenie mitomana niż byłego „współpracownika” poważnej agencji kontrwywiadowczej.
Finansowanie z Rosji? „Nic mi nie wiadomo”
Jedną z ważniejszych kwestii dla tego procesu jest natomiast pytanie: czy istnieją podstawy pozwalające Klementynie Suchanow napisać w książce, że Ordo Iuris było finansowane z Rosji? Publicznie Łukasz Bugajski wielokrotnie twierdził, że tak faktycznie jest.
Cytowany wyżej tweet pani Suchanow powielał właśnie taką sugestię zawartą w wypowiedzi Łukasza Bugajskiego:
„Ordo Iuris jest rosyjską organizacją wpływu działającą w Polsce, finansowaną ze środków pochodzących z Rosji, bardzo dobrze zorganizowaną, precyzyjnie działającą, czego nie można im odmówić, z dużymi wpływami na polityków, z dużymi wpływami na różne grupy interesów, które to grupy wykorzystuje też do utrzymywania swojej działalności. Jest to też organizacja bardzo niebezpieczna, przede wszystkim dla porządku publicznego. I tak, jeśli nie można mówić, że Ordo Iuris jest organizacją finansowaną z Rosji, to ja to powtórzę raz jeszcze – Ordo Iuris jest organizacją finansowaną z Rosji”.
Tymczasem przed sądem świadek przyznał jednoznacznie, że nic mu nie wiadomo na temat uzyskiwania przez Instytut Ordo Iuris finansów z Rosji.
Zapytany przez pełnomocnika Ordo Iuris:
– Panu coś wiadomo o tym, żeby Instytut uzyskiwał jakieś pieniądze pochodzące z Rosji, albo od osób w jakiś sposób z Rosją powiązanych?
Bugajski odpowiedział:
– Ja nic takiego dzisiaj nie powiedziałem. Nic mi nie wiadomo na temat uzyskiwania finansów z Rosji.
– Czy Instytut uzyskiwał jakieś środki pochodzące z Rosji? – dopytał pełnomocnik Ordo Iuris.
– Nie mam takiej wiedzy – odpowiedział świadek.
Według pana Bugajskiego, ABW miało się też interesować źródłami finansowania Ordo Iuris. Zbadanie tego jest łatwe, ponieważ Instytut Ordo Iuris informuje w jaki sposób jest finansowana jego działalność i publikuje co roku swoje sprawozdania finansowe w zakresie wykraczającym nawet to, czego wymaga polskie prawo. Oczywiście też jak każda legalnie działająca fundacja prowadzi księgowość.
Pytany przez pełnomocnika strony powodowej Łukasz Bugajski nie miał jednak bladego pojęcia o wielkości budżetu Instytutu, o przybliżonej liczbie rocznych darowizn na jego rzecz, o ich pochodzeniu i ich średniej wielkości czy o liczbie darczyńców oraz członków Kręgu Przyjaciół Ordo Iuris, do którego sam dostał się celem „rozpracowywania Instytutu”. Nawiasem mówiąc do Kręgu Przyjaciół Ordo Iuris każdy może się zapisać, deklarując, że będzie regularnie dokonywać darowizn – nawet niewielkich – na rzecz działalności Instytutu w obronie życia, rodziny, wolności i suwerenności – do czego szczerze zachęcam czytelników, którym cele i wartości Instytutu Ordo Iuris są bliskie.
„Operacyjne” wpłaty na rzecz Instytutu Ordo Iuris
Jak zeznał świadek – sam miał tak postępować, podobnie jak jego rzekomi współpracownicy z ABW. W ramach działań „rozpoznawczych” on oraz kilka innych osób wpłacali na rzecz Ordo Iuris środki finansowe – razem od kilku do kilkunastu tysięcy złotych. Podkreślał przy tym, że nie były to jego prywatne pieniądze, jednak źródła tych środków nie może ujawnić, czyli przypuszczalnie były to środki z funduszu operacyjnego ABW.
Wpłaty miały być regularne – kilka razy w miesiącu – realizowane przelewami, przez bramki płatnicze, a także, według jego relacji, w formie gotówkowej. Był – jak twierdził – świadkiem przekazywania gotówki osobom „na wysokich stanowiskach”. Jednocześnie nie był w stanie wskazać konkretnych nazwisk ani precyzyjnych okoliczności, zasłaniając się tajemnicą służbową i odpowiedzialnością karną.
Pełnomocnik Instytutu Ordo Iuris zadał pytanie zasadnicze: jaki sens operacyjny miało wpłacanie kilkunastu tysięcy złotych organizacji, która – według świadka – miała około 500 darczyńców i budżet rzędu 1,7–2,5 mln zł rocznie? Odpowiedź była taka, że nie wie, ponieważ tylko wykonywał polecenia. Jeśli jednak miała to być przemyślana operacja strategiczna, to trudno zrozumieć jej proporcje. Kilkanaście tysięcy złotych przy budżecie liczonym w milionach nie daje bowiem realnego wpływu, nie zapewnia kontroli ani nie uzależnia organizacji od darczyńcy. Chyba że celem było coś zupełnie innego niż to, co sugerował świadek — na przykład machanie w mediach społecznościowych „dyplomem” Przyjaciela Ordo Iuris, by pochwalić się, jak to rzekomo udało się nasz instytut ograć i „rozpracować”. Do tego nie potrzeba było jednak wydawać kilkunastu tysięcy złotych.
Przed sądem okazało się zresztą, że pan Bugajski nie potrafi wyjaśnić podstawowych zasad funkcjonowania Kręgu: kto może do niego należeć, jakie są obowiązki, jakie przywileje, o których wielokrotnie wspomniał, oraz czy członkowie Kręgu Przyjaciół znają się nawzajem. Sprawiał wrażenie osoby, która nie uczestniczyła w spotkaniach ani konferencjach kierowanych do darczyńców, a na końcu ostatecznie zeznał pod przysięgą, że na wykładach czy otwartych wydarzeniach dla Kręgu Przyjaciół nie bywał. Wydawał się w ogóle nie wiedzieć, że takie spotkania otwarte się odbywają. Nie pamiętał też, w jaki sposób „dostał się” do Kręgu Przyjaciół Instytutu Ordo Iuris. Z trudem przypomniał sobie, że były to działania „online” – czyli że po prostu wypełnił formularz dostępny na stronie Ordo Iuris. Bugajski twierdził też, że zna osoby z zarządu Instytutu, ale dopytywany o charakter tej znajomości – czy była osobista, prywatna czy wyłącznie medialna –odmówił odpowiedzi, zasłaniając się tajemnicą. Czyli albo fałszywie zeznał, że zna te osoby, albo zasugerował, że znajomość ta została nawiązana w ramach kontaktów operacyjnych. W tym drugim wypadku de facto ujawnił, że ABW podejmowała działania operacyjne względem tych osób, czym naruszyłby tajemnicę prawnie chronioną. Chyba że znajomość ta polega na tym, że jako osoba zapisana do Kręgu Przyjaciół Instytutu Ordo Iuris otrzymał certyfikat podpisany przez jego prezesa. Wtedy jednak mógłby śmiało to powiedzieć, a nie zasłaniać się grożącą odpowiedzialnością karną.
Dwa procesy o naruszenie dóbr osobistych jako „działania represyjne”
Koniec końców przed sądem okazało się, że jego główne zarzuty wobec Instytutu Ordo Iuris sprowadzały się do rzekomej „zbieżności narracji” z rosyjską oraz do „represyjnego modelu działania”, polegającego na „masowym pozywaniu wszystkich osób, które odpowiadają na idee głoszone przez Instytut”. Przyznał przy tym, że jeśli zarzut finansowania z Rosji jest nieprawdziwy, organizacja ma prawo bronić swojego dobrego imienia. Ponadto, poza procesem wytoczonym pani Suchanow w ramach owych rzekomych „działań represyjnych” Instytutu, świadek potrafił wskazać jeszcze tylko jeden proces – przeciwko innej, obok Suchanow, inicjatorce Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, Marcie Lempart – w którym obecnie toczy się postępowanie apelacyjne.
Na koniec warto zauważyć, że nawet po stronie lewicowej dziś — poza Klementyną Suchanow, która na piątkowej rozprawie wyglądała mi na mocno zawiedzioną — mało kto jeszcze daje wiarę twierdzeniom „byłego agenta ABW” Łukasza Bugajskiego. Nawet „Wyborcza” w końcu opisała, jak sfabrykował stenogramy w „aferze lubińskiej”, a red. Czuchnowski nazywa go na X „Panem Oszustem Łukaszem Bugajskim”.
Przeczytaj też:
• UJAWNIAMY! „Tajemnice Ordo Iuris”




