Marcin Królik: Aborcja jak frytki w McDonaldzie, czyli „Nieplanowane”

"Nieplanowane" to ani kino wybitnie złe, ani mistrzowskie. Gdyby nie silnie wpływający na ocenę ciężki temat, powiedziałbym nawet, że to film nieco hallmarkowy.
/ screen YT

Właśnie w taki sposób szefowa pogrążającej się w coraz większych wątpliwościach Abby Johnson wytłumaczyła jej, dlaczego Planned Parenthood wykonuje coraz więcej aborcji, mimo iż w sferze deklaracji cały czas opowiada wszem i wobec, że dąży do zredukowania ich liczby. Na tym się po prostu zarabia. Tak jak w McDonaldzie, który prawdziwej kasy wcale nie zbija na hamburgerach, lecz na produktach obłożonych największą marżą - takich jak choćby frytki. Nie jest to może najbardziej wstrząsająca scena w filmie "Nieplanowane", aczkolwiek doskonale werbalizuje istotę zawartej w nim historii.

Wbrew pozorom do tych najsilniej trzepiących po łbie nie należy też moment, w którym Abby widzi na monitorze USG, jak dziecko ucieka przed ssawką, i uświadamia sobie, że to nie jest żaden zlepek komórek ani bezosobowy płód. Ta scena jest, owszem, brutalna, obrazoburcza, zrobiona prawie w stylistyce gore - kobieta siedząca w kinie po mojej prawej zasłoniła na niej oczy i głośno westchnęła, nie po raz pierwszy zresztą - jednak w zasadzie spełnia najwyżej rolę popychacza akcji. Rzeczy, które naprawdę są jak mokra ściera rzucona prosto w twarz, wydarzają się przed nią i zostają nam ukazane w długiej retrospekcji, stanowiącej trzon fabuły.

Bo warto tu od razu dodać, że wbrew temu, co można wywnioskować z licznych materiałów na temat filmu, tudzież prawdziwej Abby Johnson, ta chwila w pokoju zabiegowym bynajmniej nie była chwilą przemiany z diablo skutecznej aborcjonistki w obrończynię życia poczętego. Stanowiła raczej kropkę nad i. Wątpliwości w Abby stopniowo narastały już wcześniej, co zresztą film dość wyraźnie pokazuje. Potrafiła jednak skutecznie je zagłuszać, salwując się nowomową o prawach reprodukcyjnych, niemal chroniąc się za nią jak za tarczą.

W gruncie rzeczy o tym właśnie "Nieplanowane" traktują. Pomijając cały prolajferski aspekt, o którym zaraz, jest to przede wszystkim rozprawka o języku, o manipulowaniu pojęciami i próbach wpłynięcia poprzez nie na rzeczywistość. W końcu przecież dużo łatwiej abortować płód, rozwiązać problem, czy uratować młodą, przerażoną pacjentkę przed konsekwencjami błędu, niż… zabić dziecko. A gdy fakty zaczynają skrzeczeć - jak choćby w scenie, w której mająca awansować Abby zostaje zaproszona do pokoju, gdzie po zabiegach składa się szczątki uśmierconych dzieci, żeby sprawdzić, czy wszystko udało się usunąć - można uciec w odtwarzane jak z zaciętej płyty hasła o prawach człowieka.

Swoją drogą - że pozwolę sobie na drobną dygresję - prawdziwa Abby Johnson napisała niedawno na Twitterze, że przed wyborami chciałaby poduczyć Donalda Trumpa, jak celnie odpierać argumentację środowisk proaborcyjnych, gdyż - jak to ujęła - sama częściowo ją stworzyła, więc najlepiej wie, jak ją rozbroić. Czy Trump skorzysta z jej oferty, nie wiem, ale to uświadamia, że przed przejściem na stronę pro life rzeczywiście była prominentną figurą przemysłu aborcyjnego, co film jednak mimo wszystko słabo pokazuje. A szkoda, bo dzięki temu dramatyzm i totalność przemiany głównej bohaterki byłyby znacznie lepiej podkreślone.

Zresztą ten wątek w ogóle jest niewystarczająco wyeksponowany. Po zwolnieniu się Abby z kliniki na dobrą sprawę widzimy tylko, jak znajduje oparcie w grupie aktywistów, których wcześniej zwalczała przez płot, między innymi puszczając na nich zraszacze, a potem sama staje przy parkingu i odwodzi jakąś zagubioną dziewczynę od zabiegu, co na "dzień dobry" zapewne daje jej potężnego wiatru w skrzydła. W filmie co prawda pojawia się proces, który Planned Parenthood wytoczyło jej za rzekome ujawnienie poufnych informacji i który Abby wygrywa, ale niestety nie zostaje nam pokazane, jak na sali sądowej wynajęty przez jej nowych przyjaciół "facet z bilbordu" orze aborcjonistów, aż wióry lecą. Mogłoby być intrygująco.

Ano właśnie, prolajferzy i ich oponenci. Jeśli chodzi o tych pierwszych, to twórcom filmu należy się duży plus za ich zniuansowane portretowanie. A raczej należałby się, gdyby na "Nieplanowane" poszli zwolennicy aborcji, czego - jak wiemy - raczej nie zrobią, bo przecież oni dzięki "Wysokim Obcasom" i ich zagranicznym odpowiednikom, prowadzącym kampanię dyskredytowania filmu wszędzie, gdzie jest pokazywany, już doskonale wiedzą, że to prawicowa propaganda i aborcja wcale tak nie wygląda. Ale gdyby jednak poszli, to zobaczyliby zarówno sfanatyzowanych, dyszących nienawiścią radykałów, jakby żywcem wyjętych ze swoich fobii, jak też ludzi walczących dobrym słowem i modlitwą.

Aborterzy z kolei nie są przesadnie demonizowani. Właściwie klinika - w ogóle cały pokazany w filmie biznes - funkcjonuje trochę jak korporacja, której zasadniczy cel to maksymalizowanie zysków. Kiedy słuchałem motywacyjnych pogadanek wygłaszanych najpierw przez szefów Abby, a potem przez nią samą, miałem mimowolne skojarzenie z reportażem Mariusza Szczygła jeszcze z lat 90. o Amwayu. To mniej więcej ta poetyka. Co oczywiście nie znaczy, że przez to jest mniej strasznie. Wręcz przeciwnie - to dodatkowo uzmysławia stopień dehumanizacji tak pracowników, jak i zabijanych przez nich dzieci. Rzeczywiście można uwierzyć, że dziecko i paczka frytek właściwie znaczą tyle samo.

Kwintesencją tego uprzedmiotowienia jest scena, w której kierowca wywozi z kliniki niebieskie beczki z wiadomą zawartością, a zebranym pod płotem aktywistom udaje się go uprosić o ich podtoczenie, by mogli się nad nimi pomodlić. Ten moment naprawdę ściska serce. Podobnie zresztą jak scena, w której Abby wraca do domu po "trudnym zabiegu" z krwią na butach, a na pytanie córeczki, co się stało, kłamie jak z nut, że pomagała komuś, kto miał krwotok z nosa. Zresztą w mijaniu się z prawdą w ogóle była podczas swojej pracy w klinice nadzwyczaj biegła. Dla mnie te dwa epizody stanowiły punkty kulminacyjne.

Jak więc widzimy, przekaz jest mocny, jednoznaczny i niepozostawiający cienia wątpliwości odnośnie do intencji twórców. Przekonanych ma utwierdzić w ich przekonaniach, sceptycznych bądź labilnych przeciągnąć na stronę pro life. Tylko czy zostało to dobrze zrobione w sensie czysto warsztatowym? Spotkałem się z opiniami, że ranga tematu jest tak duża, iż forma nie ma znaczenia albo jest gdzieś na trzecim-czwartym planie. Z drugiej strony film był także atakowany właśnie za swoją rzekomą słabość pod tym względem.

Powiem tak: nie zgadzam się, że forma jest bez znaczenia. Odpowiednio skrojona sprzedaje treść, a wszak o to chodzi. Kiepska nawet najszlachetniejsze przesłanie zniszczy. "Nieplanowane" są pod tym względem dość przeciętne - ani wybitnie złe, ani mistrzowskie. To po prostu film do obejrzenia, który nie odbiega od setek podobnych, nieco łzawych, grających na uczuciach melodramatów, jakich pełno w kinach i telewizjach. Gdyby nie ciężki temat, powiedziałbym nawet, że jest nieco hallmarkowy. I to nie jest żaden zarzut. Nie każdy film musi być popisem formalnej maestrii, zwłaszcza jeśli idzie w nim o coś innego niż sama sztuka.

Tym, co niewątpliwie warto zapamiętać i zachować, bynajmniej nie są ani drastyczne momenty, ani tak naprawdę droga przebyta przez główną bohaterkę. Akurat ten motyw wydaje mi się w sumie dość bezbarwny i średnio ciekawy. Są to słowa, którymi do jeszcze nieprzemienionej Abby zwraca się lider aktywistów. Cytuję z pamięci: "Wymieniłaś niewolnictwo oraz holokaust, a więc dwie niezaprzeczalne zbrodnie przeciw podstawowym prawom człowieka. Mam nadzieję, że kiedyś do tych zbrodni dołączy też zabijanie najsłabszych, którzy w żaden sposób nie mogą się obronić." Nic dodać, nic ująć. W sam punkt.

Cóż tu rzec. Jeżeli szansę na to miałbym szacować po frekwencji na widowni w kinie, w którym byłem, to określiłbym ją na dość sporą. No ale, jak wiemy, jeden film wiosny nie czyni. Tym bardziej że ciężko mi odsunąć od siebie dojmujące wrażenie, że obejrzeli go - i obejrzą - głównie ci, którzy i tak mają już ugruntowany pogląd. A chyba raczej nie do nich był kierowany. No ale sam fakt dokonania wyłomu w jednolicie proaborcyjnej narracji forsowanej przez główny nurt kultury masowej wypadałoby uznać za pewien umiarkowany sukces.

Ja osobiście chętnie zobaczyłbym sequel, w którym by opowiedziano o zmaganiach Abby z przemysłem aborcyjnym, a także o kulisach ruchu pro life. Sądzę, że to, paradoksalnie, mogłoby o wiele mocniej przemówić do wahającego się, zabieganego i zdanego na uproszczone medialne komunikaty ogółu.

Marcin Królik

 

POLECANE
Pięciu Polaków, w tym znany polski youtuber, zatrzymanych w Iraku pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Izraela? z ostatniej chwili
Pięciu Polaków, w tym znany polski youtuber, zatrzymanych w Iraku pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Izraela?

Według doniesień medialnych w Iraku zatrzymano pięciu obywateli Polski pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Izraela. Według nieoficjalnych doniesień wśród zatrzymanych może być popularny youtuber podróżniczy Dawid Fazowski. Informacje na razie nie zostały oficjalnie potwierdzone przez polskie władze.

Wiceszef irańskiego MSZ grozi Europejczykom: Będą uzasadnionym celem, jeśli dołączą się do wojny z ostatniej chwili
Wiceszef irańskiego MSZ grozi Europejczykom: "Będą uzasadnionym celem, jeśli dołączą się do wojny"

W wywiadzie dla FRANCE 24 wiceminister spraw zagranicznych Iranu Majid Takht-Ravanchi powiedział, że Teheran „poinformował już Europejczyków i wszystkich innych, że powinni uważać, aby nie angażować się w tę wojnę agresywną przeciwko Iranowi". Ostrzegł, że jeśli jakikolwiek kraj „dołączy do Ameryki i Izraela w agresji na Iran, będą one również uzasadnionym celem odwetu ze strony Iranu”.

Polski sprinter nie do zatrzymania. Najlepszy wynik na świecie w tym sezonie Wiadomości
Polski sprinter nie do zatrzymania. Najlepszy wynik na świecie w tym sezonie

Jakub Szymański poprawił rekord Polski w biegu na 60 m przez płotki podczas mityngu w Berlinie. Polak wygrał z czasem 7,37 sekundy, co jest najlepszym wynikiem na świecie w tym sezonie i drugim w historii Europy na tym dystansie.

Szef węgierskiego MSZ: Możliwe powiązania zatrzymanego konwoju z ukraińską mafią wojenną z ostatniej chwili
Szef węgierskiego MSZ: Możliwe powiązania zatrzymanego konwoju z ukraińską mafią wojenną

„Żądamy natychmiastowych odpowiedzi od Kijowa w sprawie dużych transportów gotówki przechodzących przez Węgry, które rodzą poważne pytania o możliwe powiązania z ukraińską mafią wojenną” - napisał na platformie X szef węgierskiego MSZ Peter Szijjarto.

Trump: Iran musi osiągnąć „bezwarunkową kapitulację” Wiadomości
Trump: Iran musi osiągnąć „bezwarunkową kapitulację”

Prezydent USA Donald Trump powiedział w piątek portalowi Axios, że za „bezwarunkową kapitulację” Iranu uzna moment, w którym Teheran nie będzie już w stanie walczyć, bo nie będzie miał ani personelu ani uzbrojenia.

Agencja AP: Rosja próbuje zaangażować się w konflikt na Bliskim Wschodzie z ostatniej chwili
Agencja AP: Rosja próbuje zaangażować się w konflikt na Bliskim Wschodzie

Doniesienia o możliwym przekazywaniu przez Rosję stronie irańskiej danych o amerykańskich celach na Bliskim Wschodzie to pierwszy sygnał, który może świadczyć o tym, że Moskwa próbuje zaangażować się w trwający tam od niemal tygodnia konflikt zbrojny - napisała w piątek agencja AP.

Tȟašúŋke Witkó: Na Kremlu bez zmian tylko u nas
Tȟašúŋke Witkó: Na Kremlu bez zmian

Nieco ponad osiem dekad temu, 22 lutego 1946 roku, George Frost Kennan – amerykański dyplomata, znawca meandrów „rosyjskiej duszy” i człek, który wylał teoretyczne fundamenty pod „zimną wojnę” – z palcówki w Moskwie wysłał do swoich pryncypałów dokument, dziś nazwany „długim telegramem”

Na salach rozpraw mają być eksponowane flagi UE? Szefowa KRS nie wytrzymała z ostatniej chwili
Na salach rozpraw mają być eksponowane flagi UE? Szefowa KRS nie wytrzymała

Przewodnicząca Krajowej Rady Sądownictwa Dagmara Pawełczyk-Woicka krytycznie odniosła się do pomysłu ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka, aby na salach rozpraw widniały flagi UE.

Ten serial podbija Netflixa. Nowy hit na szczycie rankingu Wiadomości
Ten serial podbija Netflixa. Nowy hit na szczycie rankingu

Duński dokument kryminalny „Przyjaciel i morderca” szybko zdobył ogromną popularność na Netflixie. Produkcja pojawiła się na platformie 5 marca i niemal od razu trafiła na pierwsze miejsce w zestawieniu najczęściej oglądanych seriali.

Walka z „ubóstwem menstruacyjnym” priorytetem nowej strategii KE z ostatniej chwili
Walka z „ubóstwem menstruacyjnym” priorytetem nowej strategii KE

Komisja Europejska przedstawiła nową Strategię na rzecz równości genderowej na lata 2026–2030. Przewiduje w niej zaostrzenie walki ze wszystkimi przejawami sprzeciwu wobec lewicowej ideologii. Posłużyć do tego ma m.in. Akt o usługach cyfrowych (DSA).

REKLAMA

Marcin Królik: Aborcja jak frytki w McDonaldzie, czyli „Nieplanowane”

"Nieplanowane" to ani kino wybitnie złe, ani mistrzowskie. Gdyby nie silnie wpływający na ocenę ciężki temat, powiedziałbym nawet, że to film nieco hallmarkowy.
/ screen YT

Właśnie w taki sposób szefowa pogrążającej się w coraz większych wątpliwościach Abby Johnson wytłumaczyła jej, dlaczego Planned Parenthood wykonuje coraz więcej aborcji, mimo iż w sferze deklaracji cały czas opowiada wszem i wobec, że dąży do zredukowania ich liczby. Na tym się po prostu zarabia. Tak jak w McDonaldzie, który prawdziwej kasy wcale nie zbija na hamburgerach, lecz na produktach obłożonych największą marżą - takich jak choćby frytki. Nie jest to może najbardziej wstrząsająca scena w filmie "Nieplanowane", aczkolwiek doskonale werbalizuje istotę zawartej w nim historii.

Wbrew pozorom do tych najsilniej trzepiących po łbie nie należy też moment, w którym Abby widzi na monitorze USG, jak dziecko ucieka przed ssawką, i uświadamia sobie, że to nie jest żaden zlepek komórek ani bezosobowy płód. Ta scena jest, owszem, brutalna, obrazoburcza, zrobiona prawie w stylistyce gore - kobieta siedząca w kinie po mojej prawej zasłoniła na niej oczy i głośno westchnęła, nie po raz pierwszy zresztą - jednak w zasadzie spełnia najwyżej rolę popychacza akcji. Rzeczy, które naprawdę są jak mokra ściera rzucona prosto w twarz, wydarzają się przed nią i zostają nam ukazane w długiej retrospekcji, stanowiącej trzon fabuły.

Bo warto tu od razu dodać, że wbrew temu, co można wywnioskować z licznych materiałów na temat filmu, tudzież prawdziwej Abby Johnson, ta chwila w pokoju zabiegowym bynajmniej nie była chwilą przemiany z diablo skutecznej aborcjonistki w obrończynię życia poczętego. Stanowiła raczej kropkę nad i. Wątpliwości w Abby stopniowo narastały już wcześniej, co zresztą film dość wyraźnie pokazuje. Potrafiła jednak skutecznie je zagłuszać, salwując się nowomową o prawach reprodukcyjnych, niemal chroniąc się za nią jak za tarczą.

W gruncie rzeczy o tym właśnie "Nieplanowane" traktują. Pomijając cały prolajferski aspekt, o którym zaraz, jest to przede wszystkim rozprawka o języku, o manipulowaniu pojęciami i próbach wpłynięcia poprzez nie na rzeczywistość. W końcu przecież dużo łatwiej abortować płód, rozwiązać problem, czy uratować młodą, przerażoną pacjentkę przed konsekwencjami błędu, niż… zabić dziecko. A gdy fakty zaczynają skrzeczeć - jak choćby w scenie, w której mająca awansować Abby zostaje zaproszona do pokoju, gdzie po zabiegach składa się szczątki uśmierconych dzieci, żeby sprawdzić, czy wszystko udało się usunąć - można uciec w odtwarzane jak z zaciętej płyty hasła o prawach człowieka.

Swoją drogą - że pozwolę sobie na drobną dygresję - prawdziwa Abby Johnson napisała niedawno na Twitterze, że przed wyborami chciałaby poduczyć Donalda Trumpa, jak celnie odpierać argumentację środowisk proaborcyjnych, gdyż - jak to ujęła - sama częściowo ją stworzyła, więc najlepiej wie, jak ją rozbroić. Czy Trump skorzysta z jej oferty, nie wiem, ale to uświadamia, że przed przejściem na stronę pro life rzeczywiście była prominentną figurą przemysłu aborcyjnego, co film jednak mimo wszystko słabo pokazuje. A szkoda, bo dzięki temu dramatyzm i totalność przemiany głównej bohaterki byłyby znacznie lepiej podkreślone.

Zresztą ten wątek w ogóle jest niewystarczająco wyeksponowany. Po zwolnieniu się Abby z kliniki na dobrą sprawę widzimy tylko, jak znajduje oparcie w grupie aktywistów, których wcześniej zwalczała przez płot, między innymi puszczając na nich zraszacze, a potem sama staje przy parkingu i odwodzi jakąś zagubioną dziewczynę od zabiegu, co na "dzień dobry" zapewne daje jej potężnego wiatru w skrzydła. W filmie co prawda pojawia się proces, który Planned Parenthood wytoczyło jej za rzekome ujawnienie poufnych informacji i który Abby wygrywa, ale niestety nie zostaje nam pokazane, jak na sali sądowej wynajęty przez jej nowych przyjaciół "facet z bilbordu" orze aborcjonistów, aż wióry lecą. Mogłoby być intrygująco.

Ano właśnie, prolajferzy i ich oponenci. Jeśli chodzi o tych pierwszych, to twórcom filmu należy się duży plus za ich zniuansowane portretowanie. A raczej należałby się, gdyby na "Nieplanowane" poszli zwolennicy aborcji, czego - jak wiemy - raczej nie zrobią, bo przecież oni dzięki "Wysokim Obcasom" i ich zagranicznym odpowiednikom, prowadzącym kampanię dyskredytowania filmu wszędzie, gdzie jest pokazywany, już doskonale wiedzą, że to prawicowa propaganda i aborcja wcale tak nie wygląda. Ale gdyby jednak poszli, to zobaczyliby zarówno sfanatyzowanych, dyszących nienawiścią radykałów, jakby żywcem wyjętych ze swoich fobii, jak też ludzi walczących dobrym słowem i modlitwą.

Aborterzy z kolei nie są przesadnie demonizowani. Właściwie klinika - w ogóle cały pokazany w filmie biznes - funkcjonuje trochę jak korporacja, której zasadniczy cel to maksymalizowanie zysków. Kiedy słuchałem motywacyjnych pogadanek wygłaszanych najpierw przez szefów Abby, a potem przez nią samą, miałem mimowolne skojarzenie z reportażem Mariusza Szczygła jeszcze z lat 90. o Amwayu. To mniej więcej ta poetyka. Co oczywiście nie znaczy, że przez to jest mniej strasznie. Wręcz przeciwnie - to dodatkowo uzmysławia stopień dehumanizacji tak pracowników, jak i zabijanych przez nich dzieci. Rzeczywiście można uwierzyć, że dziecko i paczka frytek właściwie znaczą tyle samo.

Kwintesencją tego uprzedmiotowienia jest scena, w której kierowca wywozi z kliniki niebieskie beczki z wiadomą zawartością, a zebranym pod płotem aktywistom udaje się go uprosić o ich podtoczenie, by mogli się nad nimi pomodlić. Ten moment naprawdę ściska serce. Podobnie zresztą jak scena, w której Abby wraca do domu po "trudnym zabiegu" z krwią na butach, a na pytanie córeczki, co się stało, kłamie jak z nut, że pomagała komuś, kto miał krwotok z nosa. Zresztą w mijaniu się z prawdą w ogóle była podczas swojej pracy w klinice nadzwyczaj biegła. Dla mnie te dwa epizody stanowiły punkty kulminacyjne.

Jak więc widzimy, przekaz jest mocny, jednoznaczny i niepozostawiający cienia wątpliwości odnośnie do intencji twórców. Przekonanych ma utwierdzić w ich przekonaniach, sceptycznych bądź labilnych przeciągnąć na stronę pro life. Tylko czy zostało to dobrze zrobione w sensie czysto warsztatowym? Spotkałem się z opiniami, że ranga tematu jest tak duża, iż forma nie ma znaczenia albo jest gdzieś na trzecim-czwartym planie. Z drugiej strony film był także atakowany właśnie za swoją rzekomą słabość pod tym względem.

Powiem tak: nie zgadzam się, że forma jest bez znaczenia. Odpowiednio skrojona sprzedaje treść, a wszak o to chodzi. Kiepska nawet najszlachetniejsze przesłanie zniszczy. "Nieplanowane" są pod tym względem dość przeciętne - ani wybitnie złe, ani mistrzowskie. To po prostu film do obejrzenia, który nie odbiega od setek podobnych, nieco łzawych, grających na uczuciach melodramatów, jakich pełno w kinach i telewizjach. Gdyby nie ciężki temat, powiedziałbym nawet, że jest nieco hallmarkowy. I to nie jest żaden zarzut. Nie każdy film musi być popisem formalnej maestrii, zwłaszcza jeśli idzie w nim o coś innego niż sama sztuka.

Tym, co niewątpliwie warto zapamiętać i zachować, bynajmniej nie są ani drastyczne momenty, ani tak naprawdę droga przebyta przez główną bohaterkę. Akurat ten motyw wydaje mi się w sumie dość bezbarwny i średnio ciekawy. Są to słowa, którymi do jeszcze nieprzemienionej Abby zwraca się lider aktywistów. Cytuję z pamięci: "Wymieniłaś niewolnictwo oraz holokaust, a więc dwie niezaprzeczalne zbrodnie przeciw podstawowym prawom człowieka. Mam nadzieję, że kiedyś do tych zbrodni dołączy też zabijanie najsłabszych, którzy w żaden sposób nie mogą się obronić." Nic dodać, nic ująć. W sam punkt.

Cóż tu rzec. Jeżeli szansę na to miałbym szacować po frekwencji na widowni w kinie, w którym byłem, to określiłbym ją na dość sporą. No ale, jak wiemy, jeden film wiosny nie czyni. Tym bardziej że ciężko mi odsunąć od siebie dojmujące wrażenie, że obejrzeli go - i obejrzą - głównie ci, którzy i tak mają już ugruntowany pogląd. A chyba raczej nie do nich był kierowany. No ale sam fakt dokonania wyłomu w jednolicie proaborcyjnej narracji forsowanej przez główny nurt kultury masowej wypadałoby uznać za pewien umiarkowany sukces.

Ja osobiście chętnie zobaczyłbym sequel, w którym by opowiedziano o zmaganiach Abby z przemysłem aborcyjnym, a także o kulisach ruchu pro life. Sądzę, że to, paradoksalnie, mogłoby o wiele mocniej przemówić do wahającego się, zabieganego i zdanego na uproszczone medialne komunikaty ogółu.

Marcin Królik


 

Polecane