REKLAMA

[Tylko u nas] Patrick Edery: Polska nie chciała zostać europejskim liderem konserwatyzmu, ale nadal może nim zostać

- Podczas gdy zagraniczni „postępowcy” są wyraźnie zaangażowani na wszystkich szczeblach polskiego społeczeństwa, polscy konserwatyści rezygnują z aktywności w krajach „progresywnych”. Uważają, że lepiej się ukryć, być zapomnianym, nie przyciągać uwagi zachodniego „postępowego” ogra. Ta strategia jest całkowitą porażką. Nadszedł czas, by zdać sobie z tego sprawę. Progresiści mają tylko tyle miejsca, ile im pozostawimy. A polscy konserwatyści, podobnie zresztą jak w innych krajach, ustąpili im miejsce, odmawiając walki, odmawiając sobie nawzajem pomocy. Polska nie chciała zostać europejskim liderem konserwatyzmu. Nadal może jeszcze nim zostać, ale musi zmienić swój paradygmat: musi zrozumieć, że wojna informacyjna z Polską jest częścią globalnej wojny światowej przeciwko Prawdzie - mówi w rozmowie z Agnieszką Żurek i Cezarym Krysztopą Patrick Edery, kóry jako francuski publicysta współpracował z Le Figaro, a także z agencją prasową AFP. Od 1999 roku jest prezesem w firmie konsultingowej Partenaire Europe.
Patrick Edery [Tylko u nas] Patrick Edery: Polska nie chciała zostać europejskim liderem konserwatyzmu, ale nadal może nim zostać
Patrick Edery
zbiory Patricka Edery

Francuscy publicyści szukają możliwości publikacji na polskich portalach. Czy Francja ma problem z wolnością słowa?

Wolność słowa nadal istnieje, ale miejsc, w których można z niej korzystać, jest coraz mniej – zwłaszcza dla osób o poglądach konserwatywnych, patriotycznych lub katolickich. Kiedy masz poglądy będące kompilacją tych trzech cech, znalezienie miejsca swobodnej ekspresji jest prawie niemożliwe. W mainstreamowych kanałach telewizyjnych lub na łamach największych gazet, jeśli nie mówisz „progresywnym” głosem, nie będziesz miał możliwości wypowiedzenia się, a jeśli cię już zaproszą to tylko po to, aby cię oczernić bądź ośmieszyć. Dziennikarze niektórych programów w kanałach informacyjnych nadal udzielają głosu dysydentom, istnieją również strony internetowe, gdzie nadal obowiązuje wolność słowa, ale są one z miejsca klasyfikowane jako „skrajnie prawicowe”. Nowym hasłem dyskredytującym dysydencką myśl, przeciwną obowiązującej linii władzy, jest ośmieszanie jej etykietą „teorii spiskowej”. To upokarzające. Można mówić, co tylko się chce, ale zostanie się wysłuchanym tylko wtedy, gdy będzie to politycznie poprawne. W przeciwnym razie zostanie się wykluczonym z debaty publicznej. W imię wolności, tolerancji i „walki z nienawiścią”, wszelki sprzeciw jest tłumiony. Kiedy zaś spróbujesz powiedzieć prawdę o islamie lub imigracji, natychmiast zostaniesz postawiony przed sądem.

Bardzo interesująca jest sprawa Erica Zemmoura. Zemmour jest jednym z nielicznych „niepostępowych” dziennikarzy we Francji, którzy mają dostęp do środków masowego przekazu. Ten przywilej wynika z faktu, że jest on jednym z najczęściej czytanych współczesnych francuskich pisarzy i najsłynniejszym redaktorem w dzienniku „Le Figaro”. Był on już dwukrotnie skazany przez sądy francuskie za zamieszczane opinie. Co najmniej dwa razy przedstawiciele dziennikarzy, jego koledzy i współpracownicy z gazety „Le Figaro” domagali się jego zwolnienia lub ocenzurowania „antyimigrackich” wypowiedzi. Gdy rok temu pojawił się program z jego udziałem na prywatnym kanale CNEWS, związek dziennikarzy, którego zadaniem jest przecież obrona pracowników mediów, wystąpił o jego zwolnienie. Niektórzy politycy i publicyści odmawiają wystąpienia w programach telewizyjnych z Erikiem Zemmourem. W trakcie każdej jego podróży towarzyszy mu policja, aby chronić go przed atakami islamistów lub lewicowców. Jak słusznie zauważył kanadyjski pisarz Mathieu Bock-Côté: „Progresiści chcą sprawić, aby nienawiść do nieprogresisty stała się najbardziej zaawansowaną formą miłości ludzkości”. „Postępowcy” z góry ustalili listę „niepostępowych”, których ludzkość powinna nienawidzić. Są to prawicowi katolicy, przeciwnicy imigracji oraz ci, którzy są dumni ze swojej historii i swojego kraju.

W tym kontekście, celem francuskojezycznej edycji portalu Tysol będzie nie tylko zapewnienie miejsca, w którym patrioci, konserwatyści i katolicy będą mogli swobodnie się wypowiadać. Chodzi przede wszystkim o udzielenie im moralnego wsparcia, o „ochronę” ze strony „Solidarności”, która we Francji jest legendą. To trudne do wyobrażenia, jak silna jest we Francji autocenzura z powodu presji społecznej, ale także z powodu sądowych i fizycznych zagrożeń ze strony tak zwanych „islamo-lewicowców”, którzy łączą Antifę, islamistów i skrajną lewicę. Naszą ambicją jest budzenie sumień poprzez codzienne wykazywanie, że prawda nie idzie w parze z polityczną poprawnością.

Czy postępujące ograniczenia wolności na różnych poziomach we Francji, mogą rodzić obawy o postępujący totalitaryzm?

To prawda, że „postępowcy” stoją na czele wszystkich instytucji, administracji państwowej, dużych firm i monopolizują najwyższe stanowiska w głównym nurcie mediów, wymiaru sprawiedliwości, organów kontrolnych, szkół, uniwersytetów, partii politycznych i związków zawodowych. Jeśli więc nie będziesz recytować progresywnego credo, wykluczysz się automatycznie z możliwości piastowania wszystkich odpowiedzialnych stanowisk, niezależnie od swoich zalet i kompetencji.
Z drugiej strony, konserwatyści nie są jeszcze skazywani na więzienie, mogą publikować, mają niszowe miejsca, w których mogą się wypowiadać. Mamy więc tu do czynienia z „totalitaryzmem miękkim”. Według mnie, Francja stała się postępową technokracją. Reżimem, w którym technokraci przejęli władzę i sprawiają, że tyrania postępowej utopii panuje na wszystkich szczeblach społecznych. To utopia świata bez granic, w którym ideologia gender stała się normą. W tym świecie korzeni wszystkich problemów społecznych szuka się w rasizmie i seksizmie. Wszystkie organizacje muszą uczestniczyć w indoktrynacji, inżynierii społecznej i reedukacji jednostek na wszelkie sposoby - stawką jest ustanowienie raju na ziemi. Każdy, kto uważa ten projekt za szalony, jest uznawany za wroga całej ludzkości i w taki też sposób jest traktowany.

Czy obecne protesty francuskich katolików przeciwko zakazom manifestacji wiary, dają jakąś nadzieję na przyszłość

Każde pokojowe powstanie przeciwko obecnemu systemowi jest dobre, zwłaszcza ze strony francuskich katolików, którzy do tej pory w dużej mierze wspierali Macrona. To może wydawać się niewiarygodne, gdy zna się prawa wprowadzane przez partię Macrona dotyczące In vitro, surogatek lub zabijania 9-miesięcznych dzieci w łonie matek z powodów „psychospołecznych”. We Francji katolicy w przeważającej mierze należą do bogatej części społeczeństwa, a Macron był bardzo „dobry” dla  portfela osób zamożnych. Warto też zauważyć, że we Francji wielu katolików popiera linię papieża Franciszka, który postrzega Kościół jako wielką humanitarną organizację pozarządową, której zadaniem nie jest ewangelizacja, ale wzięcie udziału w tworzeniu raju na ziemi. To wizja bardzo zbliżona do poglądów progresywnych i polityki Macrona.

We Francji, podobnie jak w Polsce, można mówić o dwóch Kościołach. Jest więc „kościół postępowy” reprezentowany przez dziennik „La Croix” („Krzyż”), odpowiednik „Tygodnika Powszechnego”. Mimo że gazeta „La Croix” należy do kongregacji Asumpcjonistów (zakonu Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny), poparła ona referendum w sprawie aborcji w Irlandii. Dziennik był także jednym z głównych mediów, które rozpowszechniały fałszywe informacje o Polsce i uczestniczyły w ataku na nią. We Francji jest też drugi Kościół: ten, który do tej pory milczał.

Co ciekawe, to właśnie ten „drugi Kościół” budzi się - od biskupów po prostych wiernych. Myślę, że coraz więcej z nas wyczuwa, że zbliżamy się do punktu zwrotnego w historii Zachodu, w którym niezależnie od tego, jaką drogę wszyscy wybierzemy, wynik będzie tragiczny. Tak więc w tych niespokojnych i niepewnych czasach, wielu katolików koncentruje się na sprawach zasadniczych. Moim zdaniem możemy postrzegać to jako nadzieję na przetrwanie i być może odrodzenie francuskiego katolicyzmu po długiej burzy, która nadchodzi.

Czy we Francuzach zostało jeszcze coś z buntu Żółtych Kamizelek?

Ten ruch był fundamentalny w najbardziej dosłownym i czystym znaczeniu tego słowa. Obnażył „postępową” władzę – jej kłamstwa, przemoc, bezkarność, arogancję, niekompetencję, amoralność, pustkę, współudział mediów w kreowaniu jej zakłamanego wizerunku, jej nepotyzm i mafijnego ducha, który nią kieruje.

Żółte Kamizelki pokazały, że Francuzi są gotowi stawić opór, znów być razem, być narodem. Żółte Kamizelki to właśnie to: duma bycia znowu razem, bycia narodem i pragnienie posiadania wspólnoty. Dzięki Żółtym Kamizelkom konserwatyści i patrioci coraz mniej się boją i wiedzą, że jest ich coraz więcej.

Czy naturalny konserwatyzm Polaków jest dla francuskich konserwatystów inspiracją?

Pierwotnie również Francuzi byli bardzo konserwatywni. Widzimy też, jak na naszych oczach, z dnia na dzień, zmienia się polskie społeczeństwo. Postępowa maszyna to buldożer, którego jak dotąd nic i nikt nie zatrzymał. „Progresywiści” zjednoczyli się na całym świecie, aby wprowadzić ich obłąkane wartości i wygrać bitwę kulturową. Chociaż konserwatyści stanowią większość, patrzą na siebie poprzez pryzmat mediów i „postępowych” intelektualistów, którzy przedstawiają ich w sposób karykaturalny lub demonizują. W rezultacie trudno im sprzymierzać się ze sobą w swoich krajach, a tym bardziej ze swoimi zagranicznymi odpowiednikami. Tak więc konserwatywni intelektualiści i ludzie mający wpływ na kształtowanie opinii publicznej zostali zmieceni przez hordy „postępowców”, którzy dokooptowali się do międzynarodowych instytucji, uniwersytetów, partii politycznych, mediów i biznesu.

Najlepszym przykładem jest dzisiejsza Polska. Podczas gdy zagraniczni „postępowcy” są wyraźnie zaangażowani na wszystkich szczeblach polskiego społeczeństwa, polscy konserwatyści rezygnują z aktywności w krajach „progresywnych”. Uważają, że lepiej się ukryć, być zapomnianym, nie przyciągać uwagi zachodniego „postępowego” ogra. Ta strategia jest całkowitą porażką. Nadszedł czas, by zdać sobie z tego sprawę. Progresiści mają tylko tyle miejsca, ile im pozostawimy. A polscy konserwatyści, podobnie zresztą jak w innych krajach, ustąpili im miejsce, odmawiając walki, odmawiając sobie nawzajem pomocy. Polska nie chciała zostać europejskim liderem konserwatyzmu. Nadal może jeszcze nim zostać, ale musi zmienić swój paradygmat: musi zrozumieć, że wojna informacyjna z Polską jest częścią globalnej wojny światowej przeciwko Prawdzie (tej pisanej wielką literą), że najlepszą i jedyną bronią przeciwko „postępowcom” jest Prawda. Że nie jest możliwe, aby Polska wygrała tę bitwę sama, że staje się coraz bardziej prawdopodobne, że sama tę bitwę przegra. Że mamy do czynienia z postępową mafią manipulującą społeczeństwem poprzez pseudoreligię, w którą coraz więcej ludzi Zachodu wierzy i jest gotowych użyć wszelkiego rodzaju przemocy, aby ją narzucić. Nie możemy cofnąć się ani o cal. Musimy obalać każdego „fake newsa” wszędzie i na wszelkie sposoby. Czas, aby Polska pokazała, że Prawda jest po jej stronie. I żeby przestała wierzyć, że może negocjować z „postępowymi” rządami. Należy raczej wywierać na nich presję, zwracając się do obywateli za pośrednictwem konserwatystów obecnych przecież w każdym kraju.

Czy obecny atak brukselskich i berlińskich elit na Polskę i Węgry oparty jest na strachu przed ich konserwatyzmem?

Obecnie Polska przedstawiana jest jako kraj antysemicki, homofobiczny, ksenofobiczny, narodowo-katolicki i autorytarny. Nadal jednak istnieje przestrzeń wolności słowa, aby demaskować te kłamstwa – taką możliwość daje Internet, a w szczególności portale społecznościowe. Nie wymagają one wielkich nakładów finansowych, a młodsze pokolenia masowo przedkładają je nad telewizję i prasę papierową. Nie potrwa to jednak długo, dlatego tak ważne jest, aby zagospodarować tę przestrzeń na wszelkie sposoby. W tym celu należy zainwestować w Internet inspirując się organizacją typu wojskowego na wzór Tsahal (armia izraelska) z szerokim ogólnym planem walki i bardzo ważną autonomią dla każdej jednostki, która w każdej chwili może skorzystać ze wsparcia ośrodków niszczenia (lotnictwo/artyleria). Ogólny plan walki powinien polegać na demaskowaniu wszystkich „fake newsów” i na przedstawianiu Polski takiej, jaka jest: jako ostatniego bastionu wartości europejskich, gdzie poprawność polityczna jeszcze nie rządzi. Nie wpadnijcie w pułapkę zastawioną na was przez „progresistów” dotyczącą praworządności. Nie ma potrzeby się usprawiedliwiać, 98% populacji nie jest zainteresowana tym tematem. Lepiej jest zakomunikować, podobnie jak Orban, że jesteście atakowani, ponieważ stanowicie ostatni bastion Europy przeciwko masowej imigracji, której domagają się brukselskie elity, przeciwko instytucjonalizacji teorii płci i uprzedmiotowieniu dzieci. Europejczycy muszą mieć świadomość, że jeśli Polska upadnie, zniknie także europejski styl życia. Przekonajcie chrześcijan, że jesteście ostatnim krajem europejskim, który jest skarbnicą wartości chrześcijańskich. Pokażcie, że te wartości nie są przestarzałe, ale że w praktyce czynią z Polski kraj, w którym dobrze jest żyć. Kraj, w którym jest najmniej gwałtów, który jest najbezpieczniejszy, którego gospodarka się rozwija. Kraj, w którym nadal istnieje duch obywatelski.

Czy obecny atak brukselskich i berlińskich elit na Polskę i Węgry oparty jest na strachu przed ich konserwatyzmem?

Nie wiem czy na strachu, ale na pewno na nienawiści. Jesteście sumą wszystkiego, czego „progresiści” nienawidzą; opieracie się nadejściu Imperium Europejskiego i jesteście głównym zagrożeniem dla jego przywódcy: Niemiec. To dużo. 
Po pierwsze, jeśli chodzi o progresywizm, jesteście przeciwni wszystkim wyznaniom tej pseudo-religijnej ideologii świata bez granic, który zdecydował się zerwać ze swoimi chrześcijańskimi korzeniami i zaprzeczyć, że pierwotną, podstawową komórką każdego społeczeństwa jest rodzina oparta na mężczyźnie i kobiecie, którzy decydują się na posiadanie dzieci.
Łatwo zauważyć, że w tej Europie, która chce popełnić samobójstwo, Polska stanowi wyjątek. W Polsce opinie ścierają się, debata jest żywa i pluralistyczna. Poprawność polityczna jeszcze nie tworzy tutaj swojego prawa. Wysokim urzędnikom państwowym przypomniana się o obowiązku służenia innym, a nie służenia sobie. Solidarność rodzinna, religijna i narodowa jest tu najsilniejsza w całej Europie. A przede wszystkim Polska przeciwstawiła się polityce migracyjnej narzuconej przez progresistów na rzecz kontrolowanej imigracji zarobkowej. Wyeliminowanie Polski stało się zatem dla zachodnich uzurpatorów priorytetem, ponieważ jesteście żywym dowodem istnienia prawdziwej Europy. Tymczasem wszystko, co uczyniło Europę wielką i bogatą, jest systematycznie niszczone przez „progresistów”. Wolność wypowiedzi jest ograniczana poprawnością polityczną, demokracja jest podporządkowana kaprysom technokratów z najwyższych organów sądowniczych, naród został zepchnięty do rangi faszystowskiej koncepcji, a chrześcijaństwo jest uważane za niezdrową i przestarzałą ideę. Cel tych działań nie jest nawet ukrywany. Prezydent Macron, lider „progresistów” mówi o nim nieustannie: należy zbudować Europę od nowa. 

Ta nowa Europa jest w stanie wojny z państwami narodowymi, ponieważ chce stworzyć wieloetniczne imperium europejskie, prekursora uniwersalnego imperium światowego. Każde europejskie państwo narodowe stanowi zagrożenie. Zwłaszcza naród, który odrzuca wieloetniczny charakter imperium. Broniąc swoich chrześcijańskich korzeni, które Europa Zachodnia odrzuciła, aby móc zintegrować jak największą liczbę muzułmańskich imigrantów przy minimum starć, Polska utrudnia pracę imperialnym urzędnikom. Ci chcą, aby Europejczycy porzucili swoją kulturową i religijną specyfikę, aby móc przyjąć jak największą liczbę migrantów i pozwolić im na uniknięcie  szoku związanego z naszą moralnością i religią. Chodzi tu o stworzenie nowego, pozbawionego korzeni Europejczyka wierzącego w postęp, idealnego obywatela Imperium.

Na koniec trzeba wspomnieć o jeszcze jednym zagadnieniu: zagrażacie Imperatorowi czyli Niemcom. Ich władza opiera się na merkantylizmie. Dla przypomnienia, celem polityki merkantylistycznej jest osiągnięcie jak największej nadwyżki bilansu handlowego w celu wzbogacenia swojego kraju. Przed Covidem Niemcy zmonopolizowały ponad 20% światowej nadwyżki handlowej (więcej niż Chiny z ich 14%), stanowiąc jednocześnie 1,1% ludności świata. W tym celu stały się one przemysłowym zleceniodawcą w Europie, redukując wszystkich innych do roli wasali. Importują tanie ale wysokiej jakości produkty częściowo przetworzone, montują je u siebie w produkty o wysokiej wartości dodanej i odsprzedają je w segmencie towarów luksusowych. Rynki europejskie są więc dla Niemiec nie tyle rynkami zbytu niemieckich produktów co rynkami tanich dostawców. Polityka Berlina zmusza pozostałe kraje UE  do kompresji marż, ograniczenia wzrostu płac i uelastyczniania rynków pracy - jeśli chcą pozostać w grze. Dlatego bezwzględnie konieczne jest, aby Niemcy stale przekonywały swoich partnerów w UE, że prowadzona przez nie polityka leży w interesie pozostałych państw. Polityka ta, z jej nieuchronną niesprawiedliwością, nie jest możliwa do utrzymania. Niestety, Niemcy nie planują reform w celu zmniejszenia tej poważnej nierównowagi makroekonomicznej. Robią wszystko, co w ich mocy, aby jak najdłużej utrzymać maksymalną płynność dzięki nadwyżce w bilansie handlowym. Ten mechanizm wypacza projekt europejski, ponieważ skutkuje kontrolowaniem europejskiej administracji przez Niemcy. Wszyscy europejscy komisarze wiedzą, że nie mogą być powołani wbrew woli Niemiec, a większość strategicznych stanowisk w Unii Europejskiej jest zajmowana przez Niemców. Węgry i Polska to dwa kluczowe elementy niemieckiej produkcji. W związku z tym Niemcy muszą kontrolować te kraje. Przede wszystkim, ich koszty pracy niebezpiecznie rosną i zagrażają niemieckiemu modelowi merkantylnemu. Za sprawą kampanii oszczerstw i działań Komisji Europejskiej panuje obecnie powszechna zgoda co do tego, że fundusze europejskie dla tych krajów muszą zostać drastycznie zmniejszone, co w efekcie doprowadzi do ograniczenia rozwoju tych krajów, a tym samym zmniejszenia kosztów pracy. Pozwoli to Niemcom na utrzymanie swojego merkantylistycznego modelu, a tym samym na zachowanie hegemonii w Europie.

Szczerze mówiąc, biorąc pod uwagę siły, które są obecnie angażowane przeciwko Polsce, wasza sprawa jest beznadziejna. Odwrócenie tego trendu w czasie krótszym niż jedno pokolenie byłoby możliwe tylko wtedy, gdyby Trumpowi udało się stworzyć trwały ruch polityczny, "Trumpism"; gdyby prawdziwi demokraci w całej Europie obudzili się i stworzyli „ośrodki insurekcji”; gdyby wszyscy zastosowali się do tego samego planu „bitwy o reinformację"; gdyby walczyli o Prawdę, koordynując ściśle swoje działania. Ale to musiałoby zostać zrobione w mniej niż jedno pokolenie. Jeśli to się nie uda, „postępowcy” zniszczą państwa narodowe tak bardzo, że realna władza znajdzie się w rękach wielkich korporacji posiadających ogromne środki kontroli i wtedy przywrócenie władzy sprawowanej przez ludzi i dla ludzi stanie się niemal niemożliwe.

Czy sądzi Pan, że możliwa jest odnowa Unii Europejskiej i powrót do duchowych wartości, które ją ukształtowały?

W latach 80. Związek Radziecki wydawał się niezniszczalny, był obecny na każdym kontynencie, komunizm stał się ideologią dominującą we wszystkich debatach intelektualnych, a jednak ZSRR się rozpadł. W swoim dążeniu do bycia wszechmocnym i wszechobecnym zapadł się w sobie. To właśnie stanie się z progresywizmem być może za 10, 20 lub 50 lat, ale nie więcej. Już wszędzie tam, gdzie panuje progresywizm, społeczeństwa i państwa rozpadają się powoli, ale nieubłaganie. Efekty progresywizmu są wszędzie takie same: podziały w narodzie, dekonstrukcja społeczeństwa i międzyludzkiej solidarności. Prawdziwe pytanie brzmi: co go zastąpi? W momencie upadku ZSRR istniał Zachód, który był niezwykle silny gospodarczo i intelektualnie, pewny siebie. Dziś na światowej scenie mamy trzech istotnych aktorów. Pierwszy to islam, który zastąpił komunizm w roli ideologicznego przeciwnika kapitalizmu. Uwodzi on część ludności europejskiej pochodzącej z krajów islamskich. Może to wywołać powtarzające się i gwałtowne niepokoje religijne. Następnie mamy Chiny, które w okresie Covidu jeszcze bardziej wzmocniły swoją pozycję „światowej fabryki” i które z pewnością staną się coraz bardziej hegemoniczne. Jednak w ciągu najbliższych 100 lat raczej nie powinniśmy stać się ich priorytetowym „terenem gry”. Wreszcie są wielcy mecenasi i zwolennicy progresywizmu w postaci GAFAM-u (Google, Apple, Facebook Amazon i Microsoft). Ich siła oddziaływania jest teraz tak fenomenalna, że stanowią potęgę porównywalną ze Stanami Zjednoczonymi. Co gorsza, mają nad nimi w pewnych obszarach przewagę: zdolność przewidywania i wpływania na przyszłość. Ich prawie nieograniczony dostęp do Big data, ich moc obliczeniowa, ich niezrównany postęp w „machine learning”  i sztucznej inteligencji pozwala im przewidywać przyszłość, a nawet na nią wpływać. To nie do wyobrażenia, jakie informacje ma o was Google lub Microsoft. Google i Facebook wie o was więcej niż wasz najlepszy przyjaciel. Potrafią oni nadać priorytet waszemu dostępowi do pewnych informacji i w ten sposób wpłynąć na wasze opinie, osądy, powody do oburzenia i interesy. Przy pomocy „machine learning” mogą przewidywać przyszłość, ale także testować rozmaite jej scenariusze, a następnie wpływać na naszą rzeczywistość. W dniu, w którym nasze państwa staną się słabe z powodu nieudolności „postępowców”, powracających niepokojów społecznych, religijnych i gospodarczych, będziecie szczęśliwi, że są z nami te wielkie firmy. Zaoferują wam one jak Netflix abonament, aby zapewnić wam bezpieczeństwo, zdrowie, edukację waszych dzieci, zarządzanie waszymi sprawami domowymi i osobistymi. Dzięki tym abonamentom będzie można przewidzieć, na jakie choroby możecie zapaść i zalecić wam odpowiedni styl życia. Im mniej będziecie go przestrzegali, tym więcej będzie was to kosztowało, ponieważ tym bardziej prawdopodobne stanie się, że będziecie potrzebowali opieki medycznej. Nawet zjedzenie po kryjomu czekolady czy zapalenie papierosa będzie prawie niemożliwe, ponieważ będziemy cały czas śledzeni. Wymienione wyżej firmy już dziś dysponują technologią umożliwiającą całkowitą kontrolę populacji. Wyobraźcie więc sobie ich możliwości za 20 lat. Firmy te, podobnie jak „postępowcy”, są zainteresowane zindywidualizowaniem nas i zniszczeniem wszelkiej solidarności, która mogłaby im się przeciwstawić. Zauważmy, że ostateczny cel „postępowców” może wydawać się kuszący: uczynić każdego z nas człowiekiem bez ograniczeń w swoich prawach. Ale aby to zrobić, musimy zniszczyć solidarność rodzinną, religijną i narodową, bo tylko tak można stworzyć człowieka bez zobowiązań, bez wiary, bez tożsamości. W rzeczywistości w takim świecie, będziemy na koniec samotni, odizolowani, pozbawieni wszelkiej solidarności i zdani na łaskę najsilniejszych. 
Wszystko wskazuje na to, że będziemy żyć w mrocznych czasach. Ale ponieważ każda akcja zawsze wywołuje równą reakcję, myślę, że możemy mieć mimo wszystko nadzieję na lepszy świat dla naszych spadkobierców.

 

Z wywiadem można się zapoznać również w aktualnym Tygodniku Solidarność


Ankieta
Czy to już koniec Platformy?

 

POLECANE
Wydarzenia

Związek

Ankieta
Czy to już koniec Platformy?
Tygodnik

Opinie

Popkultura