Marcin Bąk: Wojny nie odeszły bezpowrotnie. Czy nasi przywódcy potrafią uczyć się z przeszłości?

Wojny nigdy nie wybuchają z dnia na dzień. Są efektem wielu procesów, toczących się nieraz latami. Można je przewidzieć, w wielu wypadkach można ich uniknąć. Carl von Clausewitz twierdził wręcz, że wojna jest kontynuacją polityki, tyle tylko, że prowadzoną za pomocą innych środków. W ostatnich trzech dziesięcioleciach próbowano nas przekonywać, że jest inaczej, że wojny to już przeszłość, że teraz będzie polityka uprawiana w formie dialogu. Tak się jednak nie dzieje. Wciąż pozostaje jako ostateczny argument brutalna siła, gdy wyczerpią się pozostałe środki realizowania polityki.
Blaski i cienie II RP
II Rzeczpospolita była z pewnością państwem kontrastów. Było się z czego cieszyć, sam fakt odzyskania niepodległości, pobicie zaraz potem sowieckiej Rosji w wojnie obronnej, unifikacja ziem złączonych z trzech zaborczych państw, to wszystko były osiągnięcia. Do tego doszły jeszcze inwestycje takie jak COP, budowa portu w Gdyni, magistrala węglowa. Niesamowity był wybuch, bo trudno to inaczej nazwać, aktywności artystycznej w okresie międzywojennym. Rozwój sztuk plastycznych, ciekawa literatura, sztuka dramatyczna czy nowy wynalazek, jakim było kino. Z drugiej jednak strony Polska borykała się z licznymi problemami i na pewno nie była państwem idealnym. Liczne mniejszości narodowe i wyznaniowe stanowiły ognisko konfliktów. Ogromne różnice w stopniu zamożności obywateli i całych regionów na pewno nie ułatwiały funkcjonowania państwa. Do tego dochodziły ogólne zapóźnienie technologiczne i wciąż jeszcze występujący analfabetyzm. Odrębną kategorie stanowiły problemy natury politycznej. Do zamachu majowego rozdrobnienie sceny i walki partyjne, po zamachu majowym rządy autorytarne, łamiące często prawo i zasady normalnej demokracji. Bereza Kartuska, procesy polityków opozycji, pobicia i mordy polityczne. Tą listę dało by się jeszcze wydłużyć. Polakom żyjącym w PRL czasy Drugiej Rzeczpospolitej wydawały się trochę takim rajem utraconym, wyspą szczęścia ukrytą za niedostępnym morzem historii. Do języka potocznego weszło sformułowanie o „przedwojennej robocie” jako o czymś wykonanym bardzo solidnie. Było w tym zresztą sporo racji, bo „za komuny” etos pracy znacznie się obniżył. Niemniej ten wyidealizowany obraz II RP nie do końca pokrywał się z prawdą. Jedną z najważniejszych a często pomijanych spraw , była błędna polityka międzynarodowa, błędna dyplomacja i ostatecznie klęska wrześniowa, która zakończyła dwudziestoletni sen o wolnej Polsce.
- Pilny komunikat dla mieszkańców Gdańska
- Niemiecki przemysł ma dosyć ETS, wstrzymuje "zielone projekty" i wzywa do działania
- Biskup Czesław Kaczmarek mordowany przez komunę
- Komunikat dla mieszkańców Kielc
- Wyłączenia prądu. Ważny komunikat dla mieszkańców woj. wielkopolskiego
- Komunikat dla mieszkańców Podkarpacia
- ZUS wydał pilny komunikat
- Sprzeczka między pilotem, a kontrolerem ruchu lotniczego. Nowe informacje ws. katastrofy F-16
- Niemcy dziesiątkami tysięcy uciekają z Niemiec. I nie tylko Niemcy
Czy mogło być inaczej?
Na przestrzeni ostatnich trzech dekad napisano niemało książek i niemało artykułów, starających się naświetlić kwestię – czy klęski wrześniowej można było uniknąć? W ostatnich trzech dekadach powstała spora liczba książek a jeszcze większa artykułów, naukowych i popularyzatorskich, starająca się odpowiedzieć na to pytanie. Były prace panów Zychowicza i Ziemkiewicza, były liczne polemiki i głosy moralnego oburzenia. Znaczna część tych prób opowiedzenia historii na nowo należała do tak zwanych dziejów alternatywnych. Co by się stało, gdyby Polska weszła w sojusz z Niemcami i wspólnie uderzyła na ZSSR? A następnie zmieniła strony, jak Finlandia? Albo co by było, gdyby Polska nie podejmowała działań zbrojnych na taką skalę, tylko oficjalnie skapitulowała, jak Francja w 1940 roku? Ja nie znam odpowiedzi na te pytania i myślę, że nikt z nas nie zna. Co nie znaczy, że nie warto ich stawiać, dla swoistej gimnastyki umysłowej. Można jednak wysunąć inną refleksję z lektur tych rozliczeniowych tekstów – Polska nie była do wybuchu wojny przygotowana. Działania polityków na arenie międzynarodowej nie zapobiegły inwazji III Rzeszy na nasz kraj. Wiara w pomoc i zaangażowanie aliantów po naszej stronie okazała się złudna. Kompletnym zaskoczeniem był też atak ZSSR na Polskę 17 września, zawiódł tutaj po równo wywiad i dyplomacja. To były te słabości II RP o których mniej się mówi a może warto zacząć mówić więcej, by wyciągać lekcje na przyszłość. Nie byliśmy też przygotowani do wojny militarnie, choć społeczeństwo było karmione przez lata iluzją mocarstwowej siły. Plan „Zachód” został napisany na kolanie. Armia była nie przygotowana również do walki z nowoczesnym przeciwnikiem, jakim był Wehrmacht, mimo że mieliśmy takich dobrych teoretyków wojskowości jak generał Tadeusz Kutrzeba. Wojna nadchodziła, lecz politycy nie byli w stanie ani jej uniknąć ani na czas przygotować kraju do obrony. Symbolem katastrofy niech będzie fakt, że udało się wywieźć z kraju rezerwy złota ale nie udało się, wywieźć lub zniszczyć, archiwum wywiadu z danymi całej sieci agenturalnej na terenie Niemiec. Ot, niedopatrzenie...
Wciąż powtarzam, o konieczności wyciągania lekcji z przeszłości. Wojny nie odeszły bezpowrotnie w przeszłość, toczą się koło nas, tuż za miedzą. Czy nasi przywódcy potrafią uczyć się z przeszłości?