Ekspert: pod pozorem "opiniowania" kandydatów do KRS buduje się niebezpieczny precedens
Co musisz wiedzieć:
- Prezesi sądów apelacyjnych zaproponowali procedurę opiniowania kandydatów do Krajowa Rada Sądownictwa.
- Eksperci wskazują, że w praktyce przypomina ona dodatkowy etap wyborczy.
- Krytycy twierdzą, że może to wywierać presję na decyzje parlamentu.
Nie dlatego, że sędziowie zabrali głos. W demokratycznym państwie prawa mają do tego pełne prawo. Problem polega na tym, że pod nazwą „opiniowania” zaproponowano mechanizm, który w swojej rzeczywistej treści przypomina sformalizowaną procedurę wyborczą i ma służyć wywarciu wpływu na konstytucyjny organ państwa.
Stanowisko prezesów sądów
W opublikowanym stanowisku prezesi sądów apelacyjnych nawiązują do prezydenckiego weta wobec ustawy z 23 stycznia 2026 r. i stwierdzają, że w konsekwencji wybór nowych członków KRS nastąpi na podstawie obecnie obowiązującej ustawy. Zarazem jednak dodają, że „jedyną realną szansą” jest wybór przez Sejm spośród tych kandydatów, którzy „w powszechnym głosowaniu na zgromadzeniach sędziów uzyskają najwyższe poparcie”, ponieważ „pozwoli to na uwzględnienie rekomendacji środowiska sędziowskiego”. W tym samym dokumencie prezesi piszą także, że „z satysfakcją” odnotowują deklarację Sejmu wyrażoną w uchwale z 27 lutego 2026 r. w sprawie przywrócenia konstytucyjnych standardów wyboru członków-sędziów KRS. Sama uchwała Sejmu przewiduje zaś, że przy wyborze sędziowskiego składu KRS Sejm „uwzględni wyniki wyborów dokonanych przez sędziów w wyborach powszechnych i transparentnych”.
- (...) W tej sytuacji podtrzymujemy pogląd, że jedyną realną szansą dla zapewnienia wypełniania przez Krajową Radę Sądownictwa jej konstytucyjnej roli jest wybór przez Sejm RP, przy zastosowaniu przepisów obecnie obowiązującej ustawy, spośród wszystkich prawidłowo zgłoszonych Marszałkowi Sejmu sędziów-kandydatów, którzy w powszechnym głosowaniu na zgromadzeniach sędziów uzyskają najwyższe poparcie. Pozwoli to na uwzględnienie rekomendacji środowiska sędziowskiego, a jednocześnie zapewni, że wybór sędziowskich członków Rady nie będzie miał charakteru politycznie arbitralnego (...).
- czytamy stanowisku.
O co toczy się gra
To właśnie ten zestaw dokumentów pokazuje, o co naprawdę toczy się gra. Formalnie nikt nie odbiera Sejmowi kompetencji wyborczej. W sensie ustawowym wszystko ma pozostać na swoim miejscu: kandydaci są zgłaszani Marszałkowi Sejmu, a wyboru dokonuje Sejm. Ale obok tej procedury konstruowany jest dodatkowy etap, nieznany ustawie: środowiskowe głosowanie sędziów, którego wynik ma następnie zostać politycznie „uwzględniony” przez Sejm. Innymi słowy, formalna decyzja pozostaje w rękach organu państwa, lecz realny ciężar selekcji kandydatów ma zostać przesunięty wcześniej, do mechanizmu tworzonego przez samo środowisko sędziowskie.
Brak podstawy prawnej
Pierwszy zasadniczy problem ma charakter czysto prawny. Dla takiego rozwiązania brak jednoznacznej podstawy ustawowej. Autorzy stanowiska starają się osłonić całą konstrukcję słowem „opiniowanie”, podkreślając, że ostatecznego wyboru dokona Sejm i że nikt nie może zakazać sędziom wyrażania opinii o funkcjonowaniu wymiaru sprawiedliwości. Sam ten argument nie wystarcza jednak do rozwiania wątpliwości. W państwie prawa decydujące znaczenie ma bowiem nie deklarowana nazwa czynności, lecz jej realna treść. Jeżeli ustawa określa tryb zgłaszania kandydatów i przyznaje Sejmowi kompetencję do ich wyboru, to nie można obok tego trybu tworzyć własnego, zinstytucjonalizowanego etapu preselekcji, który ma następnie wywierać polityczną presję na organ ustawowo właściwy. Prawo do opinii nie jest równoznaczne z prawem do konstruowania równoległej procedury wyłaniania kandydatów do konstytucyjnego organu państwa.
Jeszcze wyraźniej widać to w samym regulaminie dołączonym do stanowiska. Dokument określany jako „Regulamin opiniowania kandydatów na członków KRS” nie opisuje swobodnej debaty, rezolucji czy zwykłego zebrania stanowisk. Przewiduje on powołanie komisji skrutacyjnej, przygotowanie kart do głosowania, podpis przy odbiorze karty, tajne i bezpośrednie oddawanie głosów, wrzucanie kart do zapieczętowanej urny, liczenie głosów oraz sporządzenie protokołu. Trudno uznać, że jest to wyłącznie forma wyrażenia opinii. Znacznie trafniej byłoby powiedzieć, że pod nazwą „opiniowania” wprowadzono sformalizowaną procedurę quasi-wyborczą. To właśnie ta rozbieżność między językiem uspokajającym a rzeczywistym kształtem regulaminu stanowi jeden z najmocniejszych argumentów krytycznych wobec całej inicjatywy.
15 głosów na 15 kandydatów
Szczególnie istotny jest przepis, zgodnie z którym każdy sędzia może oddać 15 głosów na 15 kandydatów do KRS. To rozwiązanie nie zostało w stanowisku ani w regulaminie uzasadnione w sposób przekonujący. Nie wyjaśniono, dlaczego właśnie taki model miałby najlepiej oddawać zróżnicowanie środowiska sędziowskiego, ani na jakiej podstawie uznano go za najbardziej reprezentatywny. Tymczasem sposób liczenia głosów nigdy nie jest neutralnym detalem technicznym. To właśnie on przesądza o politycznym i instytucjonalnym efekcie całej procedury.
System, w którym każdy uczestnik może wskazać pełną liczbę miejsc do obsadzenia, z natury rzeczy premiuje środowiska najbardziej zwarte, najlepiej zorganizowane i zdolne do skoordynowania poparcia dla jednej wspólnej listy kandydatów. W praktyce oznacza to przewagę dużych ośrodków, silnych sieci środowiskowych i grup dysponujących większą zdolnością mobilizacji. Taki model nie sprzyja pluralizmowi, lecz raczej nadreprezentacji jednego dominującego obiegu. Zamiast możliwie szerokiej reprezentacji różnych nurtów, łatwiej wytwarza on wynik jednolity, który następnie można przedstawić jako wyraz „powszechnego poparcia” sędziów. Jest to wniosek analityczny wynikający z samej konstrukcji procedury.
Dążenie do "jednolitości"
Najprostsza analogia dobrze pokazuje problem. Gdyby w wyborach do Sejmu każdy obywatel dysponował nie jednym głosem, lecz 460 głosami na 460 kandydatów, skutkiem nie byłby większy pluralizm. Przeciwnie: największa i najlepiej zorganizowana siła polityczna mogłaby z łatwością przeforsować niemal cały własny blok kandydatów. Podobne ryzyko wpisane jest w model „15 głosów na 15 kandydatów”. Nie wzmacnia on reprezentatywności, lecz zdolność dominującego środowiska do zbudowania jednej listy i późniejszego przedstawienia jej jako autentycznej woli całego stanu sędziowskiego.
Zresztą sami autorzy stanowiska ujawniają, że zależy im nie tyle na swobodnej wymianie poglądów, ile na uzyskaniu jednolitego rezultatu. Piszą bowiem o potrzebie „jednolitych reguł postępowania”, o „jednolitości postaw”, a także o tym, że tylko zgoda na zaproponowane zasady zapewni, iż „wynik opiniowania będzie wiarygodny”. Dodają również, że legitymizacja nowej KRS zależy nie tylko od powszechności udziału sędziów, ale również od jednolitości postępowania podczas zgromadzeń. Nie jest to język otwartej, rozproszonej debaty. To jest raczej język koordynacji, której celem jest uzyskanie wspólnego, wystarczająco jednolitego rezultatu, mającego następnie służyć jako dodatkowe źródło legitymizacji dla przyszłej Rady.
"Odbudowa korpusu sędziowskiego"
Nie mniej znamienny jest fragment dotyczący dalszego funkcjonowania sądownictwa. Prezesi stwierdzają, że powołanie KRS „z zachowaniem standardu konstytucyjnego” pozwoli na „odbudowę korpusu sędziowskiego”, po czym zwracają się o „wznowienie konkursów na wolne stanowiska sędziowskie niezwłocznie, kiedy stanie się to możliwe”. W zestawieniu z całością dokumentu trudno nie odnieść wrażenia, że nowy model ukształtowania KRS ma stanowić warunek dla odblokowania dalszych procedur kadrowych. To nie jest jeszcze dowód formalnego blokowania konkursów przez samych autorów stanowiska, ale jest to wyraźny sygnał polityczny: najpierw należy ukształtować KRS według modelu uznawanego za właściwy, a dopiero potem wrócić do normalnego biegu procedur nominacyjnych.
W tym świetle udział w całym przedsięwzięciu trudno uznać za neutralny akt środowiskowej odpowiedzialności. Coraz bardziej wygląda on raczej na uczestnictwo w procedurze, której główną funkcją jest nadanie pozorów szerokiej legitymacji dla z góry zaprojektowanego rezultatu. Odmowa udziału może więc być postrzegana nie jako gest polityczny, lecz jako forma sprzeciwu wobec mechanizmu, który przedstawia się jako konsultacyjny, choć w rzeczywistości ma charakter zorganizowanego nacisku na organ konstytucyjny.
Próba zbudowania pozaustawowego mechanizmu wpływu na obsadę KRS
Na tym tle powraca pytanie o rzeczywisty sens wieloletniej narracji o wadliwości obecnej KRS. Nie sposób jednak nie zauważyć, że dla części środowiska skupionego wokół Iustitii i organizacji prezentujących zbliżoną koncepcję ma to wymiar instytucjonalny: prowadzi do odzyskania wpływu na sposób wyłaniania składu Rady. Uchwała Sejmu, jak i stanowisko prezesów sądów apelacyjnych zmierzają do politycznego uprzywilejowania środowiskowego wskazania kandydatów. W tym sensie stawką nie jest wyłącznie ocena legalności obecnej KRS, ale także powrót do modelu, w którym decydujący wpływ odzyskują najsilniejsze korporacyjnie segmenty środowiska sędziowskiego.
Właśnie dlatego sprawy nie wolno sprowadzać do prostego stwierdzenia, że „to tylko opinia”. Nie, to nie jest tylko opinia. To jest próba zbudowania pozaustawowego mechanizmu wpływu na obsadę KRS, ubrana w słownik troski o konstytucję, przejrzystość i niezależność sądów. Najpierw organizuje się środowiskowe głosowanie bez wyraźnej podstawy ustawowej. Następnie kształtuje się jego zasady w sposób premiujący najlepiej zorganizowany blok kandydatów. Potem wynik przedstawia się jako rekomendację środowiska, którą Sejm powinien uwzględnić. Wreszcie całość łączy się z postulatem wznowienia konkursów na stanowiska sędziowskie, co nadaje całemu przedsięwzięciu wymiar znacznie szerszy niż sam wybór członków jednego organu.
Niebezpieczny precedens
Kompetencje organów publicznych oraz procedury wywierające realny wpływ na ich decyzje muszą wynikać z prawa, a nie z regulaminów tworzonych przez zainteresowane środowiska. W przeciwnym razie łatwo dojść do sytuacji, w której pod hasłem ochrony standardów konstytucyjnych tworzy się rozwiązania same pozostające poza wyraźnym umocowaniem ustawowym. A to byłby precedens niebezpieczny nie tylko dla sporu o KRS, lecz dla całego ładu ustrojowego.
[Sędzia Kamila Borszowska-Moszowska, zastępca rzecznika dyscyplinarnego przy Sądzie Okręgowym w Świdnicy, wykładowca KSSiP i Akademii Nauk Stosowanych im. Angelusa Silesiusa]
[Tytuł, sekcje "Co musisz wiedzieć" i "Dlaczego to ważne dla obywatela", oraz FAQ i śródtytuły od Redakcji]
Dlaczego to ważne dla obywatela
- Krajowa Rada Sądownictwa decyduje o nominacjach sędziowskich. Od jej składu zależy, kto zostaje sędzią w Polsce i kto awansuje w sądach. Ma to bezpośredni wpływ na funkcjonowanie całego systemu wymiaru sprawiedliwości.
- Spór dotyczy tego, kto faktycznie wybiera członków Rady. Zgodnie z obowiązującymi przepisami wyboru dokonuje Sejm, ale propozycja środowiska sędziowskiego zakłada dodatkowy etap opiniowania kandydatów przez sędziów przed decyzją parlamentu. Dotyczy to wyboru członków Krajowa Rada Sądownictwa.
- Sposób wyboru KRS wpływa na niezależność sądów. Zwolennicy zmian twierdzą, że większy udział środowiska sędziowskiego zwiększy niezależność sądów od polityki. Krytycy uważają natomiast, że może to prowadzić do nadmiernego wpływu środowisk korporacyjnych na obsadę stanowisk.
- Od rozstrzygnięcia tego sporu zależy tempo powoływania nowych sędziów. Brak zgody co do zasad działania Krajowa Rada Sądownictwa może opóźniać konkursy na wolne stanowiska w sądach, co przekłada się na długość postępowań i czas oczekiwania na wyroki.
- Debata o KRS ma znaczenie dla stabilności systemu prawnego. Spór o sposób wyboru członków Rady trwa w Polsce od kilku lat i wpływa na ocenę polskiego wymiaru sprawiedliwości zarówno w kraju, jak i w relacjach z instytucjami międzynarodowymi.
Najczęściej zadawane pytania (FAQ)
- Czym jest Krajowa Rada Sądownictwa? To konstytucyjny organ państwa, który stoi na straży niezależności sądów i sędziów. Rada opiniuje kandydatów na sędziów i przedstawia wnioski o ich powołanie prezydentowi.
- Kto wybiera członków KRS? Zgodnie z obowiązującą ustawą sędziowskich członków Krajowa Rada Sądownictwa wybiera Sejm spośród zgłoszonych kandydatów.
- Na czym polega proponowane „opiniowanie” kandydatów przez sędziów? Chodzi o przeprowadzenie głosowania w środowisku sędziowskim, które miałoby wskazać kandydatów z największym poparciem. Wynik takiego głosowania miałby zostać wzięty pod uwagę przez Sejm przy wyborze członków Rady.
- Dlaczego eksperci krytykują tę propozycję? Krytycy twierdzą, że taka procedura mogłaby w praktyce stworzyć dodatkowy etap selekcji kandydatów do Krajowa Rada Sądownictwa, mimo że nie wynika on wprost z ustawy.
- Czy spór o sposób wyboru KRS może wpłynąć na działanie sądów? Tak. Od funkcjonowania Krajowa Rada Sądownictwa zależą nominacje i awanse sędziowskie, a więc również obsada stanowisk w sądach i tempo prowadzenia postępowań.




