Waldemar Żyszkiewicz: Najazd LGBTQ. To nie jest spór o miedzę

Trwa wojna kulturowa, ideologiczna agresja LGBTQ się nasila, tymczasem rząd usiłuje być arbitrem między sponsorowanym przez globalistów objazdowym cyrkiem Sorosa a obrońcami polskiej tożsamości. Taki fałszywy symetryzm doprowadzi nas jako wspólnotę do cywilizacyjnej klęski.
Do faktu, że przed rokiem 1989 Polacy w swym własnym kraju nie mieli nic do powiedzenia, zdążyłem się przyzwyczaić: zawłaszczone państwo, władza i propaganda przejęte przez środowiska tradycyjnie niechętne polskiej tradycji kulturowej i naszej narodowej tożsamości. Ale od roku 1990 miało być jednak inaczej.

Owszem, poddani zabiegom zawodowców od sprawiania wrażenia i wywierania wpływu Polacy zachłysnęli się tzw. wolnością, choć tego i owego dziwiło, że pewne tematy zachowały status tabu, a niektóre często wypowiadane opinie – mimo formalnego zniesienia cenzury – nadal nie znajdowały drogi dojścia do publicznej agory. Nawiasem mówiąc, porównanie częstości pojawiania się rozmaitych wątków narodowościowych w Gazecie Wyborczej, która nominalnie miała stanowić organ polskiej Solidarności, byłoby nie tylko interesującym tematem dla co najmniej pracy doktorskiej, ale bystremu badaczowi powinno dostarczyć ważnego materiału do przemyśleń.
 
Nowe PPR, czyli promiskuityzm, perwersja, rozwiązłość
Szczególną wściekłość progresistów wywołują poczucie narodowej tożsamości oraz trwanie przy katolicyzmie, a przede wszystkim dogmatyczny i obyczajowy rygoryzm jego wyznawców. I nie ma się czemu dziwić, bo mocne tożsamości etniczno-religijne stoją na przeszkodzie kolejnej utopii architektów Nowego Świata, który według słów naiwnej piosenki Lennona sprzed lat miałby być pozbawiony granic, religii, a w konsekwencji może i wojen. Do kolejnej próby urzeczywistnienia groźnej globalistycznej mrzonki spadkobiercy marksizmu-leninizmu znów zaprzęgli najcięższe działa. Tym razem, medialno-prawno-organizacyjne.
 
Polacy przez ćwierć wieku dawali się lewicowej propagandzie wodzić za nos, wstydzili się patriotyzmu, własnej ojczyzny, swoich wielkich, choć nie zawsze pomyślnych dla narodu dziejów. Ale ostatnio zaczęło się to zmieniać, więc progresiści zaatakowali inaczej, całą moc uderzenia kierując w stronę tzw. rewolucji obyczajowej, niesionej przez niewielkie, lecz hałaśliwe grupki, beztrosko wywijające banerami z zawłaszczoną i zdekonstruowaną tęczą.

Marksizm-lesbianizm, jak – wbrew pozorom naprawdę trafnie – nazywa tę ideologię prof. Marek Jan Chodakiewicz, niesie przesłanie aż do przesady proste: pod hasłami tolerancjonizmu, różnorodności i wychwalania środowisk LGBT, którym rzekomo dzieje się krzywda, metodą narastającej prowokacji, nieustannej propagandy w mediach oraz chytrze przeprowadzanych zmian w prawie, zmierza do sytuacji, w której promiskuityzm, perwersje i rozpasanie nie tylko przestaną być postrzegane jako zachowania dewiacyjne, lecz staną się wręcz ‘edukacyjną’ i ‘wychowawczą’ normą dla przyszłych pokoleń.
 
Zaczęło się, jak zwykle, od fałszowania języka. Rozmaite odcienie perwersji, znane od czasów starożytnych, nazwano „orientacjami”, choć po prawdzie – jeśli pamiętać, że niezmienna atrakcyjność erotyzmu jest nagrodą za zapewnienie gatunkowej ciągłości – zasługują one raczej na miano seksualnej ‘dezorientacji’. Dotychczasowych perwertów nazwano (z angielska) wesołkami. I dalej już poszło. W krajach Zachodu, gdzie jeszcze kilka dekad temu, homoseksualizm bywał (inaczej niż w Polsce) penalizowany, dziś sądy skazują normalnych obywateli za kose spojrzenie, niechęć do współpracy przy apologii dewiacyjnych zachowań lub nie dość czułe słówka pod adresem przesadnie drażliwych inwertytów.
 
Wielki Wschód i płaczliwi geje
Nowe zawitało niestety także do Polski. I trudno zgodnie z prawdą orzec, że nie można było tego przewidzieć. U progu lat 90., wśród licznych przybyszów, którzy zaczęli penetrować nasz kraj pod względem zasobności, atrakcyjności i (może przede wszystkim) podatności na rozmaite presje lub pokusy, znalazł się także Wielki Mistrz Wielkiego Wschodu Francji. Z tej niecodziennej okazji odbyło się nawet posiedzenie jakiejś „wybudzonej z uśpienia” polskiej loży.

Krótka migawka ze spotkania masonów pojawiła się też w dzienniku telewizyjnym, ale nie wspominałbym o sprawie, gdyby nie jedno zdanie, jakim poczęstował gospodarzy francuski wolnomularz, który zapytany o pozycję Kościoła katolickiego w demokratycznej Polsce odparł krótko: „Dotąd Kościół odgrywał rolę nader znaczącą, ale to się wkrótce zmieni”. Wtedy pomyślałem, że to jedynie przesadna chełpliwość, właściwa m.in. Gaskończykom, ale po latach jestem skłonny sądzić, że Wielki Mistrz wiedział coś, czego jako zbiorowość nadal nie jesteśmy skłonni przyjąć do wiadomości.
 
Jakąś dekadę później do redakcji Tygodnika Solidarność, w którym pracowałem, nadszedł płaczliwy w tonie faks (były kiedyś takie urządzenia) od Międzynarodowego Stowarzyszenia Gejów i Lesbijek na Rzecz Kultury w Polsce, które użalało się na materiał filmowy wyemitowany 8 czerwca 2003 przez stację telewizyjną Polsat.  Po wyrażeniu rytualnego „oburzenia i sprzeciwu wobec treści zawartych w paszkwilu” oczywiście „w imieniu polskiego środowiska lesbijek i gejów” międzynarodowi geje i lesbijki wyłożyli zaraz kawę na ławę. O co poszło? O program „Homoseksualizm – do wyleczenia”.

„Jesteśmy zdruzgotani faktem, że Państwa stacja w tak ohydny i stojący w sprzeczności ze współczesną wiedzą naukową sposób promuje pseudoterapię osób homoseksualnych. (...) Podpieranie się motywami religijnymi, stawiając je w opozycji wobec homoseksualizmu, jest naszym zdaniem głęboko poniżające i krzywdzące osoby homoseksualne... – wykładał dość sprawną polszczyzną racje tamtego środowiska ktoś, kto w podpisie wystukanego na firmowym papierze listu zamiast nazwiska użył magicznego słówka „Zarząd”.

Anonimowy skryba protestu do TV Polsat nie omieszkał pogrozić autorom programu sądem, zapowiedział też wystąpienie do ETPC. Retoryka aż za dobrze dziś znana, cały zestaw pozornie merytorycznej argumentacji też zdążył się już utrwalić w pamięci. Może zatem warto przypomnieć, że „wykreślenie homoseksualizmu ze spisu chorób czy zaburzeń psychicznych w USA” nastąpiło w roku 1973, czyli całkiem niedawno. Co więcej, stało się to w drodze referendum środowiska lekarzy-psychiatrów (5.816 fachowców było za, 3.817 przeciw), a nie w oparciu o szeroko zakrojone i rzetelne badania, których wyniki dałyby faktycznie naukowe podstawy do takiej decyzji.
 
Zagranica, ulica, co tam jeszcze...
Program, który wzburzył zarząd Międzynarodowego Stowarzyszenia Gejów i Lesbijek na Rzecz Kultury w Polsce, nadano w Polsacie 8 czerwca o północy, a już 9 czerwca po południu odpis listu protestacyjnego w tej sprawie dotarł (oczywiście via Polsat) do redakcji Tysola. Tempo imponujące, tylko pogratulować sprawności organizacyjnej. Komu? Oczywiście organizacji międzynarodowych gejów, a nie czynnikom odpowiedzialnym za to, żeby Polak-katolik mógł poczuć się we własnym mieście na festynie rodzinnym, w świątyni czy podczas procesji Bożego Ciała równie komfortowo i bezpiecznie. Żeby w miejscach, które są dla niego święte nie był narażony agresję zideologizowanej garstki hałaśliwych antykatolickich i antypolskich aktywistów. Żeby prowokacje obliczone na zakłócenie spokoju w kraju oraz związane z tym polityczne korzyści były udaremniane w zarodku. Żeby atak na katolickie sacrum stał się dla agresorów zwyczajnie nieopłacalny.

Tak, warto mieć świadomość, że błyskawiczne inicjatywy w stylu „zagranica pomoże” uruchomiono już dawno temu. Teraz jesteśmy w fazie gorącej ofensywy LGBTQ: kolejne ulice kolejnych miast i kaskadowo urządzane marsze-prowokacje. Te same hasła, podobne  kostiumy, często ci sami aktywiści... Dał przykład waginalny Gdańsk, była też świętokradcza Warszawa, Częstochowa, Lublin, Kielce, Rzeszów. Czy wiemy coś o karach dla profanatorek z Gdańska? Czy spadł choć jeden włos z głowy prowokatorów w Częstochowie? Czy w związku z zapowiedzią prezydenckiego tandemu Trzaskowski-Rabiej, że stołeczny ratusz zamierza dyskryminować firmy non-LGBTQ, prokuratura podjęła jakieś działania?
 
Jesteśmy w stanie kulturowej wojny, a dokładniej mówiąc, ulegamy jako kraj i państwo najazdowi szermierzy ideologii, która ma Polaków definitywnie przeformatować: oswoić z wrogą symboliką, przyzwyczaić do upokorzeń i zgorszeń, zniechęcić do odruchów protestu. Konwencja stambulska wciąż obowiązuje, bo ceną za jej wypowiedzenie, które stanowiło jedną z wyborczych obietnic Dobrej Zmiany, okazało się niestałe miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Do tego udział licznych ambasadorów w tęczowych marszach, bezceremonialne tweety pani Georgette Mosbacher... Może już dość?

Wiara ojców, tradycyjna obyczajowość to wciąż ważne elementy naszej narodowej tożsamości. Ale dziś jeszcze bardziej chyba idzie o poczucie, że to katolicka większość przywiązana do polskich tradycji nadal pozostaje gospodarzem we własnym kraju, że o tym, jak Polacy mają żyć, w co wierzyć i co robić, a czego nie robić, nie będą im dyktować żadni choćby najbardziej egzotyczni czy ekscentryczni przybysze w imię akurat modnych, przejściowych ideologii. Przed symboliczną przemocą z zewnątrz, przed możliwymi prowokacjami wspieranymi z zagranicy większość narodową winny chronić władze polskiego państwa. Poczucie bezpieczeństwa we własnym kraju, poczucie sprawiedliwości to sprawy szczególnie ważne. Gdy państwo abdykuje w tym zakresie, a jego instytucje nie radzą sobie z takimi problemami, zdesperowani obywatele biorą nieraz sprawy we własne ręce. Ale to nie jest dobre dla nikogo. Ani dla obywateli, ani dla władzy, nie wspominając już o państwie.
 
 
Waldemar Żyszkiewicz
 
(23 lipca 2019)

 

POLECANE
Ważny komunikat dla mieszkańców Łodzi z ostatniej chwili
Ważny komunikat dla mieszkańców Łodzi

Dobra wiadomość dla mieszkańców północnej części Łodzi. Coraz bliżej remontu torowiska tramwajowego na ul. Warszawskiej. Do przetargu zgłosiło się aż dziewięciu wykonawców, a wszystkie złożone oferty mieszczą się w budżecie miasta. To oznacza realną szansę na powrót tramwaju na trasę prowadzącą w kierunku Marysina i Rogów.

Czy sprawy gospodarcze idą w dobrym kierunku? Polacy dosadnie ocenili rząd Tuska [SONDAŻ] z ostatniej chwili
Czy sprawy gospodarcze idą w dobrym kierunku? Polacy dosadnie ocenili rząd Tuska [SONDAŻ]

Ponad połowa Polaków negatywnie ocenia kierunek, w jakim rozwija się gospodarka w kraju – wynika z najnowszego badania Ogólnopolskiej Grupy Badawczej. W lutym 2026 roku optymistyczne spojrzenie na sytuację gospodarczą deklarował zaledwie co trzeci respondent. Wyniki badania pokazują, że nastroje społeczne w tej kwestii pozostają raczej sceptyczne.

Gaz nie popłynie do Polski? Orlen wydał komunikat z ostatniej chwili
Gaz nie popłynie do Polski? Orlen wydał komunikat

Katarska spółka QatarEnergy poinformowała, że czasowo wstrzymuje produkcję gazu LNG. Orlen wydał komunikat, w którym uspokaja: "wstrzymanie części produkcji gazu LNG nie stanowi zagrożenia".

Zaginęła polska aktorka. Policja prosi o pomoc z ostatniej chwili
Zaginęła polska aktorka. Policja prosi o pomoc

Wrocławska policja prowadzi poszukiwania 41-letniej Magdaleny Majtyka, która zaginęła 4 marca 2026 r.

Prof. Grzegorz Kołodko: Prezydencka propozycja Polski SAFE 0% jest dobra, a łączenie go z SAFE jest pomysłem fatalnym z ostatniej chwili
Prof. Grzegorz Kołodko: Prezydencka propozycja Polski SAFE 0% jest dobra, a łączenie go z SAFE jest pomysłem fatalnym

Propozycja ''Polski SAFE 0%'' przedstawiona przez prezydenta Karola Nawrockiego może być dobrym kierunkiem dla finansowania bezpieczeństwa państwa – ocenia na łamach serwisu money.pl prof. Grzegorz Kołodko, wykładowca, były wicepremier i minister finansów. Ekonomista chwali samą inicjatywę przygotowaną wspólnie z prezesem Narodowego Banku Polskiego, ale jednocześnie ostrzega przed pomysłem łączenia jej z unijnym programem SAFE. Jego zdaniem taki ''kompromis'' byłby najgorszym możliwym rozwiązaniem dla polskich finansów publicznych.

Ewakuacja Polaków z Bliskiego Wschodu. Tusk podał dane z ostatniej chwili
Ewakuacja Polaków z Bliskiego Wschodu. Tusk podał dane

– Od 1 marca ponad 2800 osób – czy to liniami cywilnymi, czy bezpośrednio przy pomocy naszych placówek konsularnych – ewakuowało się z tych terenów zagrożonych – przekazał w piątek premier Donald Tusk.

Węgry stawiają ultimatum Ukrainie. Orban zapowiada wstrzymanie tranzytu z ostatniej chwili
Węgry stawiają ultimatum Ukrainie. Orban zapowiada wstrzymanie tranzytu

Węgry wstrzymają tranzyt ważnych dla Ukrainy towarów, dopóki kraj ten nie przywróci transportu rosyjskiej ropy naftowej rurociągiem „Przyjaźń” – ogłosił w piątek w radiu Kossuth premier Węgier Viktor Orban.

Gaz może nie popłynąć do Polski. Nieoficjalne doniesienia z ostatniej chwili
Gaz może nie popłynąć do Polski. Nieoficjalne doniesienia

Spółka QatarEnergy z Kataru ogłosiła stan "siły wyższej" i wstrzymała produkcję gazu LNG. Orlen miał otrzymać wiadomość o anulowaniu dwóch dostaw – informuje serwis money.pl.

Kandydat PiS na premiera. Błaszczak zdradził jego wiek z ostatniej chwili
Kandydat PiS na premiera. Błaszczak zdradził jego wiek

Kandydatem Prawa i Sprawiedliwości na premiera będzie "polityk młodego pokolenia, w wieku prezydenta Karola Nawrockiego, poniżej 50 lat" – powiedział w piątek szef klubu parlamentarnego PiS Mariusz Błaszczak.

Pilne informacje z granicy. Straż Graniczna wydała komunikat z ostatniej chwili
Pilne informacje z granicy. Straż Graniczna wydała komunikat

Straż Graniczna opublikowała najnowsze dane dotyczące sytuacji na granicach Polski. Z raportu wynika, że 5 marca funkcjonariusze przeprowadzili kilka tysięcy kontroli osób i pojazdów na granicach z Niemcami i Litwą. Służby przekazały również ważną informację dotyczącą odcinka granicy z Białorusią.

REKLAMA

Waldemar Żyszkiewicz: Najazd LGBTQ. To nie jest spór o miedzę

Trwa wojna kulturowa, ideologiczna agresja LGBTQ się nasila, tymczasem rząd usiłuje być arbitrem między sponsorowanym przez globalistów objazdowym cyrkiem Sorosa a obrońcami polskiej tożsamości. Taki fałszywy symetryzm doprowadzi nas jako wspólnotę do cywilizacyjnej klęski.
Do faktu, że przed rokiem 1989 Polacy w swym własnym kraju nie mieli nic do powiedzenia, zdążyłem się przyzwyczaić: zawłaszczone państwo, władza i propaganda przejęte przez środowiska tradycyjnie niechętne polskiej tradycji kulturowej i naszej narodowej tożsamości. Ale od roku 1990 miało być jednak inaczej.

Owszem, poddani zabiegom zawodowców od sprawiania wrażenia i wywierania wpływu Polacy zachłysnęli się tzw. wolnością, choć tego i owego dziwiło, że pewne tematy zachowały status tabu, a niektóre często wypowiadane opinie – mimo formalnego zniesienia cenzury – nadal nie znajdowały drogi dojścia do publicznej agory. Nawiasem mówiąc, porównanie częstości pojawiania się rozmaitych wątków narodowościowych w Gazecie Wyborczej, która nominalnie miała stanowić organ polskiej Solidarności, byłoby nie tylko interesującym tematem dla co najmniej pracy doktorskiej, ale bystremu badaczowi powinno dostarczyć ważnego materiału do przemyśleń.
 
Nowe PPR, czyli promiskuityzm, perwersja, rozwiązłość
Szczególną wściekłość progresistów wywołują poczucie narodowej tożsamości oraz trwanie przy katolicyzmie, a przede wszystkim dogmatyczny i obyczajowy rygoryzm jego wyznawców. I nie ma się czemu dziwić, bo mocne tożsamości etniczno-religijne stoją na przeszkodzie kolejnej utopii architektów Nowego Świata, który według słów naiwnej piosenki Lennona sprzed lat miałby być pozbawiony granic, religii, a w konsekwencji może i wojen. Do kolejnej próby urzeczywistnienia groźnej globalistycznej mrzonki spadkobiercy marksizmu-leninizmu znów zaprzęgli najcięższe działa. Tym razem, medialno-prawno-organizacyjne.
 
Polacy przez ćwierć wieku dawali się lewicowej propagandzie wodzić za nos, wstydzili się patriotyzmu, własnej ojczyzny, swoich wielkich, choć nie zawsze pomyślnych dla narodu dziejów. Ale ostatnio zaczęło się to zmieniać, więc progresiści zaatakowali inaczej, całą moc uderzenia kierując w stronę tzw. rewolucji obyczajowej, niesionej przez niewielkie, lecz hałaśliwe grupki, beztrosko wywijające banerami z zawłaszczoną i zdekonstruowaną tęczą.

Marksizm-lesbianizm, jak – wbrew pozorom naprawdę trafnie – nazywa tę ideologię prof. Marek Jan Chodakiewicz, niesie przesłanie aż do przesady proste: pod hasłami tolerancjonizmu, różnorodności i wychwalania środowisk LGBT, którym rzekomo dzieje się krzywda, metodą narastającej prowokacji, nieustannej propagandy w mediach oraz chytrze przeprowadzanych zmian w prawie, zmierza do sytuacji, w której promiskuityzm, perwersje i rozpasanie nie tylko przestaną być postrzegane jako zachowania dewiacyjne, lecz staną się wręcz ‘edukacyjną’ i ‘wychowawczą’ normą dla przyszłych pokoleń.
 
Zaczęło się, jak zwykle, od fałszowania języka. Rozmaite odcienie perwersji, znane od czasów starożytnych, nazwano „orientacjami”, choć po prawdzie – jeśli pamiętać, że niezmienna atrakcyjność erotyzmu jest nagrodą za zapewnienie gatunkowej ciągłości – zasługują one raczej na miano seksualnej ‘dezorientacji’. Dotychczasowych perwertów nazwano (z angielska) wesołkami. I dalej już poszło. W krajach Zachodu, gdzie jeszcze kilka dekad temu, homoseksualizm bywał (inaczej niż w Polsce) penalizowany, dziś sądy skazują normalnych obywateli za kose spojrzenie, niechęć do współpracy przy apologii dewiacyjnych zachowań lub nie dość czułe słówka pod adresem przesadnie drażliwych inwertytów.
 
Wielki Wschód i płaczliwi geje
Nowe zawitało niestety także do Polski. I trudno zgodnie z prawdą orzec, że nie można było tego przewidzieć. U progu lat 90., wśród licznych przybyszów, którzy zaczęli penetrować nasz kraj pod względem zasobności, atrakcyjności i (może przede wszystkim) podatności na rozmaite presje lub pokusy, znalazł się także Wielki Mistrz Wielkiego Wschodu Francji. Z tej niecodziennej okazji odbyło się nawet posiedzenie jakiejś „wybudzonej z uśpienia” polskiej loży.

Krótka migawka ze spotkania masonów pojawiła się też w dzienniku telewizyjnym, ale nie wspominałbym o sprawie, gdyby nie jedno zdanie, jakim poczęstował gospodarzy francuski wolnomularz, który zapytany o pozycję Kościoła katolickiego w demokratycznej Polsce odparł krótko: „Dotąd Kościół odgrywał rolę nader znaczącą, ale to się wkrótce zmieni”. Wtedy pomyślałem, że to jedynie przesadna chełpliwość, właściwa m.in. Gaskończykom, ale po latach jestem skłonny sądzić, że Wielki Mistrz wiedział coś, czego jako zbiorowość nadal nie jesteśmy skłonni przyjąć do wiadomości.
 
Jakąś dekadę później do redakcji Tygodnika Solidarność, w którym pracowałem, nadszedł płaczliwy w tonie faks (były kiedyś takie urządzenia) od Międzynarodowego Stowarzyszenia Gejów i Lesbijek na Rzecz Kultury w Polsce, które użalało się na materiał filmowy wyemitowany 8 czerwca 2003 przez stację telewizyjną Polsat.  Po wyrażeniu rytualnego „oburzenia i sprzeciwu wobec treści zawartych w paszkwilu” oczywiście „w imieniu polskiego środowiska lesbijek i gejów” międzynarodowi geje i lesbijki wyłożyli zaraz kawę na ławę. O co poszło? O program „Homoseksualizm – do wyleczenia”.

„Jesteśmy zdruzgotani faktem, że Państwa stacja w tak ohydny i stojący w sprzeczności ze współczesną wiedzą naukową sposób promuje pseudoterapię osób homoseksualnych. (...) Podpieranie się motywami religijnymi, stawiając je w opozycji wobec homoseksualizmu, jest naszym zdaniem głęboko poniżające i krzywdzące osoby homoseksualne... – wykładał dość sprawną polszczyzną racje tamtego środowiska ktoś, kto w podpisie wystukanego na firmowym papierze listu zamiast nazwiska użył magicznego słówka „Zarząd”.

Anonimowy skryba protestu do TV Polsat nie omieszkał pogrozić autorom programu sądem, zapowiedział też wystąpienie do ETPC. Retoryka aż za dobrze dziś znana, cały zestaw pozornie merytorycznej argumentacji też zdążył się już utrwalić w pamięci. Może zatem warto przypomnieć, że „wykreślenie homoseksualizmu ze spisu chorób czy zaburzeń psychicznych w USA” nastąpiło w roku 1973, czyli całkiem niedawno. Co więcej, stało się to w drodze referendum środowiska lekarzy-psychiatrów (5.816 fachowców było za, 3.817 przeciw), a nie w oparciu o szeroko zakrojone i rzetelne badania, których wyniki dałyby faktycznie naukowe podstawy do takiej decyzji.
 
Zagranica, ulica, co tam jeszcze...
Program, który wzburzył zarząd Międzynarodowego Stowarzyszenia Gejów i Lesbijek na Rzecz Kultury w Polsce, nadano w Polsacie 8 czerwca o północy, a już 9 czerwca po południu odpis listu protestacyjnego w tej sprawie dotarł (oczywiście via Polsat) do redakcji Tysola. Tempo imponujące, tylko pogratulować sprawności organizacyjnej. Komu? Oczywiście organizacji międzynarodowych gejów, a nie czynnikom odpowiedzialnym za to, żeby Polak-katolik mógł poczuć się we własnym mieście na festynie rodzinnym, w świątyni czy podczas procesji Bożego Ciała równie komfortowo i bezpiecznie. Żeby w miejscach, które są dla niego święte nie był narażony agresję zideologizowanej garstki hałaśliwych antykatolickich i antypolskich aktywistów. Żeby prowokacje obliczone na zakłócenie spokoju w kraju oraz związane z tym polityczne korzyści były udaremniane w zarodku. Żeby atak na katolickie sacrum stał się dla agresorów zwyczajnie nieopłacalny.

Tak, warto mieć świadomość, że błyskawiczne inicjatywy w stylu „zagranica pomoże” uruchomiono już dawno temu. Teraz jesteśmy w fazie gorącej ofensywy LGBTQ: kolejne ulice kolejnych miast i kaskadowo urządzane marsze-prowokacje. Te same hasła, podobne  kostiumy, często ci sami aktywiści... Dał przykład waginalny Gdańsk, była też świętokradcza Warszawa, Częstochowa, Lublin, Kielce, Rzeszów. Czy wiemy coś o karach dla profanatorek z Gdańska? Czy spadł choć jeden włos z głowy prowokatorów w Częstochowie? Czy w związku z zapowiedzią prezydenckiego tandemu Trzaskowski-Rabiej, że stołeczny ratusz zamierza dyskryminować firmy non-LGBTQ, prokuratura podjęła jakieś działania?
 
Jesteśmy w stanie kulturowej wojny, a dokładniej mówiąc, ulegamy jako kraj i państwo najazdowi szermierzy ideologii, która ma Polaków definitywnie przeformatować: oswoić z wrogą symboliką, przyzwyczaić do upokorzeń i zgorszeń, zniechęcić do odruchów protestu. Konwencja stambulska wciąż obowiązuje, bo ceną za jej wypowiedzenie, które stanowiło jedną z wyborczych obietnic Dobrej Zmiany, okazało się niestałe miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Do tego udział licznych ambasadorów w tęczowych marszach, bezceremonialne tweety pani Georgette Mosbacher... Może już dość?

Wiara ojców, tradycyjna obyczajowość to wciąż ważne elementy naszej narodowej tożsamości. Ale dziś jeszcze bardziej chyba idzie o poczucie, że to katolicka większość przywiązana do polskich tradycji nadal pozostaje gospodarzem we własnym kraju, że o tym, jak Polacy mają żyć, w co wierzyć i co robić, a czego nie robić, nie będą im dyktować żadni choćby najbardziej egzotyczni czy ekscentryczni przybysze w imię akurat modnych, przejściowych ideologii. Przed symboliczną przemocą z zewnątrz, przed możliwymi prowokacjami wspieranymi z zagranicy większość narodową winny chronić władze polskiego państwa. Poczucie bezpieczeństwa we własnym kraju, poczucie sprawiedliwości to sprawy szczególnie ważne. Gdy państwo abdykuje w tym zakresie, a jego instytucje nie radzą sobie z takimi problemami, zdesperowani obywatele biorą nieraz sprawy we własne ręce. Ale to nie jest dobre dla nikogo. Ani dla obywateli, ani dla władzy, nie wspominając już o państwie.
 
 
Waldemar Żyszkiewicz
 
(23 lipca 2019)


 

Polecane