[Tylko u nas] Michał Bruszewski: W walce z koronawirusem to Orban ma rację, a nie Bruksela

Z uwagi na pandemię koronawirusa węgierski premier Victor Orban przedłużył wprowadzony 11 marca „stan zagrożenia”. Europejskie salony zaatakowały Orbana, że zmierza po dyktatorską władzę. Głównie krytykowany jest styl władzy. Straszy się Stary Kontynent, iż Orban będzie rządził za pomocą dekretów oraz traktował jako przestępstwo tworzenie tzw. fakenewsów. To nie pierwszy raz gdy Budapeszt jest w ogniu krytyki brukselskiego mainstreamu. Orban jest workiem treningowym dla środowisk, które w trakcie pandemii zaprezentowały klasyczny unijny imposybilizm.
/ screen YouTube
Pandemia koronowirusa obnażyła bezwład Unii Europejskiej jako pewnego ideowo-dyplomatycznego konglomeratu. Reaktywność tego sojuszu była testowana najpierw we Włoszech a potem, kraj po kraju, na obszarze całej UE. Słuszna idea multilateralnej współpracy wygląda dzisiaj jak odbicie w krzywym lustrze. To nie przypadek, że Włosi palą unijne flagi lub względnie wyrzucają je na śmietnik. Poczuli się osamotnieni i zignorowani. W trakcie kryzysu każda stolica ratowała swoje podwórko i ciężko nawet mieć o to pretensje do tych wszystkich rządów. Geopolityka. Wygląda to jednak kabotyńsko gdy przypomni się słowa szefów europejskich rządów krytykujące „egoizm narodowy” i prące do integracji, zastąpienia sojuszu państw narodowych w bezpłciową zupę jednego unijnego superpaństwa. Okazało się, że nie utworzono żadnego państwa a tym bardziej nie jest ono „super”. W tym pierwszym aspekcie to akurat dobrze, gdyż same fundamenty idei były dystopijne ale zachowanie w postaci szabru maseczek pokazało in minus oblicze nie tyle mitycznej „solidarności europejskiej” ale braku ludzkich odruchów. I nawet to nie jest najgorsze. Zamiast siedzieć cicho po tej marcowej kompromitacji i spuścić nos na kwintę odświeżono stary sprawdzony worek bokserski w postaci ataków na rząd w Budapeszcie. To znowu Węgry są lejtmotywem nieustannej krytyki płynącej od strony europejskich elit.

Brytyjczycy mawiają za Henrym Temple, że państwa nie mają przyjaźni tylko interesy. Irracjonalna dla nich, więc będzie polsko-węgierska przyjaźń a więzy między naszymi państwami temu powiedzeniu po prostu zaprzeczają. Maksyma „Polak Węgier dwa bratanki” jest dla mnie podwójnie fenomenalna bo zaprzecza ona też determinizmowi geograficznemu, o tej przyjaźni nie decyduje przecież położenie na mapie. Niby bliskie, historycznie prawie sąsiedzkie ale jednak geostrategicznie odmienne, Węgry są w końcu bramą na Bałkany a Polska między młotem a kowadłem w sąsiedztwie Rosji i Niemiec. Chciałoby się powiedzieć gdzie Rzym a gdzie Krym. Jest, więc Victor Orban mimo tych wszystkich determinizmów „bratankiem” Polaków ale też „bratankiem” konserwatystów, ponieważ to Fidesz był wzorcem z Sevres dla konserwatywnej rewolucji, która przeszła przez Europę i Amerykę a socliberalne rządy zastąpiły kontestujące polityczną poprawność władze. Głosy na prawicy krytykujące Orbana – a takich nie zabraknie – nie zaprzeczą, że to właśnie Fidesz przecierał szlaki. Z miejsca stał się głównym obiektem większych lub mniejszych nieprzyjemności ze strony Brukseli. Jak widać pandemia nie jest powodem by takie ataki zawiesić. Warto przypomnieć o historii tego burzliwego romansu na linii Budapeszt - Bruksela bo odnoszę wrażenie, że gdyby Orban nie postawił na izolacjonistyczne tory w walce z COVID-19 zaatakowano by go z równą mocą, iż rozsiewa wirusy i wyłamuje się z – już dzisiaj – zgodnego nurtu, w którym państwa europejskie ograniczają poruszanie się swoich obywateli. Orban jest dla salonu czymś w rodzaju upiora wyciągniętego z szafy, którym straszy się neoliberalne dzieci. Dzisiaj po raz kolejny strzygę przezwano dyktatorem. 

Nie planuję bronić Fideszu we wszystkim. Jestem krytycznie nastawiony do wielowektorowej polityki Orbana, której dowodem są atomowe relacje z Władimirem Putinem. To już Orban musi sam odpowiedzieć Węgrom jak w kontekście niezabliźnionych ran z powstania 1956 roku spójna jest jego dzisiejsza polityka zagraniczna. Inaczej dzisiaj Budapeszt i Warszawa patrzą na Ukrainę – gdzie dla wielu Polaków jest to ostrzeżenie przed działaniami Rosji a dla Fideszu pierwsze skrzypce gra sprawa mniejszości węgierskiej. Chociaż oba bratnie narody funkcjonują w środku Europy to geopolityczna perspektywa nas w kilku miejscach różni. To nasza nadzieja, trochę zapatrywanie, że dobrze byłoby mieć Węgrów po swojej stronie w wielkiej geopolitycznej grze, na każdym odcinku. Udało się to niestety osiągnąć tylko połowicznie. Kuriozalnie brzmi, jednak analogiczna krytyka Madziarów ze strony Brukseli. To przecież unijne kręgi wymyśliły perpetuum mobile w postaci nieustannego kopania Węgrów po głowie aż Budapeszt zaczął się rozglądać za innymi sojuszami, za co oczywiście jest nadal bity. Węgrzy, co piszę z ubolewaniem, nie robią nic nadzwyczajnego, jeśli spojrzymy na relacje Niemiec i Rosji w kontekście Gazpromu. To istna geopolityczna kwadratura koła ale obiektywnie patrząc: na Orbanie i węgierskim rządzie nie ciąży nic co nie ciążyłoby na zachodnich rządach i unijnych władzach, zwłaszcza teraz, w obliczu działań przeciwko pandemii. Nie jest, więc Orban demokratą mniejszym niż unio-komisarze a dyktatorem większym niż euro-kanclerze. 

Oprócz znienawidzonego Orbana jest też drugi chochoł, wokół którego tańczą europejskie elity. To „niedobór liberalizmu”. Zastanawiające jest to jak osoby projektujące dzisiejszą Unię Europejską nie potrafią – lub nie chcą publicznie – dostrzec co stało za opisywaną w kontekście pandemii kompromitacją. Cały czas biję się z myślami czy europejskie elity scharakteryzować jako wytrawnych oszustów zakładających maski czy też po prostu głupców, którzy kwalifikują się jako reprezentatywna grupa z badań nad Efektem Dunninga-Krugera. To teoria w psychologii opisująca stan, w której osoby niekompetentne żyją święcie przekonane, iż są ekspertami. Być może sumarycznie to mieszanka tych dwóch światów. Gdy słyszę dzisiaj, że problemy Unii Europejskiej i jej porażka w dobie pandemii koronawirusa to efekt „niedoborów liberalizmu” zastanawiam się w co grają wypowiadający takie słowa. Zwłaszcza, że bez zająknięcia są w stanie na jednym wdechu pochwalić jak z problemem poradziła sobie Chińska Republika Ludowa. Samo słowo „liberalizm” co raz częściej pojawia się jako lek na koronawirusa, często mieszane z „demokracją”. Serum na chorobę ma być więcej „liberalnej demokracji” a jej niedobór stoi za problemami z pandemią. W taki sam sposób marksiści stworzyli swego czasu słownego potworka demoludów czyli „demokrację ludową”. Z republikanizmem opartym na głosie suwerena w postaci narodu nie ma to oczywiście nic wspólnego. To znany mechanizm, iż krytyka podróbki demokracji czyli demoludów czy libeludów oznacza w istocie, że krytyk niby to stanął w jednym szeregu z wszelkiej maści zamordystami. Krytykujesz liberalną demokrację czyliś kto? Dyktator i faszysta, bo każdy dyktator to faszysta by sparafrazować kultowy dialog z filmu Barei. Pal licho, że republikanizm będący tej podróbki zaprzeczeniem opiera się właśnie na esencji demokracji. Salonowe trendy na szczęście nad Wisłą nie znalazły poparcia. Samo słowo „liberalizm” jest nie do odwojowania w Polsce, ma pejoratywne znaczenie i kojarzy się naszym rodakom z upadającymi zakładami pracy. Nie jest to też mylna ocena. Polacy wbrew powszechnym opiniom mają dobre ucho do politycznych nowinek. Z liberalizmem jako takim jest jak z Yeti, wielu o nim głośno mówi ale mało kto jest w stanie ten obraz udokumentować. Inny liberalizm śnił się Adamowi Smithowi a inny śni się dzisiaj Donaldowi Tuskowi. Z hasła wiązanego z wolnościami prawnymi czy handlowymi opartymi przecież na zasadach chrześcijańskich wykoślawiono termin liberalizmu do obyczajowej samodestrukcji i gospodarczej parodii. Sam w tym felietonie użyłem słowny kalambur w postaci „socliberalizmu”, który jest w powszechnym użyciu w świecie naukowym definiującym polityczne doktryny. Mamy tych liberalizmów w różnych wariacjach zatankowanych pod korek. Żyjemy, więc w świecie, w którym za problemem z koronawirusem ma stać rzekomo węgierski dyktator oraz brak „liberalnej demokracji”. Wzorem i deską ratunkową w walce z COVID-19 ma być jednak chiński rząd śmiejący się zarówno z „liberalizmu” jak i z „demokracji”. Czego nie rozumiecie? 

Michał Bruszewski
 

 

POLECANE
Za pieniądze z SAFE sprzedamy naszą niepodległość tylko u nas
Za pieniądze z SAFE sprzedamy naszą niepodległość

W kwestii SAFE nie chodzi jedynie o horrendalną pożyczkę, którą spłacać będą przez ponad 40 lat kolejne pokolenia, ale o istnienie państwa polskiego jako samodzielnego, suwerennego podmiotu.

Iran uderzył w arabskie monarchie. Region może stworzyć nową koalicję przeciw Teheranowi tylko u nas
Iran uderzył w arabskie monarchie. Region może stworzyć nową koalicję przeciw Teheranowi

Relacje szyickiego Iranu z sunnickimi monarchiami arabskimi leżącymi po drugiej stronie Zatoki Perskiej nigdy do najlepszych nie należały. Jednak w ostatnich latach – przy mediacji Chin- doszło do pewnego resetu tych stosunków. Obecna wojna wszystko zaprzepaściła. Reżim ajatollahów walczy o życie i na ołtarzu tej walki o przetrwanie złożył relacje z Rijadem, Abu Zabi i innymi. Dlaczego podjął takie ryzyko?

Węgierski parlament odrzucił członkostwo Ukrainy w UE z ostatniej chwili
Węgierski parlament odrzucił członkostwo Ukrainy w UE

Węgierskie Zgromadzenie Narodowe przyjęło uchwałę odrzucającą członkostwo Ukrainy w UE, dalsze finansowanie wojny i wysiłki na rzecz przekształcenia Unii Europejskiej w sojusz wojskowy. Ustawa została przyjęta 142 głosami za, przy 28 głosach przeciw i 4 wstrzymujących się – poinformował na platformie X Zoltan Kovacs, rzecznik prasowy premiera Viktora Orbana.

Ekonomiści w szoku - potężny spadek w niemieckim przemyśle tylko u nas
Ekonomiści w szoku - potężny spadek w niemieckim przemyśle

W styczniu 2026 roku niemiecki przemysł doświadczył dramatycznego spadku zamówień, co zaskoczyło ekspertów i wzbudziło obawy o kondycję gospodarki. Według danych Federalnego Urzędu Statystycznego (Destatis), nowe zamówienia w sektorze przetwórczym spadły o 11,1% w porównaniu do grudnia 2025 roku.

Bogucki: Tusk chce spłacić 365 mld zł, czyli aż 180 mld zł kosztów unijnego SAFE z ostatniej chwili
Bogucki: Tusk chce spłacić 365 mld zł, czyli aż 180 mld zł kosztów unijnego SAFE

Tusk chce spłacić 365 miliardów zł, czyli aż 180 miliardów zł kosztów unijnego SAFE – napisał na platformie X szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki odnosząc się do planów Donalda Tuska zapożyczenia Polski w ramach SAFE.

Tusk chce przyjąć unijny SAFE w drodze uchwały gorące
Tusk chce przyjąć unijny SAFE w drodze uchwały

„Jeżeli pojawi się weto prezydenta, będziemy gotowi z projektem uchwały ws. SAFE” - zapowiedział premier Donald Tusk.

Kancelaria Prezydenta ujawnia ramy programu „Polski SAFE 0%” gorące
Kancelaria Prezydenta ujawnia ramy programu „Polski SAFE 0%”

Kancelaria Prezydenta przedstawiła we wtorek ramy programu „Polski SAFE 0%”.

Jeden z najwyższych urzędników Iranu grozi Trumpowi „wyeliminowaniem” z ostatniej chwili
Jeden z najwyższych urzędników Iranu grozi Trumpowi „wyeliminowaniem”

Jeden z najwyższych urzędników Iranu ostrzegł prezydenta Donalda Trumpa, aby “uważał, aby nie zostać wyeliminowanym” podczas operacji Epic Fury, amerykańskiego zaangażowania wojskowego mającego na celu zneutralizowanie najbardziej płodnego państwa terrorystycznego na świecie – poinformował portal Breitbart.

Komunikat dla mieszkańców woj. świętokrzyskiego z ostatniej chwili
Komunikat dla mieszkańców woj. świętokrzyskiego

Ostrzeżenie w województwie świętokrzyskim. Oszuści znów polują na osoby starsze metodami "na wnuczka", "na policjanta" lub "na pracownika banku".

Wypadek z udziałem minister kultury. Prokuratura chce umorzyć sprawę z ostatniej chwili
Wypadek z udziałem minister kultury. Prokuratura chce umorzyć sprawę

Prokuratura Rejonowa Warszawa Śródmieście w Warszawie skierowała w dniu 9 marca 2026 roku do Sądu Rejonowego dla Warszawy Śródmieścia w Warszawie wniosek o warunkowe umorzenie postępowania ws. wymuszenia pierwszeństwa przejazdu przez Martę Cienkowską i potrącenia przez nią motocyklisty.

REKLAMA

[Tylko u nas] Michał Bruszewski: W walce z koronawirusem to Orban ma rację, a nie Bruksela

Z uwagi na pandemię koronawirusa węgierski premier Victor Orban przedłużył wprowadzony 11 marca „stan zagrożenia”. Europejskie salony zaatakowały Orbana, że zmierza po dyktatorską władzę. Głównie krytykowany jest styl władzy. Straszy się Stary Kontynent, iż Orban będzie rządził za pomocą dekretów oraz traktował jako przestępstwo tworzenie tzw. fakenewsów. To nie pierwszy raz gdy Budapeszt jest w ogniu krytyki brukselskiego mainstreamu. Orban jest workiem treningowym dla środowisk, które w trakcie pandemii zaprezentowały klasyczny unijny imposybilizm.
/ screen YouTube
Pandemia koronowirusa obnażyła bezwład Unii Europejskiej jako pewnego ideowo-dyplomatycznego konglomeratu. Reaktywność tego sojuszu była testowana najpierw we Włoszech a potem, kraj po kraju, na obszarze całej UE. Słuszna idea multilateralnej współpracy wygląda dzisiaj jak odbicie w krzywym lustrze. To nie przypadek, że Włosi palą unijne flagi lub względnie wyrzucają je na śmietnik. Poczuli się osamotnieni i zignorowani. W trakcie kryzysu każda stolica ratowała swoje podwórko i ciężko nawet mieć o to pretensje do tych wszystkich rządów. Geopolityka. Wygląda to jednak kabotyńsko gdy przypomni się słowa szefów europejskich rządów krytykujące „egoizm narodowy” i prące do integracji, zastąpienia sojuszu państw narodowych w bezpłciową zupę jednego unijnego superpaństwa. Okazało się, że nie utworzono żadnego państwa a tym bardziej nie jest ono „super”. W tym pierwszym aspekcie to akurat dobrze, gdyż same fundamenty idei były dystopijne ale zachowanie w postaci szabru maseczek pokazało in minus oblicze nie tyle mitycznej „solidarności europejskiej” ale braku ludzkich odruchów. I nawet to nie jest najgorsze. Zamiast siedzieć cicho po tej marcowej kompromitacji i spuścić nos na kwintę odświeżono stary sprawdzony worek bokserski w postaci ataków na rząd w Budapeszcie. To znowu Węgry są lejtmotywem nieustannej krytyki płynącej od strony europejskich elit.

Brytyjczycy mawiają za Henrym Temple, że państwa nie mają przyjaźni tylko interesy. Irracjonalna dla nich, więc będzie polsko-węgierska przyjaźń a więzy między naszymi państwami temu powiedzeniu po prostu zaprzeczają. Maksyma „Polak Węgier dwa bratanki” jest dla mnie podwójnie fenomenalna bo zaprzecza ona też determinizmowi geograficznemu, o tej przyjaźni nie decyduje przecież położenie na mapie. Niby bliskie, historycznie prawie sąsiedzkie ale jednak geostrategicznie odmienne, Węgry są w końcu bramą na Bałkany a Polska między młotem a kowadłem w sąsiedztwie Rosji i Niemiec. Chciałoby się powiedzieć gdzie Rzym a gdzie Krym. Jest, więc Victor Orban mimo tych wszystkich determinizmów „bratankiem” Polaków ale też „bratankiem” konserwatystów, ponieważ to Fidesz był wzorcem z Sevres dla konserwatywnej rewolucji, która przeszła przez Europę i Amerykę a socliberalne rządy zastąpiły kontestujące polityczną poprawność władze. Głosy na prawicy krytykujące Orbana – a takich nie zabraknie – nie zaprzeczą, że to właśnie Fidesz przecierał szlaki. Z miejsca stał się głównym obiektem większych lub mniejszych nieprzyjemności ze strony Brukseli. Jak widać pandemia nie jest powodem by takie ataki zawiesić. Warto przypomnieć o historii tego burzliwego romansu na linii Budapeszt - Bruksela bo odnoszę wrażenie, że gdyby Orban nie postawił na izolacjonistyczne tory w walce z COVID-19 zaatakowano by go z równą mocą, iż rozsiewa wirusy i wyłamuje się z – już dzisiaj – zgodnego nurtu, w którym państwa europejskie ograniczają poruszanie się swoich obywateli. Orban jest dla salonu czymś w rodzaju upiora wyciągniętego z szafy, którym straszy się neoliberalne dzieci. Dzisiaj po raz kolejny strzygę przezwano dyktatorem. 

Nie planuję bronić Fideszu we wszystkim. Jestem krytycznie nastawiony do wielowektorowej polityki Orbana, której dowodem są atomowe relacje z Władimirem Putinem. To już Orban musi sam odpowiedzieć Węgrom jak w kontekście niezabliźnionych ran z powstania 1956 roku spójna jest jego dzisiejsza polityka zagraniczna. Inaczej dzisiaj Budapeszt i Warszawa patrzą na Ukrainę – gdzie dla wielu Polaków jest to ostrzeżenie przed działaniami Rosji a dla Fideszu pierwsze skrzypce gra sprawa mniejszości węgierskiej. Chociaż oba bratnie narody funkcjonują w środku Europy to geopolityczna perspektywa nas w kilku miejscach różni. To nasza nadzieja, trochę zapatrywanie, że dobrze byłoby mieć Węgrów po swojej stronie w wielkiej geopolitycznej grze, na każdym odcinku. Udało się to niestety osiągnąć tylko połowicznie. Kuriozalnie brzmi, jednak analogiczna krytyka Madziarów ze strony Brukseli. To przecież unijne kręgi wymyśliły perpetuum mobile w postaci nieustannego kopania Węgrów po głowie aż Budapeszt zaczął się rozglądać za innymi sojuszami, za co oczywiście jest nadal bity. Węgrzy, co piszę z ubolewaniem, nie robią nic nadzwyczajnego, jeśli spojrzymy na relacje Niemiec i Rosji w kontekście Gazpromu. To istna geopolityczna kwadratura koła ale obiektywnie patrząc: na Orbanie i węgierskim rządzie nie ciąży nic co nie ciążyłoby na zachodnich rządach i unijnych władzach, zwłaszcza teraz, w obliczu działań przeciwko pandemii. Nie jest, więc Orban demokratą mniejszym niż unio-komisarze a dyktatorem większym niż euro-kanclerze. 

Oprócz znienawidzonego Orbana jest też drugi chochoł, wokół którego tańczą europejskie elity. To „niedobór liberalizmu”. Zastanawiające jest to jak osoby projektujące dzisiejszą Unię Europejską nie potrafią – lub nie chcą publicznie – dostrzec co stało za opisywaną w kontekście pandemii kompromitacją. Cały czas biję się z myślami czy europejskie elity scharakteryzować jako wytrawnych oszustów zakładających maski czy też po prostu głupców, którzy kwalifikują się jako reprezentatywna grupa z badań nad Efektem Dunninga-Krugera. To teoria w psychologii opisująca stan, w której osoby niekompetentne żyją święcie przekonane, iż są ekspertami. Być może sumarycznie to mieszanka tych dwóch światów. Gdy słyszę dzisiaj, że problemy Unii Europejskiej i jej porażka w dobie pandemii koronawirusa to efekt „niedoborów liberalizmu” zastanawiam się w co grają wypowiadający takie słowa. Zwłaszcza, że bez zająknięcia są w stanie na jednym wdechu pochwalić jak z problemem poradziła sobie Chińska Republika Ludowa. Samo słowo „liberalizm” co raz częściej pojawia się jako lek na koronawirusa, często mieszane z „demokracją”. Serum na chorobę ma być więcej „liberalnej demokracji” a jej niedobór stoi za problemami z pandemią. W taki sam sposób marksiści stworzyli swego czasu słownego potworka demoludów czyli „demokrację ludową”. Z republikanizmem opartym na głosie suwerena w postaci narodu nie ma to oczywiście nic wspólnego. To znany mechanizm, iż krytyka podróbki demokracji czyli demoludów czy libeludów oznacza w istocie, że krytyk niby to stanął w jednym szeregu z wszelkiej maści zamordystami. Krytykujesz liberalną demokrację czyliś kto? Dyktator i faszysta, bo każdy dyktator to faszysta by sparafrazować kultowy dialog z filmu Barei. Pal licho, że republikanizm będący tej podróbki zaprzeczeniem opiera się właśnie na esencji demokracji. Salonowe trendy na szczęście nad Wisłą nie znalazły poparcia. Samo słowo „liberalizm” jest nie do odwojowania w Polsce, ma pejoratywne znaczenie i kojarzy się naszym rodakom z upadającymi zakładami pracy. Nie jest to też mylna ocena. Polacy wbrew powszechnym opiniom mają dobre ucho do politycznych nowinek. Z liberalizmem jako takim jest jak z Yeti, wielu o nim głośno mówi ale mało kto jest w stanie ten obraz udokumentować. Inny liberalizm śnił się Adamowi Smithowi a inny śni się dzisiaj Donaldowi Tuskowi. Z hasła wiązanego z wolnościami prawnymi czy handlowymi opartymi przecież na zasadach chrześcijańskich wykoślawiono termin liberalizmu do obyczajowej samodestrukcji i gospodarczej parodii. Sam w tym felietonie użyłem słowny kalambur w postaci „socliberalizmu”, który jest w powszechnym użyciu w świecie naukowym definiującym polityczne doktryny. Mamy tych liberalizmów w różnych wariacjach zatankowanych pod korek. Żyjemy, więc w świecie, w którym za problemem z koronawirusem ma stać rzekomo węgierski dyktator oraz brak „liberalnej demokracji”. Wzorem i deską ratunkową w walce z COVID-19 ma być jednak chiński rząd śmiejący się zarówno z „liberalizmu” jak i z „demokracji”. Czego nie rozumiecie? 

Michał Bruszewski
 


 

Polecane