Sprawa Gizeli Jagielskiej: Skuteczna presja normalsów
Co musisz wiedzieć:
- Przykład Gizeli Jagielskiej pokazuje, jaką siłę ma świadome, dobrze zorganizowane społeczeństwo, które posiada ugruntowany system wartości.
- Postaci pokroju Gizeli Jagielskiej czy nauczycielki języka angielskiego z Kielna, która wyrzuciła do kubła powieszony przez uczniów krzyż, czeka infamia.
- Politycy rządzącej koalicji dwoją się i troją, by tylnymi drzwiami, oknem, a nawet lufcikiem zalegalizować w Polsce aborcję.
Im bardziej walczące feministki biorą ją na sztandary, tym większa presja wywierana jest na dyrektorów szpitali, by jej nie zatrudniać. Ostatecznie los szefów takich placówek zależy od politycznego układu w samorządzie. Lokalni politycy doskonale wiedzą, że zatrudnienie tak kontrowersyjnego lekarza jak Gizela Jagielska to same kłopoty: zainteresowanie mediów, protesty środowisk pro-life, konflikt z Kościołem katolickim (nawet jeśli nie wprost, to z pewnością kuluarowo), a przede wszystkim wściekłość wyborców, którzy nie tolerują osób szczycących się usuwaniem nienarodzonych dzieci. Innymi słowy – Jagielska to możliwe problemy społeczne, towarzyskie i wyborcze nawet w miejscach, w których rządzi Koalicja Obywatelska. Żaden z polityków nie będzie ryzykował kariery dla lekarki porównywanej w mediach społecznościowych do perfidnych, nazistowskich zbrodniarzy.
Gdy więc tygodnik „Wysokie Obcasy” wyróżnił Gizelę Jagielską, umieszczając ją w gronie „50 śmiałych 2025”, to w rzeczywistości wbijał kolejny gwóźdź do jej zawodowej trumny. Przypomniał, że zasługi lekarki polegają na omijaniu ustawy o planowaniu rodziny, czyli innymi słowy – zabijaniu nienarodzonych dzieci w ten sposób, by prokuratura nie wszczynała śledztwa.
- W Wielkiej Brytanii na katolicyzm przeszło już 700 anglikańskich duchownych, w tym 16 biskupów
- Mjr Rocco Spencer o zarzutach dla żołnierza: Wojsko musi stanąć i dać tym kretynom znać, że to oni dowodzą
- Prof. Piotrowski: Umowa UE – Mercosur jest sprzeczna z polską konstytucją
- Mercosur: Większe ziarna i tańsze kurczaki
- Krzysztof Fal powołany do Rady Branżowego Centrum Umiejętności Lotniczych
Jakkolwiek dla wąskiego kręgu aktywistek zgromadzonych wokół „Gazety Wyborczej” to niewątpliwa zasługa, ludzie posiadający sumienie i niezwichrowany system wartości odbierają to „wyróżnienie” jako objaw moralnego upadku. Przeciętny człowiek ciągle wierzy, że lekarz powinien zajmować się ratowaniem życia, a nie upajaniem się zabijaniem.
Zło, choć tolerowane
Politycy rządzącej koalicji dwoją się i troją, by tylnymi drzwiami, oknem, a nawet lufcikiem zalegalizować w Polsce aborcję. Gdy umożliwili aptekom pilotażową sprzedaż tabletek „dzień po”, okazało się, że większość placówek odmówiła. Przyczyn było wiele: światopogląd aptekarzy, fachowa wiedza o wyjątkowo szkodliwym działaniu tabletki, niejasne przepisy prawne, ale też niechęć do narażania się lokalnym społecznościom, w których aborcja – także w tej formie – nie jest akceptowana.
Na rynku farmaceutycznym panuje duża konkurencja i obawa przed bojkotem jest bardzo realna. Wprowadzając do sprzedaży ten medykament, bardzo dużo można stracić, a zyskać niewiele. Po co więc się narażać? Dlatego rządowy projekt okazał się klapą.
Kolejnym pomysłem było umożliwienie dokonania zabiegu usunięcia ciąży z powodów złego stanu zdrowia psychicznego. Czołowi politycy rządzącej koalicji nawet nie ukrywali, że to furtka do zalegalizowania aborcji. I rzeczywiście szybko powstała sieć: wiadomo, do którego psychiatry kobieta powinna iść, by uzyskać odpowiednie zaświadczenie, oraz gdzie z takim dokumentem można już legalnie wykonać zabieg.
Wszystko to jednak odbywa się po cichu, by nie przykuwać uwagi opinii publicznej. Przecież nawet większość tych, którzy akceptują usuwanie ciąży, traktują to jako zło. Godzą się na to, ale nie uznają za powód do chluby. Wiele kobiet, które mają za sobą takie doświadczenie, przyznaje, że z tą traumą zmaga się przez następne lata życia.
Jedynie najbardziej radykalne i walczące z tradycyjnym systemem wartości aktywistki wychodzą na ulice z transparentami „Aborcja jest OK” albo organizują wystawy „Twarze aborcji”, na których kobiety chwalą się zabiciem własnych, nienarodzonych dzieci.
Radość zabijania
Gizela Jagielska przesunęła jednak tę granicę dużo dalej. Z usuwania ciąży zrobiła rodzaj przedstawienia. Na swoim blogu prezentowała narzędzia, jakich używa do aborcji w różnych stadiach rozwoju dzieci. Opowiadała o tym tak, jakby uwalniała kobiety od pasożytów lub śmiertelnej choroby.
W głośnym przypadku uśmiercenia za pomocą zastrzyku z chlorku potasu chłopca o imieniu Felek, który mógłby już żyć samodzielnie, mieliśmy do czynienia z akcją propagandową, którą opisała – zresztą z dumą – „Gazeta Wyborcza”, z pewnością wierząc, że przysłuży się Gizeli Jagielskiej i legalizacji aborcji. Stało się jednak odwrotnie. Okazało się, że lekarz ze szpitala w Łodzi, gdzie prowadzona była ciąża, odmówił zabicia Felka, który cierpiał na wrodzoną łamliwość kości. Ginekolog miał stwierdzić, że nie dokona zabiegu, „gdyż nie jest mordercą”.
Zdaniem łódzkich specjalistów współczesna medycyna mogłaby zapewnić Felkowi w miarę normalne życie, gdyż chłopiec nie był upośledzony umysłowo. Matka namówiona jednak przez proaborcyjnych prawników pojechała do Oleśnicy, gdzie Gizela Jagielska wstrzyknęła chlorek potasu w serce dziecka. Co więcej, nie chciała zachować tego w tajemnicy, ale pragnęła pochwalić się dokonaniem i własną odwagą. Tyle tylko że świat lewicowych radykałów to margines życia społecznego. Najpierw pojawiły się media, które zainteresowały się zabiciem chłopca. Następnie zaczęły się protesty środowisk chroniących życie, później zjawił się Grzegorz Braun, który dokonał obywatelskiego zatrzymania lekarki. Gizela Jagielska stała się sławna. Chyba nie zdawała sobie sprawy, jakie będą konsekwencje tego rodzaju popularności.
Protesty nie ustawały, presja społeczna się nasilała, a jej kończył się kontrakt. Straciła pracę, bo nikt jej już nie chciał, a zwłaszcza nie chciał problemów. Miała dostać posadę w Ostrzeszowie (Wielkopolska), ale gdy sprawa się wydała, natychmiast i tam wybuchły protesty. W efekcie dyrektor szpitala wycofał się z propozycji. Gdy gruchnęła wieść o tym, że ma ją przyjąć do pracy placówka w Opolu, zjawili się tam ludzie z różańcami, rozdzwoniły się telefony, pojawiły się głosy sprzeciwu. Dyrektor szpitala ostatecznie zdementowała informację i przyznała, że nigdy nie zamierzała jej zatrudniać i nie prowadziła w tej sprawie rozmów.
Sama Jagielska po wyróżnieniu przez „Wysokie Obcasy” przyznała: – Mam tylko jedno noworoczne życzenie – móc kontynuować to, w co głęboko wierzę. Mimo że kosztowało mnie to już wiele. No i właśnie w tym jest problem. Zwykli Polacy pragną, by tego nie kontynuowała.
Klęska radykalnej lewicy
Przykład Gizeli Jagielskiej pokazuje, jaką siłę ma świadome, dobrze zorganizowane społeczeństwo, które posiada ugruntowany system wartości. Lokalni i centralni politycy doskonale zdają sobie sprawę z tego, że żadne radyklane rozwiązania nie są w Polsce akceptowane. Ani z jednej, ani z drugiej strony. Tak jak PiS zapłaciło wysoką cenę polityczną za zaostrzanie ustawy o planowaniu rodziny, tak nieakceptowane społecznie jest traktowanie aborcji jak zwykłego środka antykoncepcyjnego. Polacy nigdy nie lubili ekstremalnych poglądów oraz głoszących ich polityków. Dlatego nigdy na dobre nie zadomowił się tu żaden totalitaryzm, a komunizm upadł, gdy przestały go wspierać sowieckie tanki.
Postaci pokroju Gizeli Jagielskiej czy nauczycielki języka angielskiego z Kielna, która wyrzuciła do kubła powieszony przez uczniów krzyż, czeka infamia. Mogą jedynie dołączyć do skrajnie lewicowych organizacji, które walczą z wiarą chrześcijańską, Dekalogiem, tradycyjnym systemem wartości oraz próbują za pomocą terroru medialnego zmieniać społeczne normy. Jednak i tu pole do działania stało się bardzo ograniczone, bo feministki nie chcą się dzielić kasą z grantów.
Charakterystyczne jest przecież, że ostatecznie kontrowersyjna ginekolog z Oleśnicy nie uzyskała żadnej pomocy od awangardy warszawskich feministek. Krzyczące aktywistki wzięły ją na sztandary, wykorzystały do politycznej naparzanki, a na koniec wypluły i zostawiły samą sobie. Gizela Jagielska stała się niepotrzebna. Jest obciążeniem i nikt – poza „Gazetą Wyborczą” i garstką ekstremistek – nie chce się do niej przyznać. Znajomość z nią może tylko zaszkodzić. To dowód, jak politycy na wszystkich szczeblach boją się zwykłych ludzi.
Papka z mózgu
Jednak nie oszukujmy się. Lewica doskonale rozumie przyczyny przegranej bitwy. Wie, że dopóki Polacy są przywiązani do tradycyjnych wartości, projekt polegający na zmianie zbiorowej świadomości jest skazany na klęskę. Dlatego uderzają w najmłodszych.
Zmiany w szkolnictwie, które programuje minister edukacji Barbara Nowacka, mają na celu właśnie przerwanie międzypokoleniowej ciągłości systemu wartości. Przeformatowanie kodu kulturowego i zrobienie z mózgów uczniów lewicowej papki. W końcu to przecież państwo w dużej mierze wyznacza normy. Jeśli tworzone przez nie prawo mówi, że aborcja jest złem, to większość społeczeństwa prędzej czy później uznaje tę zasadę. Widać to dokładnie po ewolucji nastawienia Polaków do usuwania ciąży. Jeżeli jednak otwarcie walczy z religią i wbrew umowom międzynarodowym ogranicza nauczanie tego przedmiotu w szkole, to wyznacza kolejną normę, zgodnie z którą przedmiot ten staje się nieważny. Wręcz obciachowy. Skandaliczny incydent w Kielnie zdarzył się właśnie teraz, gdy projekt „opiłowywania katolików” został wprowadzony w życie. Krzyż przestaje być symbolem kulturowym, a ma być sprowadzony wyłącznie do religii. Neomarksiści mówią, że to krok w kierunku państwa laickiego, ale w rzeczywistości chodzi o eliminację chrześcijaństwa z życia publicznego. Historia uczy nas, że zawsze była to droga do totalitaryzmów, w których można było zabijać zastrzykiem w serce z chlorku potasu.




