Szukaj
Konto

Felieton "TS". Mieczysław Gil: Lekcje wychowania

23.08.2018 22:13
Felieton "TS". Mieczysław Gil: Lekcje wychowania
Źródło: screen YT
Komentarzy: 0
Znajoma z przebywającą u niej na wakacjach wnuczką obejrzała w niemieckiej państwowej telewizji program dla dzieci. Czego się dowiedziała? Ano tego, że w Afryce są biedne dzieci i my im pomagamy. Niestety, w Europie są też dwa kraje, którym los tych dzieci jest obojętny. To Węgry i Polska. Trudno o skuteczniejszą „lekcję wychowania”.
Jakkolwiek cynicznie to brzmi, zdjęcie z 2015 r. przedstawiające martwego chłopczyka, który miał utonąć podczas próby przedostania się do Europy, się opatrzyło. W 2018 r. nie wywołuje już odruchu współczucia i chęci niesienia pomocy. Odbiorcy trzeba nieustannie podsuwać nowe, wyraziste obrazy. Jeśli stacja telewizyjna wyjdzie przy tym na plusie, w sensie oglądalności i budżetu, to tym lepiej. Od działalności charytatywnej jest ksiądz Waldemar Cisło, Caritas czy minister Beata Kempa. Doświadczonemu w swym zawodzie Piotrowi Kraśce TVN powierzył prowadzenie reality show "Wracajcie, skąd przyszliście". Trwa obróbka zebranego materiału. Ma to być konfrontacja zwolenników i przeciwników przyjmowania imigrantów.

"Wracajcie, skąd przyszliście" to raczej nie równoważenie racji, co rozprawa z jedną z nich. Kulisy produkcji są takie: szóstka uczestników przemierza szlak, który pokonują uchodźcy. Trafiają do obozu dla uchodźców i na łodzie przemytników. Są bez portfeli, telefonów i paszportów. Po co to podrasowanie rzeczywistości? Media zgodnie relacjonowały, że całe rodziny składały się na opłacanie przemytniczej mafii, byle tylko wytypowany członek rodziny mógł dotrzeć do Europy. Telefony, i to niezgorsze, też mieli, a paszporty sami wyrzucali, by służbom trudno było ustalić ich wiek (dobrze widziani nieletni) i kraj pochodzenia. Krew ścina się w żyłach, gdy pomyśli się, co ekipa TVN musiała przejść przez te trzy tygodnie podszywania pod cudzy los.

Pytanie o etyczny walor "przebieranki" jest retoryczne. P. Kraśko twierdzi, że z kanapy na Żoliborzu nie zrozumie się tragedii tych ludzi. A z perspektywy starannie wyreżyserowanego, bo jakby mogło być inaczej, programu z tezą? Wykorzystywanie cudzego tragicznego losu przypomina mi mało chwalebny pomysł praktykowany przez organizatorów wycieczek po Kapsztadzie. "Obiady w slamsach", a właściwie na ich obrzeżach. Kordon ochroniarzy gwarantuje całkowite bezpieczeństwo. Stoły nakryte tu i ówdzie przedartą ceratą dają ułudę siermiężności. Maniok - poczucie stopienia się z otoczeniem. Mało który turysta zapyta, czy wielodaniowy obiad z kilkoma rodzajami mięs, który dostaje na nieco wyszczerbionej porcelanie, jest miejscową codziennością. Nie zapyta, bo i po co?

Mieczysław Gil

Artykuł pochodzi z najnowszego numeru "TS" (34/2018) do kupienia w wersji cyfrowej tutaj.
Komentarzy: 0
Data publikacji: 23.08.2018 22:13