[Tylko u nas] Prof. Marek Jan Chodakiewicz: Terror i rewolucja

Ekstremizm postaw i polaryzacja społeczna w Rosji osiągnęła zenit najpierw w czasie rewolucji 1905 r. Mordy nie dotyczyły już tylko przedstawicieli władz i im podobnych. Tym razem kategoria przypadkowych ofiar skurczyła się gwałtownie. Wszyscy „wrogowie ludu” mieli drżeć przed zemstą ekstremistów. Nie było niewinnych. Wszystkich burżujów trzeba „poddać bezwzględnej eksterminacji”.
Ilja Riepin 17 października 1905
Ilja Riepin 17 października 1905 / Wikipedia domena publiczna
A ich dobra „bojownik o wolność” powinien rabować. Tutaj właśnie działalność kryminalna najlepiej zlewała się z polityczną. Anna Geifman w „Death Orders: The Vanguard of Modern Terrorism in Revolutionary Russia” [„Zakony śmierci: Czołówka nowoczesnego terroryzmu w rewolucyjnej Rosji”, Santa Barbara, CA, Denver, CO, and Oxford: Praeger, an imprint of ABC-CLIO, Inc., 2010], podkreśla, że dla ekstremistów ciężka praca była złem, bo wspomagała „wyzysk burżuazyjny”. Z drugiej strony, „bandytyzm był «społecznie postępowy»” (s. 81). To właśnie wtedy, w okresie rewolucji 1905 r., w sposób pionierski rozwinięto strategiczne koncepcje „rewolucyjnego bandytyzmu”, czyli rabowania, aby utrzymać się w polu, oraz „czyszczenia terenu z reakcji”, czyli mordowania tradycyjnych elit. Te dwa podejścia służą ekstremistom do dziś.

Praca Geifman z zakresu psychohistorii jest komparatystyczna. Dotyczy głównie Rosji od XIX do XX w., ale autorka robi też cenne odniesienia porównawcze do całego świata, a szczególnie Bliskiego Wschodu. Celem psychohistorii Geifman jest demitologizacja terrorystów, pozbawienie ich aury bojowników o wolność, altruistów. Autorka uważa, że terroryści są swoimi pierwszymi ofiarami (s. 7). Podkreśla zlewanie się zjawisk bandytyzmu i terroryzmu (s. 8). Jednocześnie ich przywódcy tworzą specyficzną „kulturę śmierci” (s. 9). Geifman ustaliła również, że rewolucyjni terroryści zwykle dostają poparcie liberałów – moralne, ale również finansowe. Wśród pomocników radykałów szczególnie odznaczają się postępowi sędziowie i prawnicy oraz dziennikarze (s. 37).

Wszystkich właściwie rewolucjonistów podniecał slogan „śmierć burżujom”. Anarchokomuniści wzywali jednak do „bezmotywowego terroru”. Spowodowało to rozszerzenie zasięgu przemocy. „W końcu anarchiści-indywidualiści oznajmili, że wolno było im zabić, kogo chcieli, nawet jeśli celem było osiągnięcie osobistej satysfakcji”. Na celowniku znalazł się każdy, kto mógł podpaść jako „baryń” (pan). Powodem do rewolucyjnego mordu mogło być odróżnianie się od przeciętnego robotnika ubraniem czy okularami. „Wystarczyło, że ktoś miał zegarek, aby podpadać jako burżuj, któremu należy się kula... Wrzucali bomby do tramwajów dlatego, że pasażerów przypuszczalnie stać było na bilety”. 14 listopada 1905 r. terroryści wrzucili bombę do kawiarni hotelu Bristol, w czasie gdy miały tam zwyczaj przychodzić rodziny z dziećmi. Obok trupów pozostawili po sobie ulotki wyjaśniające cel ataku: „Aby zobaczyć, jak podły burżuj będzie się wił w przedśmiertnej agonii” (s. 42-43).

Taki ekstremizm to nie tylko domena anarchistów czy eserów, ale również ortodoksyjnych marksistów, takich na przykład jak socjaldemokratyczni bundyści – według Geifman.

„Sferą wpływów Bundu była zona osiedlenia żydowskiego, albo w samych żydowskich osadach, albo blisko nich. W miejscowościach takich jak Homel, Bobrujsk, Wilno oraz w innych centrach żydowskiego życia bundyści byli aktywnymi sprawcami terrorystycznej przemocy, mimo że trudno im było współzawodniczyć w codziennych dokonaniach terrorystycznych przeprowadzanych pod czarną banderą anarchizmu. Z drugiej strony, działania bojowe Bundu w Odessie cieszyły się większym sukcesem niż SR-ów [Partia Socjalistów-Rewolucjonistów], ich głównego rywala miejscowego we współzawodnictwie o chwałę rewolucyjną. Tak jak inni szeregowi SD-eci [Socjaldemokraci], bundyści właściwie nic nie wiedzieli o marksizmie i tyleż obchodziła ich ideologia ich partii; również nie uznawali partyjnego zakazu uciekania się do terroru za przeszkodę do prowadzenia takiej kampanii przemocy” (s. 64).

Z mniejszym bądź większym szczęściem rewolucjoniści rekrutowali aktywnie bądź otwierali swoje szeregi na większych i mniejszych kryminalistów. Od kogo lepiej nauczyć się było można techniki podziemia przestępczego? Kto wiedział lepiej, jak chować się, tworzyć meliny i sekretne magazyny, fałszować papiery, pieniądze i inne dokumenty, urządzać zasadzki, napadać na banki, konwoje z pieniędzmi czy więźniami, bądź miał opanowane świetnie techniki zabijania – od trucizny, przez pałowanie i wieszanie, aż do strzelania i rzucania bomb? To wszystko znalazło świetne zastosowanie w robocie rewolucyjnej.

Naturalnie podkreślmy ponownie, że uniwersalne patologie rewolucji dotyczyły wszystkich rewolucjonistów. Z Polaków Józef Piłsudski („Ziuk”) oraz jego towarzysze z Organizacji Bojowej PPS wybijali się, jeśli chodzi o tzw. eksy oraz inne ekscesy. Przynajmniej ich napady nie były straszliwie krwawe. Przebił ich wszystkich najsroższy bandyta kaukaski, Simon Arszaki Ter-Petrosian („Kamo”), który przystąpił do rosyjskich socjaldemokratów, a upodobał sobie frakcję bolszewicką, gdzie oddawał swoje usługi. Nie tylko potrafił masowo mordować niewinnych cywilów przy napadach, ale nawet był autorem krwawych pomysłów kontrwywiadowczych opartych na rewolucyjnej prowokacji.

Na pokrewnym polu w środowisku żydowskich rewolucjonistów zasłynął Mosiek Szpindler (Mosha Shpindler) vel Moisze Grodner („Złota Rączka”). Jego specjalizacją były włamania. Po pewnym czasie przyłączył się do anarchistów. Jego towarzysze przyznawali, że Szpindler właściwie nie bardzo wyznawał się na partyjnej ideologii czy teorii. Po prostu podobał mu się chaos i życie doraźne, bez planów. Zasłynął odwagą w wielu brawurowych akcjach. W środku Białegostoku przeprowadził wraz z towarzyszami nieudany zamach bombowy na generała-gubernatora grodzieńskiego Bogajewskiego. Udało mu się jednak poranić woźnicę gubernatorskiego powozu, a eksplozja spowodowała, że wokół posypały się szyby. Uwolnił z konwoju aresztowanego towarzysza, raniąc kilku żołnierzy. Najlepiej poszło mu zabijanie prawdziwych czy domniemanych prowokatorów Ochrany w Grodnie. Otoczony przez policję Szpindler ostrzeliwał się, a ostatnią kulę zachował dla siebie.

Z drugiej strony relatywnie dość przeciętną osobowością wśród ekstremistów był Solomon Ryss („Mortimer”). Sfałszował świadectwo ukończenia gimnazjum i musiał uciekać na zachód. Tam parał się okradaniem bibliotek i sprzedawaniem tak nabytych białych kruków. Gdy grunt zaczął mu się palić pod stopami, wrócił do objętej ogniem rewolucji Rosji w 1906 r. Wstąpił do „Maksymalistów” – skrajnego skrzydła SR-ów. Usiłował obrabować spółdzielnię robotniczą, ale złapano go na gorącym uczynku. Aby uniknąć kary, zdecydował się donosić do Ochrany na swych towarzyszy. Tym z kolei powiedział, że zinfiltrował tajną policję i karmi ich kłamstwami o rewolucjonistach. W rzeczywistości kłamał i jednym, i drugim. Urwał się policji i wrócił do podziemia, tam kontynuował działalność ekspropriacyjną i pokrewną. Władze rosyjskie ujęły go w 1907 r. i powiesiły.
Jak wspomnieliśmy, przynajmniej w niektórych wypadkach dochodziło do manipulacji osobami słabymi psychicznie, potrzebującymi czy zagubionymi. Rozpacz i megalomania łączyły się w jedno, aby pchnąć nieszczęśliwą osobę w objęcia rewolucji. Fantazje wikłały się z rzeczywistością, przynosząc poważne konsekwencje. Na przykład w 1906 r. urażony rzekomo złym traktowaniem swojej sympatii przez własną matkę 16-letni Leibiś (Leibish) Rappaport uciekł z domu w Jekaterynosławiu. Początkowo chciał popełnić samobójstwo, ale potem zdecydował się na przystąpienie do organizacji rewolucyjnej. Napisał list do matki, chwaląc się, że ma zamiar przeprowadzić szeroko zakrojoną operację terrorystyczną, oraz strasząc: „będę miał przyjemność strzelić w łeb starej raszpli”, czyli matce. Fałszywie przyznał się do zamordowania miejscowego gubernatora carskiego. Został aresztowany i skazany na 12 lat. Tylko herkulesowe wysiłki matki pomogły wywalczyć jego zwolnienie z psychiatrycznego więzienia zaledwie po 3 latach.

Czasami takiego typu ludzie zupełnie przypadkowo pojawiali się w zasięgu działań ekstremistów i byli przez nich wciągani do czerwonej roboty. Czołowi przywódcy rewolucyjni nowego pokolenia zwykle nie plamili sobie rąk robotą terrorystyczną. Pracowali koncepcyjnie, zajmowali się abstrakcyjnymi schematami utopijnymi oraz przekonywali innych, aby wprowadzali je na różny sposób w życie. Geifman tłumaczy: „Dla przywódcy terrorystycznego najbardziej pożądanym rekrutem był ktoś z nielicznymi – albo wręcz z żadnymi – więzami emocjonalnymi czy symbolicznymi znaczeniami. Dwudziestoletni Lejba Sikorskij był idealnym kandydatem jako typowa «osoba wykorzeniona», która przystąpiła do zespołu terrorystycznego Savinkova trzy dni przed zamachem na [ministra spraw wewnętrznych Wiaczesława hr.] Plehve. Zostawił swych rodziców w zonie osadnictwa żydowskiego i bez grosza przy duszy przybył do Petersburga. Mówił kiepsko po rosyjsku oraz czuł się przestraszony i zagubiony w wielkim mieście. Jedyną osobą, którą znał w stolicy, był bojowiec SR, który go zarekomendował do Savinkova. Szef terrorystów dał mu sto rubli – kwotę, której Sikorskij nigdy w życiu nie widział – i mianował go rezerwowym miotaczem bomb. Savinkov miał w nosie polityczne credo tego neofity” (s. 61). Plehve zginął naturalnie z ręki bojówkarzy, a konkretnie zabił go SR Igor Sazonov 25 lipca 1904 r.

Inna technika, którą od terrorystów imperium carów przejęli współcześni, to prowokacja – ulubiona broń w arsenale Ochrany. W 1911 r., aby pozbyć się agentów tajnej policji z szeregów rewolucyjnych, jak również niewystarczająco twardych ekstremistów, „Kamo” proponował, że przebierze swoich bandytów za żandarmów i aresztuje wybranych rewolucjonistów. Następnie będzie ich torturował; ktokolwiek się złamie i przyzna do współpracy z policją czy też zgodzi się współpracować, zostanie zabity. Lenin się wahał, ale reszta przywództwa bolszewickiego wtedy jeszcze nie zdecydowała się na tak drastyczny krok (s. 85). W końcu podczas wojny domowej w Rosji, w 1919 r., „Kamo” miał możność wdrożyć swoje pomysły w życie. Na poligonie zaaranżował, aby jego krasnoarmiejcy dostali się do niewoli Białych, a właściwie bolszewików udających kontrrewolucjonistów. Jeńców biczowano, torturowano oraz postawiono pod szubienicą. Niektórzy się załamali, „«Kamo» był w siódmym niebie” (s. 132). Jego metoda kontrwywiadowcza okazała się niezawodna, bo tylko „prawdziwi komuniści” się nie załamali.

I w końcu przyjrzyjmy się mentalności niektórych przywódców terrorystycznych. Na przykład SR Igor Sazonov, zabójca Plehvego, widział w sobie i swych współtowarzyszach naśladowcę Jezusa. Upierał się, że socjaliści to chrześcijanie. „Chcą, aby królestwo Chrystusa zstąpiło na ziemię... Gdy mój nauczyciel powiedział mi, żebym wziął krzyż i za nim szedł... to przecież nie mogłem porzucić swego krzyża” (s. 140). Inna towarzyszka głosiła płomienne kazania apokaliptyczne: „Słuchajcie, Bracia! Bierzcie broń w swe dłonie i idźcie za tymi, co was do bitwy wzywają. Idźcie i będziecie zbawieni. Grzeszni powstaną przeciw wam i zgromadzą swoje siły, ale nie lękajcie się: was jest wielu, setki razy tylu, ilu ich. Bóg stanie po waszej stronie i pomoże wam. Ci z was, którzy będą cierpieć czy zginą w walce o sprawiedliwość i wolność, zwać się będą świętymi, a sam Bóg weźmie ich dusze do Nieba” (s. 140).

A oto kilka obrazków współczesnych „Klasyczny akt, który zawsze pozostanie w kronikach nowoczesnego dramatu politycznego, nastąpił w Kairze 28 listopada 1971 r.: po tym jak komandos Czarnego Września zastrzelił premiera Jordanii [Uafsi/Wafsi al-Tal] w holu hotelu Sheraton, współzabójca Momzer Khalifa ukląkł i językiem zlizywał krew ofiary, która lała się z jego piersi po marmurowej podłodze” (s. 67).
A w Palestynie i Izraelu: „Arabscy ekstremiści zastraszają ludność cywilną pod swoją kontrolą przez «procesy pokazowe» rzekomych izraelskich «szpiegów i kolaborantów», na których się bez ceregieli wykonuje egzekucje przez powieszenie czy rozstrzelanie... Fotografie pokazują terrorystów ciągnących pokaleczone zwłoki rzekomych kolaborantów po bruku i reakcję przechodniów... Obywatele widzieli dużo gorsze rzeczy – przerażające sceny, na przykład młodzieńca pokazującego ociekające krwią serce wyrwane z ciała martwego rodaka na oczach tłuszczy popleczników tańczących i cieszących się z tego... Podczas walk w Gazie w 2009 r. używanie dzieci jako żywych tarcz stało się znakiem rozpoznawczym Hamasu – to fakt, którym się jego przywódcy chwalą” (s. 52, 55).

I w Iraku, gdzie autorka zwróciła uwagę na praktykę podobną do tej, której błogosławił Lenin, aby wykorzystać umysłowo chorych do swych terrorystycznych celów: „Nie wydaje się całkowicie oryginalny pomysł, aby wyzyskać dla potrzeb terroryzmu dwie Irakijki z zespołem Downa: na owe «nienormalne panie» założono ładunki wybuchowe kontrolowane zdalnie i wysłano je na bagdacki rynek rankiem 8 lutego 2008 r. Zginęło przynajmniej 99 osób” (s. 131).

Ekstremalna retoryka jest również obecna dziś. Egipski imam Muhammad Hussein Ya’qoub stwierdził: „Będziemy z nimi walczyć, pobijemy ich oraz zniszczymy ich, aż ani jeden Żyd nie pozostanie na powierzchni Ziemi” (s. 164). Imam z organizacji Hezbollah wydał następującą fatwę w latach 80.: „Produkujemy narkotyki dla Szatana Ameryki i Żydów. Jeśli nie możemy ich zabić z karabinów, to zabijemy ich narkotykami” (s. 87). Ali Benhadż (Benhadj vel Belhadj) z Algierii stwierdził: „Jeśli religia, wierzenie, nie jest podlana i nawodniona krwią, nie wzrasta. Nie żyje. Pryncypia są wzmacniane poświęceniami, operacjami samobójczymi i męczeństwem dla Allaha. Wiarę propaguje się, licząc trupy codziennie, poprzez dodawanie do siebie masakr i rzezi” (s. 154). Jaka jest tutaj różnica z utopijnymi sloganami nienawiści socjalistycznej czy anarchistycznej walki klas?

Anna Geifman to pionierka komparatystyki na tym polu, wywodząca prostą linię od rewolucji do terroryzmu. I odwrotnie. Wydaje się, że to jest jasna, oczywista sprawa, ale w dzisiejszym tolerancyjnym klimacie intelektualnym jest sekowana.
 
Marek Jan Chodakiewicz
Waszyngton, DC, 12 maja 2020 r.
Intel z DC
 

 

POLECANE
Rekordowy deficyt budżetu państwa z ostatniej chwili
Rekordowy deficyt budżetu państwa

Deficyt budżetu państwa w okresie styczeń – luty 2026 r. wyniósł 48,5 mld zł, dochody 78,3 mld zł, a wydatki 126,8 mld zł - poinformowało w poniedziałek Ministerstwo Finansów.

Jest propozycja noty dyplomatycznej do KE ws. SAFE z ostatniej chwili
Jest propozycja noty dyplomatycznej do KE ws. SAFE

Doradca prezydenta ds. europejskich dr Jacek Saryusz-Wolski zaproponował na platformie X treść noty dyplomatycznej, jaką prezydent Karol Nawrocki mógłby wysłać do KE w celu poinformowania o braku umocowania prawnego rządu w sprawie unijnej pożyczki SAFE.

Rzońca: Gdyby Ursula von der Leyen chciała, mogłaby przekazać Polsce 43 mld euro bez kredytu i warunków tylko u nas
Rzońca: Gdyby Ursula von der Leyen chciała, mogłaby przekazać Polsce 43 mld euro bez kredytu i warunków

„Gdyby Ursula von der Leyen chciała, mogłaby umorzyć Polsce kredyt SAFE” - mówi portalowi Tysol.pl eurodeputowany Bogdan Rzońca (PiS). W jego ocenie ze względu na strategiczne położenie Polski, KE powinna rozważyć przekazanie tych pieniędzy na obronność za darmo, bez żadnych dodatkowych warunków.

Ekspert: Musimy przygotować krajowy plan bezpieczeństwa nawozowego gorące
Ekspert: Musimy przygotować krajowy plan bezpieczeństwa nawozowego

„Musimy przygotować krajowy plan bezpieczeństwa nawozowego” - stwierdził na Facebooku Jacek Zarzecki, Wiceprzewodniczący Zarządu Polskiej Platformy Zrównoważonej Wołowiny, w kontekście blokady Cieśniny Ormuz i wojny z Iranem.

Komunikat dla mieszkańców woj. podkarpackiego z ostatniej chwili
Komunikat dla mieszkańców woj. podkarpackiego

Zarząd Województwa Podkarpackiego ogłosił wsparcie dla zdrowia psychicznego, modernizacji szpitala i promocji sportu – wynika z najnowszego komunikatu. Decyzje zapadły podczas 198. posiedzenia 16 marca 2026 r.

Szijjarto: Gdy Tusk prowadzi kampanię na rzecz węgierskiej opozycji, wygrywamy wybory wideo
Szijjarto: Gdy Tusk prowadzi kampanię na rzecz węgierskiej opozycji, wygrywamy wybory

„Za każdym razem, gdy Donald Tusk prowadzi kampanię na rzecz węgierskiej opozycji, wygrywamy wybory” - powiedział w rozmowie z dziennikarzami szef węgierskiej dyplomacji Peter Szijjarto pytany o poparcie, jakiego Donald Tusk udzielił węgierskiej opozycji.

Polskie rezerwy złota. NBP ujawnia dane z ostatniej chwili
Polskie rezerwy złota. NBP ujawnia dane

Na koniec stycznia 2026 r. rezerwy NBP w złocie wyniosły 550,2 tony i osiągnęły wartość 313,7 mld zł, a ich udział w oficjalnych aktywach rezerwowych wyniósł 30,2 proc. – podał Narodowy Bank Polski w danych o bilansie płatniczym za styczeń.

Weto prezydenta wywołało poruszenie w Niemczech. Media cytują słowa Tuska z ostatniej chwili
Weto prezydenta wywołało poruszenie w Niemczech. Media cytują słowa Tuska

"Podczas gdy obóz Nawrockiego z nieufnością podchodzi do zbliżenia z UE i obawia się o suwerenność Polski, Tusk chce współpracować z UE jeszcze ściślej niż dotychczas" – pisze w poniedziałek Die Welt.

Doradca prezydenta: Prawdziwy Polexit dzieje się dziś za sprawą Tuska z ostatniej chwili
Doradca prezydenta: Prawdziwy Polexit dzieje się dziś za sprawą Tuska

„PRAWDZIWY POLEXIT dzieje się dziś za sprawą Tuska” - napisał na platformie X dr Jacek Saryusz-Wolski, doradca prezydenta ds. europejskich komentując jeden z postów Donalda Tuska ws. SAFE.

Prokuratura cofnęła apelacje. Aktywiści z granicy uniewinnieni z ostatniej chwili
Prokuratura cofnęła apelacje. Aktywiści z granicy uniewinnieni

Pięcioro aktywistów, którzy pomagali nielegalnym imigrantom na granicy z Białorusią, zostało uniewinnionych. Zapadły w pierwszej instancji wyrok jest prawomocny, bo prokuratura cofnęła apelacje. Polecił to zrobić prokurator generalny Waldemar Żurek – dowiedziała się PAP.

REKLAMA

[Tylko u nas] Prof. Marek Jan Chodakiewicz: Terror i rewolucja

Ekstremizm postaw i polaryzacja społeczna w Rosji osiągnęła zenit najpierw w czasie rewolucji 1905 r. Mordy nie dotyczyły już tylko przedstawicieli władz i im podobnych. Tym razem kategoria przypadkowych ofiar skurczyła się gwałtownie. Wszyscy „wrogowie ludu” mieli drżeć przed zemstą ekstremistów. Nie było niewinnych. Wszystkich burżujów trzeba „poddać bezwzględnej eksterminacji”.
Ilja Riepin 17 października 1905
Ilja Riepin 17 października 1905 / Wikipedia domena publiczna
A ich dobra „bojownik o wolność” powinien rabować. Tutaj właśnie działalność kryminalna najlepiej zlewała się z polityczną. Anna Geifman w „Death Orders: The Vanguard of Modern Terrorism in Revolutionary Russia” [„Zakony śmierci: Czołówka nowoczesnego terroryzmu w rewolucyjnej Rosji”, Santa Barbara, CA, Denver, CO, and Oxford: Praeger, an imprint of ABC-CLIO, Inc., 2010], podkreśla, że dla ekstremistów ciężka praca była złem, bo wspomagała „wyzysk burżuazyjny”. Z drugiej strony, „bandytyzm był «społecznie postępowy»” (s. 81). To właśnie wtedy, w okresie rewolucji 1905 r., w sposób pionierski rozwinięto strategiczne koncepcje „rewolucyjnego bandytyzmu”, czyli rabowania, aby utrzymać się w polu, oraz „czyszczenia terenu z reakcji”, czyli mordowania tradycyjnych elit. Te dwa podejścia służą ekstremistom do dziś.

Praca Geifman z zakresu psychohistorii jest komparatystyczna. Dotyczy głównie Rosji od XIX do XX w., ale autorka robi też cenne odniesienia porównawcze do całego świata, a szczególnie Bliskiego Wschodu. Celem psychohistorii Geifman jest demitologizacja terrorystów, pozbawienie ich aury bojowników o wolność, altruistów. Autorka uważa, że terroryści są swoimi pierwszymi ofiarami (s. 7). Podkreśla zlewanie się zjawisk bandytyzmu i terroryzmu (s. 8). Jednocześnie ich przywódcy tworzą specyficzną „kulturę śmierci” (s. 9). Geifman ustaliła również, że rewolucyjni terroryści zwykle dostają poparcie liberałów – moralne, ale również finansowe. Wśród pomocników radykałów szczególnie odznaczają się postępowi sędziowie i prawnicy oraz dziennikarze (s. 37).

Wszystkich właściwie rewolucjonistów podniecał slogan „śmierć burżujom”. Anarchokomuniści wzywali jednak do „bezmotywowego terroru”. Spowodowało to rozszerzenie zasięgu przemocy. „W końcu anarchiści-indywidualiści oznajmili, że wolno było im zabić, kogo chcieli, nawet jeśli celem było osiągnięcie osobistej satysfakcji”. Na celowniku znalazł się każdy, kto mógł podpaść jako „baryń” (pan). Powodem do rewolucyjnego mordu mogło być odróżnianie się od przeciętnego robotnika ubraniem czy okularami. „Wystarczyło, że ktoś miał zegarek, aby podpadać jako burżuj, któremu należy się kula... Wrzucali bomby do tramwajów dlatego, że pasażerów przypuszczalnie stać było na bilety”. 14 listopada 1905 r. terroryści wrzucili bombę do kawiarni hotelu Bristol, w czasie gdy miały tam zwyczaj przychodzić rodziny z dziećmi. Obok trupów pozostawili po sobie ulotki wyjaśniające cel ataku: „Aby zobaczyć, jak podły burżuj będzie się wił w przedśmiertnej agonii” (s. 42-43).

Taki ekstremizm to nie tylko domena anarchistów czy eserów, ale również ortodoksyjnych marksistów, takich na przykład jak socjaldemokratyczni bundyści – według Geifman.

„Sferą wpływów Bundu była zona osiedlenia żydowskiego, albo w samych żydowskich osadach, albo blisko nich. W miejscowościach takich jak Homel, Bobrujsk, Wilno oraz w innych centrach żydowskiego życia bundyści byli aktywnymi sprawcami terrorystycznej przemocy, mimo że trudno im było współzawodniczyć w codziennych dokonaniach terrorystycznych przeprowadzanych pod czarną banderą anarchizmu. Z drugiej strony, działania bojowe Bundu w Odessie cieszyły się większym sukcesem niż SR-ów [Partia Socjalistów-Rewolucjonistów], ich głównego rywala miejscowego we współzawodnictwie o chwałę rewolucyjną. Tak jak inni szeregowi SD-eci [Socjaldemokraci], bundyści właściwie nic nie wiedzieli o marksizmie i tyleż obchodziła ich ideologia ich partii; również nie uznawali partyjnego zakazu uciekania się do terroru za przeszkodę do prowadzenia takiej kampanii przemocy” (s. 64).

Z mniejszym bądź większym szczęściem rewolucjoniści rekrutowali aktywnie bądź otwierali swoje szeregi na większych i mniejszych kryminalistów. Od kogo lepiej nauczyć się było można techniki podziemia przestępczego? Kto wiedział lepiej, jak chować się, tworzyć meliny i sekretne magazyny, fałszować papiery, pieniądze i inne dokumenty, urządzać zasadzki, napadać na banki, konwoje z pieniędzmi czy więźniami, bądź miał opanowane świetnie techniki zabijania – od trucizny, przez pałowanie i wieszanie, aż do strzelania i rzucania bomb? To wszystko znalazło świetne zastosowanie w robocie rewolucyjnej.

Naturalnie podkreślmy ponownie, że uniwersalne patologie rewolucji dotyczyły wszystkich rewolucjonistów. Z Polaków Józef Piłsudski („Ziuk”) oraz jego towarzysze z Organizacji Bojowej PPS wybijali się, jeśli chodzi o tzw. eksy oraz inne ekscesy. Przynajmniej ich napady nie były straszliwie krwawe. Przebił ich wszystkich najsroższy bandyta kaukaski, Simon Arszaki Ter-Petrosian („Kamo”), który przystąpił do rosyjskich socjaldemokratów, a upodobał sobie frakcję bolszewicką, gdzie oddawał swoje usługi. Nie tylko potrafił masowo mordować niewinnych cywilów przy napadach, ale nawet był autorem krwawych pomysłów kontrwywiadowczych opartych na rewolucyjnej prowokacji.

Na pokrewnym polu w środowisku żydowskich rewolucjonistów zasłynął Mosiek Szpindler (Mosha Shpindler) vel Moisze Grodner („Złota Rączka”). Jego specjalizacją były włamania. Po pewnym czasie przyłączył się do anarchistów. Jego towarzysze przyznawali, że Szpindler właściwie nie bardzo wyznawał się na partyjnej ideologii czy teorii. Po prostu podobał mu się chaos i życie doraźne, bez planów. Zasłynął odwagą w wielu brawurowych akcjach. W środku Białegostoku przeprowadził wraz z towarzyszami nieudany zamach bombowy na generała-gubernatora grodzieńskiego Bogajewskiego. Udało mu się jednak poranić woźnicę gubernatorskiego powozu, a eksplozja spowodowała, że wokół posypały się szyby. Uwolnił z konwoju aresztowanego towarzysza, raniąc kilku żołnierzy. Najlepiej poszło mu zabijanie prawdziwych czy domniemanych prowokatorów Ochrany w Grodnie. Otoczony przez policję Szpindler ostrzeliwał się, a ostatnią kulę zachował dla siebie.

Z drugiej strony relatywnie dość przeciętną osobowością wśród ekstremistów był Solomon Ryss („Mortimer”). Sfałszował świadectwo ukończenia gimnazjum i musiał uciekać na zachód. Tam parał się okradaniem bibliotek i sprzedawaniem tak nabytych białych kruków. Gdy grunt zaczął mu się palić pod stopami, wrócił do objętej ogniem rewolucji Rosji w 1906 r. Wstąpił do „Maksymalistów” – skrajnego skrzydła SR-ów. Usiłował obrabować spółdzielnię robotniczą, ale złapano go na gorącym uczynku. Aby uniknąć kary, zdecydował się donosić do Ochrany na swych towarzyszy. Tym z kolei powiedział, że zinfiltrował tajną policję i karmi ich kłamstwami o rewolucjonistach. W rzeczywistości kłamał i jednym, i drugim. Urwał się policji i wrócił do podziemia, tam kontynuował działalność ekspropriacyjną i pokrewną. Władze rosyjskie ujęły go w 1907 r. i powiesiły.
Jak wspomnieliśmy, przynajmniej w niektórych wypadkach dochodziło do manipulacji osobami słabymi psychicznie, potrzebującymi czy zagubionymi. Rozpacz i megalomania łączyły się w jedno, aby pchnąć nieszczęśliwą osobę w objęcia rewolucji. Fantazje wikłały się z rzeczywistością, przynosząc poważne konsekwencje. Na przykład w 1906 r. urażony rzekomo złym traktowaniem swojej sympatii przez własną matkę 16-letni Leibiś (Leibish) Rappaport uciekł z domu w Jekaterynosławiu. Początkowo chciał popełnić samobójstwo, ale potem zdecydował się na przystąpienie do organizacji rewolucyjnej. Napisał list do matki, chwaląc się, że ma zamiar przeprowadzić szeroko zakrojoną operację terrorystyczną, oraz strasząc: „będę miał przyjemność strzelić w łeb starej raszpli”, czyli matce. Fałszywie przyznał się do zamordowania miejscowego gubernatora carskiego. Został aresztowany i skazany na 12 lat. Tylko herkulesowe wysiłki matki pomogły wywalczyć jego zwolnienie z psychiatrycznego więzienia zaledwie po 3 latach.

Czasami takiego typu ludzie zupełnie przypadkowo pojawiali się w zasięgu działań ekstremistów i byli przez nich wciągani do czerwonej roboty. Czołowi przywódcy rewolucyjni nowego pokolenia zwykle nie plamili sobie rąk robotą terrorystyczną. Pracowali koncepcyjnie, zajmowali się abstrakcyjnymi schematami utopijnymi oraz przekonywali innych, aby wprowadzali je na różny sposób w życie. Geifman tłumaczy: „Dla przywódcy terrorystycznego najbardziej pożądanym rekrutem był ktoś z nielicznymi – albo wręcz z żadnymi – więzami emocjonalnymi czy symbolicznymi znaczeniami. Dwudziestoletni Lejba Sikorskij był idealnym kandydatem jako typowa «osoba wykorzeniona», która przystąpiła do zespołu terrorystycznego Savinkova trzy dni przed zamachem na [ministra spraw wewnętrznych Wiaczesława hr.] Plehve. Zostawił swych rodziców w zonie osadnictwa żydowskiego i bez grosza przy duszy przybył do Petersburga. Mówił kiepsko po rosyjsku oraz czuł się przestraszony i zagubiony w wielkim mieście. Jedyną osobą, którą znał w stolicy, był bojowiec SR, który go zarekomendował do Savinkova. Szef terrorystów dał mu sto rubli – kwotę, której Sikorskij nigdy w życiu nie widział – i mianował go rezerwowym miotaczem bomb. Savinkov miał w nosie polityczne credo tego neofity” (s. 61). Plehve zginął naturalnie z ręki bojówkarzy, a konkretnie zabił go SR Igor Sazonov 25 lipca 1904 r.

Inna technika, którą od terrorystów imperium carów przejęli współcześni, to prowokacja – ulubiona broń w arsenale Ochrany. W 1911 r., aby pozbyć się agentów tajnej policji z szeregów rewolucyjnych, jak również niewystarczająco twardych ekstremistów, „Kamo” proponował, że przebierze swoich bandytów za żandarmów i aresztuje wybranych rewolucjonistów. Następnie będzie ich torturował; ktokolwiek się złamie i przyzna do współpracy z policją czy też zgodzi się współpracować, zostanie zabity. Lenin się wahał, ale reszta przywództwa bolszewickiego wtedy jeszcze nie zdecydowała się na tak drastyczny krok (s. 85). W końcu podczas wojny domowej w Rosji, w 1919 r., „Kamo” miał możność wdrożyć swoje pomysły w życie. Na poligonie zaaranżował, aby jego krasnoarmiejcy dostali się do niewoli Białych, a właściwie bolszewików udających kontrrewolucjonistów. Jeńców biczowano, torturowano oraz postawiono pod szubienicą. Niektórzy się załamali, „«Kamo» był w siódmym niebie” (s. 132). Jego metoda kontrwywiadowcza okazała się niezawodna, bo tylko „prawdziwi komuniści” się nie załamali.

I w końcu przyjrzyjmy się mentalności niektórych przywódców terrorystycznych. Na przykład SR Igor Sazonov, zabójca Plehvego, widział w sobie i swych współtowarzyszach naśladowcę Jezusa. Upierał się, że socjaliści to chrześcijanie. „Chcą, aby królestwo Chrystusa zstąpiło na ziemię... Gdy mój nauczyciel powiedział mi, żebym wziął krzyż i za nim szedł... to przecież nie mogłem porzucić swego krzyża” (s. 140). Inna towarzyszka głosiła płomienne kazania apokaliptyczne: „Słuchajcie, Bracia! Bierzcie broń w swe dłonie i idźcie za tymi, co was do bitwy wzywają. Idźcie i będziecie zbawieni. Grzeszni powstaną przeciw wam i zgromadzą swoje siły, ale nie lękajcie się: was jest wielu, setki razy tylu, ilu ich. Bóg stanie po waszej stronie i pomoże wam. Ci z was, którzy będą cierpieć czy zginą w walce o sprawiedliwość i wolność, zwać się będą świętymi, a sam Bóg weźmie ich dusze do Nieba” (s. 140).

A oto kilka obrazków współczesnych „Klasyczny akt, który zawsze pozostanie w kronikach nowoczesnego dramatu politycznego, nastąpił w Kairze 28 listopada 1971 r.: po tym jak komandos Czarnego Września zastrzelił premiera Jordanii [Uafsi/Wafsi al-Tal] w holu hotelu Sheraton, współzabójca Momzer Khalifa ukląkł i językiem zlizywał krew ofiary, która lała się z jego piersi po marmurowej podłodze” (s. 67).
A w Palestynie i Izraelu: „Arabscy ekstremiści zastraszają ludność cywilną pod swoją kontrolą przez «procesy pokazowe» rzekomych izraelskich «szpiegów i kolaborantów», na których się bez ceregieli wykonuje egzekucje przez powieszenie czy rozstrzelanie... Fotografie pokazują terrorystów ciągnących pokaleczone zwłoki rzekomych kolaborantów po bruku i reakcję przechodniów... Obywatele widzieli dużo gorsze rzeczy – przerażające sceny, na przykład młodzieńca pokazującego ociekające krwią serce wyrwane z ciała martwego rodaka na oczach tłuszczy popleczników tańczących i cieszących się z tego... Podczas walk w Gazie w 2009 r. używanie dzieci jako żywych tarcz stało się znakiem rozpoznawczym Hamasu – to fakt, którym się jego przywódcy chwalą” (s. 52, 55).

I w Iraku, gdzie autorka zwróciła uwagę na praktykę podobną do tej, której błogosławił Lenin, aby wykorzystać umysłowo chorych do swych terrorystycznych celów: „Nie wydaje się całkowicie oryginalny pomysł, aby wyzyskać dla potrzeb terroryzmu dwie Irakijki z zespołem Downa: na owe «nienormalne panie» założono ładunki wybuchowe kontrolowane zdalnie i wysłano je na bagdacki rynek rankiem 8 lutego 2008 r. Zginęło przynajmniej 99 osób” (s. 131).

Ekstremalna retoryka jest również obecna dziś. Egipski imam Muhammad Hussein Ya’qoub stwierdził: „Będziemy z nimi walczyć, pobijemy ich oraz zniszczymy ich, aż ani jeden Żyd nie pozostanie na powierzchni Ziemi” (s. 164). Imam z organizacji Hezbollah wydał następującą fatwę w latach 80.: „Produkujemy narkotyki dla Szatana Ameryki i Żydów. Jeśli nie możemy ich zabić z karabinów, to zabijemy ich narkotykami” (s. 87). Ali Benhadż (Benhadj vel Belhadj) z Algierii stwierdził: „Jeśli religia, wierzenie, nie jest podlana i nawodniona krwią, nie wzrasta. Nie żyje. Pryncypia są wzmacniane poświęceniami, operacjami samobójczymi i męczeństwem dla Allaha. Wiarę propaguje się, licząc trupy codziennie, poprzez dodawanie do siebie masakr i rzezi” (s. 154). Jaka jest tutaj różnica z utopijnymi sloganami nienawiści socjalistycznej czy anarchistycznej walki klas?

Anna Geifman to pionierka komparatystyki na tym polu, wywodząca prostą linię od rewolucji do terroryzmu. I odwrotnie. Wydaje się, że to jest jasna, oczywista sprawa, ale w dzisiejszym tolerancyjnym klimacie intelektualnym jest sekowana.
 
Marek Jan Chodakiewicz
Waszyngton, DC, 12 maja 2020 r.
Intel z DC
 


 

Polecane