[Beatyfikacja Prymasa Tysiąclecia] "Kwiatki Stefana Wyszyńskiego"

– Nie ma we mnie żadnej bariery, aby za wstawiennictwem Prymasa modlić się w rozmaitych sprawach. Możemy do niego przychodzić z naszymi zwykłymi, ludzkimi problemami. On naprawdę był człowiekiem z krwi i kości i wiedział, co to jest normalne życie, znał jego trud – mówi Marek Zając, autor książki „Kwiatki Stefana Wyszyńskiego”, w rozmowie z Agnieszką Żurek.
kard. Stefan Wyszyński
kard. Stefan Wyszyński / okładka książki "Kwiatki Stefana Wyszyńskiego"

– W jakich okolicznościach narodził się pomysł napisania „Kwiatków Stefana Wyszyńskiego”?
– To było coś na kształt drogi. Przed laty miałem niezwykłą okazję nawiązać współpracę z ostatnim kapelanem Prymasa Tysiąclecia, księdzem Bronisławem Piaseckim. Pracowaliśmy nad jego książką wspomnieniową. W tamtym czasie oczywiście zdawałem sobie sprawę, że z historycznego i dokumentacyjnego punktu widzenia ma to ogromne znaczenie. Rozumiałem też, że kardynał Wyszyński był mężem stanu; mężem opatrznościowym, który przeprowadził Polskę i Polaków przez Morze Czerwone komunizmu. Wiedziałem to wszystko, ale szczerze mówiąc, nigdy nie myślałem o Prymasie jako… świętym. Nie miałem wątpliwości, że zasługuje na pomniki, ale nie przyszłoby mi do głowy modlić się za jego wstawiennictwem. Tymczasem w trakcie długich rozmów z księdzem Piaseckim, który należał do najbliższego kręgu Prymasa, odkryłem człowieka autentycznie świętego – świętego ewangelicznie, po franciszkańsku. Wszystko, co uczynił w życiu publicznym, osiągnął dlatego, że każdy jego dzień był przesiąknięty radykalnym duchem Ewangelii. Zobaczyłem też człowieka obdarzonego niebanalnym poczuciem humoru – często ironicznym, zawsze bardzo inteligentnym. Jednocześnie Prymasa cechowała szczera pokora. Kiedy stawał na forum publicznym, miał świadomość, że jego zadaniem w tamtych trudnych czasach jest uosabiać niewzruszoną siłę, nadzieję i moc Kościoła. W sytuacjach prywatnych był jednak człowiekiem tak skromnym i serdecznym, jak przystało na wiernego ucznia Jezusa Chrystusa. 

– Jaki obraz kardynała Wyszyńskiego wyłania się z jego pism?
– Kiedy zacząłem się zagłębiać w jego zapiski i kazania, od razu zwróciłem uwagę na dwie kwestie. Po pierwsze, talent literacki. Świetnie pisał, miał reporterskie oko. Był autorem kapitalnych dialogów, których nie powstydziliby się scenarzyści hollywoodzkich filmów. Po drugie, spotkałem człowieka przenikliwie i nieprzeciętnie inteligentnego. Często kojarzymy Prymasa z ludową pobożnością – i słusznie – bo miał dla wiary prostego człowieka ogromny szacunek. Kochał Matkę Bożą i Jej zawierzył siebie, swój urząd i posługę. Jednocześnie na wylot znał katolicką naukę społeczną, był erudytą. Bardzo dużo czytał, doskonale orientował się w meandrach otaczającego go świata. Dzięki rozczytywaniu się w Prymasie i rozmowom z ludźmi, którzy byli blisko kardynała Wyszyńskiego – zwłaszcza z panią Anną Rastawicką, niezwykłą przewodniczką po jego świecie – chciałem podzielić się z Czytelnikami moimi odkryciami. Pokazać im nieco innego Prymasa niż spiżowego męża stanu. Oczywiście w żadnym razie nie chcę odbierać Prymasowi pomnika, na który zasłużył. Przeciwnie – chciałbym tylko tę pomnikową postać nieco uczłowieczyć i przybliżyć nam, ludziom współczesnym. 

– Ta ciepła i humorystyczna strona osobowości była chyba łatwiej dostrzegalna u św. Jana Pawła II, Prymas natomiast kojarzył się zazwyczaj raczej z „królewskim dostojeństwem”. 
– Racja. To były dwie różne, ale świetnie uzupełniające się osobowości. Różnili się temperamentem, jednak w kluczowych sprawach pozostawali jednomyślni. To też zresztą nie było tak, że Prymas wychodząc do świata, zakładał jakąś maskę. Nie, on zawsze był sobą, ale powtarzam: bardzo dbał o zachowanie powagi i autorytetu sprawowanego przez siebie urzędu. Odpowiedzialnie traktował obowiązki i rozumiał, że z piastowaną godnością wiążą się określone oczekiwania, ograniczenia i styl. Niezłomna postawa Prymasa wobec komunistów miała też źródło w jego absolutnym oddaniu Ewangelii. Prymas, tak jak Jezus, był twardy i nieugięty wobec możnych tego świata. Ale wobec zwykłego człowieka, błądzącego, zagubionego czy zranionego – był serdeczny, łagodny i miłosierny. Jedna z opisanych w mojej książce historii pokazuje zasadniczą różnicę między autentyczną i fałszywą pobożnością. Podczas wizytacji Prymasa w jednej z parafii zestresowany człowiek miał deklamować słowa powitania dostojnego gościa. Tyle że w wyniku zbiegu fatalnych okoliczności potknął się i przewrócił, a z jego ust wyrwało się: „K…. wasza mać!”. A co na to Prymas? Mówi z uśmiechem: „Skończ, bracie, z tą genealogią i zaczynajmy!”. Faryzeusz by udawał, że nic nie usłyszał, albo by się oburzył, a kardynał Wyszyński błyskotliwie obrócił całą sytuację w żart. 

– Umiał odczytać intencje.
– Tak, to bardzo ważna rzecz. Nie pisałem o tym w książce wprost, ale chciałem to przekazać między wierszami. Prymas był tak skupiony na drugim człowieku, że świetnie odczytywał intencje rozmówców. 

– W książce przytacza Pan również interesujące relacje ze spotkań Prymasa z komunistami. 
– Tak, to są szalenie ciekawe materiały i anegdoty. W przypadku spotkań z Bierutem można mówić nawet o pewnego rodzaju chemii między nimi. Naturalnie Prymas nie miał złudzeń co do tego, jaką rolę odgrywa Bierut, ale doceniał, że ten rozmawia z nim szczerze i dotrzymuje danego słowa. W książce przytaczam historię opowiedzianą przez profesora Romualda Kukołowicza, kiedy to Bierut wraca z Moskwy, a Prymas pyta o przebieg wizyty. Bierut oświadcza prosto z mostu: „Powiedziałem Stalinowi, że chciałbym wsadzić Prymasa Polski do więzienia”. „I co Stalin na to?” – pyta Wyszyński. „Stalin powiedział mi: wot, ty durak! Co za sztuka wsadzić Prymasa do więzienia, to każdy dureń potrafi. Ty zrób z Prymasa komunistę! To dopiero będzie sztuka!”. 

– Prymas przyznawał, że modlił się za Bieruta, zapewne jako jeden z nielicznych.
– Modlił się za Bieruta codziennie, kartkę z zapisanym jego nazwiskiem nosił w brewiarzu. Zresztą Bierut przyśnił się Prymasowi w noc swojej śmierci.
 
– W Pańskiej książce znajduje się także ciekawy wątek związany z konklawe 1978 roku. To prawda, że gdyby nie wyraźna zachęta Prymasa Jan Paweł II mógłby odmówić objęcia Stolicy Piotrowej?
– Tak powiedział sam Jan Paweł II członkiniom Instytutu Prymasa Wyszyńskiego. Historia konklawe z 1978 roku pokazuje, jak niezwykły tandem tworzyli kardynałowie Wyszyński i Wojtyła. Prymas nie tylko odegrał rolę w promowaniu kandydatury metropolity krakowskiego podczas konklawe, ale przede wszystkim w osobistym podtrzymywaniu duchowym przyszłego papieża. Karol Wojtyła był nietuzinkową postacią i nie można wykluczyć, że nie przyjąłby wyboru na Stolicę Piotrową.

– W poczuciu lojalności wobec Prymasa i Kościoła w Polsce?
– Dokładnie. Kiedy jednak usłyszał wyraźne wsparcie od Prymasa, który powiedział: „Jeśli wybiorą, proszę wybór przyjąć”, wszelkie wątpliwości zniknęły. Zresztą kardynał Wyszyński jechał na konklawe z innymi wyobrażeniami i nie spodziewał się, że Polak zostanie papieżem. Ale w chwili, kiedy zaczął wiać Duch Święty, potrafił odczytać Jego poruszenia. Prymas odegrał tu naprawdę ważną rolę. Co ciekawe – sam nigdy tego później nie podkreślał. O kulisach tych wydarzeń wiemy od innych, nie od niego.
 
– Jakie refleksje towarzyszą Panu w przeddzień beatyfikacji Prymasa Wyszyńskiego?
– Prymas był człowiekiem integralnym – pokornym, ale jednocześnie mocnym. Skromnym, ale zarazem twardym i inteligentnym; oddanym bez reszty Bogu, a jednocześnie sprawnie i roztropnie działającym na polu ludzkim. To niesamowite, ile może pomieścić się w jednym człowieku. Teraz przygotowujemy się do jego tak długo wyczekiwanej beatyfikacji. Z jednej strony Stefan Wyszyński zasługuje na pomniki, bo jesteśmy tu, gdzie jesteśmy, właśnie dzięki Prymasowi Tysiąclecia. To jedna z największych postaci w historii Polski i trudnym wieku XX. Z drugiej strony muszę podzielić się osobistą refleksją, że we mnie nie ma już żadnej bariery, aby za wstawiennictwem Prymasa modlić się w rozmaitych sprawach. I gorąco zachęcam wszystkich do tego samego. Możemy do niego przychodzić z naszymi zwykłymi, ludzkimi problemami. On naprawdę był człowiekiem z krwi i kości, wiedział, co to jest normalne życie. Znał jego trud, wiele wiedział o naturze człowieka i nas wszystkich dobrze rozumiał. I nadal rozumie. Jeśli tylko intencja naszej modlitwy będzie czysta i zgodna z wolą Bożą, nie mam wątpliwości, że Prymas gdzieś tam z wysoka dołączy do nas z własną modlitwą i wsparciem.



 

POLECANE
Chaos w przetargach na Rail Baltica z ostatniej chwili
Chaos w przetargach na Rail Baltica

Jak poinformował Rynek Kolejowy, Krajowa Izba Odwoławcza wydała kolejny wyrok w kilkumiliardowym przetargu na budowę trasy Rail Baltica Białystok – Ełk. KIO nakazała unieważnić wybór jako najkorzystniejszej oferty firmy Budimex. Wcześniej w tym samym przetargu KIO nakazała odrzucić ofertę Mirbudu.

Plan reformy WPR? „Demontaż podstaw stabilności europejskiego rolnictwa” z ostatniej chwili
Plan reformy WPR? „Demontaż podstaw stabilności europejskiego rolnictwa”

Europejska Rada Doradcza ds. zmiany Klimatu przy Komisji Europejskiej w swoim najnowszym raporcie proponuje reformę WPR. Ekspert Jacek Zarzecki, Wiceprzewodniczący Zarządu Polskiej Platformy Zrównoważonej Wołowiny wyjaśnił na Facebooku, na czym będzie owa „reforma” polegała.

Gen. Wroński: Unijny SAFE to parszywy i fałszywy projekt tylko u nas
Gen. Wroński: Unijny SAFE to parszywy i fałszywy projekt

„Unijny SAFE to parszywy projekt, który jest projektem fałszywym z założenia” - ocenia w rozmowie z Tysol.pl gen. Dariusz Wroński, były dowódca 1 Brygady Lotnictwa Wojsk Lądowych, absolwent studiów podyplomowych na Wydziale Ekonomii u pani prof. Doroty Simpson (Uniwersytet Gdański).

Interwencja SKW i policji wobec Rachonia i ekipy TV Republika. Chodzi o nagrania z ostatniej chwili
Interwencja SKW i policji wobec Rachonia i ekipy TV Republika. Chodzi o nagrania

Funkcjonariusze SKW oraz policjanci chcieli uzyskać dostęp do nagrań wykonanych przez dziennikarzy TV Republika. Ci odmówili, powołując się na tajemnicę dziennikarską – informuje we wtorek TV Republika.

Trump wściekły na NATO: Popełnia bardzo głupi błąd z ostatniej chwili
Trump wściekły na NATO: Popełnia bardzo głupi błąd

– NATO popełnia bardzo głupi błąd. Od dawna mówiłem: wiecie, ciekawe, czy NATO kiedykolwiek by nam pomogło. Więc to była wielka próba – powiedział we wtorek prezydent USA Donald Trump odnosząc się do sytuacji na Bliskim Wschodzie.

IMGW wydał nowy komunikat. Oto co nas czeka z ostatniej chwili
IMGW wydał nowy komunikat. Oto co nas czeka

IMGW prognozuje na środę i czwartek mgły, lokalne przymrozki oraz temperatury do 15 st. C.

Prokuratura częściowo umorzyła śledztwo ws. tzw. zdrady dyplomatycznej dotyczącej katastrofy smoleńskiej z ostatniej chwili
Prokuratura częściowo umorzyła śledztwo ws. tzw. zdrady dyplomatycznej dotyczącej katastrofy smoleńskiej

Prokuratura częściowo umorzyła śledztwo prowadzone m.in. w sprawie tzw. zdrady dyplomatycznej w związku z katastrofą smoleńską. Chodzi o wątki odstąpienia od „ustnej umowy” między Polską a Rosją ws. wspólnego prowadzenia śledztwa oraz niezawnioskowania przez polską stronę o powołanie wspólnego zespołu śledczego.

„Szwecja rozważy opuszczenie unii energetycznej, jeśli polityka KE nie ulegnie zmianie” wideo
„Szwecja rozważy opuszczenie unii energetycznej, jeśli polityka KE nie ulegnie zmianie”

Wicepremier Szwecji Ebba Bush zapowiedziała w Parlamencie Europejskim, że jeżeli unijna polityka energetyczna nie ulegnie zmianie, Szwecja będzie musiała rozważyć opuszczenie unii energetycznej.

Kompromitacja Żurkowców. Sąd zwrócił prokuraturze akt oskarżenia w sprawie Dworczyka z ostatniej chwili
"Kompromitacja Żurkowców". Sąd zwrócił prokuraturze akt oskarżenia w sprawie Dworczyka

W sprawie Michała Dworczyka nastąpił nieoczekiwany zwrot. Jak przekazał były szef KPRM, sąd odesłał akt oskarżenia do prokuratury.

Niemieckie firmy zbrojeniowe dążą do ekspansji na wschodzie UE. W tle SAFE z ostatniej chwili
Niemieckie firmy zbrojeniowe dążą do ekspansji na wschodzie UE. W tle SAFE

Jak poinformował „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, niemieckie firmy zbrojeniowe dążą do ekspansji na wschodzie UE. Gazeta podkreśla, iż jest to związane z unijnym programem SAFE.

REKLAMA

[Beatyfikacja Prymasa Tysiąclecia] "Kwiatki Stefana Wyszyńskiego"

– Nie ma we mnie żadnej bariery, aby za wstawiennictwem Prymasa modlić się w rozmaitych sprawach. Możemy do niego przychodzić z naszymi zwykłymi, ludzkimi problemami. On naprawdę był człowiekiem z krwi i kości i wiedział, co to jest normalne życie, znał jego trud – mówi Marek Zając, autor książki „Kwiatki Stefana Wyszyńskiego”, w rozmowie z Agnieszką Żurek.
kard. Stefan Wyszyński
kard. Stefan Wyszyński / okładka książki "Kwiatki Stefana Wyszyńskiego"

– W jakich okolicznościach narodził się pomysł napisania „Kwiatków Stefana Wyszyńskiego”?
– To było coś na kształt drogi. Przed laty miałem niezwykłą okazję nawiązać współpracę z ostatnim kapelanem Prymasa Tysiąclecia, księdzem Bronisławem Piaseckim. Pracowaliśmy nad jego książką wspomnieniową. W tamtym czasie oczywiście zdawałem sobie sprawę, że z historycznego i dokumentacyjnego punktu widzenia ma to ogromne znaczenie. Rozumiałem też, że kardynał Wyszyński był mężem stanu; mężem opatrznościowym, który przeprowadził Polskę i Polaków przez Morze Czerwone komunizmu. Wiedziałem to wszystko, ale szczerze mówiąc, nigdy nie myślałem o Prymasie jako… świętym. Nie miałem wątpliwości, że zasługuje na pomniki, ale nie przyszłoby mi do głowy modlić się za jego wstawiennictwem. Tymczasem w trakcie długich rozmów z księdzem Piaseckim, który należał do najbliższego kręgu Prymasa, odkryłem człowieka autentycznie świętego – świętego ewangelicznie, po franciszkańsku. Wszystko, co uczynił w życiu publicznym, osiągnął dlatego, że każdy jego dzień był przesiąknięty radykalnym duchem Ewangelii. Zobaczyłem też człowieka obdarzonego niebanalnym poczuciem humoru – często ironicznym, zawsze bardzo inteligentnym. Jednocześnie Prymasa cechowała szczera pokora. Kiedy stawał na forum publicznym, miał świadomość, że jego zadaniem w tamtych trudnych czasach jest uosabiać niewzruszoną siłę, nadzieję i moc Kościoła. W sytuacjach prywatnych był jednak człowiekiem tak skromnym i serdecznym, jak przystało na wiernego ucznia Jezusa Chrystusa. 

– Jaki obraz kardynała Wyszyńskiego wyłania się z jego pism?
– Kiedy zacząłem się zagłębiać w jego zapiski i kazania, od razu zwróciłem uwagę na dwie kwestie. Po pierwsze, talent literacki. Świetnie pisał, miał reporterskie oko. Był autorem kapitalnych dialogów, których nie powstydziliby się scenarzyści hollywoodzkich filmów. Po drugie, spotkałem człowieka przenikliwie i nieprzeciętnie inteligentnego. Często kojarzymy Prymasa z ludową pobożnością – i słusznie – bo miał dla wiary prostego człowieka ogromny szacunek. Kochał Matkę Bożą i Jej zawierzył siebie, swój urząd i posługę. Jednocześnie na wylot znał katolicką naukę społeczną, był erudytą. Bardzo dużo czytał, doskonale orientował się w meandrach otaczającego go świata. Dzięki rozczytywaniu się w Prymasie i rozmowom z ludźmi, którzy byli blisko kardynała Wyszyńskiego – zwłaszcza z panią Anną Rastawicką, niezwykłą przewodniczką po jego świecie – chciałem podzielić się z Czytelnikami moimi odkryciami. Pokazać im nieco innego Prymasa niż spiżowego męża stanu. Oczywiście w żadnym razie nie chcę odbierać Prymasowi pomnika, na który zasłużył. Przeciwnie – chciałbym tylko tę pomnikową postać nieco uczłowieczyć i przybliżyć nam, ludziom współczesnym. 

– Ta ciepła i humorystyczna strona osobowości była chyba łatwiej dostrzegalna u św. Jana Pawła II, Prymas natomiast kojarzył się zazwyczaj raczej z „królewskim dostojeństwem”. 
– Racja. To były dwie różne, ale świetnie uzupełniające się osobowości. Różnili się temperamentem, jednak w kluczowych sprawach pozostawali jednomyślni. To też zresztą nie było tak, że Prymas wychodząc do świata, zakładał jakąś maskę. Nie, on zawsze był sobą, ale powtarzam: bardzo dbał o zachowanie powagi i autorytetu sprawowanego przez siebie urzędu. Odpowiedzialnie traktował obowiązki i rozumiał, że z piastowaną godnością wiążą się określone oczekiwania, ograniczenia i styl. Niezłomna postawa Prymasa wobec komunistów miała też źródło w jego absolutnym oddaniu Ewangelii. Prymas, tak jak Jezus, był twardy i nieugięty wobec możnych tego świata. Ale wobec zwykłego człowieka, błądzącego, zagubionego czy zranionego – był serdeczny, łagodny i miłosierny. Jedna z opisanych w mojej książce historii pokazuje zasadniczą różnicę między autentyczną i fałszywą pobożnością. Podczas wizytacji Prymasa w jednej z parafii zestresowany człowiek miał deklamować słowa powitania dostojnego gościa. Tyle że w wyniku zbiegu fatalnych okoliczności potknął się i przewrócił, a z jego ust wyrwało się: „K…. wasza mać!”. A co na to Prymas? Mówi z uśmiechem: „Skończ, bracie, z tą genealogią i zaczynajmy!”. Faryzeusz by udawał, że nic nie usłyszał, albo by się oburzył, a kardynał Wyszyński błyskotliwie obrócił całą sytuację w żart. 

– Umiał odczytać intencje.
– Tak, to bardzo ważna rzecz. Nie pisałem o tym w książce wprost, ale chciałem to przekazać między wierszami. Prymas był tak skupiony na drugim człowieku, że świetnie odczytywał intencje rozmówców. 

– W książce przytacza Pan również interesujące relacje ze spotkań Prymasa z komunistami. 
– Tak, to są szalenie ciekawe materiały i anegdoty. W przypadku spotkań z Bierutem można mówić nawet o pewnego rodzaju chemii między nimi. Naturalnie Prymas nie miał złudzeń co do tego, jaką rolę odgrywa Bierut, ale doceniał, że ten rozmawia z nim szczerze i dotrzymuje danego słowa. W książce przytaczam historię opowiedzianą przez profesora Romualda Kukołowicza, kiedy to Bierut wraca z Moskwy, a Prymas pyta o przebieg wizyty. Bierut oświadcza prosto z mostu: „Powiedziałem Stalinowi, że chciałbym wsadzić Prymasa Polski do więzienia”. „I co Stalin na to?” – pyta Wyszyński. „Stalin powiedział mi: wot, ty durak! Co za sztuka wsadzić Prymasa do więzienia, to każdy dureń potrafi. Ty zrób z Prymasa komunistę! To dopiero będzie sztuka!”. 

– Prymas przyznawał, że modlił się za Bieruta, zapewne jako jeden z nielicznych.
– Modlił się za Bieruta codziennie, kartkę z zapisanym jego nazwiskiem nosił w brewiarzu. Zresztą Bierut przyśnił się Prymasowi w noc swojej śmierci.
 
– W Pańskiej książce znajduje się także ciekawy wątek związany z konklawe 1978 roku. To prawda, że gdyby nie wyraźna zachęta Prymasa Jan Paweł II mógłby odmówić objęcia Stolicy Piotrowej?
– Tak powiedział sam Jan Paweł II członkiniom Instytutu Prymasa Wyszyńskiego. Historia konklawe z 1978 roku pokazuje, jak niezwykły tandem tworzyli kardynałowie Wyszyński i Wojtyła. Prymas nie tylko odegrał rolę w promowaniu kandydatury metropolity krakowskiego podczas konklawe, ale przede wszystkim w osobistym podtrzymywaniu duchowym przyszłego papieża. Karol Wojtyła był nietuzinkową postacią i nie można wykluczyć, że nie przyjąłby wyboru na Stolicę Piotrową.

– W poczuciu lojalności wobec Prymasa i Kościoła w Polsce?
– Dokładnie. Kiedy jednak usłyszał wyraźne wsparcie od Prymasa, który powiedział: „Jeśli wybiorą, proszę wybór przyjąć”, wszelkie wątpliwości zniknęły. Zresztą kardynał Wyszyński jechał na konklawe z innymi wyobrażeniami i nie spodziewał się, że Polak zostanie papieżem. Ale w chwili, kiedy zaczął wiać Duch Święty, potrafił odczytać Jego poruszenia. Prymas odegrał tu naprawdę ważną rolę. Co ciekawe – sam nigdy tego później nie podkreślał. O kulisach tych wydarzeń wiemy od innych, nie od niego.
 
– Jakie refleksje towarzyszą Panu w przeddzień beatyfikacji Prymasa Wyszyńskiego?
– Prymas był człowiekiem integralnym – pokornym, ale jednocześnie mocnym. Skromnym, ale zarazem twardym i inteligentnym; oddanym bez reszty Bogu, a jednocześnie sprawnie i roztropnie działającym na polu ludzkim. To niesamowite, ile może pomieścić się w jednym człowieku. Teraz przygotowujemy się do jego tak długo wyczekiwanej beatyfikacji. Z jednej strony Stefan Wyszyński zasługuje na pomniki, bo jesteśmy tu, gdzie jesteśmy, właśnie dzięki Prymasowi Tysiąclecia. To jedna z największych postaci w historii Polski i trudnym wieku XX. Z drugiej strony muszę podzielić się osobistą refleksją, że we mnie nie ma już żadnej bariery, aby za wstawiennictwem Prymasa modlić się w rozmaitych sprawach. I gorąco zachęcam wszystkich do tego samego. Możemy do niego przychodzić z naszymi zwykłymi, ludzkimi problemami. On naprawdę był człowiekiem z krwi i kości, wiedział, co to jest normalne życie. Znał jego trud, wiele wiedział o naturze człowieka i nas wszystkich dobrze rozumiał. I nadal rozumie. Jeśli tylko intencja naszej modlitwy będzie czysta i zgodna z wolą Bożą, nie mam wątpliwości, że Prymas gdzieś tam z wysoka dołączy do nas z własną modlitwą i wsparciem.




 

Polecane