Poprzedni rząd jadł z ręki Berlina czy Brukseli?

Poprzedni rząd jadł z ręki Berlina czy Brukseli?

Proponuje zapoznanie się z zapisem mojego telewizyjnego wywiadu dla Telewizji "Republika". Rozmowa miała miejsce w programie „W punkt”, a wywiad przeprowadził red. Łukasz Jankowski
Emisja „na żywo” z Karpacza, z Forum Ekonomicznego: 7 września 2022

Program „W punkt”, Telewizja Republika, trochę inne warunki, jesteśmy w Karpaczu na Forum Ekonomicznym, a naszym gościem jest Ryszard Czarnecki, Poseł do Parlamentu Europejskiego, Prawo i Sprawiedliwość, Europejska Frakcja Konserwatystów i Reformatorów. Dzień dobry, Panie Pośle.

– Witam Pana, witam Państwa serdecznie.

Zacznijmy od spraw europejskich, patrzymy na to, kiedy w końcu przyjadą pieniądze, czy dopłyną przelewy bankowe z Komisji Europejskiej do Polski, wydaje się, że jest pewna nadzieja, o tym mówią politycy rządowi, że może jednak nie wszystko stracone i uda się konflikt z Komisją Europejską jakoś załagodzić i on się rozejdzie po kościach. Tak będzie, Panie Pośle?

– Pożyjemy, zobaczymy. Ja już tego typu zapowiedzi słyszałem parokrotnie, ja rozumiem, to chciałbym podkreślić, że na szczeblu rozmów technicznych jest wszystko dobrze, tzn. nasi partnerzy w Brukseli mówią przedstawicielom polskiego rządu, także w randze ministrów, że wymiarze takim techniczno – merytorycznym polska strona spełnia wszystkie wymogi i postulaty, apele ze strony unijnej, tylko na końcu mówią " ale wiecie, to jest decyzja polityczna dwa szczeble ponad nami". No i oczywiście tutaj przekaz jest jasny, że tak i tak decyzje będzie podejmować przewodnicząca Komisji Europejskiej pani Ursula Gertrud von der Leyen i komisarze unijne. To jest decyzja stricte polityczna i należy wreszcie naszym rodakom powiedzieć, że Komisja Europejska jest ciałem politycznym, a nie jakimś „metr Sevres” obiektywizmu, to nie są żadne eksperci, Polska nic nie zawaliła, po prostu politycy, którzy z różnych względów Polski nie lubią lub raczej nawet nie tyle nie lubią, co nie chcą rozwoju Polski, bo Polska jest konkurencją i nie chcą dawać pieniędzy i tak naprawdę tu jest ten pies finansowy unijny pogrzebany.

Z drugiej strony Unia jest pod różnym wpływem. Janusz Wojciechowski obecny komisarz z Polski w Komisji Europejskiej mówił na antenie „Radia Wnet”, że większość komisarzy chce kompromisu, chce przelania pieniędzy, ale pewni nie chcą, do tego jest jeszcze europarlament, który grozi, że jeśli Komisja przelewy puści, to on Komisję Europejską odwoła. Panie Pośle, więc to są też te siły, które blokują wypłatę, które są tam, gdzie Pan jest w europarlamencie.

– Żeby było jasne, Komisja składa się z 27 komisarzy w tym przewodniczącej Komisji Europejskiej, w tym uwaga, aż siedmiu to są wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej, to jest taka ciekawa sytuacja, w której na 27 członków Komisji, ośmiu jest w prezydium, czyli jedna trzecia prawie. Żeby było jasne tam większość komisarzy, to są ludzie pragmatyczni, zdroworozsądkowi i nic do Polski nie mają, nawet uwaga, komisarz francuski Thierry Breton nigdy nie dał się poznać z wypowiedzi publicznych, jako Polski przeciwnik, chociaż Macron wielokrotnie Polskę atakował, nawet niedawno. Natomiast są wrogowie:  jest komisarz z Belgii, jest pani komisarz z Czech, komisarz z Włoch – były premier Gentilioni, a pani przewodnicząca von der Leyen nie chce mieć kłopotów w europarlamencie, jest tak między młotem polskiego rządu a kowadłem Parlamentu Europejskiego lub odwrotnie, ulega grupom politycznym swojej grupie: chadeckiej, liberałów, socjalistom, Zielonym czy postkomunistom, którzy Polskę chcą karać za, to że ma taki rząd i że polscy wyborcy niewłaściwie wybrali i w moim przekonaniu ta sytuacja jest absolutnie jasna i czytelna. Reasumując, uważam, że Polska na pieniądze zasługuje, nie dostaje ich ze względów politycznych i trzeba to bardzo wyraźnie powiedzieć, że piłka jest po stronie Brukseli i że nie jest to naszą winą, poza tym, że mamy rząd, który się nie podoba  naszym partnerom na Zachodzie Europy. Nie jest naszą żadną winą żeśmy tych pieniędzy nie dostali. Ale co z tego, że większość komisarzy, jak sugeruje komisarz Wojciechowski, z którym zresztą dzisiaj rozmawiałem, nawet prywatnie mówi, że Polska jest OK, ale co z tego, kiedy tych pieniędzy dalej nie ma.

Nie ma pieniędzy, nie ma tych przelewów. Jarosław Kaczyński dzisiaj na Forum Ekonomicznym w Karpaczu, na takim chyba bardzo, bardzo ważnym, chyba najważniejszym i najciekawszym zbiorze paneli, czyli „Europa Karpat” powiedział: „W Unii Europejskiej obowiązuje zasada kto silniejszy, ten lepszy, a ponieważ najsilniejsze są Niemcy, obowiązuje stara zasada, którą można nazwać neoimperialną”. Unia Europejska jest przestrzenią neoimperialną, jest przestrzenią dla ambicji neoimperialnych ambicji Berlina?

– Unia Europejska jest strukturą, w której liczą się przede wszystkim interesy poszczególnych krajów, ci więksi mogą więcej, tu nie ma żadnych złudzeń, żadnych sentymentów. Poprzedni rząd w Polsce był chwalony, ponieważ jadł z ręki, był pasem transmisyjnym Berlina, czasem Paryża lub Brukseli i stąd niechęć do obecnego, polskiego rządu, który ma własną wizję, który walczy o polskie interesy, które czasem są tożsame z interesami innych krajów, ale czasem są sprzeczne. Oczywiście Niemcy są krajem największym, najwięcej wpłacają do budżetu unijnego, ten kto płaci, to wymaga, oczywiście Unia Europejska jest dla Berlina  po części Paryża, ale także innych państw bogatych np. dla Hagi, dla Królestwa Niderlandów jest pewnym instrumentem do realizowania interesów narodowych.

Staramy się uchwycić myśl Jarosława Kaczyńskiego, który powiedział jeszcze wiele ciekawych zdań, jedną pozwolę sobie jeszcze dla Państwa i dla Pana Posła zacytować: „Myśmy poprzedzili przyjęcie przystąpienie do Unii Europejskiej uchwałą Sejmu o naszej suwerenności kulturowej. Ona została całkowicie zapomniana przez pewną część klasy politycznej, my ją całkowicie podtrzymujemy”. Jest tak, że w tej chwili ta warstwa wartości wróciła jako istotny element sporu i że w tej chwili to, jacy chcemy być, także staje się ambicją Komisji Europejskiej, która będzie decydować o sprawach już nie gospodarczych i nie politycznych i spójności, ale także chociażby, tych najbardziej podstawowych, kiedy zaczyna się życie lub też teraz ten spór będzie także otwarty w relacjach między polskim rządem a Komisją Europejską w Brukseli?

– Żeby było jasne: w wymiarze formalno-prawnym, traktatowym to są sprawy, które są absolutnie w gestii suwerennych państw członkowskich, państw narodowych, natomiast w praktyce jest tak, że po pierwsze, różne organizacje, które są pro-choice, a nie pro-life, które są za aborcją, są finansowane z różnych programów Komisji Europejskiej, a więc są finansowane przez europejskiego podatnika, nawet jeśli europejski podatnik ma w kwestii ochrony życia, zabijania dzieci nienarodzonych mówiąc wprost inne opinie i to jest jeden wymiar. A drugi wymiar: Parlament Europejski, który nie ma mocy sprawczej w wymiarze formalno-prawnym, jego rezolucje są tylko elementem nacisku, ale naciska właśnie Komisję Europejską. To się zresztą zmieniło w ostatnich dziewięciu latach, gdzie Parlament Europejski jeszcze w 2013 roku wydawał rezolucję mówiącą o tym, że  jest aborcja to jest sprawa poszczególnych krajów członkowskich, kwestia ochrony życia lub nie, teraz wręcz przeciwnie, czyli tutaj mamy regres i rzeczywiście instytucje unijne służą do tego, żeby robić porządek z tymi krajami niepokornymi.

Ale teraz jest tak, że jak daleko to ma sięgać, bo zdaje się, że już nie będzie tylko i wyłącznie sięgać po sprawy gospodarcze, ale już takie fundamentalne, że nagle będziemy mieli próbę unifikacji całościowej, to co odrzuciły narody Europy w referendum przy okazji konstytucji, właśnie będzie wprowadzone bez żadnych negocjacji, żadnych uzgodnień, żadnych żadnego pytania o się o zgodę narodów Europy.

–  W tej chwili główny problem polega, że Unia Europejska, czy niektóre państwa członkowskie- te największe i najbogatsze, które teraz traktują Unię jak cytrynę do wyciśnięcia dla własnych celów, one wbrew unijnemu prawu, wbrew traktatom europejskim, via fakty, „fait accomplie”, jak mówią Francuzi, poprzez fakty dokonane zabierają szereg kompetencji od państw członkowskich do Brukseli, choć w praktyce politycznej te kompetencje służą tym głównym "playmakerom" w Unii, a więc Niemcom -o których mówił prezes Kaczyński, słuchałem tego w Karpaczu słucham tej debaty z udziałem Prezesa - lub Francji. To jest sytuacja, w której de facto kompetencje państw narodowych są okradane i przenoszone do Brukseli wbrew woli poszczególnym państwom, wbrew Traktatowi Europejskiemu, na który te państwa się zgodziły. .

Panie Pośle, to jeszcze wrócimy do pieniędzy na sekundę. Dzisiaj premier Mateusz Morawiecki, który pojechał w objazd po kraju, pan premier powiedział, że pieniądze, cytuje dokładnie: „pieniądze z dużego budżetu są jeszcze bardziej pewne, że przyjadą niż te z KPO”. Pytanie, czy to nie jest jakaś forma daleko posuniętej ironii ze strony pana premiera?

–To są dwa różne krany finansowe, zakręcenie czasowe jednego, tak na zdrowy rozum i wymiarze formalno-prawnym, wcale nie oznacza zakręcenia drugiego, tyle że niestety Unia Europejska jest instytucją, która czasem jedzie po bandzie, idzie na rympał. No, cóż, ja bardzo chciałbym mieć taką nadzieję, jak Pan Premier, wierzę, że tak się stanie, ale ja tak całkiem w to  uwierzę, jak już to zobaczę.

Panie Pośle, a w takim wypadku na ile jest tak, że jeżeli nie ma tych płatności, nie ma żadnych płatności z KPO, mimo że Polska ma płacić za obsługę tego zadłużenia, jeżeli będą odciągać także wypłaty z dużego siedmioletniego budżetu, to czy wówczas trzeba zatrzymać naszą składkę członkowską, to jest ten sposób dialogu z Brukselą, który powinniśmy rozpocząć? To jest już ta siła argumentu, które muszą być w tej chwili użyte?

– Ja jestem tego zwolennikiem, mówiłem to już parę miesięcy temu. Prezes Kaczyński miał do niedawna w tej sprawie inne zdanie, uważał, że tej „broni atomowej” jeszcze nie można użyć. Ja uważam, że ten czas nastąpił, płacimy 6,5 miliarda euro rocznie, To jest nasza składka członkowska. W moim przekonaniu trzeba zapowiedzieć jej zamrożenie, to jest strata finansowa dla Unii dotkliwa, zróbmy to.

Ale z drugiej strony, jak powiedział komisarz z Polski, w europarlamencie Janusz Wojciechowski powiedział, że na przykład już w tej nowej perspektywie finansowej pieniądze płyną w części, bo płyną już do rolników na dopłaty bezpośrednie, więc są takie kanały komunikacji finansowej między Warszawą a Bruksela, które są drożne, które działają, które umożliwiają dawanie bardzo istotnego elementu wyrównawczego dla polskich rolników, więc może rzeczywiście to prezes Kaczyński ma rację, że jeszcze nie ma co strzelać, może nie muchy, ale do tego szerszenia z armaty.

– Zwracam uwagę na sukces, uwaga, Polski w negocjacji z  Unią Europejską. O tym się w Polsce mało mówi -mowilem to prezesowi Kaczyńskiemu nie dalej jak dwa, czy trzy dni temu - otóż w zeszłym tygodniu Komisja  Europejska, podkreślam, bo to jest mało znana sprawa - Komisja Europejska zaakceptowała polski plan Wspólnej Polityki Rolnej dotyczącej naszego kraju. Jesteśmy siódmym krajem na 27 w Unii, który taką takie „zielone światło” dla właśnie tych środków dla rolników otrzymał. Natomiast podkreślam, że to jest decyzja kierunkowa, przypomnę, że w sprawie KPO też była decyzja kierunkowa późno, bo późno, ale jednak pozytywna tyle, że to się nie przekuło na realia. Oby tak nie było przypadku rolników.

I oby te pieniądze popłynęły, to skoro tutaj jest Pan Poseł zwolennikiem, żeby używać tej broni, żeby wstrzymywać te transfery, to jaki będzie tego koniec, bo my wstrzymamy transfery, to Unia jeszcze bardziej wstrzyma finansowanie. Dokąd nas to zaprowadzi?

– Nie wolno pękać, nie wolno się bać, trzeba twardo negocjować, trzeba pokazywać, że mamy też argumenty. Argumentem jest ewentualne zamrożenie składki członkowskiej. To bardziej zaboli niż potencjalne weta, inne kraje wetują, więc to żadna sensacja, w dużym większym stopniu niż Polska, konkretnie Niemcy wetują więcej, Francja, Belgia, a więc kraje założycielskie Wspólnoty Węgla i Stali. A więc możemy też wetować, wetować kwestie niezwiązane z finansami, natomiast podkreślam, sytuacja jest tak dramatyczna, że trzeba przynajmniej mówić w debacie publicznej, że jeżeli europosłowie mówią o zamrożeniu składki członkowskiej Polski, to wydaje mi się, że to jest argument dla rządu w tych negocjacjach: możemy pokazywać Brukseli, że nie możemy się już gdziekolwiek cofnąć.

Panie Pośle, do rządu, kiedy przychodził premier Mateusz Morawiecki była taka nadzieja, że on właśnie unormuje te relacje z Unią i z Komisją Europejską, że da nam możliwość oddechu finansowego i zamknięcia jednego przynajmniej frontu walki. Jaka jest konkluzja tego okresu? Na ile ta misja pana premiera została spełniona?

– Ja powiem tak : można powiedzieć z perspektywy optymisty, że premier  Morawiecki kupił czas, premier Morawiecki kupił czas, kupił dwa lata i dobrze. Z drugiej strony na końcu jesteśmy w stanie pewnej wojny z Unią i to w sytuacji, gdy Polska wzięła na siebie, jako państwo o największej wschodniej granicy Unii Europejskiej poza Finlandia, wzięła na siebie pomoc dla kraju, który do Unii Europejskiej już nawet formalnie aspiruje czyli dla Ukrainy. W moim przekonaniu trzeba powiedzieć bardzo wyraźnie : tak jesteśmy w tej chwili w „stanie wojennym”, gdy chodzi o Unię Europejską, ale naprawdę Polska tutaj nie dostarczyła żadnych powodów, żadnych pretekstów, to Unia ze względów ekonomiczno-polityczno-geopolitycznych na taką ścieżkę wojenną z Polską weszła.

Jesteśmy na tej ścieżce wojennej, jesteśmy de facto, jak Pan Poseł powiedział, że jeszcze jakiś czas temu, w okresie „zimnej wojny” między Komisją Europejską a polskim rządem. Czy jest jakiś sojusznik, który by nas realnie wsparł? Dopiero mieliśmy wizytę premiera Mateusza Morawieckiego we Francji. Czy to jest tak, że Paryż może być jakimś stopniu polskim sojusznikiem w różnych sporach w Unii Europejskiej, także z Komisją?

– Panie Redaktorze, mówiąc lordem Palmerstonem, premierem brytyjskim z XIX wieku - ten cytat był przypisywany Churchillowi, ale to mówił Palmerston, że "Wielka Brytania nie ma stałych sojuszników ani stałych wrogów-tylko stałe interesy”. I tak właśnie jest w polityce międzynarodowej . Polska też nie ma stałych wrogów ani stałych sojuszników, tylko stałe interesy. Francja to jest  nasz sojusznik od zawsze, jeśli chodzi o Wspólną Politykę Rolną, o której mówiliśmy. To jest nasz potencjalny partner, jeżeli chodzi o energetykę jądrową, to jest nasz być może partner, gdy chodzi o łodzie podwodne…

Ale czy to jest nasz Partner, jeżeli chodzi o odblokowanie KPO, czy to jest nasz partner, jeżeli chodzi o walkę, znowu cofnę do cytatu z Jarosława Kaczyńskiego: „z neoimperialnymi ambicjami Berlina”, czy nie?

– Gdy chodzi o odblokowanie KPO – nie, chociaż komisarz Breton zachowuje się bardzo przyzwoicie i Polski nie atakuje. Gdy chodzi o kwestię „neoimperialnych planów Niemiec”, to ja powiem w ten sposób : zwracam uwagę na to, że Niemcy z Francją bardzo blisko współpracują, ale są między nimi różnice. No , jeżeli Niemcy oficjalnie zgłaszają postulat, żeby w Radzie Bezpieczeństwa ONZ Francja, która jest w tej chwili jedynym państwem członkowskim Unii, która tam jest stałym członkiem oddała to miejsce na rzecz Unii Europejskiej, to Francja ryczy niczym ranny łoś i nie chce się na to zgodzić – słusznie, ma rację. Myślę, że trzeba wygrywać takie różnice między Berlinem a Paryżem dla polskich interesów.

A jak w Paryżu np. interpretuje się słowa kanclerza Olafa Scholza, który mówi: „czas na przywództwo Niemiec”, mówi to wprost, mówi słowa, które jeszcze parę lat temu nie przeszłyby przez gardło żadnemu niemieckiemu politykowi i to jest wypowiadane na jednym oddechu z wizją głębszej nawet już nie federalizacji, a centralizacji Unii Europejskiej. To nie budzi obaw w Paryżu?

– Ta centralizacja właśnie temu służy : zwiększeniu niemieckiego „poweru” także formalnie. To jest w ogóle tak, że Niemcy uważają, że to Francja głównie korzysta na Unii Europejskiej - bardziej niż Berlin. Choć z drugiej strony, jak patrzymy, kto jest beneficjentem strefy euro, to skorzystały na tym Niemcy, Holandia ,a Francja dopłaciła do tego interesu. Myślę, że tego typu wypowiedzi Scholza akurat przeczą pewnej praktyce, bo w ostatnim półroczu Niemcy bardzo straciły na przywództwie, straciły w wymiarze moralnym i politycznym, nie są już punktem odniesienia dla wielu krajów, jak było dotychczas. Myślę, że stąd ta ucieczka do przodu Olafa Scholza, który chce reformować Unię Europejską pod niemieckim butem czy przywództwem - to już Pan sobie wybierze. Mówi to także po to, żeby usłyszał to niemiecki wyborca, aby przez chwilę nie pomyślał o problemach z gazem, z zimą i utratą ,przynajmniej w dużym stopniu, wielkiego rosyjskiego rynku zbytu.

I żeby nie miał kłopotów... To ostatni duży temat : otwórzmy w naszej rozmowie to,  o czym mówiono przed naszą dyskusją, Panie Pośle, czyli to jak bardzo Putin będzie się starał rozgrywać państwa europejskie poprzez wywołanie kryzysu energetycznego, poprzez zawirowania gospodarcze, znajdzie tę szczelinę w Europie, uda mu się podzielić Stary Kontynent, podzielić Unię Europejską i znaleźć te państwa, istotne państwa, które będą gotowe przejść de facto na jego stronę?

– To kluczowe pytanie i tu mamy problem. Oczywiście robi to Rosja cały czas -uwaga : gra na zmęczenie opinii publicznej, która będzie wymuszać we Włoszech, we Francji, w Niemczech ,w tych krajach tradycyjnie prorosyjskich ,nie mówiąc o Grecji i o Cyprze, które żyją z rosyjskich turystów i rosyjskiego biznesu, będzie wymuszać ocieplenie w relacjach z Rosją. Jeżeli we Włoszech mamy sytuację, w której co prawda dwie piąte Włochów - 39% uważa, że winę za wojnę w Europie Wschodniej ponosi Rosja, ale parę prawie tyle samo, bo 37% uważa, że to wina Ukrainy, USA albo NATO to już pokazuje, że taka włoska opinia publiczna może za parę tygodni czy za parę miesięcy wymuszać na nowym rządzie, który będzie sformułowany po wyborach, które są w ostatnią niedzielę września, już za chwilę w Italii może wymuszać pewną reorientację polityki zagranicznej, a więc na przykład mniejszą gotowość angażowania się po stronie Ukrainy. To samo dotyczy Francji: jeżeli Macron mówi o tych podżegaczach wojennych i mówi to nie wymieniając Polski, ale o Polsce - to przecież wie, że we francuskich mediach jest coraz więcej Rosjan, rosyjskich naukowców, profesorów, oglądam francuską telewizję, którzy mówią narracja rosyjską, którzy są tam zapraszani, potem są zapraszani politycy i francuscy intelektualiści, którzy mówią to samo. A więc trwa takie przygotowanie do tego, żeby znowu "było, jak było".

To jeszcze Panie Pośle, myślałem o tym, na ile jest możliwość, że w pewnym momencie także w Polsce dojdzie do takich sił, jakie widzieliśmy ostatnio w Czechach, demonstracje dziwnego sojuszu komunistów z nacjonalistami, którzy zdaje się w jakiejś formie albo formacie, podżegani przez Rosję wyszli na ulice. Możemy mieć podobne obrazki tej zimy także w Warszawie?

– Myślę, że Polacy są pragmatyczni - i też wielu Polaków ma poczucie, że ten rząd, który oczywiście ma swoje wady, jednak zadbał o bezpieczeństwo energetyczne Polski, dywersyfikując przez ostatnie siedem lat kwestię właśnie dopływu do Polski z różnych stron, nie tylko z Rosji, choćby gazu. A więc sytuacja Polski jest inna niż w krajach, w których są demonstracje. Ale oczywiście myślę, że takie próby, aby ten diabeł ogonem machał także w Polsce, nastąpią, musimy być na to przygotowani.

Jaka jest szansa, że Unia Europejska, że Komisja Europejska silnie zareaguje? Jaka jest szansa na to, że na przykład będzie istotny ruch w kierunku obniżenia cen energii tak, żeby realnie przeciwdziałać polityce podziału poprzez energetykę, jaką stosuje Putin?

– Były takie postulaty z polskiej strony, rzecz w tym, że na Radzie Europejskiej nie było na to politycznej pogody, a już zwłaszcza w Komisji Europejskiej i to jest pewien problem. Mam takie wrażenie, że szereg przywódców unijnych, a także krajów członkowskich, jest w takiej bańce mydlanej i mają zupełnie inne problemy na głowie niż ich krajanie, wyborcy i podatnicy.

To rzeczywiście jest taki element. To już na koniec te reparacje omówmy, bo to też budzi wątpliwości. Jaki był odzew w europarlamencie? Zrobiło to wrażenie? Mamy dzisiaj, przepraszam wczoraj chyba, wypowiedź kanclerza Scholza, który mówi, że sprawa jest zamknięta, to akurat było jasne, ale pytanie, czy w europarlamencie też powszechnie mówi się, że kwestia zadośćuczynienia za zbrodnie, winy i zniszczenia niemieckie też jest zamknięta?

– Wczoraj rozmawiałem z wysokiej rangi urzędnikiem Komisji Europejskiej – Niemcem. Powiedziałem wprost o reparacjach, powiedział: „ja tu reprezentuję Komisję Europejską”, a więc ucieczka. Żeby było jasne, Niemcy lubią twardo grać, ciekawostka, bo policzyłem, a nie widziałem takich obliczeń w Polsce. Namibia dostała 14 razy mniej pieniędzy niż kwota, o którą wnosiła, ale dostała. Natomiast Niemcy będą twardo negocjować, już widać, że mają swoich ludzi w Polsce, którzy są wybrani do polskiego parlamentu, ale narrację niemiecką przyjmują, promują i bronią jej. To jest bardzo smutne, bo choćby w Grecji te podziały są dużo ostrzejsze, bo część polityków skrajnej prawicy siedzi w więzieniu, a jednak w tej sprawie przy jednym stole usiadła skrajna prawica ze skrajną lewicą, z rządzącą Nową Demokracją- centroprawicową partią premiera Mitsotakisa i mówią jednym głosem o reparacjach. Tą sprawę w Grecji podniósł poprzedni, lewicowy rząd Siryzy, a obecny rząd ją przyjął za swoją. Bardzo bym chciał, żeby tak było w Polsce, bo to by zwiększyło polską siłę w tych negocjacjach. Natomiast myślę, że będziemy  rozgrywani przez Niemców, oni wiedzą, że biją się o olbrzymie pieniądze.

A dlaczego w Polsce nie jest tak jak w Grecji, Panie Pośle?

– Ano dlatego, że partie w Grecji wiedzą, żeby dostały lanie od swoich wyborców, gdyby na przykład za rządów premiera Tsiprasa z lewicy, Nowa Demokracja czy jakieś inne ugrupowania prawicowe powiedziałoby : reparacje – nie, bo to jest propozycja lewicy : to by takich polityków greccy wyborcy na taczkach wywieźli. A w Polsce wyborcy pozwalają politykom, a wręcz ich do tego zachęcają, żeby przywalić PiS-owi, traktując te reparacje jaką sprawę partyjną PiS-u, a nie sprawę państwa polskiego. To świadczy o wyborcach opozycji, więc nie możemy powiedzieć tylko "brzydka opozycja". Spójrzmy w prawdzie w oczy, to jest kwestia wyborców w Polsce, którzy na takie rzeczy pozwalają.

Powiedział Ryszard Czarnecki Poseł do europarlamentu, Prawo i Sprawiedliwość, frakcja Konserwatystów i Reformatorów. Panie Pośle, dziękuję bardzo za rozmowę.

– Dziękuję bardzo, kłaniam się.


Oceń artykuł
Wczytuję ocenę...
Powinniśmy przyjąć imigrantów Łukaszenki?
Udostępnij:

 

POLECANE
Koronawirus
Vademecum Pracownika
Emerytury
Stażowe