Piotr Skwieciński: Pierwsza rysa na machinie MAGA
Co musisz wiedzieć:
- Sześciu republikanów z Izby Reprezentantów sprzeciwiło się cłom narzuconym przez Donalda Trumpa, co może być pierwszym sygnałem pęknięć w trumpowskiej dyscyplinie partyjnej.
- Bunt „YOLO Republicans” dotyczy także obrony wolnorynkowej tożsamości i konstytucyjnej roli Kongresu wobec rosnących ambicji władzy wykonawczej.
- Autor wskazuje, że głosowanie wpisuje się w szerszy proces osłabiania politycznej „nietykalności” Trumpa.
Pozornie trudno zrozumieć, dlaczego wielu obserwatorów amerykańskiej polityki zareagowało na przegranie przez administrację jednego głosowania w niższej izbie parlamentu jako na coś ważnego. Przecież z dyscypliny partyjnej (formalnie w Ameryce zresztą nieistniejącej) wyłamało się tylko sześciu deputowanych, z czego dwóch zdecydowało już, że więcej nie będzie kandydować w wyborach. Mówiąc kolokwialnie, prezydent nie ma więc już na nich bata – ma go natomiast nad całą resztą, pragnących kontynuować karierę polityczną, republikanów.
Przyłączenie się tej szóstki do demokratów w sprawie kanadyjskich ceł stworzyło jednorazową większość pozwalającą na zablokowanie ustanowionej przez Trumpa daniny. Ale, po pierwsze, obserwatorzy tego, co dzieje się na Wzgórzu Kapitolińskim, liczyli, że wyłamać się może znacznie więcej reprezentantów. Rozmiary frondy są więc niewielkie. Merrill Matthews, pełniący funkcję szefa próbującej skupiać zwolenników nietrumpowskiego, staromodnego republikanizmu organizacji Our Republican Legacy w stanie Teksas, skomentował, że
„wstydem nie jest to, że sześciu się wyłamało, ale że nie poszło z nimi więcej republikanów”.
Wprawdzie jeden z frondystów (Don Bacon) powiedział, że gdyby nie Trumpowe groźby odwetu na nielojalnych, nawet „30 do 40” republikanów wyłamałoby się z partyjnej linii. Ale Trump groził i zapewne będzie grozić, i jak na razie nie widać przyczyny, by sądzić, że te groźby mogą utracić skuteczność.
- Komunikat dla mieszkańców woj. lubelskiego
- W ramach SAFE dostaniemy sprzęt z demobilu? Gen. Wroński: Nigdzie nie wyartykułowano, że będzie nowy
- Kto stoi za największym załamaniem oglądalności w historii TVP Info?
- Niemcy w tarapatach. Wracają niebezpieczne Tapinoma magnum
- Zarobki Książulo. Te kwoty przyprawiają o zawrót głowy
- Burza w Tańcu z Gwiazdami. Ta decyzja zaskoczyła widzów
- Komisja Wenecka akceptuje segregację sędziów. Ekspert: To przekracza granicę, której przekraczać nie wolno
- Netanjahu: "wiele wskazuje, że najwyższego przywódcy Iranu Alego Chamenei już nie ma"
Wszyscy chcą Trumpa
Lobbysta Sam Geduldig mówi, że o sile politycznej Trumpa świadczy fakt, że o ile w wypadku poprzednich republikańskich prezydentów (George Bush w 2006 roku) republikańscy kandydaci do Izby Reprezentantów w większości nie chcieli osobistego udziału prezydenta w ich kampanii, o tyle teraz wszyscy chcą Trumpa na swoich wyborczych wiecach, i już sama odmowa poparcia kandydata przez prezydenta może uniemożliwić parlamentarzyście reelekcję – a przecież w tym roku będą wybory połówkowe.
Po drugie zaś, prezydent Trump zapewne użyje teraz prawa weta. Natomiast skonstruowanie większości pozwalającej je przełamać wydaje się być zupełnie poza granicą możliwości antytrumpistów. Czy więc ekscytowanie się wyłamaniem się sześciu republikańskich parlamentarzystów ma jakikolwiek sens? Otóż ma.
YOLO Republicans
Szóstka, która się wyłamała (w Ameryce już określono ją metaforą „YOLO Republicans”; skrót YOLO w języku tamtejszego rocka oznacza „You Only Live Once”, czyli „żyje się tylko raz”, i jest używany w kontekście decyzji straceńczych, coś jak spopularyzowane u nas przez Henryka Sienkiewicza w „Ogniem i mieczem” ukraińskie „Raz maty rodyła!”) kierowała się różnymi intencjami.
Część to reprezentanci stanów przygranicznych, w których wiele biznesów wielu wyborców uzależnionych jest od handlu z Kanadą. Część podkreślała, że Kanada jest ważnym sąsiadem i sojusznikiem, o relacje z którym trzeba dbać, i w tym aspekcie krytykowała bardziej ogólnie postawę Trumpa wobec tego kraju, istotnie zdradzającą coś na kształt obsesji (np. ostatnio prezydent zablokował otwarcie zbudowanego już strategicznego mostu nad graniczną rzeką, domagając się, aby USA stały się właścicielem co najmniej jego połowy – mimo że za całość jego budowy zapłaciła Kanada, i na mocy obowiązującej między Waszyngtonem a Ottawą międzypaństwowej umowy w związku z tym faktem jednoznacznie należy on do Kanady w całości).
Wolny rynek i rola Kongresu
Inni podnosili kwestie bardziej fundamentalne. Odwoływali się do ideologicznego dziedzictwa wolnorynkowych republikanów, zawsze zasadniczo niechętnych cłom jako ograniczeniu wolnego handlu. Wreszcie podkreślali ustrojowy element swojej motywacji – chęć powstrzymania, dokonywanego przez Trumpa, okrajania władzy ustawodawczej na rzecz wykonawczej z konstytucyjnych kompetencji tej pierwszej (do której zawsze należały regulacje celne). Jak stwierdził jeden z nich, Jeff Hurd, Kongresowi zdarza się delegować, w dziedzinach dotyczących bezpieczeństwa narodowego, elementy swojej władzy gałęzi wykonawczej, ale to delegowanie nigdy nie miało na celu permanentnego wyzbycia się swojej konstytucyjnej władzy. A, mówił Hurd,
„jeśli dziś znormalizujemy przyznanie obecnemu prezydentowi władzy Kongresu w tej materii, powinniśmy oczekiwać że przyszły prezydent – niezależnie od tego, czy republikański czy demokratyczny – będzie ją wykorzystywał w sposób, któremu wielu z nas będzie zdecydowanie przeciwnych”.
Wszystko to są motywacje istotne, z całą pewnością szczere i z całą pewnością podzielane przez znacznie większą niż szóstka „YOLO Republicans” część polityków GOP. Waga tego, co się stało, przede wszystkim w kontekście przyszłości, leży jednak gdzie indziej.
Machina zaczyna buksować
Decyzja szóstki (sama w sobie, powtórzmy, obecnie nie przynosząca rewolucji) wpisuje się bowiem w cały rejestr zdarzeń, które wspólnie można określić mianem pierwszych przejawów buksowania machiny Trumpa. Niektóre z nich również pokazują wątlenie dyscypliny, skutecznie wymuszanej dotąd na obozie republikańskim przez POTUS-a, większość dotyczy czegoś innego. Ale ich mnogość dowodzi, jak malowniczo określił to portal Axios, że „Trumpa zaczynają dotyczyć prawa grawitacji”, spod których dotąd wydawał się być wyjęty.
Wymieńmy tylko kilka z tych zdarzeń. Wielu republikanów poczuło się zmuszonych, by dołączyć do potępienia, repostowanego przez konto społecznościowe Trumpa, widea pokazującego małżeństwo Michelle i Baracka Obamów jako małpy, odebranego powszechnie za rasistowskie. Podobne reakcje pojawiły się wśród republikanów w sprawie próby podjęcia kryminalnego śledztwa wobec szefa Rezerwy Federalnej Jerome’a Powella, z którym prezydent jest skonfliktowany na tle polityki stóp procentowych.
Po wielu incydentach unaoczniających nieprzygotowanie agentów powiększanej ostatnio alarmowo służby antyimigracyjnej ICE administracja poczuła się zmuszona do deeskalacji sytuacji w Minnesocie, konfliktu ewidentnie traktowanego dotąd jako prestiżowy. Trump wycofał się również z prób sfederalizowania (to znaczy przejęcia pod federalne dowództwo) sił Gwardii Narodowej w kilku stanach (Gwardia normalnie pozostaje pod zwierzchnictwem gubernatorów, jej federalizacja jest rzadka, zdarzała się dotąd jedynie w sytuacjach nadzwyczajnych, i to takich, w których Biały Dom nie mógł liczyć na lojalność władz stanowych).
Rysa na ruchu MAGA
A to wszystko nakłada się na procesy dekompozycyjne w samym jądrze trumpizmu, w jego bazie – czyli w ruchu MAGA. Konstytutywnym elementem tego ruchu była od zawsze wiara, że pozostaje on w zasadniczym konflikcie z amerykańskimi elitami, utożsamianymi przede wszystkim z rodziną Clintonów i, generalnie, lewicowym liberalizmem. Jednak sprawa akt Epsteina i długotrwała walka Trumpa z żądaniami ich publikacji może nie aż zdemolowała, ale porysowała ten obraz.
„Ludzie całkowicie stracili wiarę i zaufanie do naszego rządu, i mają rację”
– skomentowała Marjorie Taylor Greene, niegdyś gwiazda najradykalniejszego skrzydła MAGA, obecnie odchodząca z polityki rozczarowana dysydentka.
Oczywiście, w jakiejś mierze popełnia ona typowy błąd rozciągania własnych przemyśleń i emocji na innych ludzi; zwolennicy MAGA wciąż w ogromnej większości pozostają zwolennikami czy wręcz wyznawcami Trumpa. Ale do sprawy Epsteina dołącza się też brak sukcesu w zakresie poprawiania losu amerykańskiej klasy średniej, będącej ofiarą procesów globalizacyjnych i polityki poprzednich administracji, nieskłonnych do poświęcania interesów arystokracji finansowej dla średniaków.
W efekcie tego wszystkiego, jak wykazał sondaż dla Fox News, po raz pierwszy sprzeciw wobec Donalda Trumpa stał się większy niż poparcie dla niego wśród grupy społecznej, która w 2024 roku w największej mierze przyczyniła się do jego zwycięstwa – wśród białych Amerykanów bez wyższego wykształcenia. Różnica w tej grupie jest obecnie bardzo niewielka (51:49), ale w porównaniu do stanu sprzed jeszcze tylko kilku miesięcy można uznać zmianę za głęboką (oczywiście pytanie, na ile trwałą?).
[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]




